Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2016-06-29

"Zginę bez ciebie" Robert Ostaszewski

Wydawca: MUZA

Data wydania: 18 maja 2016

Liczba stron: 368

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 34,90 zł

Tytuł recenzji: Odejścia i traumy

Kiedy za pisanie kryminału zabiera się ktoś, kto od lat analizuje powieści kryminalne i potrafi być bardzo surowy dla wszelkich ich braków, możemy spodziewać się rzeczy co najmniej dobrej. „Zginę bez ciebie” to taki prztyczek w nos dla wszystkich twórców narracji kryminalnych, którym zdecydowanie nie wychodzi, ale przekonani są o czymś wręcz przeciwnym. Robert Ostaszewski pokazuje, jak napisać świetną powieść kryminalną. To jednak nie jest żaden manifest typu „patrzcie i uczcie się”, albowiem to, co najciekawsze, kryje się w warstwie obyczajowej książki. Tak się złożyło, że w krótkim czasie pojawiły się na rynku dwie powieści analizujące dramaty samobójstwa. Po Ostaszewskim wydano "Koniec warty" Kinga, który z mozołem tłumaczy wszem wobec każdy aspekt zabijania się, portretuje postać skłaniającą do samobójstw, wszystko rozwija i wyjaśnia w każdym najdrobniejszym nawet szczególe. A autor „Zginę bez ciebie” jest lepszy od Kinga, bo nie narzuca nam interpretacji, lecz pozostawia w sferze domysłów. Wielu. Jego historia naturalnie wyróżnia klasycznego złoczyńcę i każe mu się zmierzyć w finale z przedstawicielem prawa, jak na kryminał przystało, ale w gruncie rzeczy pozostajemy ze znakami zapytania, usiłując dociec, co takiego wydarzyło się w umysłach ciechanowskich nastolatek, że zdecydowały się na zbyt szybkie pożegnanie z życiem. To bowiem książka o tym, ile bolesnych pytań bez odpowiedzi pozostaje w każdym żyjącym, który konfrontuje się z samobójstwem bliskiej osoby. Emil Cioran uznawał, że jedyne prawo, jakie nam przynależy, to prawo do odebrania sobie życia. Ostaszewski pokazuje, jakie są konsekwencje tego aktu dla tych, którzy z Cioranem mogliby się nie zgodzić.

Postać podkomisarza Konrada Rowickiego, który jest pierwszoosobowym i trzecioosobowym narratorem powieści, mnie osobiście nie przypadła do gustu. Cynizm i zgorzknienie są do przełknięcia i mają być przecież cechami dystynktywnymi gliny z dobrego kryminału. Irytujące bon moty czy czające się na każdym kroku poczucie wyższości wobec kolegów z pracy – to zdecydowanie odpycha od głównego bohatera, który stał się taki, jaki jest, z powodu kilku osobistych traum. Zamknięty w sobie dąży do bezkonfliktowego trwania, do zaliczania kolejnego dnia w rutynie i samotności. Ze stuporu wyrwie go sprawa samobójstwa córki wiceprezydenta Ciechanowa. Tam bowiem Rowicki rezyduje po tym, jak rozpadło się jego życie w Krakowie, i po tym, gdy mężczyzna zagubił sens istnienia. Ciechanów jest wygodny do zachowawczego trybu życia. Niewiele się w nim dzieje. Do czasu zabicia się Jowity Dudek. Sprawa zostaje szybko zamknięta, a Rowickiemu wyraźnie zaleca się, by nie grzebał w niej głębiej. To jednak będzie niemożliwe, bo konfrontacja z trupem młodej osoby obudzi demony przeszłości, a podkomisarz zmuszony będzie do bardzo emocjonalnej reakcji. Dziewczyna, która odebrała sobie życie, każe mu sięgać myślami wstecz. Czuć podniecenie i przywoływać falę gorąca. Przeć do przodu z przekonaniem, iż teraz ma być może jedyną w swoim rodzaju możliwość rekompensaty za czas, w którym zabrakło mu determinacji, by zatrzymać przy życiu inną kobietę…

Bo przeszłość jest dla Konrada Rowickiego udręką, przed którą można uciec tylko w cynizm i obojętność. W taki rodzaj zgorzknienia, przy którym nie można już oczekiwać jakichkolwiek uniesień. Nie wierzy się w to, że serce zabije szybciej, a codzienna egzystencja wykroczy poza stałe rytuały związane z fizjologią. Przeszłość powraca w postaci zanurzonej w wannie z wodą i krwią. Ponownie Rowicki staje przed zagadką odebrania sobie życia. Przed laty wyrzekała się go najbliższa mu osoba. Ta, z którą chciał związać się na całe życie, stanowiąca sens jego egzystencji. Bezsilnie patrzył na jej odchodzenie. Teraz w gniewie i bezsilności myśli o Jowicie, która zdecydowała się na dramatyczny krok. Śledztwo dotknie czułych strun, a Rowicki zostanie od niego dość szybko formalnie odsunięty. Rozpocznie się węszenie samotnego wilka. Przesycone poczuciem odpowiedzialności za coś niewytłumaczalnego. Podkomisarz Ostaszewski musi zmierzyć się z zagadką, wobec której trzeba zachować dystans. Po to, by ponownie nie zaprzepaścić szansy zrozumienia tego, co pcha drugiego człowieka ku temu, by odebrać sobie życie.

W retrospekcjach Robert Ostaszewski odważnie mierzy się z problemem depresji. Nie nazwałbym Rowickiego typem depresyjnym mimo sugestii otwierających jego kartki z dziennika. Główny bohater tej książki jest przede wszystkim wyjałowiony emocjonalnie, ale wciąż pełen sił do tego, by zdobywać każdy kolejny dzień. Nawet jeśli ma być on bliźniaczo podobny do dnia poprzedniego i nie burzyć struktury powtarzalności oraz rutyny. Tymczasem „Zginę bez ciebie” kreśli obraz trudu obcowania z osobą, którą depresja pożera stopniowo. W taki sposób, który nie jest męczący dla otoczenia, ale z czasem staje się źródłem pytań bez odpowiedzi. Powieść Ostaszewskiego to przejmujące studium bezwoli i tego, jak witalne instynkty zachowawcze znikają, pozostawiając umysł w ruinie. To także książka o bezradności, o żalu i gniewie, a także o wyrzutach sumienia bolących wciąż na nowo – to wszystko przeżywa człowiek, który bezradnie patrzy na rozpad tego drugiego. Autor pokazuje te dramatyczne momenty, w których nie potrafimy już walczyć o siebie i jesteśmy skazani na metkę malkontenta albo lenia, kiedy najprostsze nawet codzienne czynności urastają do rangi wielkich wyzwań.

Co działo się w umysłach dziewcząt, które zabiły się tak jak Jowita? Co zrodziło się w umyśle Marii, doprowadzając do jej śmierci? Rowicki to mężczyzna postawiony wobec kobiecych zagadek, jednocześnie bardzo silnie związany ze swą babką Felicją – staruszką przepełnioną życiową energią, którą dzieli z wnukiem, gdy ten nie jest w stanie już jej z siebie wykrzesać. Ważne jest w zakończeniu tej powieści nie to, czego dokonuje autor, by spektakularnie rozwiązać zagadkę odejścia Jowity i innych ciechanowskich dziewcząt. Istotne jest, z iloma niedopowiedzeniami nas zostawia. Z jaką kondycją psychiczną pozostawia w finale samego Rowickiego. Ostaszewski doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że trzeba uszanować pytania bez odpowiedzi i nie być egzystencjalnym mentorem niczym King, wyjaśniający każdy detal historii o prowokowanych masowych samobójstwach. W „Zginę bez ciebie” ciche odejścia są kameralne. Przez to jeszcze bardziej uwierają, wywołują więcej bólu. To książka o różnych rodzajach bólu spowodowanego tym, że śmierć wyznacza swe granice zbyt wcześnie i zbyt gwałtownie. Dobra powieść kryminalna, świetna narracja obyczajowa o utratach, z którymi nigdy mentalnie się nie pogodzimy.

2 komentarze:

koczowniczka a. pisze...

Postać podkomisarza Konrada Rowickiego, który jest pierwszoosobowym i trzecioosobowym narratorem powieści

A to można być jednocześnie narratorem pierwszoosobowym i trzecioosobowym?...

Jarosław Czechowicz pisze...

A to trzeba przeczytać, żeby się przekonać.