Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2014-06-10

"Bokserka" Grażyna Plebanek

Wydawca: W.A.B.

Data wydania: 21 maja 2014

Liczba stron: 352

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Kobieta poza normą

Nowa powieść Grażyny Plebanek mnie rozczarowała. Autorka wraz ze swą przepełnioną emocjami i seksualnością bohaterką prowadzi tam, gdzie wszelkie etykiety, szablony i normy krzywdzą kobiecość, nazywając ją stereotypowo, przewidywalnie. Emilia - tytułowa bokserka - za wszelką cenę chce być osobna, chce się znaleźć z dala od całości, chce być nieokreślona, tajemnicza i przede wszystkim oryginalna. Wydaje mi się, że nie pomagają jej ani bokserskie rękawice, ani seksualność poszukująca spełnienia, ani też biografia rozpięta gdzieś między granicami, biografia emocjonalnie kaleka, zaniedbana, poszukująca i drżąca.

Bohaterka "Bokserki" szuka zaspokojenia potrzeb seksualnych i egzystencjalnej pustki zanurzona w kilku romansach, lawirująca między mężczyznami, zwalczająca słabości i wciąż chcąca być nieodgadnioną. Tyle tylko, że sama Emilia niczym wyjątkowym się nie wyróżnia, bo o kobiecej wolności realizowanej w sposób, o jaki pisze Plebanek, opowiedziało już kilka pisarek, a i samych Emilii mimo wszystko spotkać można dość sporo. Dynamicznych, rozedrganych, silnych, uznających potrzeby swej łechtaczki i spalających się w związkach, które budowane są na glinie, bo jakikolwiek fundament kojarzy się z przyziemnością, określeniem, wbiciem w jakąś całość.

Emi już jako dziesięciolatka zadawała matce fundamentalne pytanie o to, czy istnieją jacyś normalni faceci. Nie wiem, co dorastająca potem w burzliwych relacjach z partnerami bohaterka ma na myśli, bo przecież przez cały czas próbuje nam udowodnić, że żyje wbrew jakimkolwiek normom i do żadnej nie chce się dopasować. Emilia podsłuchiwała pod stołem, jak matka z przyjaciółką rozmawiały o kobiecości, po czym postanowiła sobie własną kobiecość skomplikować. Zmęczona uwięzionym w Polsce i w samym sobie Michałem kończy pięcioletni związek, bo nie chce żyć tak jak trzeba i nie jest w stanie osiąść przy kimś, kto nie będzie jej kolonizatorem, zdobywcą. Kobieta woli sieć zależności od belgijskiego kochanka, za którym podąża do Brukseli. Tam podejmuje pracę w polskiej placówce dyplomatycznej, na co dzień więzi się w konwencjach i zwyczajach, a po godzinach - uprawia dużo seksu oraz boksuje z czarnoskórą pięknością Sprite.

Dziewczyny na ringu uczą się symbolicznie walczyć razem. Emilia przestaje nią być i staje się Lu. Tak jak Sprite pozwala mężczyźnie, by nadał jej nowe miano. Lu opowiada Sprite o swoim romansie, o niespełnionych oczekiwaniach, o koszmarze pracy z Polakami na obczyźnie i o pragnieniu bycia wyzwoloną przez samą siebie. Lu będzie boksować się z życiem na kilku płaszczyznach. Jedną z nich jest poszukiwanie tożsamości w związkach. Dwóch naraz. Pewnie i trzeci wchodziłby w grę. Jeden kochanek chce się nią opiekować, drugi daje do zrozumienia, iż to Lu ma zamiar być jego opiekunką. Lu przywiązuje się do zależności, w których coraz trudniej jest się rozeznać nie tylko dlatego, że sama bohaterka podąża drogą z niejasno wyznaczonym celem, ale przede wszystkim przez to, że wciąż wątpi, wciąż zadaje nowe pytania, wciąż odrzuca bliskość i stale rozpaczliwie jej pragnie.

"Bokserka" rozgrywa się w mieście nomadów - tak określa Brukselę jej czarnoskóry kochanek. Lu codziennie przygląda się liście współlokatorów, na której znajdują się nazwiska obce, egzotyczne, dziwne i w trudny sposób swojskie. Tak, żyje w tyglu narodowości i w tyglu własnych pragnień - one nie pozwalają jej dokonać wyboru, jaki dla jej mężczyzn często jest prosty. Lu jest z jednej strony zafascynowana jakąś stałością, która płynie z żonatego kochanka; z drugiej jednak pociąga ją egzotyczna inność tego, który cały jest wbrew wszelkim schematom, od jakich Lu wciąż ucieka. Jej dylematy są poważne, ale dość okrutnie rozciągnięte w czasie i narracji, za którą nie chce się podążać, bo prawdę o swej bohaterce autorka "Przystupy" zdradza nam już na wstępie. Tezy się bronią, zagadki przestają nimi być, niepokój Lu niezbyt się udziela, a bokserskie treningi wydają się aż za bardzo czytelną metaforą jej kondycji egzystencjalnej, w której musi tak naprawdę określić swoje pragnienia, gdy żyje w ich nadmiarze i z tym nadmiarem sobie nie radzi.

Emilia alias Lu jest na językach innych w wielu rolach. Widzimy, co kto o niej sądzi. Widzimy także kobiety uwikłane w sieć podobnych zależności, z którymi radzą sobie jednak po najmniejszej linii oporu, a Lu chce się z życiem i swą kobiecością mierzyć na serio - tak, jak walczy na bokserskim ringu. Zmierzamy z nią w stronę rozhisteryzowanej nieco i napęczniałej zrodzonymi w sobie frustracjami niemocy, za którą przez moment nic nie stoi, by potem interpretacje tego, w którą stronę Lu chce ruszyć, mnożyły się w tempie błyskawicznym, pogrążając nas w zdumieniu nad tą wciąż mimo upływu lat i doświadczeń nieukształtowaną kobiecością. Taką, która zrywa ze wszystkim, sama będąc w matni instynktownej żądzy czy atawistycznej potrzeby bycia u czyjegoś boku wbrew rozsądkowi i porządkowi sankcjonującemu związek jako taki.

Grażyna Plebanek tworzy wyrazistą bohaterkę z krwi i kości, która zna swoją wartość, ale realizuje się dość niepewnie, nieustannie dzieląc włos na czworo i tkwiąc w rozterkach, które pogłębia fakt, iż jest polską ateistką, córką przedwcześnie zmarłej, kochanką kilku mężczyzn i pracownicą w miejscu, w którym odbywa się pełne przyziemności lawirowanie między tym, co polskie i godne podziwu a tym, czego należy się w Brukseli wstydzić. "Bokserka" opowiada historie, o jakich już się słyszało, jakie się przeczytało; ukazuje determinację na drodze poszukiwań wewnętrznej wolności, ale nie definiuje, czym ta wolność tak naprawdę miałaby być. Chodzi o seksualność, międzyludzkie zależności, skryte obawy i frustracje czy jeszcze o coś innego? W tym znaczeniu ta książka jest wyzwaniem. Myślę, że przede wszystkim dla męskiego czytelnika.

1 komentarz:

Zośka W. pisze...

Witam! Wspaniały blog, właśnie tego szukałam. Teraz same "szafiarskie" blogi i trudno znaleźć coś dobrego. Zapewne będę wpadała, ja także prowadzę "dziennikarskiego" bloga, ale jestem początkującą dziennikarką, więc przepraszam za wszelkie błędy. www.journalism-sophie.blogspot.pl Zapraszam, też będę wpadać. Pozdrawiam! ; )