2018-10-04

„Wyspa dusz” Johanna Holmström


Wydawca: Sonia Draga

Data wydania: 26 września 2018

Liczba stron: 304

Przekład: Justyna Czechowska

Oprawa: miękka

Cena det.: 38 zł

Tytuł recenzji: Oblicza wyobcowania

Johanna Holmström, fińska pisarka pisząca po szwedzku, w jednym tomie zawarła literacką fantazję rozpiętą w czasie na stuleciu, w której zawarła przejmujący obraz kobiecej rozpaczy, desperacji, szaleństwa i samotności. Bazując na historii szpitala na fińskiej wyspie Seili, stworzyła tryptyk egzystencjalny, w którym stygmatyzowane ofiary ukazane są w zaskakująco różnym świetle i rozmaitych zależnościach. Początkowo myślałem, że „Wyspa dusz” jest – podobnie jak tytuł – powieścią zbyt dosłowną, a przez to w dużym stopniu za intensywną. Przekonałem się jednak, że zastosowana kmpozycja opowieści i uplastycznianie mnożących się dramatów są jednak lepszym wyjściem niż budowanie dłuższej – co sugerowałaby choćby rozpiętość czasowa – formy narracyjnej na bazie historii o wyspie izolowanych od społeczeństwa kobiet. Holmström wybrnęła z dość trudnego zadania bardzo dobrze. Ta powieść bardzo zapada w pamięć, choć jest chwilami narracją przesytu. Czytelnik nie jest w stanie udźwignąć takiej ilości traumy, jaką serwuje nam autorka, ale z drugiej strony jest podstawiony wobec trudnej, lecz możliwej konfrontacji z cierpieniem. Tym niewyrażonym także, bo to o nim w dużej mierze jest ta książka. Nie o tym, co portretowane kobiety mówią czy robią, ale głównie o tym, co skrywają w milczeniu, w miejscu zesłania na zawsze, bez możliwości powrotu do społeczeństwa.

Kristina topi córkę w rzece. Chce choć przez chwilę mieć odrobinę ciszy i spokoju. Nie wie, że od tego momentu spokoju nie zazna już nigdy, a stan katatonii będzie jedynie próbą oderwania się od szaleństwa, w jakie wpadnie. Elli ucieka z domu, by odrzucić wszystkie ograniczenia oraz schematy. Decyduje się na hedonistyczny tryb życia u boku kochanka, a on porzuca ją w chwili próby. Sigrid przygląda się obu kobietom, gdy staną się już pacjentkami zakładu, w którym pracuje. Kristina skryła się już w sobie i chce odejść. Ekspresyjna Elli jest gotowa zrobić wszystko, by wydostać się z miejsca, z którego nie udało się wydostać żadnej pacjentce. Wszystkie trzy kobiety połączy coś więcej niż tylko wyobcowanie i pragnienie przynależności do kogoś, kogo nie mogą mieć przy sobie. Wszystkie opowiedzą na trzy sposoby historię miejsca, w którym piekło egzystencji było piekłem przede wszystkim izolacji od normalnego życia. Tego, w którym nie mają prawa funkcjonować dzieciobójczynie, buntowniczki, kobiety wykraczające poza ramy społeczności, konwenansów i tego, co narzuca im płeć. Piekło kobiet bezwzględnie odrzuconych przez społeczeństwo. Surowe tak samo, jak surowe dla samych siebie będą ofiary szpitala stającego się więzieniem dusz.

Johanna Holmström opowiada o niewyobrażalnych pokładach rozpaczy, w których kobiety są nie tyle samotne, ile pozbawione jakiejkolwiek możliwości ekspiacji, powrotu do normalności. Z pewnością najmocniej zapada w pamięć historia Kristiny, która zresztą dominuje w powieści, ale „Wyspa dusz” to przede wszystkim opowieść o bezbronności wobec prawa i obyczajów. Fińską kobietę końca XIX wieku przestrzega się, by w lesie uważała na dzikie zwierzęta, a nie przestrzega przed jurnymi mężczyznami mogącymi wziąć sobie każde ciało, które uznają przez chwilę za atrakcyjne. Kobieta nie ma prawa do skutecznej samoobrony, nawet w obliczu faktów skłaniających do tego, by jej choć raz wysłuchać. Kobieta uprzedmiotowiona u Holmström to symbol niesprawiedliwości społecznej, stygmatyzacji płciowej i panoramiczny obraz funkcjonowania wedle praw narzucających formy i sposoby tak zwanego normalnego życia.

Autorka wyraźnie sugeruje, że każdy rodzaj szaleństwa i desperacji to stan, który domaga się zrozumienia, a ono jest możliwe poprzez wysłuchanie. Dlatego zmusza czytelnika do uważnego śledzenia prezentowanych historii, bez zadawania pytań, bez interpretowania, bez mniej lub bardziej zasadnej oceny. Są kobiety i są ich historie. Wstrząsające, gdy mają swój finał w miejscu, w którym już się nie leczy, tam się po prostu izoluje. Spojrzenie na tę izolację jest wieloznaczne choćby wówczas, gdy znajdziemy w powieści sugestie, że wyspa ze swym oddaleniem od codziennego życia w jakimś stopniu może być od tego życia skutecznym wybawieniem. Ale na pierwszy plan wysuwa się wszystko to, co czytelne i domagające się uwagi. Błędy i konsekwencje tych błędów. Wyobcowanie i idące z nim w parze wielowymiarowe szaleństwo dusz. Cierpienia portretowane przez Johannę Holmström mają na celu uwrażliwienie na to, jak skomplikowany jest pejzaż emocjonalny kobiety jednoznacznie uznanej za jednostkę szkodliwą społecznie. W przestrzeni izolacji i cierpienia znajdą się wszystkie nienazwane bolączki i deficyty, znajdzie tam swoje miejsce cień każdej utraty. Szpital dla nieuleczalnie chorych psychicznie kobiet staje się przestrzenią makabryczną, ale opowiada też w szerszym aspekcie o zniewoleniu społecznym, upodleniu kobiet i kobiecej determinacji, by walczyć z systemem, z którym nie sposób wygrać. Podobnie jak ze swoimi lękami i wciąż na nowo przeżywanymi dramatami. Ta powieść nie tylko punktuje oblicza zniewolenia oraz opresji, ona przede wszystkim stara się ukazać jak najbardziej czytelnie dramaty, których interpretacje należą do ludzi bez empatii. A może chodzi także o dość mroczne memento: wysp izolacji ludzkiej rozpaczy może być wciąż bardzo wiele, a te izolujące nieszczęśliwe kobiety wydają się wyjątkowo opresyjne, gdy nie dają ofiarom szans na żadną obronę.

Holmström opowiada także o rozpaczliwych potrzebach przynależności i o tym, co się dzieje, gdy nie zostaną one zaspokojone. O schematach, w których nieszczęśliwe kobiety zwyczajnie upadają, nie mogąc ich znieść, ponosząc później najsurowszą z kar. Ale to też powieść o miłości. Nie chcę zdradzić niczego więcej, bo w tym oceanie smutku i dramatów pojawia się stopniowo wizerunek czegoś ciepłego i trwałego. Coś wyłania się z mroku i z mgły wspomnień straumatyzowanych kobiet. Ale jest tu przede wszystkim autorska sugestia, że ludzka krzywda nie zna wymiaru i definicji. Dzieje się wciąż na nowo. Wszędzie tam, gdzie łatwo stawia się granice i zbyt szybko generuje w świadomości ogółu stygmat. To powieść będąca hołdem dla tych kobiet, które zbieg okoliczności uczynił ofiarami w kilku znaczeniach. Także dla tych, które w swym dramacie ofiary były gotowe na to, by walczyć o siebie. Wstrząsająca i sugestywna powieść ze świetnie nakreślonym klimatem wybrzeża południowej Finlandii. Zdecydowanie przyciąga uwagę od początku do końca.

2 komentarze:

Jardian pisze...

Skandynawskie klimaty - to lubię. Pozdrawiam imiennika.

Aleksandra Przybylska pisze...

Bardzo piękna i zachęcająca do przeczytania książki recenzja. :)