2019-09-03

„Jasność” Maja Wolny


Wydawca: Mando

Data wydania: 18 września 2019

Liczba stron: 328

Oprawa: twarda

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Przyszłość nie do zniesienia

Każda kolejna powieść Mai Wolny to czytelnicze wyzwanie. Każda satysfakcjonuje mnie w tym znaczeniu, że nie tylko oferuje nową historię, ale również zręcznie zaciera granice międzygatunkowe. Te narracyjne hybrydy są niesamowicie ekspresyjne i zawsze napisane z wielkim rozmachem, choć często opowiadają o kwestiach intymnych, kameralnych, trudnych do oddania bez wrażliwości pisarskiej, której Wolny może pozazdrościć niejedna współczesna prozaiczka. Określenie „Jasności” mianem proekologicznej dystopii będzie zatem uproszczeniem, choć w swych wędrówkach po świecie autorka przenosi nas po mroźnej Północy nieco w przyszłość, kreśląc przerażający i fascynujący jednocześnie wizerunek tego, co może się stać z Wielką Brytanią po brexicie i lokalnej tragedii oddziałującej destrukcyjnie na całe państwo. „Jasność” jest nasyconą emocjami powieścią o kobiecym szaleństwie, sile macierzyńskiej miłości, męskiej nieroztropności i pędzie ku karierze tak charakterystycznym dla obu płci. A także o świecie, który – jak mówi jedna z bohaterek – stracił swoją duszę. W wymiarze praktycznym jego przestrzeń jest niebezpieczna ze względu na zaburzenia klimatu, ale przede wszystkim przez ludzkie pochopne działania. Jest u Wolny dużo bezkompromisowości w pokazywaniu tego, do czego człowiek jest zdolny i czego powinien się wstydzić, ale to także przesycona humanizmem opowieść o tym, że możemy zbudować pełne ciepła i empatii relacje nawet na gruzach świata niszczonego przez katastrofę klimatyczną.

Romie życie nie szczędziło trudności i traum. Wydobyła się z polskiej biedy, która naznaczyłaby ją brakiem perspektyw, gdyby bohaterka nie ruszyła w świat. Nie miała pojęcia, że u kresu jej wędrówki, kiedy zbuduje stabilne życie rodzinne i poczuje się spełniona, czekać będą na nią dramaty, których nie potrafiłaby sobie wyobrazić. Roma wegetuje. Funkcjonuje gdzieś między życiem a śmiercią, zawieszona i nieobecna, wyobrażająca sobie potworności wokół siebie, ale też ich doświadczająca. Jest pensjonariuszką rządowego ośrodka, do którego trafiły matki z córkami po tym, jak w ich sennym miasteczku doszło do wybuchu elektrowni atomowej. W odczuciu Romy ośrodek jest więzieniem. Miejscem dużo bardziej opresyjnym, niż może się na początku wydawać, ale to też zasługa autorki, która wprowadza nas w klimat tego miejsca stopniowo, kwestionując przy okazji wiarygodność swojej bohaterki.

Mark to były kochanek Romy. Kiedy nastąpił wybuch, rozpoczęła się na dobre jego dziennikarska kariera. Mark jest cynicznym oportunistą, który na rządowe zlecenie tworzy propagandę, publikując poczytne felietony. Stara się w nich ukazać postapokaliptyczną rzeczywistość jako czas, w którym Wielka Brytania wyciągnęła słuszne wnioski z tragedii i zmieniła codzienność rodaków żyjących teraz bezpiecznie. W jakim świecie? W świecie reglamentowanej energii, rozregulowanego klimatu (czterdziestostopniowe brytyjskie mrozy), coraz bardziej ostrożnie dystrybuowanej żywności i w otoczeniu morza, w którym nie ma już ryb. Choć opisywana rzeczywistość jest przerażająca, w tekstach Marka jawi się jako idealna kraina nowej formy funkcjonowania. Tymczasem cały kraj przeżywa sytuację graniczną. Taka również pojawi się w życiu Marka, który będzie musiał zrewidować swoje poglądy i zmienić działania.

