Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2014-01-06

"Śpiewaj ogrody" Paweł Huelle

Wydawca: Znak

Data wydania: 8 stycznia 2014

Liczba stron: 300

Oprawa: twarda

Cena det: 36,90 zł

Tytuł recenzji: Dźwięki i opowieści

O związkach muzyki z literaturą mogliśmy przekonać się już niejednokrotnie. Nie mam na myśli tylko znanych powieści Aleksandra Kościówa, ale także niewystarczająco dostrzeżony debiut sprzed czterech lat, czyli "Koło kwintowe" Szymona Bogacza. Nowa powieść Pawła Huellego to literacka partytura. Proza nie tylko zanurzona w muzyce, nie tylko z muzyki czerpiąca siłę; to książka, w jakiej słowo ma dźwięczeć, ma otrzymać zupełnie inne znaczenie, ma bowiem opisać kilka historii splecionych ze sobą przede wszystkim muzycznymi motywami. Wagner, melodia fletu z Hameln, a do tego dźwięki Historii, która zabija piękno, niszczy pasje, niweczy zapały, odbiera tożsamość i każe poszukiwać sensu w chaosie. Porządkują go u Huellego opowieści - ich tygiel tworzy partyturę, która będzie opowiadać o tych, dla których czas się już zatrzymał, ale dźwięki wciąż słychać, a wrażliwy narrator książki skomponuje z tego wszystkiego historię wielu tonacji i wielu dramatów oddanych subtelnie, rozważnie, finezyjnie.

Zaczyna się od dłoni pana Bieszka. Kaszuba, który był przyjacielem ojca tego, co podejmie się trudu opowiedzenia o przyjaźni z Gretą Hoffmann, obsesjach muzycznych jej męża kompozytora oraz o osiemnastowiecznym pamiętniku pewnego maniakalnego arystokraty, którego tłumaczeniu poświęcił się obsesyjnie ojciec Ernesta Teodora Hoffmanna, odcięty od świata i zagubiony tak, jak zagubiony być może ktoś, kto zechce ustalić, o czym tak naprawdę jest opowieść narratora "Śpiewaj ogrody". Nie wiemy bowiem, czyja historia będzie tu najważniejsza i nad czyimi losami winniśmy się zadumać. Huelle opowiada o kilku życiach naraz - buduje dość skomplikowaną i trudną do odczytania prozę, w której zamykają się subtelne dźwięki, emocje, rysy Historii, ludzie ze swymi dylematami i możliwości, jakie zostały im odebrane. Jest tajemnica, lekkość, elegancja; jest delikatność Rilkego, obcesowość Hitlera, wielkość Wagnera i proza życia tych, dla których trudno teraz, po latach, odnaleźć właściwe dźwięki. Niedokończona przez Hoffmanna partytura musi wybrzmieć po latach. To, co niedopowiedziane, pozostanie w mroku, ale nabierze dodatkowych znaczeń dlatego, że "Śpiewaj ogrody" to wyraz humanistycznej zadumy nad zmiennością i nieprzewidywalnością życia. Tego życia pełnego pasji, które może zamienić się w dramat i które zawsze domaga się jednego - prawdy opowiadania o nim. Huelle pisze naprawdę. Chociaż formalnie utrudnia nam wszystko antycypacjami, do pełnego przesłania jego książki dojrzewa się tak, jak bohaterowie - różnych nacji, wyznań i przekonań - dojrzewają do podejmowania odpowiedzialnych decyzji, które zmienią ich los na tyle, na ile mogą sobie pozwolić decydować o nim w czasie, kiedy pewne może być tylko umiłowanie muzyki.

Greta Hoffmann to piętnaście lat młodsza od swego męża śpiewaczka, którą z Ernestem Teodorem połączył "Zmierzch bogów", a rozdzieliła druga wojna światowa. Greta pokochała bezwarunkowo i na zawsze. Kiedy tuż przed zakończeniem wojny zaginął ślad po jej mężu, pozostała w Gdańsku, w domu przy Polankach i wiedziała, że musi czekać, bo tak należy i to jest winna sobie, ukochanemu i życiu, w którym wiecznie była znikąd i wiecznie gubiła się w tym, kim może być, jeśli nie będzie stanowić jedności z Ernestem Teodorem. A ten w Budapeszcie odkrył coś, co stało się obsesją i przekleństwem jednocześnie. Greta przewidywała, iż fatalny los dotknie ją nie tylko jako żonę i kochankę, ale przede wszystkim jako osobę najbliższą procesowi rekonstrukcji fragmentów partytury Wagnera, który to proces stanie się drogą ku pełnemu zrozumieniu, lecz i pełnemu zatraceniu się w akcie twórczym Ernesta Teodora.

Greta wspomina i opowiada. Dużo, barwnie i zajmująco. To ona jest mistrzynią opowieści, choć narrator książki stara się poznawać także inne, bo wszystkie są wpisami do jego partytury osobistej, wszystkie mają prowadzić i każda wzbogacać wewnętrznie historię snutą niespiesznie, rozważnie. Greta jest łącznikiem między czasem minionym a tym, co jest teraz. Wojna się skończyła, Niemcy opuszczali Gdańsk tak, jakby byli wyprowadzani przez melodię fletu dawno, w Hameln. Hoffmannowa pozostała, bo wiedziała, iż musi czekać. Wraz z nią pozostają historie, jakie domagają się opowiedzenia w inny sposób, każą wprowadzać w odpowiednie tony, każą grać się i odczuwać inaczej, uważniej, dużo bardziej emocjonalnie niż wskazywałaby to surowa z pozoru narracja książki.

Paweł Huelle wie, że doświadcza języka pełnego zawiłości i nie tylko cytowana kaszubszczyzna jest tego dowodem. To język-kod, o jakim mają pojęcie tylko wtajemniczeni. Trzeba wejść w opowieść w taki sposób, by zachować tajemnicę, a jednocześnie ją odsłaniać. Widać to wyraźnie podczas prób wdzierania się do zapisków sprzed wieków arystokraty, który pozbawiając wolności, chciał jej ramy sam wyznaczać. "Śpiewaj ogrody" to powieść, która wciąż na nowo i do samego końca wyraża się z ogromną wrażliwością oraz niejednoznacznością; to historia opowieści fatalnych, w której najważniejsza jest pamięć, jej zachowanie, oddanie czasu minionego i przeżyć minionych. Niełatwo o to, gdy chce się opowiedzieć o muzycznych obsesjach, szukaniu tożsamości, wojennych dramatach i ludzkich słabościach oraz zdradach. W tym wszystkim wędrujemy przez Gdańsk; to niemy świadek zdarzeń pełnych niedopowiedzeń, które znaleźć się mają w pisanej na nowo partyturze - literackiej partyturze życia, śmierci, tajemnic i namiętności.

Niezwykłe jest umiłowanie autora "Opowieści chłodnego morza" do tego, co minione. Lokalny koloryt jego historii czyni z najnowszej powieści hołd złożony nie tylko Gdańskowi, ale i ludziom, których losy splotły się z tym miastem. Huelle wie, że ocalić od zapomnienia można bardzo wiele. Jego literacka fantazja nie ma granic. To narracja o rzeczach, pojęciach, emocjach i przeżyciach ważnych dla samego autora, ale przedstawionych w taki sposób, że nie można "Śpiewaj ogrody" interpretować jednoznacznie; pasją Hoffmanna było odtworzenie partytury Wagnera, pasją Huellego jest odtworzenie historii w taki sposób, by było to prawdziwe, finezyjne i urzekające. Nawet jeśli opowiada się o odchodzeniu, umieraniu, o pożegnaniach i o czasie, jakiego nie można przecież wskrzesić.

2 komentarze:

Wojtek pisze...

To nie jest recenzja tylko omówienie.

Wojtek pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.