Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2014-12-28

"Najlepsze buty na świecie" Michał Olszewski

Wydawca: Czarne

Data wydania: 18 listopada 2014

Liczba stron: 256

Oprawa: twarda lakierowana

Cena det: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Polskie ułomności

Dobrze jest zebrać ślady swojej działalności w jednym tomie. Michał Olszewski zrobił to bardzo sensownie i cieszę się, że mogę poznać efekty jego dziennikarskich poszukiwań z jedenastu lat pracy, nie wertując archiwalnych numerów "Gazety Wyborczej" czy "Tygodnika Powszechnego". Autor podzielił książkę na pięć mrocznych rozdziałów, które badają wszystkie widoczne pęknięcia i rysy naszej smutnej często polskości, w którą wdzierają się bieda, kompleksy, agresja, ignorancja czy po prostu zwykła ludzka bezradność. Nie jesteśmy jednak bezradni wobec tych pięciu odsłon Polski, o jakiej nie chce się pamiętać. Jesteśmy źli, oburzeni, zbulwersowani, ale i zaskoczeni. Olszewski opowiada o kondycji polskich księży, którym można wybaczyć wszystko, łącznie z pedofilią. Opisuje agonię miejsc gdzieś na prowincji, o jakich nikt nie myśli. Opowiada o tym, jak to dzisiaj między Polską a Niemcami się układa oraz analizuje ślady po wojnie i Auschwitz, którym poświęca najwięcej reportaży. Jest też o Polkach i Polakach na zakręcie, a raczej o zakrętach losu, który wzmaga bezradność, frustrację, gniew i poczucie wykolejenia. Jest dużo polskiej szarości, polskich ograniczeń i polskiego biadolenia.

Jest też uważny obserwator i kilka wyraźnych reportaży z tezą.  Tytułowa symbolika butów może mieć zatem różne znaczenie. Michał Olszewski przemierza Polskę w butach niewygodnych, bo wcale nie jest komfortowo odwiedzać opisane miejsca i słuchać ludzi, którzy wrośli w nie czasami w sposób totalny, odizolowani od szans i możliwości niesionych przez obcy świat gdzieś dalej - za miedzą, za murami więzienia czy ośrodka pomocy, gdzieś za ostatnim domem wsi czy z dala od prowincji wdzierającej się boleśnie pod skórę.

Tytułowy reportaż jest jedynym, który nie został wcześniej opublikowany. Mocny i działający na wyobraźnię. Opowiadający o tym, z jaką radością można odtwarzać wojnę, z jaką przyjemnością się w nią bawić i z jaką fascynacją traktować mundury Wehrmachtu. Olszewski rozmawia z tymi, którzy rekonstruują działania wojenne -  jakby świadomie tęsknili za nimi i uznawali, że stan wojny to stan jak najbardziej dla mężczyzny sposobny. To taki teatr historyczny. A może to, co robią bawiący się w wojenkę jest sygnałem niezdrowych zapędów i mrocznych tęsknot? Może blisko siedemdziesiąt lat po wojnie to już czas, w którym co niektórzy oczekują kolejnej? Nie wiem, co może być fascynującego w odtwarzaniu scen przemocy, ale rozmówcy Michała Olszewskiego widzą w tym nie tylko sens, dorabiają do tego swoistą ideologię. Wojna ciągle żywa w świadomości tych to także przejaw braków, jakie mogą nie mieścić się w głowie. Braku poczucia zagrożenia. A jednocześnie tęsknoty za porządkiem, lśniącymi butami, groźnym mundurem czy resztą frontowego wyposażenia.

O wojnie w tej publikacji jest bardzo dużo, bo Olszewski z obsesyjną niemal wnikliwością stara się przyjrzeć temu, w jaki sposób jej mit dzisiaj funkcjonuje - przede wszystkim w miejscach doświadczonych najokrutniej, czyli w Oświęcimiu czy Chełmnie, miejscu pierwszych nazistowskich eksterminacji ludności. Dzisiaj sposób mówienia o wojnie to - słowa autora - "pole interpretacyjnych gier". Olszewski wysłuchuje różnych teorii i poglądów ze stoickim spokojem, ale w jego reportażach widać, jak mocno w środku uwiera go to, co słyszy. Wspominanie wojennych doświadczeń Polski i odwoływanie się do nich przyjmuje nieco groteskowy charakter, ale trudno orzec, czy można śmiać się czy raczej bać tego, co rozmówcy mówią na temat czasu interpretowanego wciąż na nowo. Żadnych nowych interpretacji nie wymaga ślad po Auschwitz. Olszewski zbiera poruszające świadectwa ocalałych i sam rozmyśla o Holokauście, pisząc poruszający list do swej chrześniaczki ujawniający osobiste postrzeganie Auschwitz oraz świata po nim.

Bo autora "Najlepszych butów na świecie" interesuje przede wszystkim to, w jaki sposób życie odrodziło się w miejscu, które Zagłada naznaczyła na zawsze. O ile zasadne jest poszukiwanie tych śladów życia w biografiach i zajęciach współczesnych oświęcimian (ponownie pojawiają się buty, poruszający reportaż o tych, którzy konserwują ślady po zbrodni, dbając o wciąż dobry wygląd obuwia gazowanych), o tyle zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie odwiedzanie szkoły podstawowej w Brzezince i przyglądanie się temu, czy dzieci są naznaczone traumą, ucząc się w szkole na obrzeżach byłego obozu. To tak jakby w miejscu byłej kaźni nie miała prawa rozwijać się młoda brzoza, rosnąć trawa, dorastać nowe pokolenie. Miejsce Auschwitz w rozumieniu Olszewskiego nie powinno chyba mieć w sobie żadnej witalności. Tak jakby sama pamięć i świadomość czasu przeszłego nie wystarczały.

"Najlepsze buty na świecie" to świadectwo uważności i tego, że można pojawić się wszędzie tam, gdzie pozornie nas nie chcą. Tematy podejmowane w reportażach są nie tylko niewygodne. One przypominają o tym, jak zlepiona jest ta Polska współczesna, pełna zabobonów i złych nawyków, pełna uprzedzeń i sama się deprecjonująca. Olszewski rozmawia ze społecznikami skazanymi na wymarcie i z ludźmi, którzy mimo wszystko starają się robić dobre rzeczy. Zła jest aura, polityka, warunki społeczne czy po prostu zbieg okoliczności. Niejeden tragiczny, niejeden przykry na życzenie tych, co mają pod górkę. To są reportaże ze świata boleśnie żywych. Nie tylko osadzonych w czasie i przestrzeni naznaczonych kiedyś okrucieństwem wojny. Dużo większe okrucieństwo ma miejsce teraz. Na wsi, gdzie lokalna społeczność chce wybielić pedofila w sutannie. W ośrodku pomocy ofiarom przemocy, które wrastają w bezradność i bezruch. W przepełnionych więzieniach, gdzie nie ma szans na resocjalizację ani na wyjście z narkotykowego nałogu. W uzdrowiskach z zatrutym powietrzem, z którym niewiele się robi. Tak, to świadectwa polskości ułomnej. A może takiej, która domaga się wyraźnego portretowania, bo w Polsce kontury biedy i beznadziei od lat skutecznie się zacierają?

Ta niewygodna publikacja dedykowana jest wszystkim, którzy chcą widzieć te elementy polskiej rzeczywistości, od jakich często odwracamy się z zażenowaniem. Michał Olszewski wcale nie prowokuje, choć zmusza do refleksji o świecie pozlepianym z bylejakich elementów. Polska bywa bylejaka, ale jest też w tych reportażach czułość i bliskość z krzywdą, od której autor się nie dystansuje, bo w jakiś sposób jest z nią zrośnięty. Absurdy, bolączki, rozterki i złość - wszystko w przejrzystym zwierciadle, które podstawia ktoś drżącą ręką, bo tego kogoś też bardzo boli wszystko, co podgląda i podsłuchuje.

Brak komentarzy: