Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2015-05-18

"Temat na pierwszą stronę" Umberto Eco

Wydawca: Noir sur Blanc

Data wydania: 6 maja 2015

Liczba stron: 180

Tłumacz: Krzysztof Żaboklicki

Oprawa: twarda

Cena det.: 35 zł

Tytuł recenzji: Kłamstwa i manipulacje

Nowa książka Umberto Eco zadowoli chyba wszystkich. Powinna być czytana przez studentów dziennikarstwa, ale to nie jest przecież zasadnicza grupa docelowa. Mamy tutaj tkaną zręcznie intrygę sensacyjną, kilka prowokacyjnych tez, sporo cynizmu i niemożliwie doskonałą groteskę, która spaja całość charakteryzującą się początkową wątłą akcją, nieoczekiwanie dynamizowaną i zmuszającą do zastanowienia, o czym właściwie jest ta krótka powieść. Elementy thrillera, romansu, soczysty wątek związany z manipulacjami świata mediów. Skromna, ale wielka powieść o kłamstwie, spekulacjach, o ludzkich pragnieniach porządkowania świata fragmentarycznie, ale przede wszystkim o złudzeniach i o tym, jak bardzo w każdym aspekcie naszego życia zanika zwykłe poczucie przyzwoitości i moralność.
                                                                                                                          
Mamy rok 1992. Komputery dopiero raczkują, telefony komórkowe uznawane są za niegroźny ekscentryzm. Nie ma jeszcze przepływu informacji i informacyjnego szumu na miarę XXI wieku. Jest za to szalony plan pewnego eksperymentu. Wydawania gazety, która jak żadna inna ma wyprzedzać fakty. Prowokować przez skryte konfabulacje i manipulować, nazywając chociażby opinie faktami. Dziennik "Jutro" wiąże się z dodatkowymi knowaniami, w jakie wprowadzony zostaje niejaki Colonna - pięćdziesięciolatek, który zawsze wykonywał wszelkie prace w cieniu, wielki przegrany i inteligentny obserwator zmian dotykających otaczający go świat. Colonna otrzymuje tajemnicze zlecenie. Wraz z zespołem redakcyjnym przygotowuje zerowe numery nowej gazety. Jej odbiorcy to dobrze sytuowani Włosi w średnim wieku, dla których ważny jest zarówno stereotyp, jak i umiejętne wychodzenie poza ograniczenia. Tacy, którzy nie zorientują się, że to nie wiadomości czynią gazetę, lecz gazeta newsy. A je można spreparować, odpowiednio okrasić watą słowną, zbudować sieć zależności oparty na hipotezach i okrutnie drążyć umysły nieświadome gry, jaką się z nimi toczy.

Szybko orientujemy się, że celem Eco jest nie tylko krytyka dziennikarstwa, bo gdyby tak spoglądać na tę powieść, nie znalazłoby się w niej niczego naprawdę nowatorskiego, a serwowane nam tezy o różnych sposobach manipulacji, jakie wykorzystują media, stałyby się wtórne i mało interesujące. Intryga budowana jest inaczej niż można było się tego spodziewać. Jeden z pracowników redakcji  - Braggadocio - wpada na trop sensacyjnych wątków. Czy są to tylko teorie spiskowe? Nieprzypadkowo Eco cofa nas do 1992 roku, bo to wówczas Włochy żyły jedną z kreślonych w tej powieści afer. "Temat na pierwszą stronę" to rozprawa z oszustwem postrzeganym jako stan umysłu. Inteligentna i brawurowa narracja wypowiada wojnę świadomości Włochów, którzy rzekomo uodpornili się na sensacyjne wieści i trzeba się bardzo starać, aby ich czymś zaskoczyć. A czyta się o włoskich aferach w tej książce z wypiekami na twarzy, których nie wzbudziłyby np. notatki z Wikipedii. Eco prowokuje do dyskusji o tym, jak bardzo wybiórcze jest nasze postrzeganie świata i w jak wiele pułapek możemy wpaść, analizując doniesienia medialne skrojone na miarę naszych potrzeb i oczekiwań. Pułapki zastawia także na czytelników "Tematu na pierwszą stronę".

Czego chcemy się dowiedzieć od świata, w którym roi się od różnego rodzaju konfabulacji? Eco w postaci wspomnianego już Braggadocia hiperbolizuje nieco, ukazując stan umysłu przepełnionego nieufnością do tego stopnia, że potrafi negować oczywiste fakty. Braggadocio wyznaje:  "Nie jestem już pewien niczego poza tym, że za naszymi plecami stoi zawsze ktoś, kto nas oszukuje". I nie jest to jakiś odosobniony pogląd, nie jest to żaden ekscentryzm. Figura wewnętrznego zagubienia i nieufności przeradzającej się w obsesję to stygmat czasów, w których do gry śmiało chce wejść taka gazeta jak "Jutro". Ona, jak wiele jej podobnych, będzie szukać sensacji tam, gdzie jej nie ma, a przekaz dodatkowo dramatyzować, bo nic się tak nie czyta i nie sprzedaje jak news opatrzony komentarzem o wypaczonym w tymże komentarzu kontekście.

Ponieważ akcja powieści związana jest z pewnym eksperymentem, samą formę "Tematu na pierwszą stronę" możemy uznać za eksperymentalną. Z jednej strony widać tu wyraźne osadzenie we włoskich kontekstach i sprytną umiejętność łączenia faktów historycznych z ich nadinterpretacjami, narosłymi wokół nich legendami  i dwuznacznościami. Odnosi się wrażenie, że kolejne strony Eco zapisuje z rozbawieniem, ale tak naprawdę dostrzec można wyraźnie, że to książka przede wszystkim odważna, umiejętnie prowokuje, czytelnie zarysowuje tezy. Szczegóły sensacyjnej intrygi zwodzą nas, pozostawiając wciąż w dużej niepewności. Umberto Eco nie tylko kreśli, w jaki sposób ludzkie fantazje i lęki mogą wspomagać dezinformację. On jednocześnie buduje historię w innej historii, doskonale wikła czytelne dosyć motywy działania bohaterów, ale przede wszystkim każe nam zastanowić się nad tym, w którym momencie stajemy się obiektem manipulacji tak jak potencjalni czytelnicy gazety "Jutro".

Znaleźliśmy się wszyscy w tych dramatycznie niepewnych czasach, w których przewidywania i opinie zajmują miejsca rzetelnych informacji medialnych. Eco punktuje fakty i cieniuje ich interpretacje. Mimo to gubimy się w morzu domysłów i stajemy w niemym zdziwieniu przed tym, do czego doprowadza nas "Temat na pierwszą stronę" w zakończeniu. Dostrzegamy niebezpieczeństwa, na jakie narażamy się sami, wyłączając krytycyzm i poddając się sugestiom. "Jutro" to rzeczywiście medium przyszłości. Tej dzisiejszej, skażonej interpretacjami, na które tak często już się samodzielnie nie silimy. Lektura nowej powieści Eco ma być wyzwaniem i staje się w pewnym stopniu zagadką. Kłamstwo nabiera mocy, a fakt staje się czymś wieloznacznym. To książka o ludziach zagrożonych realnie i fikcyjnie. O ścieżkach, po których kroczymy, poznając skomplikowany świat wokół. Dzisiaj skomplikowany dużo bardziej niż choćby w 1992 roku, ale wymowa "Tematu na pierwszą stronę" jest ponadczasowa, mocno niepokojąca i sugestywnie zacierająca granicę między tym, co rzeczywiste, a tym, co wykreowane w wyobraźni przez słowa.

1 komentarz:

Przemysław Zegarek pisze...

Ta książka porusza dokładnie ten sam wątek co Wahadło Foucaulta i Stary Cmentarz w Pradze. Spiski i manipulacje. To ciekawe, że tak jak nasi spiskowcy piszą o WSI, taśmach czy Kondominium Rosyjsko Niemieckim pod Żydowskim Zarządem Powierniczym (inna nazwa Polski), to Włosi mają dokładnie tak samo.

Według mnie Eco nie chce powiedzieć nam, że żyjemy w złym świecie spisków i manipulacji.
Raczej chce pokazać naiwność i prymitywność wiary w te spiski i manipulacje.

Na mnie wielkie wrażenie robi pewien kontrast. Przez większą część książki autor monotonnie snuje kolejne absurdalne teorie. Ja w pewnym momencie czytając to, wyłączam swój umysł.
Czytam, rozumiem ale po chwili wyrzucam te śmieci z głowy.

Ale za każdym razem, kiedy autor wraca do relacji Mai i Colonny - dzieje się coś dziwnego. Od razu umysł przełącza się w tryb uważnego odbioru.
To działa jak zimny prysznic!

Według mnie pełne ciepła i akceptacji uczucie Mai i Colonny jest tak naprawdę czymś jedynym prawdziwym, szczerym i pięknym w tej książce.
Z pozoru drugoplanowy wątek okazuje się być czymś najważniejszym.

Colonne tak naprawdę uzdrawia nie praca ale relacja i uczucie do Mai.

Chyba w ten sposób Eco chce też pokazać dlaczego tak wierzymy w te bzdurne teorie... boimy się, czujemy się mało warci i manipulowani... często brak nam kogoś naprawdę bliskiego.