Ci dwoje są istotni nie tylko dlatego, że połączy ich dużo więcej, niż czytelnik może się spodziewać. Kontrastując narrację, Maja Wolny przeplata kompulsywność oraz ogromną emocjonalność opowieści Romy z przemyślanym i przebiegłym cynizmem Marka. Do czasu. Do momentu, w którym zrozumiemy, że ta językowa polaryzacja ma nas prowadzić ku nietuzinkowym rozwiązaniom fabularnym, dzięki którym zmienia się zarówno sposób, jak i forma opowieści o świecie przedstawionym. Bohaterowie zostaną skonfrontowani z takimi zbiegami okoliczności, w których będą musieli pokazać, co jest dla nich najważniejsze. Chęć przeżycia? Głębsze uczucia? Społeczna analiza stanu, w jakim się znaleźli? W państwie, które stoi na glinianych nogach? „Jasność” jest z jednej strony powieścią pewnego przesytu wątków, z drugiej jednak – doskonale te wątki łączy, Wolny świetnie odnajduje się w feministycznym, społecznym czy nawet sensacyjnym sznycie. Bardzo interesująco portretuje też drugoplanowych bohaterów, o których celowo nie wspominam, bo to oni najmocniej wpłyną na postępowanie przedstawionej przeze mnie dwójki.

Jest to jednak przede wszystkim powieść będąca ostrzeżeniem. Nie tylko ze światem stało się coś bardzo złego. W ludzkich sercach zagasło coś, co cały czas stara się wskrzesić w sobie Roma, aby nie stracić chęci do życia. Symboliczny wybuch celowo i konsekwentnie zapisywany wielką literą to również pewne mroczne świadectwo czasu, w którym dzieje się to, co łatwo sobie wyobrazić, ale trudno o tym głębiej myśleć. Temat Maja Wolny przemyślała bardzo dogłębnie. Choć rozwiązania finałowe zbliżają nas nieco do konwencji prostego w swej wymowie thrillera, całość broni się jako interesujący kolaż przemyśleń oraz mrocznych fantazji na temat relacji międzyludzkich w świecie skażonym, zmierzającym do zagłady, w świecie aberracji i paradoksów – w nim uczucia i emocje także zaczną przypominać coś patologicznego. Może nie świat, lecz ludzie stracili duszę. Może tę jej część, dzięki której kiedyś coś współtworzyli, a teraz muszą ze sobą walczyć.

„Jasność” to też brawurowa opowieść o tym, co wyzwala w człowieku władza, jak mocno jesteśmy zmanipulowani przez rządzących i jak bardzo podatni na wpływy, kiedy wyzwalają się nasze instynkty – te uśpione w sytym i przewidywalnym życiu. Po wybuchu w elektrowni atomowej, mającym przecież znamiona wciąż oddziałującej na wyobraźnię tragedii w Czarnobylu, świat wyznacza sobie nowe priorytety. Wielka Brytania w swej izolacji staje się dla obywateli całym światem. Specyficznym więzieniem, którym nie jest wcale ośrodek rządowy, gdzie dochodzi do dodatkowo komplikujących fabułę okrucieństw. Myślę, że Maja Wolny chciała dać nam do zrozumienia, do jakich podłości jesteśmy zdolni, jeśli zaburzymy porządek codziennego funkcjonowania. Są tu także czytelne i wyraziste dramaty kobiece, zmienne sojusze, zaskakujące zwroty akcji i przepełnione troską o nasze środowisko fantazje o tym, co zniszczymy razem z nim.

„Jasność” pozostawia też kilka pytań bez odpowiedzi. Odważnie i plastycznie sugeruje przeszłość, której zwyczajnie bylibyśmy w stanie znieść. Ale jednocześnie zaznacza, że jako ludzie możemy mieć jednak więcej powodów do dumy niż do wstydu. Dbając o relacje, dla których pogubiliśmy definicje. Kierując się sercem i zdrowym rozsądkiem. Tym, czym pewnie odwiecznie kierowałaby się natura, gdyby to miała. A groźna stanie się tylko wówczas, kiedy jako ludzie zatracimy poczucie sensu współistnienia z tym, co za wszelką cenę chcemy sobie podporządkować. Mroczna, ale i fascynująca książka, która daje nadzieję. Nie wiem, czy nie najlepsza w dorobku pisarskim Mai Wolny. Czytając jej słowa poza tekstem, można uznać, że na pewno najbardziej osobista. Zdecydowanie warta uwagi.

Brak komentarzy: