Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2019-06-01

„Porachunki” Yrsa Sigurðardóttir


Wydawca: Sonia Draga

Data wydania: 15 maja 2019

Liczba stron: 400

Przekład: Paweł Cichawa

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 39 zł

Tytuł recenzji: Niezapomniane krzywdy

Yrsa Sigurðardóttir kontynuuje nową serię powieściową zapoczątkowaną przez „Odziedziczone zło”. Huldar Jónas, bohater jakby drugiego tła w pierwszej książce, pokaże tutaj, na co go stać, ale przede wszystkim zmierzy się z wyjątkowo okrutną historią poszukujących ratunku dzieci, które nie znalazły pomocy u ludzi dorosłych. „Porachunki” to rzecz odważna i interesująca. Sigurðardóttir już wielokrotnie udowadniała, że lubi szarżować i że jej przejaskrawienia mają czytelny cel. Pokazać Islandii jej absurdy i bolączki w wyjątkowo wyraźnym świetle. Tak jak w tej powieści, w której zmagamy się wraz z bohaterami z traumą najbardziej dotkliwą i być może najintymniejszą. Kontynuując temat dzieci skonfrontowanych z obliczami zła, islandzka pisarka podejmuje się przedstawienia anatomii pedofilii. Po raz kolejny zwróci uwagę na absurdy systemu prawnego w swoim kraju, ale zapyta także o bardzo istotną rzecz. „Porachunki” to powieść fantazja na temat tego, czy zemsta nie zrównuje w złu mścicieli z ich prześladowcami. Wybór zasadniczego motywu nie był zbyt oryginalny i w samym portretowaniu działań ludzi owładniętych chęcią zemsty nie ma niczego nowego. Nowatorskie jest spojrzenie z różnych perspektyw na mszczenie się. „Porachunki” to trochę taki wyimek z terapii grupowej, gdy słuchają i komentują nas inni. Czy to dobra książka? Jak wspomniałem, trochę przeszarżowana i nie do końca bronią się tu wszystkie hiperbole. Na pewno porusza bardziej od innych, bo choć dziecięcy bohaterowie nie zabierają tu głosu, obserwujemy jednak, jak trauma dziecka przenosi się na dorosłe życie i jak to życie potrafi zrujnować.

Huldar Jónas po finale śledztwa w „Odziedziczonym złu” zostaje zdegradowany. Szary bohater bardziej drugiego planu ze wspomnianej książki urośnie jednak w oczach czytelnika, wydobywając się z trudnej sytuacji, w jaką autorka wtłacza go już na wstępie. Freyja, z którą dzielnie tropił zabójcę w poprzedniej części cyklu, także oberwała i nie jest już dyrektorką Izby Dziecka, lecz szeregowym psychologiem dziecięcym. Ta dwójka ma się ku sobie, choć ich zaloty można byłoby określić mianem końskich. To wprowadza element humoru do mrocznych „Porachunków”, ale pozwala też rozwinąć się tej relacji w nowych okolicznościach. Krzywdy bowiem dotyczą dzieci, ale te dzieci są głównie pamięcią. Yrsa Sigurðardóttir opowie o ludziach, którzy nie mogą przestać pamiętać, i o tym, jak bardzo zdeterminowani są, by wymierzyć sprawiedliwość po swojemu. W kraju, w którym najgroźniejsi dewianci spędzają w więzieniu kilka lub kilkanaście lat, bo Islandia nadal wierzy w to, że człowiek może wydobyć się z najmroczniejszych zakamarków swojej osobowości, a sprawiedliwa kara nigdy nie jest nią w oczach tych, którzy zostali skrzywdzeni.

Niepewna siebie dziewczynka wchodzi do domu swojej nowo poznanej koleżanki i znika. Ta druga wie, co się wydarzyło, i zdaje sobie sprawę z tego, że to ciężar, który mocno przygniecie ją do ziemi. Pewien chłopiec spisuje listę ludzi, którzy mają zginąć po kilkunastu latach. Ten mroczny zapis zaczyna mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości. Huldar Jónas i Freyja ruszą śladami dzieci, które kiedyś bezskutecznie wołały o pomoc. Śladami ludzi świadomych tego, że nikt i nigdy nie zapewnił im poczucia bezpieczeństwa. Śladami mordercy, który chce wyrównać rachunki krzywd sprzed lat, ale wie jednocześnie, że ich wyrównanie wymaga metodycznego planowania. I wydobywania z siebie kolejnych pokładów nienawiści, którą trzeba pielęgnować…

Sigurðardóttir udowodniła w „Odziedziczonym złu”, że mimo wielu powieści kryminalnych na koncie wciąż ma pomysły na to, jak zaskoczyć czytelnika zarówno narzędziami, jak i okolicznościami zbrodni. Nie inaczej jest i tym razem. Świetnie zbudowana dynamika powieści zaskakuje jeszcze bardziej w epilogu będącym zwykle smętnym dodatkiem do thrillerów, w których dowiadujemy się już wszystkiego, a należy je jakoś zgrabnie zakończyć. Ta książka rozpocznie drążenie naszej wyobraźni właśnie epilogiem. Wcześniej – wiele mniej lub bardziej spektakularnych morderstw oraz wspomniane przejaskrawienia. Te dotyczące sposobu pozbawiania życia, ale przede wszystkim motywacji do zbrodni. „Porachunki” są przez to odrobinę niewiarygodne. Autorka zawsze starała się realistycznie osadzić swoje kryminalne intrygi w islandzkiej rzeczywistości, dyskretnie i zarazem dosadnie sugerując, co mogłoby mieć miejsce w tym wyjątkowo spokojnym i czasem sennym kraju. Tutaj nagromadzenie zła i okrucieństwa rozsadza nieco ramy tej powieści. Nie uważam, że to dobry zabieg, bo książka broni się doskonale wielopłaszczyznowymi niedopowiedzeniami w sferze obyczajowej. Mamy dysfunkcyjną rodzinę, nieudolny system opieki społecznej, odrzucone dzieci będące potem na marginesie dorosłego życia i kilka tajemnic, które zgrabnie łączą się ze sobą, zapraszając do wyjątkowo przerażającego świata. W nim wiele bezkompromisowości i ta krzywda, na którą nigdy nie znaleziono antidotum. Okrucieństwo, które obejmuje wielu ludzi. Skrzywdzeni niemogący odnaleźć się w późniejszym życiu i wyjątkowo bolesna świadomość, że ktoś odszedł na skutek smutnych zbiegów okoliczności.

„Porachunki” to jedna z lepszych powieści kryminalnych Yrsy Sigurðardóttir. Autorka jest bardzo kreatywna, stara się nie powielać już stworzonych wzorców, jest niesztampowa i wie, że czytelnika można zaskoczyć na wiele sposobów. Dostrzec można czujność islandzkiej pisarki wiedzącej, że samo nazwisko nie gwarantuje zawsze literackiej jakości, o którą trzeba dbać za każdym razem na nowo. Tutaj dostrzega się tę uważność w budowaniu jakiejś nowej intrygi i całości świata przedstawionego. Widać dbałość o tę intrygę, ale również wiarygodność śledzących tajemnice, którzy stają się bardzo przekonujący, mają potencjał skupiania uwagi przy kolejnych książkach cyklu. Policjant, którego niezwykłość ujawnia się dopiero teraz, i zmagająca się ze swoimi demonami pracownica służby socjalnej. Uważna i analityczna, ale osadzona w instytucji, która – jak kilka innych – będzie tutaj postawiona w stan oskarżenia. Mnogość wydarzeń oraz wątków idzie w parze z pewną jednorodnością przekazu. Chociaż zło ma tu wiele oblicz i ujawnia się w różnych kontekstach, to jednak widzimy czytelnie, że bez względu na sytuację pozostaje złem i ma zawsze tę samą definicję. Dlatego oprawca i mściciel w pewnym stopniu zrównują się w definicji człowieka złego. Ale nie wszystko ma tak czytelne formuły, najbardziej zaś enigmatyczna jest sfera niewyrażonych dziecięcych przeżyć, naznaczonych traumą i bólem, poczuciem oszukania przez świat. „Porachunki” to powieść o tym, kim możemy się stać, jeśli pogrążymy się w bólu rozpamiętywania przeszłości i nie weźmiemy na siebie moralnej odpowiedzialności za to, by nie dopuszczać zła do swojej duszy oraz sumienia. Przykuwająca uwagę od pierwszej do ostatniej strony powieść o samotności, wyobcowaniu i zbrukaniu dziecięcej niewinności.

1 komentarz:

MartaK pisze...

jak zawsze - Yrsa doskonała!