Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2019-01-22

„Celownik” Blaže Minevski


Wydawca: Biblioteka Słów

Data wydania: 20 grudnia 2018

Liczba stron: 344

Przekład: Elżbieta Ćirlić

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 28 zł

Tytuł recenzji: Wojna, los i pamiętanie

Przyznam, że ta powieść od samego początku przykuwa uwagę, bo bardzo interesujący jest szkielet, na jakim się osadza. Coś nietuzinkowego zaczyna obiecywać wyjątkową strukturę książki. Ten pomysł – obustronne celowanie w siebie kobiety i mężczyzny opowiadającego swoje życie – zbudowałby bardzo oryginalną powieść. Tylko wówczas, gdy byłaby krótsza. Bo „Celownik” – narracja w dużej mierze o perspektywie opisu i opowiadania – gubi gdzieś napięcie początku, rozmywa się. Dygresyjność staje się męcząca, a w końcu trąci egzaltacją w słabym stylu. Wątków w opowieści snajpera jest za dużo. Rozpada się nadzieja na to, że będzie to historia ostra jak brzytwa, bo przecież nadbudowana na stanie oczekiwania i napięcia, który w żadnym wypadku nie może trwać długo. Oczywiste jest, że to tylko figura stylistyczna i uznawanie długości wywodu w odniesieniu do niej to jak patrzenie na historię Minevskiego bez dostrzeżenia jej symboliki. Doceniam to, jak wiele i jak dosadnie chce opowiedzieć narrator. Obawiam się tylko, że – abstrahując już od celowania do siebie – nie opowiada on o konfliktach bałkańskich ani goryczy życia, w którym trzeba rozróżnić wyobrażenie od wspomnienia, niczego naprawdę zapadającego w pamięć, niczego też nowego, choć „Celownik” to powieść dramatyczna i stawiająca pytania retoryczne, na które nadal – ani na Bałkanach, ani w Europie – nikt nie znalazł satysfakcjonujących odpowiedzi. Trywializując, można rzec, że jest to historia pisarza, dla którego napisanie książki to za mało, w związku z tym musiał wybrać front i wykonując snajperskie obowiązki, opowiada o pisaniu i życiu na krawędzi.

Ale Blaže Minevski nie zasługuje na taką opowieść o jego książce. Nie sposób nie zauważyć, że jest to przede wszystkim interesująca narracja autotematyczna. Myląca tropy i zaskakująco trafna, kiedy obrazuje role oraz funkcje literatury, umiejętność doboru słów i świadomość, dla kogo się je dobiera. Macedoński pisarz zwraca uwagę na te aspekty literatury, które czynią ją utylitarną, nie odzierając jednak z estetycznych walorów. Przyjrzymy się bowiem temu, jak kształtowała się droga twórcza rozgoryczonego snajpera, ale ujrzymy ją na dwa sposoby: docieranie do istoty literatury poprzez emocje i wzruszenie (sentymentalne wspomnienia lekcji literatury z nauczycielką, która wpłynie na życie bohatera), a także analityczna rozprawa o strukturze takiej książki, która powinna wstrząsnąć czytelnikiem (amerykańskie studia kreatywnego pisania). Podobnie jak sytuacja wyjścia, która niejako wtłacza odbiorcę w klincz emocjonalny, nie dając mu złapać tchu. A potem jednak proponując historię zbyt wielu wątków i nieuzasadnionej achronologiczności.

