2018-06-08

„Nasz chłopak” Daniel Magariel


Wydawca: Pauza

Data wydania: 6 czerwca 2018

Liczba stron: 144

Przekład: Dobromiła Jankowska

Oprawa: miękka

Cena det.: 34,90 zł

Tytuł recenzji: Rodzina jest najboleśniejsza

To jest książka, która zawłaszcza i pochłania. Nie pozwala się od siebie oderwać z dwóch konkretnych powodów – jest bardzo dynamiczna i nie zwalnia tempa, ale też każe opowiedzieć się wobec wszystkiego, czego jesteśmy świadkami, i unieść to jednorazowo, bo nie można się z tym mierzyć etapami. Daniel Magariel nie oszczędza czytelnika. Natychmiast jest on wrzucony w wir dramatycznych wydarzeń. Szybkość obrotu spraw, konflikt, emocje. Bez żadnych wstępów, żadnych literackich prób nakreślenia tła albo kontekstów. Dwaj synowie i prowadzący samochód ojciec. Klasyczna powieść drogi, ale to jednak kameralny dramat rozpisany na cztery role – tych dominujących i uległych, manipulantów i ofiary manipulacji. Najciekawsze jest to, że „Nasz chłopak” nie daje wytchnienia ani możliwości analizowania przyczyn opisywanego zła. Widzimy tylko bezradność, a potem złość narratora. Nastolatka, który odbiera zmieniającą się rzeczywistość w skomplikowanych rejestrach, całkowicie zagubionego w natłoku wydarzeń. Dochodzimy wraz z nim do momentu, w którym chce – jak trafnie to określa – „wydostać się z siebie”. Podobne wrażenie wywołuje ta krótka i nasycona treścią powieść – naprawdę chce się z niej wydostać, ale jej ślad w pamięci to uniemożliwi.

Magariel pisze o wielu rodzajach przemocy. O formach bezradności i o wstydzie dzieci za rodziców. O postępującym od nich oddaleniu. O opresyjnym charakterze rodziny, gdy przemienia się ona w układ walczących ze sobą sił, dorosłych eksploatujących emocjonalnie siebie i swoje dzieci. Pokazuje, w jaki sposób rozpadają się najważniejsze z ludzkich więzi, co sprzyja temu rozpadowi i dlaczego w miejsce miłości i przywiązania pojawia się nienawiść. Amerykański debiutant chce udowodnić tezę, że rodzina jest najważniejsza i jednocześnie najboleśniejsza, opowiadając historię toksycznych zależności, w których dzieje się rzecz najgorsza z możliwych – nikt nie ma ani poczucia bezpieczeństwa, ani też komfortu obcowania z drugą, rzekomo najbliższą osobą. Ojciec jest królem przemocy i chaosu. Wycofana matka unika odpowiedzialności za swoje decyzje i wyda na nią wyrok każdy, kto zauważy, że nie potrafi tego, co matce nakazane przez atawizmy – nie chroni swoich dzieci. Dwaj dorastający synowie wchodzą w sieć zależności, w których muszą wybierać strony, ich rodzice są skonfliktowani po rozwodzie, nieprzypadkowo nazywanym tu wojną. Obaj muszą także przyjąć jakiś wspólny front działań, kiedy orientują się, że nie mogą polegać na jedynych ludziach, w których powinni mieć oparcie. I tu zaczyna się genialnie – bo szybko – rozegrana psychodrama. Daniel Magariel oszczędza słowa, ale używa ich w takich frazach, że mamy wrażenie, iż z opisanego piekła relacji rodzinnych nie ma dla nikogo wyjścia. Dziecięca ufność, potrzeba pewności otaczającego świata oraz wrodzone zaufanie do rodziców – wszystko zostanie zdruzgotane, a wszelkie próby lojalności okażą się początkiem prawdziwych dramatów…

On zabiera synów do innego stanu. Ona zgadza się na to, choć nie wiemy, jakie są motywy jej postępowania. Oni trzej mają zacząć nowe życie. Wyprzeć to, jakie do tej pory wiedli, i rozpocząć coś mającego wyjątkowe znaczenie. Trzech oddanych sobie mężczyzn. Uwolnionych od złych wpływów jednej kobiety. Teraz będą naprawdę razem i znajdą wspólnie szczęście. W nowym świecie każdy z nich będzie mógł stać się nonszalanckim chłopakiem. Takim swojskim. Bezpiecznym…

Tymczasem narratorowi powieści pomaga przetrwać to, że doskonale znosi ból fizyczny. Plastyczne i przerażające opisy bicia synów skrywają jeszcze bardziej mroczne oblicze. Labilny emocjonalnie ojciec ujawni przede wszystkim własną niedojrzałość życiową. Chłopcy będą musieli szybko dorosnąć. Najpierw wziąć odpowiedzialność za ojca, a potem zrozumieć, że nie pozostaje im nic innego jak odpowiedzialność za samych siebie. I lojalność, której granic ani definicji nie są już pewni. Magariel wydobywa ze swoich bohaterów każdą formę niepewności i lęku, które prowadzą do destrukcyjnych działań. Cała ta powieść jest w swym symbolicznym wymiarze autodestrukcyjna. Intryguje przewrotny epilog, ale odnosi się wrażenie, że autor mierzy się z tak plastycznie opisanymi demonami, iż prawdopodobnie musiał poznać ich toksyczny oddech. Bo chciałoby się wierzyć, że „Nasz chłopak” to po prostu inteligentna i przerażająca fantazja. Czymkolwiek jest, manipuluje także percepcją czytelnika. I jego emocjami, tak zbliżonymi do emocji zagubionych dzieci. Ale to i tak nie wszystko. Ta książka opowiada o rozpadzie świata wartości i przeżyć. Kwestionuje wszystko, co bohaterowie uznają za pewne. Wyzwala wszechobecny chaos i sankcjonuje go narastającą przemocą pod kilkoma postaciami. Nie ma katharsis, nie ma ucieczki od skomplikowanych dramatów. Nie ma oddechu i możliwości zrozumienia jakichkolwiek kontekstów. Jest zaproponowany obraz patologicznych relacji, który momentami jest nie od udźwignięcia. A jednak czyta się Magariela z narastającymi emocjami bez ich ujścia. Tkwimy w emocjonalnym klinczu, ale właściwie czego jesteśmy świadkami?

Każda próba uporządkowania sobie zdarzeń, określenia czytelniczych sympatii czy zrozumienia dla różnych form bezradności może zakończyć się fiaskiem. Nie sugeruję, że autor proponuje nam jakąś moralną dwuznaczność czy kwestionuje oczywiste pojęcie dobra i zła. Istotna jest rola dziecięcego obserwatora, który proponuje nam fragmentaryczny ogląd tego, w czym uczestniczymy. To, co się dzieje, jest pokłosiem wypracowanych latami schematów zachowań w toksycznej rodzinie. Magariel proponuje nam dramatyczną puentę naznaczającą skomplikowany charakter wzajemnych zależności w rodzinie, w której istotna jest walka o wpływy i posiadanie. W takiej rodzinie, w której ukształtowała się forma podległości, zdziwienia i którą usankcjonowały formy manipulacji. Takie rodzaje skutecznych szantaży emocjonalnych, jakich jesteśmy świadkami, wypracowuje się przez dłuższy czas. Magariel nie tylko świetnie odczytuje to, do czego prowadzą zaburzone relacje emocjonalne w rodzinie, ale przede wszystkim mistrzowsko portretuje atrofię uczuć. Są już tylko zależności i układy. A w tym mimo wszystko czytelna forma miłości i przywiązania. „Nasz chłopak” spowoduje, że przytuli się najbliższą osobę i zamknie książkę z ulgą. Czy aby na pewno chodzi w niej tylko o uniesienie okrucieństwa, niesprawiedliwości i zła?

1 komentarz:

Maciej Żywicki pisze...

Dzięki za wpis. Bardzo wartościowy:) pozdrawiam Ministerstwo Książki