Wydawca: Wydawnictwo Pauza
Data wydania: 12 sierpnia 2026
Liczba stron: 240
Przekład: Karolina Drozdowska
Okładka: miękka
Cena detaliczna: 49,90 zł
Tytuł recenzji: Rodzinne decyzje
Nie wiem, jaka jest kondycja rynku książkowego w Norwegii i jak to się przekłada na czytelnictwo w tym kraju, więc nie mogę określić, czy „Doggerland” to powieść boleśnie realistyczna, czy nieco hiperbolizuje problemy branży wydawniczej, czyniąc to na potrzeby dynamiki tej świetnej powieści obyczajowej o rodzinie, o potrzebie otrzymywania nowych narracji, o niebezpieczeństwach sztucznej inteligencji, które bagatelizujemy, o książkach, miłości, tajemniczym romansie i tym, kim jesteśmy dla siebie w hierarchii przedsiębiorstwa będącego rodzinnym spadkiem i dumą. Agnes Ravatn w tej krótkiej powieści opowiada tyle ważnych dla nas dzisiaj historii, że trudno zwrócić uwagę na jedną szczególną. Mnie w pierwszej kolejności zainteresowały wątek wydawniczy oraz dyskusje o tym, czego współczesny czytelnik oczekuje, a co już w wydawnictwie zaczyna być archaiczne. Było już o przestrzeni wydawniczej po szwedzku z punktu widzenia autorów w świetnej powieści „Najlepsza książka na świecie” Petera Stjernströma. Było o tym z punktu widzenia tłumaczy (mam na myśli „Wymieranie Ireny Rey” Jennifer Croft). Teraz pojawia się kolejna perspektywa. Szczególnie interesująca dla kogoś, kto z boku przygląda się przemianom tak zwanej branży książki.
Bo zasadniczym punktem tej fabuły jest spotkanie rodzinne, podczas którego pragmatyczna seniorka – dotychczasowa szefowa znanego, choć już coraz mniej wpływowego wydawnictwa – zamierza przekazać swoją funkcję komuś z najbliższych. Przybywający na małą, surową wyspę do ekscentrycznego hotelu z jeszcze bardziej ekscentrycznym gospodarzem zupełnie nie przewidują tego, co się w tym miejscu wydarzy. Do czego doprowadzą między innymi debaty o tym, jaki kształt ma przyjąć oficyna wydawnicza po zmianie kierownictwa. Przyznam szczerze, że gdy czytałem rozmowy dotyczące przejęcia firmy, przyszło mi na myśl co najmniej kilkanaście polskich oficyn wydawniczych. Bo pomijając dramaturgię opisywania tego, w jaki sposób ścierają się tu racje potencjalnych sukcesorów, najciekawsze są przemyślenia o tym, jak dynamicznie zmieniają swoje profile wydawnictwa, którym zależy na nowych czytelnikach.
Ravatn wyraźnie daje znać, że wyrośliśmy z opowieści, jesteśmy opowieściami i wciąż będziemy potrzebować opowieści. Jest to naturalna i niezmienna potrzeba ludzkości. Nienaturalne są wszystkie zmienne, które z klasycznych wydawnictw uczyniły przedsiębiorstwa z produktami przeznaczonymi do masowej sprzedaży. Dlatego „Doggerland” zadaje w sumie proste pytanie: jak współcześnie wydawać książki tak, żeby to się opłacało? Norweska pisarka rozważa kondycję rynku wydawniczego na podstawie wielu zmiennych. Dostrzega zmiany w odbiorze książek wynikłe z rozpanoszenia się sztucznej inteligencji. Proponuje kilka modeli czytelniczych i każe zastanowić się nad tym, co znaczy oferowanie książek współczesnym odbiorcom. Wszystko wynika z dyskusji członków rodu, którzy prezentują swoje stanowiska i wizje, ponieważ matka za chwilę ma zdecydować, kto przejmie po niej dom wydawniczy. I wiedzieć, czy oddaje rodzinny interes we właściwe ręce, biorąc pod uwagę wybrany spośród proponowanych projektów dalszego funkcjonowania wydawnictwa.
Chętne do przejęcia schedy są dzieci: dwójka skrajnie różnych od siebie ludzi, choć są bliźniętami. Przyjeżdżają na wyspę z osobami towarzyszącymi. To znaczy syn z żoną i dzieckiem, a córka z nieznanym nikomu partnerem i planem dotyczącym własnego dziecka. Pośród dorosłych to najmłodszy bohater wydaje się najciekawszy. Odstający od rówieśników, zamknięty w sobie, skoncentrowany na rozmowach z AI, która ma wyjaśniać mu świat. Rodzice zdecydowali się na śmiały projekt związany ze sztuczną inteligencją, by naprowadzić syna na właściwy tor w życiu, pomóc mu pozbyć się poczucia wyobcowania. Jego matka nawet przyjęła, że słuchawki na uszach syna i wymyślona technologicznie przyjaciółka zastąpią ją w macierzyństwie, kiedy znajduje się w trudnym okresie.
Edda, główna bohaterka, niejako wkradła się do opisywanej rodziny, co pokazuje ciekawie tu użyta metafora bluszczu. Była sekretarką, nie skończyła żadnych kierunkowych studiów, a w wyniku kilku koincydencji stała się redaktorką wydawnictwa, o którego przyszłość toczy się batalia. Edda byłaby spokojna o swoją pozycję, gdyby nie fakt, że do jej rąk trafia pewien manuskrypt. Ravatn znakomicie oddaje atmosferę wewnętrznego niepokoju, który narasta, staje potwornym strachem, antycypuje mroczny zwrot akcji w tej powieści, a przede wszystkim kryje w sobie przerażającą tajemnicę.
Zwrot akcji będzie, a jakże! Zaskakujący bardziej, niż mógłby przypuszczać najbardziej nawet uważny czytelnik. Wszystko jednak, co poprzedza zakończenie powieści, jest jednocześnie groteskowe i zabawne w wymiarze komizmu sytuacyjnego oraz bardzo poważne, gdy prezentuje wizerunek rodziny, w której każdy jest samotną wyspą. Być może taką, na jakiej właśnie wszyscy bohaterowie się znaleźli i obradują. Decydują zasadniczo nie o tym, jak i dla kogo dalej wydawać, ale proponują nam swoisty sparing, w którym wygrywają silne osobowości. Widzimy także, jak ciekawie autorka skomplikowała relacje w rodzinie, którą łączy głównie dobro materialne firmy.
„Doggerland” to także opowieść wynikająca z opowieści. Symbolika ukrytego gdzieś pod wodą lądu pełni istotną funkcję i odnosi się do kilku sytuacji oraz opisu relacji. Z jednej strony Ravatn wykorzystuje znane motywy literackie, takie jak odcięta od lądu i zamknięta przestrzeń, spotkanie rodzinne i idące za nim możliwe psychodramy, czy wyobcowane dziecko, dzięki któremu dorośli bohaterowie zaczną widzieć świat inaczej. Z drugiej jednak – to wielowątkowa opowieść o współczesnych ludziach i ich egzystencjalnych potrzebach. O tym, jak trudno zażegnać niepokój, który rodzi się tu w każdym kącie tego dziwnego domu, do którego przecież wszyscy mieli przybyć, by świętować urodziny seniorki, a nie debatować o sprawach zawodowych. Bo finał tych debat doprowadzi do zmiany układu sił, lecz przede wszystkim zmieni samych bohaterów. Ludzi chcących posiadać i decydować, ale zaniedbujących samych siebie, swoje własne intymne potrzeby i pragnienia. To historia opowiadająca o rodzinie, która za chwilę może się rozpaść, ale przed rozpadem ratuje ją jedna decyzja seniorki. I o tym, co znaczy być prawdziwą matką dla dziecka. Jak prawdziwe jest przywiązanie do marki wydawniczej tej, która podejmuje zaskakującą decyzję w sprawie przejęcia wydawnictwa.
Jest to również powieść dotykająca problemu klasowości, stworzonej formalnie lub nieformalnie wspólnoty. Norweska pisarka rozważa, co to znaczy znaleźć się w bogatej rodzinie z tradycjami, czy rzeczywiście można się do niej dostać i w jaki sposób pochodzenie może wpływać na decyzyjność człowieka w zakresie tego, co chce ze sobą zrobić. Tutaj w tym względzie najbardziej zagubieni wydają się ci, którzy w zasadzie mają wszystko, ale nie potrafią tym właściwie zarządzać. Ciekawy kontrast w prezentowaniu rodzeństwa, które walczy o schedę. To, co mówią, jak się wobec siebie zachowują, co zachowują w sobie. Wiwisekcja rodziny w granicznym punkcie, za którym czai się zawieszenie. Ravatn koncentruje się jednak na tym, by satysfakcjonująco poprowadzić czytelnika do tego granicznego punktu.
---
Jeśli podobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ
