Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2017-09-29

„Mężczyźni objaśniają mi świat” Rebecca Solnit

Wydawca: Karakter

Data wydania: 5 września 2017

Liczba stron: 190

Przekład: Anna Dzierzgowska

Oprawa: miękka

Cena det.: 37 zł

Tytuł recenzji: Płeć przemocy

Publikowane wcześniej eseje i wykład na temat bliskości z Virginią Woolf i Susan Sontag Rebecca Solnit zebrała w jednym zbiorze nie bez powodu. Teksty pełne ciętej ironii i gorzkiego sarkazmu ogniskują się wokół utrwalanej przez wieki niemożności kobiet do wyrażenia siebie, zabrania głosu w każdej sprawie, do wypowiadania się w kwestiach, w których to kobiety mają najwięcej do powiedzenia. Ten zbiór tekstów obrazuje także genezę i różnorodność męskiej przemocy wobec kobiet, ukazując autorską dumę z tego, jak wiele zmian dokonało się dzięki ruchom feministycznym. „Mężczyźni objaśniają mi świat” to w gruncie rzeczy opowieść o tych, którzy powinni posłuchać, a nie objaśniać. To książka, którą powinien przeczytać każdy mężczyzna, bo traktująca męskość z niebywałą empatią – taką, jakiej brakuje dominującym w przestrzeni publicznej i w prywatnych domach oprawcom. Nazywająca przemoc imieniem płci męskiej i demaskująca różne formy uprzedmiotawiania kobiet, których źródeł Solnit szuka w bardzo szerokiej perspektywie, punktując między innymi nadużycia władz. Czarny humor i erudycja autorki łączą się zgrabnie z publicystycznym sznytem publikacji. Czytanej na wdechu i specjalnie tendencyjnej, choć momentami niekoniecznie trafnej – jak w opowiadaniu o problemach wokół Międzynarodowego Funduszu Walutowego i kapitalistycznych nierówności językiem opisującym seksualną podległość.

Zasadnicza teza zbioru koncentruje się wokół problemu odbierania kobietom wiarygodności oraz słyszalności. Tendencja do tego, by wątpić w to, co kobieta mówi, albo ignorować jej punkt widzenia, rozwijała się konsekwentnie od wieków – w kulturze patriarchatu, związków opartych na podległości i zdecydowanym przekonaniu o tym, że żona jest cieniem męża. Solnit porusza także kwestię gwałtu. Pisząc z kraju, w którym zgłaszany jest on wymiarowi sprawiedliwości co sześć minut. W imieniu tych, które tego nie robią i które mogłyby zintensyfikować tę przerażającą statystykę. Rozważania Solnit o kondycji ofiary oraz o portrecie sprawcy idą w parze z nakreślaniem pewnych społecznych zależności, które – także z kolejnymi wiekami – usankcjonowały akt seksualny oparty na przemocy. To właśnie męską przemocą amerykańska działaczka stara się konsekwentnie zajmować w każdym z esejów zbioru. To jej genezę i obraz współczesny przestawia, podejmując wątek nieobecności kobiety w strukturach, związkach i zależnościach sankcjonowanych przez mężczyzn.

Rebecca Solnit używa nomenklatury wojennej, by oddać bezsilność i częste porażki kobiet pragnących walczyć o własną tożsamość i samostanowienie. Jednocześnie punktuje momenty, w których odwaga kobiet pomogła zerwać z maczystowskim status quo. Nie chodzi jedynie o to, co mąż robi żonie w przestrzeni ich wspólnego domu. Chodzi o klasyfikację rodzajów przemocy, których dopuszczają się mężczyźni w sferze publicznej – słowem, frazą, gestem, dopiero na końcu czynem. Solnit nie umniejsza wagi żadnego problemu związanego z deprecjonowaniem kobiecej tożsamości. Bardzo ciekawie wygląda analiza językowa tego, w jaki sposób poprzez słowa umniejsza się znaczenie przemocy wobec kobiet oraz jak marginalizuje się cierpienia ofiar. Już sam język może być opresyjny, a tłumaczone za jego pomocą zdarzenia mogą zawierać margines interpretacyjny, nie brzmieć jednoznacznie. A przecież przemoc, ta męska i ta sankcjonowana w tak wielu kontekstach, stale ma miejsce i wciąż na nowo trzeba o niej mówić. Dlatego cieszy pomysł zebrania esejów w jeden tom, bo być może teraz sygnalizowane problemy, dla których męski świat nie szuka rozwiązań, stają się nakreślone w wielu kontekstach i jest to bardzo czytelne.

„Mężczyźni objaśniają mi świat” proponuje taki model krytyki rzeczywistości, który wydobył się z uważnej lektury dzieł wspomnianych Virginii Woolf i Susan Sontag. Polemizując i zgadzając się z nimi, Solnit obrazuje pewien rodzaj wrażliwości na detale, poprzez które interpretowane są ludzkie zachowania. Sugestywność tego, w jaki sposób słowo nie jest kompatybilne z czynem, każe autorce poszukiwać rozumnej i gniewnej drogi kontestowania zła świata wobec kobiet, które to zło zostaje nieprecyzyjnie albo błędnie nazwane. W tym znaczeniu nie jest to tylko odzwierciedlanie faktów, ale przede wszystkim ich krytyczna interpretacja. Rola kobiety, tej, której słowo może mieć mniejszą wagę niż słowo mężczyzny, to rola ofiary – sankcjonowanej jako ta, która bardzo często w jakiś sposób dopuszcza do spotykającego ją aktu przemocy. Solnit dobitnie i wyraźnie mówi za te wszystkie kobiety, które dotknęła przemoc i niesprawiedliwość jej akceptowania. To zatem książka o trudności w obronie i lekkomyślności sprawców różnorakich aktów przemocy. O świecie, w którym nawet narzędzia władzy pozwalają sankcjonować gorszą pozycję kobiety, tej nieporadnej, czasem konfabulantki, niewiarygodnej i często oczekującej więcej, niż może oczekiwać.

W zasadzie to powinno dziwić i zatrważać, że taka publikacja jest wyjątkowo czytelna i bolesna dzisiaj, w XXI wieku. Solnit zdaje się sugerować, że upływ czasu w postrzeganiu relacji damsko-męskich i statusu kobiety w bardzo niewielkim stopniu wpływa na zmiany w postrzeganiu tychże. To jednak książka pokazująca, jak wiele mimo wszystko udało się osiągnąć. Często to nie kompromisy, lecz walki na froncie wojennym o uznanie i tożsamość spowodowały, że część kobiet w USA i na świecie osiągnęła to, o czym pisze autorka – zostały wysłuchane i są partnerami w światowej dyskusji dotyczącej nierówności praw i przywilejów, dzięki którym męska przemoc w wielu wymiarach wciąż ma się na świecie tak dobrze. To też wyraz zadowolenia z tego, że przemoc wobec kobiet zaczyna być widziana we właściwych ramach. Dlatego Solnit czuje się działaczką, osobą na ideologicznej wojnie, powierniczką lęków egzemplifikowanych przez patriarchat i zdecydowaną buntowniczką wobec opresyjności spadającej na kobiety za to, że… stały się ofiarami, dały możliwości i stworzyły konteksty dla tej przemocy, której same mogły zapobiec.

Teksty zbioru elektryzują, są bardzo dynamiczne i celnie portretują tę odwieczną walkę płci, w której budowane są mury i różnice, a coraz trudniej ujrzeć równość – możliwości, potrzeb i oczekiwań. Feminizm, o jakim rozprawia Solnit, ma za zadanie bronić przed niesprawiedliwością. To książka o długiej drodze do tego, by kobiety były traktowane sprawiedliwie. To dość żenujące i naprawdę przykre, że o sprawiedliwość i równość między płciami wciąż tak samo intensywnie trzeba walczyć. Pouczające i zapadające w pamięć!

Brak komentarzy: