
„Spośród miliona decyzji, które podjąłeś, i miliona, które mogłeś podjąć, opisujesz w końcu pięć albo sześć”. Te słowa wypowiada dziadek jednego z bohaterów Żukowskiego i one właśnie doskonale obrazują to, co dzieje się na kartach „Miłości morderców”. To dokładnie sześć dojrzałych decyzji o tym, że należy pisać i że w tym pisarstwie można być wyjątkowym. W sześciu tekstach poznamy bardzo różnych od siebie ludzi – umierającego aktora, twórcę gier komputerowych, turystę na motocyklu czy też żydowskiego rzeźbiarza-outsidera. Każdy z tych sześciu mężczyzn kryje w sobie tajemnice, do których tylko częściowo się zbliżamy i każdy z nich cierpi, pozwalając nam poznać tylko fragment tego cierpienia. W moim odczuciu najbardziej przejmującym tekstem jest „Gasnąc”. To dramatyczny, a jednocześnie poetycki opis starości i zniedołężnienia, które zmuszają do wspomnień i ich konfrontacji z bolesną rzeczywistością. Benjamin z „Gasnąc” musi odegrać ostatnią rolę swego życia, musi godnie umrzeć. Wydaje się, że inni bohaterowie także mają do wykonania pewne ważne, znaczące dla nich zadanie. Hilt Deumeland z opowiadania tytułowego podejmuje się morderczej misji na pustyni. Isza z „Koczowników” mści się za przyjaciela, by na zawsze zmienić tym swoje życie. Robert z „Duplikatów” chce za wszelką cenę wyjechać z miasta, zaś Devair z „Blasku” przed śmiercią próbuje wyjaśnić fenomen pewnego radioaktywnego urządzenia, które zabija, ale przynosi także swego rodzaju zbawienie. Zadaniem zaś Alego ze „Ślepców” jest pomoc europejskiemu podróżnikowi; Obcemu, który w orientalnym świecie, jakiego nie rozumie, może doprowadzić do tragedii. Bohaterowie postawieni są przed próbami i skonfrontowani z sytuacjami, jakie na zawsze odmienią ich życie. Poznajemy ich wtedy, kiedy tak naprawdę nie chcą dać się poznać. Poznajemy i… pozostajemy z zagadkami związanymi z tym, jak wcześniej żyli. Proza Żukowskiego to bowiem proza enigmatyczna i wszystko, co najistotniejsze jest w niej sprytnie ukryte. Pewne natomiast jest to, iż jego bohaterowie cierpią, zmagają się z samotnością, alienacją, duchową pustką, z zagubieniem.
Myślę, że ważna jest symbolika pustyni, która pojawia się w pierwszym opowiadaniu i pozostała ze mną w następnych, tak przecież różnych od siebie. Mężczyźni Żukowskiego żyją w pustynnej przestrzeni. Pozbawieni tego, co kiedyś dawało im siłę i sens życia, nieporadnie próbują oszukiwać samych siebie. Świat wokół nich to nicość. Jedyne, z czym muszą się mierzyć to własne jestestwo i o tym także jest ta książka. Przygnębiające jest to, że dla bohaterów Żukowskiego właściwie nie ma ratunku, bo podążają w otchłań, z której trudno się wydobyć. Bez względu na to, w jakim są wieku, jakie mają wykształcenie, w jakich czasach przyszło im żyć i czego doświadczać.
Widać wyraźnie, że to sześć opowiadań o różnego rodzaju męskości, ale frapujące wydają się w opowiadaniach Żukowskiego także postacie kobiet. Są źródłem cierpienia (śmierć ukochanej Hilta), poniżają (kobiety w „Duplikatach”), ośmieszają („Koczownicy”), ukrywają odrazę i lęk (córka Benjamina z „Gasnąc”). Kobieta, która okazuje troskliwość i czułość to jedynie stara Dżamal, tuląca okaleczonego chłopca w „Ślepcach”. Intrygujące? Myślę, że to jedna z wielu osobliwości tych opowiadań. Każde z nich jest zamknięte i jednocześnie otwarte. Początek i koniec opowiadanych historii zaciera się tak, jak zacierają się szczegóły, którymi autor początkowo obudowuje swoje teksty.
I w tej znaczeniowej mgle czułem się bardzo dobrze, bo byłem jednocześnie blisko i daleko tego wszystkiego, co opisuje Żukowski. Obym jeszcze kiedyś miał okazję go czytać.
Wydawnictwo Znak, 2009
3 komentarze:
"czytelnik [...] lubi tonąć w tekście, w którym nie ogarnia wszystkiego"
ja akurat zdecydowanie tego nie lubię.
takie pisanie może świadczyć o brakach warsztatowych autora, o niewystarczającej komunikatywności tekstu, o tym, że autor nie potrafi napisać tekstu w sposób możliwy do ogarnięcia przez czytelnika...
Szalenie jestem ciekaw Twojej prozy. Zastanawiam się nad tym, jak Ty nazywasz rzeczywistość, emocje i wszystko to, czego nie da się nazwać ani opisać wprost. I jak pozwalasz czytelnikowi ogarnąć wszystko. Przerzucę jeszcze kilka nowości i chyba się wezmę za "Poza prawdą i kłamstwem" :-)
wcale nie twierdzę, że potrafię to lepiej niż np. Żukowski, którego nie czytałem :]
ale stwierdzenie, że to dobrze, gdy autor topi swojego czytelnika w zupie swojej niemożliwej do ogarnięcia twórczości, nie kojarzy mi się z czymś pozytywnym.
Prześlij komentarz