Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2012-04-15

"Anomalie" Grzegorz Krzymianowski

Ponieważ minąłem się jakoś z debiutancką powieścią Grzegorza Krzymianowskiego, niniejsze omówienie nie będzie miało charakteru analizy porównawczej. Mogę natomiast napisać, że „Anomalie” to proza mocna, dojrzała, chwilami może nazbyt kwieciście zdobiona słownymi ornamentami, ale na pewno bardzo przekonująca i odważna.

Rzecz traktuje o zazdrości w związku. O rojeniach zazdrosnego umysłu. O tym, jak wiele wspólnie przeżytych lat może zamieniać się w ruinę i o uczuciach, które nie tyle wygasają, co zmieniają się; nie dają ani radości, ani spokoju ducha. Narracja prowadzona jest z jego punktu widzenia. To on w pierwszej scenie przygląda się swojej Annie z tyłu, kiedy kobieta stoi przy oknie i nie jest świadoma tego, co niesie jego wzrok. Ten obrazek z introdukcji jest bardzo wyraźny i świetnie obrazuje to, o czym przeczytamy później. Ona, obiekt coraz bardziej toksycznej zazdrości, nie rozumie zachowań swego partnera i stara się je ignorować. Tymczasem jego wzrok za jej plecami znajduje się ustawicznie. Ten wzrok jednak daje możliwość przyglądania się iluzjom, a nie prawdzie. Tanie romansidło z ckliwą dedykacją znalezione przypadkiem w szufladzie. Kondom w przetrząsanej pospiesznie torebce Anny. Niejasna znajomość z awangardowym reżyserem. To poszlaki w jego śledztwie na temat niewierności swej kobiety. Stygmaty drogi do piekła, albowiem nie jest możliwe wyjście poza wszelkie negatywne emocje, które zaczynają się gromadzić w nim, mężczyźnie zdradzonym.

Jako mężczyzna bohater „Anomalii” jest „istotą zasadniczo osadzoną w milczeniu”. Ważne jest także, iż nie ma imienia tak, jak jego partnerka. Jest więc Mężczyzną – Każdym, a może i Nikim jednocześnie, jest postacią wyłaniającą się z mgły wspomnień, rojeń i wszechogarniającej podejrzliwości. Obserwujemy destrukcję uporządkowanego świata emocji u pragmatycznego i zdyscyplinowanego myślowo informatyka. Odbywa się ona w kilku etapach. Ostatecznie ogrom nieszczęścia, jaki przytłoczy mężczyznę, będzie już nie do zniesienia. Podobnie nie do zniesienia stanie się związek, w którym od sześciu lat nie pojawiła się dyskusja na temat ślubu, posiadania dzieci czy nabycia domu. On, rzekomo oszukany i zdradzony, dostrzega wyraźnie, iż jego związek z Anną nie ma żadnego trwałego fundamentu, a minione lata jego gorąca zazdrość spala na popiół wspomnień bez wartości.

Bohater „Anomalii” nie stara się dociekać, dlaczego w jego zainfekowanym zazdrością umyśle rodzą się takie, a nie inne wizje. Unika kontaktu z Anną, a problemy zawsze odchodzą w milczeniu, bez dyskusji, bez wymiany poglądów, bez rozumienia i wybaczania. To mężczyzna obsesyjnie skupiony na sobie i swoim doświadczaniu rzeczywistości. Tymczasem sam wie, że egocentryzm to pułapka. „Ja, mnie, moje – jakże bywam zmęczony tym nadmiarem siebie. (…) Tymczasem „ja” to tylko kolejne kłamstwo, z którym układamy się na co dzień, które przyswajamy, żeby scalać kolejne dni i w ten sposób uchronić się przed rozpadem”. W prozie Krzymianowskiego mamy do czynienia z rozpadem związków (przyjaciele Anny i bohatera rozstają się, z różnych powodów i z różnym stażem) oraz rozpadem osobowości tego, którego osobowość tworzyły do niedawna uporządkowane i trzymane na wodzy emocje. Wszystko zdaje się wskazywać na to, iż droga myślenia zdradzonego mężczyzny jest równią pochyłą i przejawem aktu autodestrukcji, który wykonuje się na sobie za karę. Czy sześć lat życia z Anną faktycznie było dla niego karą?

Jak obecnie wygląda ich życie? „(…) Znajduje się w stanie wegetatywnym, wystudzone, na pograniczu klinicznej śmierci, niemal zmineralizowane. Ich świat uwiązł w muzealnej ciszy”. Ich wynajmowane mieszkanie to przestrzeń lodowata. Przestrzeń rozwijającej się złości, frustracji oraz niedopowiedzeń. Anna jest zmęczona takim życiem. Leży obok swego partnera w łóżku i tak jak on jest leżącym wykrzyknikiem. Nie chce już rozmów, chociaż tak naprawdę nigdy ich nie było. Nie wierzy już temu, któremu wierzyła latami. On przecież też tak naprawdę nie chce chyba Anny takiej, jaką jest teraz, bowiem projektuje sobie kobietę idealną, wpycha tę postać w gorset przewidzianych przez niego zachowań, nawet nazywa ją własnym imieniem. Tymczasem Anna, kobieta nieidealna, lecz prawdziwa, z krwi i kości, kochana przecież i jedyna, jest już czymś na kształt wspomnienia, a cielesna powłoka leżąca obok w łóżku tylko potwierdza wszechogarniającą obcość między nią a jej partnerem.

To książka o mrocznych uczuciach, które prędzej czy później muszą iść w parze z miłością. Opowiada o destrukcyjnej roli zazdrości, która karmiąc się tylko niepewnymi poszlakami i szalejącą wyobraźnią, tworzy jakby rzeczywistości alternatywne, gdzie rozwijają się krzywdy rzekomo już zadane. To także wiarygodny, psychologiczny portret mężczyzny, który pewnego dnia przestaje ufać samemu sobie, chcąc jednocześnie całą tę nieufność przerzucić na osobę partnerki.

„Anomalie” to zazdrość i gniew, które zakłócają normalny bieg spraw. Jaka miałaby być ta normalność? Sakrament ślubny, wychowywanie dziecka, budowanie domu? Jaka jest gwarancja, że to wszystko nie pozwoliłoby dojść zazdrości do głosu? Żadna. Krzymianowski daje swoim bohaterom szanse, ale jednocześnie pokazuje, że z mrocznej drogi, na której oboje się znaleźli, nie sposób już zejść…

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2012

2 komentarze:

wawamoja pisze...

Podoba mi się blog! bardzo. W koncu coś innego i interesującego.




podpisano:
http://zadna-kolejna-milostka.blogspot.com/

Jarosław Czechowicz pisze...

Witam i zapraszam, proszę się rozgościć :)