2020-06-26

„Odmęt” Jacek Łukawski


Wydawca: Czwarta Strona

Data wydania: 17 czerwca 2020

Liczba stron: 496

Oprawa: miękka

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Przeszłość tożsamości

Jacek Łukawski napisał mroczną powieść o pamięci i tożsamości. O tym, w jak niebezpieczne związki mogą ze sobą wejść. Zrezygnował z popularnego zabiegu wbicia czytelnika w wir wydarzeń, których sens musi on odnaleźć później. Zaczyna klasycznie i przez pewien czas nie daje do zrozumienia, co może być ważne, co niesamowicie istotne. Ale już jeden element z samego początku powieści będzie miał ogromne znaczenie. Narracja Łukawskiego jest tak skonstruowana, że jeśli zwraca się uwagę na szczegóły, to można się domyślić finałowego rozwiązania. Ale nie wiemy, co od początku jest tak bardzo istotne. Przenosimy się do Chęcin i Kielc, w których kryminalną łamigłówką zajmą się ludzie pozornie bez właściwości. Może poza prokuratorem Arkadiuszem Painerem, który będzie tutaj poszukiwaczem, łowcą i jednocześnie osobą obarczoną traumą wyrzutów sumienia. Całość prezentuje się bardzo dobrze, gdy zrozumiemy, jak łatwo daliśmy się w kilku scenach i rozdziałach zwieść. „Odmęt” to historia tajemnic z przeszłości i mordercy, który uszedł wówczas wymiarowi sprawiedliwości. Książka o tym, że najgroźniejsi możemy być wtedy, kiedy tracimy kontakt z samymi sobą. Ale także o tym, że ludzkie zło potrafi zakorzenić się i zasnąć na lata. Po to tylko, by odrodzić się w jeszcze bardziej przerażającej postaci.

Damian Wolczuk wychodzi z domu i nie zamierza do niego wrócić. Do partnerki, która go zdradziła, i do miasta, przez które czuje się oszukany. Bohater usiłował zbudować w Warszawie stabilne życie, przewidywalną przeszłość. Jedno zdarzenie powoduje, że staje się tymczasowy. Jest taki przez cały czas. W drodze ze stolicy do Krakowa i w Chęcinach, w których zdecyduje się zatrzymać po tym, jak jego samochód ulegnie stłuczce, a dalsza podróż wyda się konieczna do odsunięcia w czasie. Wolczuk jest tym, co przeżywa w danej chwili. Nie jest już dziennikarzem, który stracił pracę, lecz nie jest również człowiekiem mającym plany na nowe życie w innym mieście. Jest w życiowej poczekalni. Ale Wolczuk jest też instynktem i atawizmem, choć sam nie zdaje sobie z tego sprawy. Do Chęcin przykuwają go kolejne morderstwa. Najpierw ginie czwórka ludzi. Potem dziewczyna, która zamierzała pożegnać się z ośrodkiem leczenia uzależnień i zacząć wreszcie normalne, zdrowe życie bez nałogów. Na tym nie koniec. Albo koniec zostaje odwleczony z powodu pewnych okoliczności. Bohater Łukawskiego postanawia się zmierzyć z mordercą. Zaczyna rozumieć, że psychopata czyha właśnie na niego. Czy tak jest w istocie?

Odpowiedzi na to pytanie będzie szukał Dariusz Kryński, młodszy aspirant przeniesiony kiedyś ze służby z Kielc do Chęcin. Miejscowy anioł, jak nazywa go jedna staruszka. Poczciwy i uczciwy przedstawiciel władzy niosący w sobie wstyd za okrutnego ojca, który w mundurze MO pokazywał, że jest potworem. Kryński na początku wydaje się postacią dość papierową, nad wyraz oczywistą i przewidywalną. Dodatkowo ujawniającą, jak łatwo zdobyć jej zaufanie, jak łatwo je wykorzystać. Dużo ciekawiej prezentuje się przy nim prokurator Painer – zwolennik motocykli i cameli. Kryński będzie bohaterem dynamicznym, ale dynamika zdarzeń będzie się ściśle wiązała z dziwnymi relacjami, w jakie policjant wejdzie z przyjezdnym Wolczukiem. Okaże się z czasem, że dużo ciekawsza będzie jednak inna relacja. Retrospekcje zbudują obraz napięcia między bohaterami. A „Odmęt” wciąż na nowo będzie mylić tropy.

Ktoś jest tutaj nie na miejscu, ktoś jest obcy. Ktoś wywołuje strach i coraz to nowe teorie spiskowe. W małej miejscowości wydarzyło się coś, co zrujnowało jej codzienny spokój. Pojawił się ktoś, kto tropi i chce zburzyć stworzony porządek. Ktoś konsekwentnie będzie starał się kogoś za coś ukarać. A jednocześnie będzie to jakby cień człowieka. Złowrogi i nieuchwytny. Bardzo niebezpieczny. Zło zdaje się rozlewać po Chęcinach i nikt nie ma pojęcia, jak wiele jeszcze się go ujawni. Zbrodnie związane są z pewnym drobnym fetyszem. Całe ich okrucieństwo ujawnia jednak człowieka zdeterminowanego, by zabijać w konkretnym celu. Coraz więcej odpowiedzi kryć się będzie w przeszłości bohaterów, a nie w tym, co przeżywają obecnie. Coraz bardziej klaustrofobiczna atmosfera prowadzić nas będzie do czasu, kiedy pewien człowiek nie poniósł konsekwencji swojego okrutnego czynu.

Autor stosuje świetną ekspozycję podejrzanych, możemy sobie wybierać, każdy ma jakąś tajemnicę i każdego można podejrzewać o to, że nie jest tylko tym, za kogo się podaje. Miejscowy lekarz. Terapeuta uzależnień. Także kobieta, która zbliża się do Wolczuka. Mieszkańcy Chęcin sportretowani są jako społeczność z pewnymi uprzedzeniami i mnożąca w sobie lęki. Tutaj najważniejsze będzie odkrycie, kto i kogo najbardziej się boi. Wszystko w świetnie dobranej scenerii cichej miejscowości z ruinami zamku pobudzającego wyobraźnię. Jacek Łukawski chce być w swojej opowieści lokalny, ale „Odmęt” to bardzo uniwersalna opowieść o tym, czym może być ludzka tożsamość, jeśli zaburzą ją okoliczności albo stanie się coś nieprzewidywalnego. Autor wydaje się zadawać także pytania o to, co możemy antycypować, jeśli nie jesteśmy pewni siebie. Tu każdy staje się ciekawie zarysowaną postacią, ale jednocześnie jest jakąś zagadką. W tej niepewności rodzi się coraz więcej skomplikowanych zależności. A za nimi idą zło i zbrodnie.

„Odmęt” to inteligentnie skonstruowana powieść o tym, że całe życie możemy samych siebie poszukiwać, ale i od siebie uciekać. Dlatego tożsamość według Łukawskiego to czasami przerażająca zagadka. Więcej tu chwilami humanistycznej empatii dla ludzkich słabości niż piętnowania zła. Czegoś na kształt współczucia dla psychopaty przy jednoczesnej próbie zrozumienia, co jest istotą psychopatii. Ale dzięki temu jest to powieść bardzo przewrotna i na tyle ciekawie zbudowana, że w finałowej scenie wciąż czytamy ją na wdechu i z każdą wymianą zdań zmieniamy to swoje – nie wiemy, co się naprawdę dzieje, albo nie chcemy wiedzieć, bo pewne oczywiste wnioski stają się przerażające. Podoba mi się w „Odmęcie” umiejętne stopniowanie napięcia. Autor pozwala niebezpiecznie zbliżyć się do niektórych bohaterów, a potem daje do zrozumienia, że nasze przeczucia mogą być błędne. Zły nie jest ten, kto wydaje się zły. Ale zło to też pokłosie takich życiowych okoliczności, które wciąż na nowo zmuszały do uciekania. Jacek Łukawski pisze o specyficznej formie ucieczki. O tym, że jest niemożliwa. I o determinacji, aby zrozumieć bardzo oryginalnego mordercę. Powieść od połowy – po łagodnej ekspozycji – trzyma w trudnym do wytrzymania napięciu. I jest bardzo bolesna, jeśli rozumieć ją jako przerażający traktat o tym, że naszym największym wrogiem może być nasz umysł. Mocna i wyrazista książka.

1 komentarz:

boddan pisze...

Słabizna ... nudne.