Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2019-01-28

„Lekki bagaż” Anna Cieplak


Wydawca: Znak

Data wydania: 30 stycznia 2019

Liczba stron: 304

Oprawa: twarda

Cena det.: 42,90 zł

Tytuł recenzji: W stronę dorosłości

Tematyka społeczna bardzo służy świetnemu warsztatowi Anny Cieplak – młodej i obiecującej autorki – w przeciwieństwie do tematyki egzystencjalnej. Dlatego też po „Latach powyżej zera”, które uznaję trochę za wypadek przy pracy, wraca ona do czytelników z kolejną świetną powieścią, tak dobrą jak „Ma być czysto”, a kto wie, czy nawet nie lepszą. Krytykując poprzednią powieść Cieplak, kończyłem wyrażeniem nadziei na to, że o życiowych inicjacjach autorka opowie po raz kolejny intrygującym językiem i ciekawą składnią. W „Lekkim bagażu” język odgrywa rolę pewnego kodu rozszyfrowującego nam skomplikowane zależności, stany emocjonalne oraz przeżycia bohaterów prowincjonalnego miasta przytulonego do Czech i korzystającego z dobrodziejstw sąsiada, może bardziej wyluzowanego i jednoznacznego w odbiorze. Anna Cieplak w dobie modnych powieści współczesnych o Warszafce, w których ważnymi dylematami są elementy ubioru oraz to, jakie latte wypić przed południem, proponuje historię z polskiego marginesu. A jednak soczystą, wielowątkową, bardzo ważną społecznie i rozpoznawalną w swej problematyce na wielu płaszczyznach. To naprawdę wielka umiejętność – i Cieplak pokazała to już w „Ma być czysto”: pochylić się nad kwestiami elektryzującymi opinię publiczną, ale opowiedzieć o nich bez niepotrzebnych emocji, bez emocjonalnego szantażu, a przede wszystkim bez nastawienia na sensacyjność takich historii. Kto wie, czy autorka nie sprawdziłaby się świetnie w roli reporterki. Tymczasem proponuje nam mądrą i ważną książkę. O tym, że czas płynie w małej miejscowości może inaczej, ale naznacza podobnymi traumami oraz niepokojami co ten przyspieszający w centrum.

Weronika, Baśka i Paweł utknęli w przewidywalnym rytmie prowincji. Jak to ładnie określa sama autorka: „Falują sobie razem na powierzchni małego miasteczka jak wiatraczki z odpustu – ale takie, które mogą nieźle zadrapać skórę”. Drapią także skórę samych siebie, bo szybko się zorientujemy, że narada i poczucie jedności w scenie otwierającej książkę nijak nie będą już przystawać do tego, jak „Lekki bagaż” się skończy. Weronika prowadzi lokalną fundację, która pomaga ludziom z trudnych środowisk w lepszym starcie. Albo przynajmniej utwierdzającą w przekonaniu, że jest w życiu inna, lepsza możliwość. Baśka stacjonuje nieopodal, realizując się w pracy w mediach lokalnych. To niekoniecznie to, o czym marzyła, ale ma z tego pewną satysfakcję. Paweł, nauczyciel mianowany (warto, by autorka prześledziła historię i strukturę nadawania nauczycielskich stopni awansu zawodowego), przez jakiś czas zamykał się przed uczniami, ale kiedy zaczął ich naprawdę słuchać, odkrył sens i radość pracy. Każde z trójki przyjaciół ma za sobą jakąś konkretną życiową decyzję. Świadczącą o tym, że wybrali takie, a nie inne środowisko. Że pozostali na peryferiach, a nie podążyli stadnie za rówieśnikami w stronę dużych ośrodków i rzekomo lepszego życia. Cieplak jednak skonfrontuje swoich bohaterów z wyborami, które będą niezwykle trudne, naznaczą ich w pewien sposób, zmuszą do zrewidowania światopoglądu, ale przede wszystkim mocniej osadzą w rzeczywistości, do której chyba jeszcze się nie przywiązali.

Początkowo odnosi się wrażenie, że Anna Cieplak będzie lawirować między tą trójką, uatrakcyjniając książkę płynnie przechodzącym w różne rejestry językiem. Ale „Lekki bagaż” to chyba przede wszystkim powieść o bohaterach drugiego planu. Takich, którzy nie mieli łatwo od urodzenia, ale są gotowi powalczyć o coś lepszego, uczynić życie sensowniejszym. Ci ludzie – co zostaje świetnie pokazane – umiejętnie blokują w sobie traumy z dorastania w trudnym środowisku, ale ich nie porzucają, muszą je zabrać ze sobą w dorosłe życie i ten bolesny balast wciąż będzie o sobie przypominał. Rodzeństwo pochodzące z tak zwanej gorszej dzielnicy miasta udowadnia samemu sobie, że może być inaczej. Ale zmiana zawsze jest trudna. Podobnie jak trudne jest właściwe zrozumienie motywacji i działań ludzi pochodzących z miejsc i rodzin, które nie ukształtowały żadnego systemu wartości.

Tytułowy lekki bagaż jest symbolem sumy doświadczeń wynikających ze zbyt wczesnej dorosłości. Wspomniana trójka przyjaciół uniosła go, choć wcale nie jest on do końca lekki. Ci, którymi się opiekują, muszą taki bagaż dźwigać, jest on czasem ciężarem nie do uniesienia, ale trzeba go wziąć na plecy. Anna Cieplak, portretując lokalną społeczność i podejmując temat lokalnej polityki socjalnej, obrazuje w bardzo sugestywny sposób, czym jest trudność zbyt wczesnego pożegnania się z dzieciństwem i zbyt gwałtownego zwrotu w życiu, który każe brać pełną odpowiedzialność za siebie. Trochę w innej sferze ukazane są dylematy związane z tytułowym bagażem Weroniki, Baśki czy Pawła – tam nie ma aż takiej toksyczności, z której oparów muszą wydobyć się między innymi Dagmara i jej brat Darek. Ale czy na pewno? Najbardziej enigmatyczna wydaje się postać Pawła, nazwanego tutaj Olkowym (od imienia byłej), co sygnalizuje to niesienie w sobie traumy z przeszłości – teoretycznie już przepracowanej, praktycznie jednak wciąż odciskającej piętno. W przypadku Weroniki, dzielnej obrończyni honoru i struktury fundacji, Cieplak jest już może bardziej drobiazgowa. Bez względu na to, czy umie zachować właściwe proporcje, proponuje nam naprawdę wiarygodną psychologicznie panoramę ludzkich losów. To raport o intensywności życia w miejscu, które nie jest z nim kojarzone. A jednak w powieściowym Cieszynie dzieje się bardzo wiele. Być może tylko Olza zachowuje nonszalancję i zdrowy dystans do wszystkiego.

„Lekki bagaż” to powieść o niegotowości do tego, by walczyć o siebie, ale jednocześnie historia pokazująca, że na każdym etapie życia tę walkę trzeba bezwzględnie podjąć. Anna Cieplak dotyka kilku elektryzujących dzisiaj tematów – jak depresja czy molestowanie seksualne, jednak robi to z niebywałą delikatnością i empatią wobec swoich bohaterów. Dzięki temu mamy wrażenie, że to żywi ludzie, nie zmyślone postacie. Podoba mi się również to, w jaki sposób zagadki ich rodzinnych uwarunkowań łączą się z tym, do czego są zdolni jako wspólnota. Autorka dosadnie sygnalizuje, że każdy skądś się wydobył i przez to wydobycie jest, kim jest. Pokazuje jednak siłę przyjaźni, siłę wspólnoty i to, że przy wsparciu ze strony innych możemy wieść dużo bardziej sensowne życie niż to projektowane przez bolesny start. To po prostu powieść bliska człowiekowi i myślę, że każdego człowieka będzie w stanie zainteresować. Tym bardziej że opowiada się w sposób nieoczywisty, z umiejętnym połączeniem dramatyzmu, poczucia humoru i ciętej ironii. Czyta się świetnie i odkłada z poczuciem, że ze swoim życiem także należy zrobić coś konstruktywnego. Jakaż przyjemna odmiana pośród melancholijnych, łzawych, pełnych hamletyzowania i pozowania polskich powieści o życiu i przemijaniu.

1 komentarz:

Jardian pisze...

Jeśli będzie w formie e booka chętnie sięgnę. Pozdrawiam imiennika :)