Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2014-12-19

"Rumun goni za happy endem" Bogumił Luft

Wydawca: Czarne

Data wydania: 15 października 2014

Liczba stron: 288

Oprawa: miękka lakierowana ze skrzydełkami

Cena det: 34,90 zł

Tytuł recenzji: Dwa państwa, dwie perspektywy

Książka Bogumiła Lufta niesie w sobie potencjał, który jest trochę zaprzepaszczony. To wnikliwe, kompetentne, uczciwie napisane i wieloaspektowe kompendium wiedzy o historii i dniu dzisiejszym dwóch niewiele w Polsce znanych krajów - Rumunii i Mołdawii. Czyta się Lufta dobrze, ale całość nosi znamiona sprawozdania z placówki dyplomatycznej albo rzeczowego wykładu przeznaczonego dla węższego grona odbiorców. Staje się ta publikacja nieco hermetyczna, i nieco też nużąca w niektórych fragmentach.

Zabrakło mi perspektywy innych. Podpytywania ludzi, udzielenia im głosu. Autor ochoczo oddaje go na przykład duchownym. Pozostali rozmówcy? Pojawiają się sporadyczne sądy i opinie. "Rumun goni za happy endem" to historyczny i socjologiczny esej w dużej mierze subiektywny, a jeśli już prezentuje fakty - nie odbiega w tym od encyklopedycznych źródeł. Temat za to wyborny i potraktowany bardzo poważnie. Daleka nam Rumunia, przez lata traktowana jako ta gorsza i jeszcze dalsza Mołdawia. Nie tylko dlatego, że ten drugi kraj daleki jest sam w sobie, bo z głównego dworca kolejowego w Kiszyniowie jedyny kurs na Zachód wykonywany jest do Bukaresztu. Bogumił Luft ujawnia pasję badacza i wnikliwość byłego dyplomaty. Dużo dyplomacji i czasami sporo uogólnień w tej publikacji. To, co niedopowiedziane i przynoszące uczucie niedosytu, można sobie wyobrazić. Bo Rumunia wraz z Mołdawią potrafią działać na wyobraźnię.

Jeżeli już Luft kogoś pyta, uzyskuje ważne odpowiedzi. Choćby ta jednego dziennikarza: "Nam, Rumunom, wciąż ktoś coś kradnie albo czegoś nie daje". Stosunkowo młode państwo rumuńskie wielokrotnie było okradane w wielu możliwych wymiarach, a nieustannie stojąc między wpływami Wschodu i Zachodu, siłą rzeczy traciło możliwości, jakie otrzymywały na przełomie XX i XXI wieku kraje europejskie umiejscowione gdzie indziej na kontynencie. Dla Rumunów przeszłość dzisiaj zdecydowanie domaga się zapomnienia. Jak żaden z innych europejskich narodów żyją przede wszystkim dniem dzisiejszym. Bogumił Luft analizuje historię kraju w taki sposób, że możemy odnieść wrażenie, iż zapisuje ważne daty i zdarzenia za tych, którzy nie chcą już o nich myśleć. Nic bardziej mylnego. Rumunia latami doświadczała okrucieństwa i jego ślady pozostają widoczne w kolejnych pokoleniach. Czytelna jest symbolika rozświetlania Bukaresztu, który w czasach komunizmu - wyjątkowo podle traktującego ten skrawek świata - tonął w ciemnościach; po omacku z codziennym życiem bez konturów innych niż nakreślane przez Securitate musieli radzić sobie ci, co donosili i nieustannie składali samokrytyki. Ci także, którzy - jak w Braszowie - podjęli karkołomną próbę sprzeciwu. Rumuni w swej krótkiej historii narodowej doświadczyli bardzo wielu upokorzeń i rozczarowań zarówno we własnych granicach, jak i poza nimi - bo Rumunia innym blaskiem świeciła w orbicie wpływów Wschodu, a innym objawiła się Europie przyjmującej ją do siebie w 2007 roku. Metafora ciemności jak żadna inna obrazuje wiele problemów tego izolowanego często od świata kraju.

Luft wyznaje, że to podczas stanu wojennego "zachorował" na  Rumunię. Potem związał się z tym krajem zawodowo i zbliżył do Rumunów na tyle, by poznać specyfikę ich państwowości oraz gorycz okradania ze złudzeń i składania często fałszywych obietnic. Jego bliskość z Rumunią to taki specyficzny stan wyjątkowy, ale mimo najszczerszych chęci nie byłem w stanie zrozumieć jego genezy. Być może to jest tak, że "Rumun goni za happy endem" miała nie być książką szczerych wyznań, lecz dokładnie przemyślanych deklaracji. Poza tym bardzo dużo u Lufta faktografii, stosunkowo niewiele ocen. Tkwi on w rumuńskości, ale sprawia wrażenie, jakby nikogo nie chciał dopuścić do tego wspaniałego stanu bycia wewnątrz. Opowiada nam o kraju i mentalności, do jakich docierało zbyt wiele wpływów. Ukazuje klęski i chwile szczęścia. Stoimy jakby gdzieś obok. Nie do końca można zrozumieć, co kryje się pod słowami z końca publikacji - "ja po prostu lubię Rumunów".

Jest też o Mołdawii, wtulonej w coraz bardziej oddalającą się od niej Rumunię i buntowniczo samodzielnej, chociaż odnieść można wrażenie, że czas niepodległości Mołdawii od 1991 roku jest historyczną i społeczną równią pochyłą. Problem nieprzystawania Mołdawii do świata, w jakim znalazła się jej sąsiadka Rumunia, dyskretnie sugeruje przedstawianie problematycznej wymiany torów kolejowych, które wciąż nie są dostosowane do tych europejskich - po nich Rumuni szybko przemierzają dużo bliższy im Zachód. To oczywiście nie o tory chodzi, lecz o skomplikowaną historię oraz dużo bardziej skomplikowaną teraźniejszość. Prowincjonalna Besarabia w orbicie wpływów Wielkiej Rosji chce zmieniać się w innym kierunku, jednocześnie jednak tkwi wciąż w bezdechu po przydeptaniu przez silniejszego wschodniego sąsiada, który groźnie pomrukuje w separatystycznej Republice Naddniestrzańskiej. W opowieściach o Mołdawii widać więcej czułości Lufta; takiej esencji odczuwania przy zaniku zdroworozsądkowej maniery porządkowania faktów, o jakich traktuje książka. O ile Mołdawia wciąż jest zdezorientowana, o tyle Rumunia wybrała wyraźny kierunek, w jakim kroczy. Bogumił Luft wskazuje różnice między krajami, ale też pięknie pisze o ich wzajemnej bliskości; takiej symbiozie na wieki, czasami okupionej rozczarowaniami.

"Rumun goni za happy endem" to - jak sugeruje tytuł - książka o procesie stawania się. Dynamika rozwoju portretowanych państw to wiele szans i sporo zagrożeń. Luft uchwycił te momenty z niedawnej historii obu krajów, jakie każą im ruszać do przodu bez oglądania się w przeszłość. Tak się pisze o miejscach, do których się przynależy. Książka Bogumiła Lufta to z jednej strony zaproszenie, z drugiej jednak - nacechowana pewnym dystansem opowieść o miejscach, do jakich wciąż daleko. I to jest problem książki, która dużo w sobie kryje, ale buduje wokół siebie dystans. Solidnej literatury faktu unikającej emocji.

Brak komentarzy: