Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2018-04-25

„Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej” Cezary Łazarewicz


Wydawca: Czarne

Data wydania: 14 marca 2018

Liczba stron: 240

Oprawa: twarda lakierowana

Cena det.: 44,90 zł

Tytuł recenzji: Wyobcowane

„Koronkowa robota” porusza do głębi. Przede wszystkim dlatego, że Cezary Łazarewicz operuje dwoma różnymi rejestrami narracyjnymi, dwukrotnie uderza w czytelnika i za każdym razem inaczej – w jednej książce tworzy w zasadzie dwa uzupełniające się reportaże w różnych konwencjach. Oba o wyobcowanych i samotnych kobietach, które połączyła trudna, lecz silna więź. Gdy najpierw otrzymujemy znaną powszechnie rekonstrukcję zdarzeń z nocy 30 na 31 grudnia 1931 roku, kiedy w tajemniczych okolicznościach zabita została siedemnastolatka, nie spodziewamy się, w którą stronę podąży reporterskie śledztwo. Mamy jego zarys, ale nie jesteśmy przygotowani na niepokojącą część drugą. Tę, która skupia się na urodzonej w więzieniu córce Rity Gorgon oskarżonej i przez dwa wyroki sądowe uznanej za winną zbrodni na Elżbiecie Zarembiance, którą dla lepszego efektu pamięci nazywa się od chwili zgonu Lusią. Łazarewicz dokonuje rzeczy niezwykłej – niesamowicie porusza wyobraźnię i emocje, niczego nowego nie odkrywając ani nawet nie sugerując jakiejś nowej interpretacji zdarzeń. Opowiada o dziecku idącym przez życie ze stygmatem matki morderczyni. O kobiecie, która przyjęła na siebie społeczne odium, skazana i potępiona dużo wcześniej, niż zrobiły to instancje sądowe. „Koronkowa robota” to opowieść o oddaleniu od siebie dwóch kobiet, które musiały same stanąć do walki o to, by wytrwać pośród ludzi wymierzających wyroki po swojemu. Ta książka to świetny głos reportera opowiadającego o tym, ile wydobywamy dla siebie z cudzego nieszczęścia. Także książka o niezwykłej sprawie. O niebezpieczeństwie skazywania na podstawie poszlak i o życiu, które przez nikogo nie będzie potem darowane…

Wikipedia podaje wiele szczegółów głośnej sprawy Rity Gorgonowej. Jakże z tego stworzyć pasjonujący reportaż? Można to zrobić tylko wówczas, gdy zechce się wyjść naprzeciw zapomnieniu i wyparciu. To, co elektryzowało Lwów w latach trzydziestych, jest dzisiaj zbrodnią funkcjonującą jako pewien mit odwoławczy. Jako straszak. Nazwisko oskarżonej o morderstwo na nastolatce staje się synonimem zła. Rita Gorgonowa uznana jest za złą. Wyrafinowaną oszustkę, która trzymała nerwy na wodzy, nie dając poznać, kim jest naprawdę. A przecież „czułe sumienie publiczne” wydało wyrok błyskawicznie. W sprawie morderstwa, którego musiał dokonać ktoś z domowników. Nie mógł to być ojciec denatki ani jej brat. Tylko ta, która w ocenie opinii publicznej chciała zniszczyć mir domowy, wdając się w romans z człowiekiem zatrudniającym ją jako guwernantkę i walcząc o lepsze życie u jego boku – nawet kosztem innych członków rodziny.

Łazarewicz nakreśla, jak trudna była sytuacja rodzinna znanego architekta Zaremby i jakby w drugim planie kreśli portret psychologiczny człowieka, który po zabójstwie córki robił wszystko, by zachować twarz. Stracił ją przez związek nieaprobowany społecznie. Stworzył się mroczny mit potwornej zabójczyni, który wyrósł z niedopasowania się do określonych wzorców funkcjonowania społecznego. Gorgonowa nie ma po swojej stronie nikogo. Choć nie przedstawiono nigdy żadnych twardych dowodów, od samego początku jest tą, której winę uznaje się za coś oczywistego. I jedyną osobą, która będzie chciała oczyścić jej dobre imię, jest córka. Ewa, której Gorgonowa nie szukała po wyjściu z więzienia. Dziecko porzucone od samego początku, dziecko zbędne i niepotrzebne. Wyśmiewane i atakowane. Idące przez życie w stopniu wyobcowania równym temu, który towarzyszył matce. Dwie kobiety, które nigdy na nikogo nie mogły liczyć. Niewiarygodna wręcz tęsknota porzuconej dziewczynki, która przez całe swoje długie życie marzyła tylko o przytuleniu się do matki. Kobieta, której odebrano godność i uznano za ucieleśnienie zła. Jej córka przejmująca fatum po wyobcowanej matce. Obie są w gruncie rzeczy zagadkami. Łazarewiczowi udaje się porozmawiać tylko z jedną z nich.

Upływu czasu nie da się oszukać, ale „Koronkowa robota” pokazuje, że dobry reporter będzie starał się temat swojej pracy ocalić od zapomnienia za wszelką cenę. Rekonstruując losy Rity Gorgonowej i przedstawiając jej dwa procesy w świetle tego, co myśleli i mówili ludzie bezpośrednio w nie zaangażowani, Cezary Łazarewicz pokazuje, jak niewiele z tych dramatycznych zdarzeń i emocji pozostało dzisiaj – tak jakby ten gwałtowny wybuch zainteresowania opinii publicznej miał tylko wydobyć na chwilę kumulowane emocje. Takie pojawiające się wtedy, kiedy ulica znajduje tego złego i może odetchnąć, bo ona nie jest zła. Ale w tej książce ważniejszy niż toksyczne emocje jest proces Gorgonowej. Akt oskarżenia oparty na zeznaniach dziecka niedarzącego jej sympatią. Dwie obsadzone mężczyznami ławy oskarżonych. Nieopisana forma nienawiści ze strony kobiet. I dwie wskazane obserwatorki, które przyglądały się działaniom sądów, opowiadając o swoim przekonaniu, że oskarżona nie jest winna.

Myślę, że nie chodzi o wzbudzanie oczywistych emocji i zwyczajną rekonstrukcję zdarzeń z sal sądowych. Nie chodzi też o portretowanie nastrojów społecznych, kiedy ludzie z zaskakującą łatwością chcą wskazać winnego, bo poszukiwanie może być dla nich niewygodne. Dużo ważniejsza jest druga część reportażu – obrazująca autorską bezradność i ciekawość jednocześnie. Szacunek dla każdego, o kim pisze, i wnikliwość w badaniu śladów, po których lata temu nikt nie podążał. Ironiczny tytuł reportażu odnoszący się do słów prokuratora udowadnia, że tę jakże skomplikowaną sprawę można byłoby naprawdę zbadać wyjątkowo dokładnie. Po latach tonąc w niedopowiedzeniach, a jednak wciąż na nowo wzbudzając wątpliwości oraz weryfikując opinie. Cezary Łazarewicz wychodzi naprzeciw ludzkim skłonnościom do uproszczeń, łatwych oskarżeń, ale także do zbyt szybkiego zapominania tego, co niewygodne lub niejednoznaczne. Jak wspomniałem, nie pojawią się na kartach tego reportażu żadne nowe ustalenia, a tym bardziej jakieś zaskakujące fakty. Chodzi bardziej o odsłonięcie kontrowersyjnej sprawy nieco inaczej. Spojrzenie na nią okiem człowieka wrażliwego na krzywdę i niesprawiedliwość. „Koronkowa robota” to przecież niebywale smutna historia o kobiecej samotności, potrzebie przynależności, społecznym odrzuceniu i o tym, że najbardziej zajmujące może być to, z czym przez lata musiały radzić sobie matka i córka. Z czym mierzyć w myślach i w sercu. To nie tylko książka o tym, jak łatwo wydajemy wyroki stadnie. Przede wszystkim o tym, jak niewyobrażalna samotność nigdy nie została zwerbalizowana, bo portretowane bohaterki ani Łazarewiczowi, ani nikomu wcześniej nie dały łatwego dostępu do siebie. Książka mocno przykuwająca uwagę i inteligentnie łącząca dwie historie w jedną pasjonującą narrację.

Brak komentarzy: