
Andreas Issli jest człowiekiem rozdartym. Tak naprawdę od dnia swoich narodzin trudno mu określić własną tożsamość. Jego rodzina to kulturowy oraz językowy tygiel i już we wspomnieniach z wczesnego dzieciństwa mężczyzna sprawia wrażenie specyficznego poligloty: „Matka po włosku, ojciec po niemiecku, a niania po polsku i do szóstego roku życia odruchowo zwracałem się po włosku do pań, po niemiecku do panów, a po polsku do wszystkiego, co miało zimny głód w oczach”. Andreas dorasta w atmosferze nieustannych pytań i wątpliwości. Dodatkowo rozpoczyna się pierwsza wojna światowa i bohater rusza na front za swym bliskim przyjacielem, Jankiem. Janek jest ucieleśnieniem wszystkiego tego, co polskie, romantyczne, ckliwe, łzawe i pompatyczne. Relacje chłopców są zatem relacjami o niezwykle skomplikowanym charakterze. Andreas poznaje polskość wiecznego cierpienia i poczucia krzywdy, ale jednocześnie polskość wyjątkową. Poznaje Janka z jego żarliwym przekonaniem o doniosłej misji Polski w dziejach całej Europy… i jest świadkiem jego śmierci, tak bardzo bezsensownej i przypadkowej, że przekonania zaszczepiane mu przez przyjaciela rozpryskują się niczym krew na podziurawionym przez broń wroga korpusie dogorywającego Janka. Etap poznawania polskości nie jest zatem u Andreasa zakończony. Bohater rusza w podróż po Europie, gdzie zgłębiając myśli filozofów, psychoanalityków i teoretyków rozwijającego się nazizmu, próbuje sam określić rolę dziejową rolę Polski i nazwać charakter Polaków, którymi z jednej strony gardzi, a z drugiej ich podziwia.
Piątek prowokuje. Nie tylko nadmiernie ozdobioną symbolami i znakami zapytania historią Andreasa, ale przede wszystkim jego poglądami. Trudno jednoznacznie powiedzieć, że bohater „Węża w kaplicy” ma poglądy. On je przejmuje od innych, przejmuje łapczywie i w dużych ilościach. Zbiera opinie sprzeczne i wewnętrznie niespójne. Radykalne i pozwalające na to, by zostawić margines niepewności dla niedopowiedzeń. Z tego, co słyszy, buduje własną teorię polskości. I z nią powraca do kraju, którego wstydzi się, boi się go, który irytuje i drażni, ale przede wszystkim fascynuje bohatera. Powrót do Polski ma być powrotem nadczłowieka. Andreas bowiem jest przekonany, że panuje nad wszystkim, co wcześniej było dla niego zagadką i zmuszało do ciągłych rozmyślań. Teraz sprawa wydaje się jasna. Ale szybko okazuje się, że w tej polskości, którą bohater gardzi i którą jest jednocześnie zafascynowany, nic tak naprawdę nie jest jasne. I uciec od niej można tylko do dalekiej Argentyny.
Zaciera się nieco przekaz tej opowieści, bo odnosi się wrażenie, iż autor chce w niej przekazać więcej niż sam jest w stanie. Tłumaczenie się z własnej twórczości na okładce książki, które zawsze mnie osobiście nieco drażni, wskazuje na to, iż „Wąż w kaplicy” ma być opowieścią kontrowersyjną i niewygodną. Nie sądzę, by Piątkowi po tej publikacji groziła emigracja jego bohatera, jednak przyznać trzeba, że to jakość dość specyficzna i że obok książki nie można przejść obojętnie. Nawet jeśli rozpraw z polskością dużego grona współczesnych polskich pisarzy ma się już dosyć. Jadowita i szaleńcza książka, ale narodowa kuracja z poczucia polskiej wyjątkowości na jej podstawie nie jest niezbędna.
Wydawnictwo W.A.B., 2010
KUP KSIĄŻKĘ
2 komentarze:
niezły refleks
Bardzo dobra recenzja. Ja również zgadzam się z opinią, iż książka jest miejscami chaotyczna, ale przejść obojętnie obok niej się nie da. Szczególnie pierwsza i najdłuższa część - galicyjska wiosna - przypadła mi do gustu i ciężko było się oderwać.
Prześlij komentarz