Bohater Minevskiego zwraca się do swojej przeciwniczki jak do pięknej czarodziejki z legendy o miłości. Zestawienie dramatyzmu oraz bezkompromisowości wycelowanych do siebie luf zderza się z liryzmem opowieści tego, kto tak naprawdę został doprowadzony do sytuacji, w której musi do kogoś celować. A stał się snajperem na bardzo niejednoznacznej drodze. Drodze, na której pojawiają się gorycz, rozczarowania, bolesne wyrzuty sumienia, a potem nihilizm. Pięknie brzmiące fragmenty o tym, skąd się wydobył i kim się stał, łączą się z dosyć trywialnymi refleksjami dotyczącymi konfliktów na Półwyspie Bałkańskim, w miejscu niemożliwości życia innego niż w wojennym napięciu. Podkreślają to słowa przełożonego snajpera, który mówi: „Bez wojny nie możemy żyć razem: poza nią wszystko nas różni”. Minevski nie wychodzi poza symboliczne sugerowanie i pokazywanie jedynie, skąd wydobywa się ludzka nienawiść i do czego prowadzi. „Zabij i potem zapomnij”. To krótki komunikat powtarzany na froncie, ale także mantra, by zaakceptować okrucieństwo. Czy tu portretowane tylko z macedońskiego punktu widzenia? Przyznam, że więcej na temat złożoności konfliktu, który w „Celowniku” jest tłem opowiadania o trudnym określaniu swojej tożsamości, opowiedział mi w swoich książkach Miljenko Jergović, z pochodzenia Chorwat. Minevski jest mroczny, zgrabnie tutaj łącząc elementy tragizmu i liryzmu, jednak „Celownik” nie uderza we mnie tak jak inne opowieści o tym półwyspie przepełnionym fatalizmem i zbiorową amnezją w przypadku zbrodni.

Na pewno warta uwagi jest ta najbardziej intymna sfera zwierzeń czynionych w tym zdecydowanie za długim monologu. Bohater konfrontuje się ze śmiercią w bardzo prywatnym wymiarze. Musi zmierzyć się z odejściem dwóch bliskich mu kobiet i coraz mocniej uzmysławia sobie, jak bezkompromisowa jest śmierć, która później go osaczy. Bo przecież w przedstawionej sytuacji musi zdecydować: będzie tym, który odda strzał, albo tym, który od niego umrze. Tak czy owak będzie uczestniczył w śmierci. I ten mroczny dualizm Minevski dość ciekawie rozwija, kiedy analizuje sytuację domową bohatera, skomplikowane relacje z najbliższymi oraz to, że sielanka jego życia w okresie dorastania stała się w pewnym momencie bolesną konfrontacją z tym, że ludzie i sytuacje odchodzą. A potem przychodzi udział w wojnie, która jest już pasmem bezsensownych utrat i niezawinionych śmierci. Celownik” opowiada o fasadowym bohaterstwie, bo to książka antywojenna, ale lepiej wybrzmiewa jako powieść inicjacyjna. Do pewnego momentu. Blaže Minevski chce opowiedzieć o tym, jak nazwać i określić swój krótki czas na ziemi. Chce ten czas opowiedzieć cały, jednak oferuje mimo wszystko prozę przesytu. I pewnego rodzaju hermetyczności, bo ta opowieść to taki samograj narratora, do którego niekoniecznie dopuszczany jest czytelnik ze swoją wyobraźnią.

„Celownik” zatem rozczarowuje. Myślę, że to kolejny przykład przyzwoitej książki odnajdującej dobrą koniunkturę i ukazującej się w dobrym czasie, w związku z tym z pewnych zrozumiałych, choć może nie do końca literackich powodów otrzymującej miano arcydzieła. Minevski niczego takiego nie stworzył. Starał się oddać lokalny koloryt dramatów egzystencjalnych, ale także wstrząsnąć światem, a w dużej mierze piszącymi o tym świecie. Wyszła powieść zbyt wielu tropów, chwilami manipulująca czytelnikiem, odwołująca się do znanych i opisywanych już dramatów i dylematów, które nie zyskują tutaj zasadniczo jakiegoś oryginalnego rysu. Może „Celownik” miał być powieścią przesytu i bezradności. Może nie odczułem, że opowiada o rzeczach fundamentalnych w dobrze dobranym kostiumie teatru cieni. A może po prostu Minevski zmusił narratora do obsesyjnej koncentracji na wspominaniu, a nie kreowaniu twórczej opowieści. Bo odnalezienie właściwej proporcji między opowiadaniem o sprawach intymnych i dramatach tego świata wymaga brakującej tu być może umiejętności.

1 komentarz:

Jardian pisze...

Tytuł zapisuję . Pozdrawiam imiennika :)