Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2011-12-20

"Monidło" Halszka Opfer

Ponieważ moje omówienie pierwszej książki Halszki Opfer pt. „Kato-tata” niezmiennie znajduje się w czołówce najpopularniejszych postów, postanowiłem napisać także o drugiej publikacji tej autorki, która jest kolejnym schodzeniem ku piekłu na ziemi, jakie nieszczęśliwej i biernej kobiecie są w stanie zgotować rzekomo najbliżsi jej ludzie. W komentarzach do „Kato-taty” pojawiają się głosy tak samo krzywdzonych i tych, którym nie starcza w życiu odwagi, by o tym opowiedzieć. Chociaż zdrowemu i właściwie wychowanemu przez rodzinę człowiekowi nie mieści się w głowie, o czym Opfer pisze, nie znaczy to, iż jej opowieści są fikcją. Bynajmniej. Tak niestety wygląda życie niejednego młodego człowieka. Takie też widmo nieszczęść towarzyszy mu w dorosłym życiu.

„Monidło” jest chyba jeszcze bardziej porażające w swej wymowie. To kontynuacja opisów nieszczęść, których nie sposób pojąć i wobec których pozostaje się w niemym proteście. Faktem jest, iż pisząc o „Kato-tacie” nadużyłem słowa „spowiedź”. Czuję, że przygana Ewy Jarosz z przedmowy do „Monidła” i z okładki książki kierowana jest do mnie personalnie. Zwierzenia Halszki Opfer to faktycznie żadna spowiedź, lecz przerażające świadectwo życia w upodleniu. Obie publikacje autorki noszą znamiona książek konfesyjnych, stąd też moje niefortunne porównanie. Ale faktycznie – to nie są spowiedzi. Opfer z niczego nie musi się spowiadać. Choć wciąż czuje się winna, nigdy nią nie była. Wpadła w koszmarny tygiel uzależnień, od którego nie sposób uciec.


O czym opowiada „Monidło”? Zacznijmy od słów samej Opfer: „Od dziecka chciałam jak najszybciej dorosnąć. Stało się to moją obsesją. Uważałam, że kiedy będę duża, nikt mnie nie skrzywdzi”. Naiwna wiara w to, że koszmar zniszczonego przez rodzinę dzieciństwa można zaliczyć już do lat minionych… Niestety, nic bardziej mylnego. Po latach upokorzeń w domu rodzinnym, wyszydzania w szkole przez rówieśników i nauczycieli, po latach ludzkiej nieczułości oraz niespełnionych pragnień o prawdziwej miłości i zrozumieniu, na Opfer czeka kolejny opresyjny okres – właśnie dorosłość, której tak bardzo pragnęła.


Swego męża Adama łapie „na ciążę”. Wchodzi w jego środowisko rodzinne, które jest jej tak samo nieprzyjazne jak własna matka, ojciec-erotoman i pedofil (porażające jest to, że w Opfer wciąż nazywa go „tatusiem”…) i rodzeństwo. Staje się obiektem drwin i szyderstwa. Jest przez męża wręcz tresowana po to, by być posłuszna. Opfer opisuje, jak bezradna jest wobec kolejnej fali okrucieństw, która czeka ją u boku męża. Uległy wobec matki-dewotki, Adam postanawia „wychować” żonę, traktując ją obcesowo, szydząc z niej, wielokrotnie uderzając, ośmieszając przy innych. Mąż jest takim samym tyranem jak kiedyś ojciec. Autorka nie jest w stanie nic z tym zrobić. Kiedy po latach dojrzeje do decyzji o rozwodzie, wpadnie w ramiona kolejnego poniewierającego nią mężczyzny, przy którym znowu będzie wiedzieć tylko jedno – że nic nie znaczy, a wszystkie okropieństwa musi przyjąć z pokorą, bo tak naprawdę ma to, na co zasłużyła.


„Ofiara jest zawsze ta sama, tylko kaci się zmieniają”. W dorosłym życiu Halszki Opfer nawet jej własne dzieci potrafią być dla niej okrutne. Pojawiają się także nowe postacie, w których skumulowane jest zło. To np. ciotka Gienia, siostra ojca, żyjąca w poczuciu wiecznego prześladowania, także molestowana seksualnie przez brata. To siostra Aneta, która dokucza Halszce za młodu i podobnie zachowuje się względem niej po latach. To przede wszystkim kostyczna teściowa, matka Adama, sterująca synem i jego emocjami, nienawidząca jego żony choćby dlatego, że jest słaba i daje sobą pomiatać.


Tymczasem Halszka nie potrafi inaczej. Krytykowana, ośmieszana, bita i gwałcona nie jest w stanie uświadomić sobie, iż jej życie ma jakąkolwiek wartość; że jest wartościową osobą, że zasługuje na coś więcej niż nieustanne przekleństwa, krzyki i ataki. Wciąż czuje bliski związek z domem rodzinnym, choć przecież ten dom oferował jej tylko ból. O rodzicach jako dorosła osoba pisze następująco: „Im bardziej mnie krzywdzili, tym mocniej do nich lgnęłam. Zmuszało mnie do tego coś, czego nie umiałam nazwać”. Wydaje mi się, że w „Monidle” próbuje to coś nazwać, ale jest to tylko próba, nieśmiała i nieskuteczna. Trudno bowiem zrozumieć skomplikowane mechanizmy psychiczne, które pozwalają jej nadal trwać w cierpieniu i biernie to cierpienie przyjmować.


„Monidło” obfituje w wiele drastycznych opowieści. O tym, jak dziadek próbuje molestować wnuczkę, córkę Opfer. O agresji, szantażach i złośliwościach ze strony męża, który się jej brzydził. O matce, która nadal trzyma stronę ojca, nie wierzy w zło, jakie czynił i do ostatnich chwil jego życia pozostaje mu wierna, bo nikomu innemu zawierzyć nie potrafi. Ojciec-tyran umiera spokojnie, bo otrzymuje – a jakże! – od swej skrzywdzonej córki wybaczenie. Tymczasem Halszka Opfer każdego dnia zmagać się musi z własną biernością, z chęcią wycofywania się i przyjmowania kolejnych cierpień. Bohaterka na swój heroiczny sposób próbuje się chwilami buntować, kiedy nasycenie zła i niesprawiedliwości jest zbyt ogromne. To jednak tylko nieśmiałe próby. Uważam natomiast, iż pisanie o tym wszystkim, co przeszła, jest najbardziej heroiczną formą walki z samą sobą. Choć można autorkę posądzać o co najmniej dziwny ekshibicjonizm, nie sposób tego, o czym pisze, traktować obojętnie. Tym bardziej, że brzemię krzywdzonych nosi bardzo wielu, dla których publikacje Halszki Opfer są wskazówkami do tego, by powiedzieć wreszcie „dość”…


Wydawnictwo Czarna Owca, 2011

6 komentarzy:

She pisze...

Nie bardzo wiem, co można powiedzieć po przeczytaniu tej recenzji, a co dopiero książki. Lepiej będzie jak zwyczajnie zamilknę i sięgnę po nią w ciszy. Ale po świętach. Teraz będę się oszukiwać, że świat jest dobry.
Pozdrawiam

Sol i Alien - Włóczykijów Dwóch pisze...

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
dużo szczęścia i słodyczy
każdy z Dwóch Włóczykijów
Ci dzisiaj szczerze życzy! :)


A co do książki - bardzo nas zainteresowała... Trudna, ale na pewno warta przeczytania.

Jarosław Czechowicz pisze...

She, wydaje mi się, że o tego typu sprawach właśnie nie powinno się milczeć. By robić to publicznie - sprawa dyskusyjna. Ale jak słyszę powiedzenie "prać brudy w swojej rodzinie" to mnie telepie... Sol i Alien, serdeczności świąteczne! :) She, dla Ciebie również.

She pisze...

Wiesz, nie zwykłam siedzieć z zamkniętymi ustami w jakimkolwiek temacie. I mnie, jako terapeutkę też telepie na myśl o tym, ile dzieje się za drzwiami niektórych domów. Tylko, że tutaj raczej nie poczułam się powołana do filozoficznych dywagacji odnośnie życia Pani Opfer. Bo kim ja jestem by to osądzać i to publicznie. Ani moja złość, ani moje współczucie niewiele Jej dadzą.
Ja rozumiem dlaczego i dla kogo ta książka powstała. Jestem pod wielkim wrażeniem faktu, że ta kobieta przetrwała ten koszmar, o którym piszesz i jeszcze miała siłę to wszystko spisać. Trochę jako przestrogę, trochę jako głos wołający za tysiące tych, co nie mają siły krzyczeć. I przeczytam te książkę z całą pewnością. I wezmę ją sobie do serca. Ale nic więcej dodać nie sposób. Bo wszystko zabrzmi kwadratowo i płytko.
Nagłaśnianie takich spraw nie zawsze jest dobre. Prawda jest taka, że jeśli coś nas bezpośrednio nie dotyczy, to tego mimo szczerych chęci nie zrozumiemy. Trochę się posmucimy, po-współczujemy i za chwilę znów nas rozbawi Kevin sam w domu. I to nie znaczy, że jesteśmy źli. Od ciągłego mówienia o eutanazji nic się nie zmieniło. Tylko ludzie się tematem znudzili i zobojętnieli na niego. A ja zamiast tych wszystkich kampanii wolałabym żeby przeczytali "Proszę o prawo do śmierci" Humberta... bo dociera w człowieku głębiej. Wierze... Nie, nie wierze, ja wiem, chociażby na przykładzie Twojej recenzji, że "Monidło" czytane w ciszy odbija się głośnym i donośnym echem... oby echem zmian.
Najlepsze świąteczne i dla Ciebie :)

Unknown pisze...

w wielu domach dzieci przechodzą takie piekło jak Halszka.
Wyświechtanym frazesem jest powiedzenie"takie rzeczy sie nie dzieją...tam musiała być patologia"...

Sama jestem przykładem życia jakże podobnego do życia Halszki.

Takich jak ja znam dziesiątki...

Dobre domy...zaufanie społeczne...

cóż.

www.zmarznieta-dusza.blog.onet.pl

Unknown pisze...

Bardzo polecam przeczytać książkę "Mokradelko", która może byc dopełnieniem książek.