Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2012-07-26

"Pamiętam cię" Yrsa Sigurdarđóttir

Yrsa Sigurdarđóttir znana jest czytelnikom z opowieści o śledczych dochodzeniach prawniczki Thory Gundmundsdottir. Osobiście zapoznałem się tylko z jedną powieścią cyklu, a był to „Trzeci znak” i bardzo byłem ciekaw nowej, żyjącej własnym życiem książki, ponieważ interesowało mnie, w jaki sposób islandzka pisarka poradzi sobie z tworzeniem fabuły osobnej, niecyklicznej. „Pamiętam cię” to książka opatrzona etykietą „horror”. Fakt, mroczna to powieść i chwilami przypomina klasykę powieści o duchach, ale w gruncie rzeczy Sigurdarđóttir koncentruje się w niej głównie na wątkach obyczajowych i opowiada historię alienacji, samotności i zemsty zza grobu na tych, którzy kiedyś krzywdzili.

Dwie historie toczą się symultanicznie na północnym zachodzie Islandii. Trójka przyjaciół przybywa do odludnego Hesteyri, gdzie ma remontować opuszczony dom, który cieszy się w okolicy bardzo złą sławą i nazwany został – jakże wymownie - Ostatnim Widokiem. Po drugiej stronie fiordu, w prowincjonalnym Ísafjörður dochodzi tymczasem do włamania. Wandal demoluje przedszkole, pozostawiając po sobie napis „nieczysty”. Zdarzenie przyciągnie uwagę psychiatry Freyra, który uciekł na północ kraju przed wspomnieniami z przeszłości, naznaczonej rozstaniem z żoną i zaginięciem ukochanego synka Benniego. Wydaje się, iż pozornie nic dwóch tych wątków opowieści nie łączy, a przedstawieni ludzie nie znają się. Nic bardziej mylnego. Jeśli ktokolwiek zechce pokusić się o przewidywanie tego, w jaki sposób Yrsa Sigurdarđóttir rozwinie te dwie historie, raczej mu się to nie uda.

Gardar i Katrin są małżeństwem od pięciu lat. Taki staż miałby także związek Lif i Einara, gdyby ten drugi żył. Einar umiera nagle i zupełnie niespodziewanie, a po jego śmierci przyjaciel Gardar postanawia zająć się domem gdzieś na odległej północy, który wymaga gruntownego remontu. Katrin - nauczycielka - przed wyprawą otrzymuje dość dziwne ostrzeżenie od swojego ucznia. Chłopiec mówi, że kobieta nigdy nie wróci ze złego miejsca. Dom, do którego przybywają, nie jest miejscem zwyczajnym. Wystarczy wspomnieć o tajemniczych cieniach, licznych skrzypieniach podłogi, o dziecięcych głosach gdzieś w oddali oraz całkiem blisko, a także kościach ukrytych pod tarasem. Wszystkie ważniejsze elementy powieści grozy zebrane w jednym wątku. A może pod jednym dachem. Dachem domu, który stanie się z czasem dla trójki przyjaciół śmiertelną pułapką…

No właśnie, czy na pewno przyjaciół? Katrin czuje się jakby dopisana, dodana do życia Gardara, w którym ważną rolę odgrywał nieżyjący kompan, Einar. Kocha swego męża, ale ma wrażenie, iż nigdy nie była z nim naprawdę blisko. W ich biografii odbija się echo islandzkiego kryzysu – Gardar bowiem traci pracę i długo nie może jej znaleźć, a ich papiery wartościowe przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Katrin z mężem dążą do osiągnięcia islandzkiej normy społecznej, jaką jest dom, dwa auta i dzieci. Nie udaje im się to. Właściwie trudno zrozumieć motywacje, które każą im wędrować na północ kraju i tam budować coś z niczego. Towarzysząca im Lif pozornie jest kobietą naiwną i lekkomyślną. Pławi się w luksusach po zmarłym mężu i trudno jej zaakceptować spartańskie warunki, w jakich muszą żyć podczas remontu domu. Lif w przeciwieństwie do Katrin nie ma żadnych kompleksów i jest pewna swojej wartości. Skomplikowane relacje między kobietami staną się jeszcze trudniejsze do zrozumienia, kiedy obie z Gardarem doświadczą obecności w ich domu kogoś lub czegoś obcego, co nie da im spokoju.

Dużo ciekawszy jest jednak wątek wspomnianego już psychiatry. Freyr uważa, że zmarnował życie. Po tym jak przed trzema laty w tajemniczych okolicznościach zaginął jego syn, życie Freyra stało się równią pochyłą. Będąc w Ísafjörður, próbuje baczniejszą uwagę zwrócić na policjantkę Dagny, z którą będą rozwiązywać kryminalne zagadki. Niestety, nie dane mu jest cieszyć się szczęściem u boku kobiety. Wraz z Bennim odeszła wszelka radość. Freyr zagląda w głąb psychiki innych, ale sam nie jest w stanie poradzić sobie z sobą i tym, co się stało. Tymczasem znajdzie się w samym centrum mrocznych zdarzeń, które obejmują minione sześćdziesiąt lat. Oto bowiem w 1953 roku ktoś zdemolował szkołę w podobny sposób, co niedawno przedszkole. Do niej chodziły dzieci, które wiele lat później zaczęły umierać w tajemniczy sposób. Kluczami do rozwiązania sprawy mogą być dwie postacie – popełniająca samobójstwo Halla i Ursula, pacjentka Freyra z manią prześladowczą. Okaże się, iż kiedyś znały niejakiego Bernodusa – osamotnionego chłopca, którym zajmował się nadużywający alkoholu ojciec. Jego okrucieństwo, jak również napiętnowanie przez rówieśników, doprowadzą do tragedii. Będzie ona miała swój pełny finał dużo później, bo w międzyczasie Freyr i Dagny zetkną się z licznymi przypadkami co najmniej dziwnych zgonów.

Sigurdarđóttir dość klasycznie konstruuje powieść. Dwa wątki prowadzone są w osobnych rozdziałach. Każdy kończy się suspensem i aby poznać dalszy ciąg, trzeba najpierw przenieść się na chwilę do drugiej historii. Wątki mnożą się dzielnie, a wszystko w atmosferze grozy i niepokoju. Doskonale stopniowane napięcie powoduje, że „Pamiętam cię” fascynuje od początku do końca, choć chwilami można mieć już dość dziwnych odgłosów, pustki, uganianiem się trójki przyjaciół za czymś, czego nie ma. Nic to. Powieść Yrsy Sigurdarđóttir to książka, w której nie ma jasnych rozwiązań. Powieść o nierozwikłanych problemach z przeszłości, które teraz nie dają żyć wielu ludziom, a części to życie odbierają. Historia dziecięcego okrucieństwa i okrucieństwa losu tak w ogóle. Fantastycznie wpisana w chłodny klimat północnych fiordów islandzkich.

Chociaż nie ma żadnego detektywa, postaci prowadzącej w tej książce (zagadki rozwiązuje wspomniana para z Ísafjörður, ale nie są to postaci dominujące i koncentrujące na sobie zdarzenia), jest „Pamiętam cię” naprawdę dobrą powieścią z dreszczykiem, w której przejrzeć się możemy jak w lustrze, jeśli w młodości czuliśmy się napiętnowani lub odrzucani przez rówieśników.

tłum. Jacek Godek

Wydawnictwo MUZA, 2012

KUP KSIĄŻKĘ

3 komentarze:

hadzia pisze...

chętnieprzeczytam.
Zwłaszcze że ostatnio dużo czasu na kryminałach spędzam

Kasia pisze...

Przeczytałam tą książkę i umierałam ze strachu.
Przeczytałam, bo poprosiła mnie koleżanka, chciała sprawdzić czy rzuci mi się coś w oczy czy jej się wydawało.
Ale mnie też się rzuciło.

W pewnym momencie wszystkim przestają działać telefony, ale już pod koniec książki jedna z dziewczyn wyciąga telefon, żeby zrobić zdjęcie.

Też na to zwróciliście uwagę?

Kilka słów.. pisze...

Przed chwila skończyłam książkę :-) od razu rzuca się w oczy fakt nagle działającego telefonu :-) ksiazka super!