
Wszystko zaczyna się co najmniej dziwnie. Któregoś dnia jeden z mieszkańców bloku na wrocławskim osiedlu Polanka odkrywa istnienie czegoś, co hipnotyzuje i pochłania. W krótkim czasie feralny blok zacznie przyciągać do siebie coraz to nowych ludzi, wchłaniać ich i powodować, że zapomną o swoim dotychczasowym życiu. Tak zaczyna się rodzić Święty Wrocław. Jego idea od samego początku jest bardzo tajemnicza i niepokojąca, a autor w każdym kolejnym rozdziale coraz bardziej niejednoznacznie tłumaczy genezę tego dziwnego konstruktu. Opowiada zaś o nim oryginalny narrator.
Historię o znikających mieszkańcach Wrocławia i ludziach bezpośrednio z tymi zniknięciami związanych przedstawia specyficzny kronikarz. Jemu samemu trudno jest określić cel spisywania tego, o czym wie, a czytelnik z czasem uświadamia sobie, że poznaje losy ludzi, które już się dokonały. Niezwykłość kronikarskiego zapisu dostrzegamy już na samym początku, kiedy czytamy: „Wszyscy wiedzą, jak powstał Święty Wrocław. Nie wie nikt. Próbuję spisać tę historię”. Otoczony zwierzętami kronikarz wyjaśnia, co naprawdę wydarzyło się we Wrocławiu, do czego to doprowadziło i jakie były motywacje tych, którzy w walce ze Świętym Wrocławiem walczyli z samymi sobą i swoimi słabościami.
Myślę, że z całej galerii postaci tej kroniki, najważniejsi wydają się dwaj mężczyźni. Michał, student historii, poznaje bliżej młodą i gniewną licealistkę Małgosię. Związek tych dwojga niepokoić będzie przede wszystkim ojca Małgosi, Tomasza Benera. Tomasz najpierw stoczy walkę ze świadomością, iż Michał odbiera mu córkę, potem zaś obaj powalczą o Małgosię z mroczną otchłanią Świętego Wrocławia. Ojciec Małgosi, jej wybranek i ona sama to ludzie co najmniej zaburzeni. Nie ma w „Świętym Wrocławiu” ani jednego bohatera, który nie borykałby się z jakimiś problemami i nie ujawniał ich w sekwencji co najmniej dziwnych zachowań. Zjednoczeni w walce o ciało i duszę Małgosi, Michał z Tomaszem będą świadkami makabrycznej bitwy o Święty Wrocław między licznymi pielgrzymami, którzy chcą się do niego dostać a policją, dającą opór zbiorowej psychozie strachu i próbującą odciąć od reszty miasta feralne osiedle, gdzie giną ludzie i rodzi się mroczne sacrum.
Święty Wrocław bowiem wywołuje cały szereg przemian zarówno w opisanych przeze mnie bohaterach, jak i w zbiorowości Polaków, którym pod wpływem wrocławskich narodzin „świętości”, nagle objawiają się boże znaki, jakie mają rzekomo prowadzić do zbawienia. Tutaj pojawia się problem niejednoznaczności Świętego Wrocławia, bo jest on z jednej strony przestrzenią sakralną, którą część ludzi zaczyna celebrować. Z drugiej strony jest to przecież piekielna otchłań, w której brutalnie się morduje. Orbitowski łączy sacrum i profanum, a z tego połączenia rodzi się coś zupełnie innego. Inna przestrzeń, inny byt, inne pojęcie zagrożenia. Z czasem bowiem trudno jest uznać, czy tajemniczy Święty Wrocław to miejsce zguby czy też zbawienia. Trudności interpretacyjnych dostarczy również spektakularny finał, w którym rozegra się dramat, będący jednocześnie spełnieniem.
W „Świętym Wrocławiu” przeczytamy o ośmiu cudach, o zbiorowej histerii, o jednostkowych dylematach i o tym, jak one wpływają na los zbiorowości. O tym, jak rodzi się kult świętości i o sposobach kwestionowania tej świętości. Orbitowski napisał o fobiach i niepokojach, tworząc książkę, która ma naprawdę klaustrofobiczny klimat. Chociaż cały czas ma się wrażenie, że to po prostu absurdalna opowieść, mająca w sobie cechy horroru i ballady, już nie tak absurdalne wydaje się to, co powieść w sobie kryje. I to mnie właśnie tak dotknęło.
Odkrywanie tajemnicy Świętego Wrocławia będzie pasjonującym procesem. Bo nowa książka Orbitowskiego jest pasjonująca. Nawet dla kogoś takiego jak ja, kto na co dzień nie gustuje w tego typu opowieściach.
Wydawnictwo Literackie, 2009
4 komentarze:
czasem mam wrażenie, że jestem jedyną osobą, której się horror show podobał
A ja właśnie przyniosłam z biblioteki "Tracę ciepło", by zobaczyć czym pachnie ten autor. Na Święty Wrocław miałam ochotę, teraz jeszcze większą.
To zabawne a zarazem zatrważające czytać słowa które kwestionuję grozę w "horror show" Pan szanowny krytyk powinien efektywniej odrabiać prace domowe dotyczące zagadnień horroru :)
A u mnie parę słów o innym projekcie Orbitowskiego.
Raf
http://strefakreatywna.blogspot.com/2009/11/wolabym-nie.html
Prześlij komentarz