Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2017-07-31

„Zniknięcie” Caroline Ericksson

Wydawca: Marginesy

Data wydania: 14 czerwca 2017

Liczba stron: 256

Przekład: Paulina Rosińska

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 34,90 zł

Tytuł recenzji: Zranione

Caroline Ericksson napisała całkiem zgrabny thriller z wyraźnym feministycznym sznytem. Nic to, że skrojony na modłę taśmowo wydawanych w Skandynawii powieści tego gatunku. To opowieść o mrocznej kobiecej zemście – tej dokonanej i tej, która dopiero będzie miała miejsce. Ericksson konsekwentnie buduje klaustrofobiczny klimat poprzez fakt, że przez większą część powieści główna bohaterka musi sama mierzyć się z tym, co się wydarzyło, i fantazjami o tym, co jeszcze się wydarzy. Zniknięcie” to mroczne memento dla wszystkich tych kobiet, które zdradzane i wykorzystywane przez mężczyzn, walczą między sobą, a nie z tym, który krzywdzi. Ten zaskakujący i popularny mechanizm ofiar skaczących sobie do gardeł Caroline Ericksson najpierw dosadnie obrazuje, potem zaś stosuje sprytną narracyjną woltę i ta książka staje się swoistym poradnikiem dla każdej poniżonej przez mężczyznę kobiety. Tak, warto przyjrzeć się mechanizmowi dochodzenia do prawdy, odnajdywania siły wewnętrznej, potem przyglądać się konsekwencjom tej przemiany i ostatecznie stwierdzić, że książka jest naprawdę niezła, mimo iż trąci nieco pretensjonalnym, grafomańskim stylem i nie jest to na pewno wina tłumaczenia.

Greta przybywa z mężem i córką nad jezioro, które w opinii miejscowych jest mrocznym miejscem znikania ludzi. Cała trójka cieszy się urlopem, dopływając do wysepki na jeziorze. Okazuje się, że mąż i córka, schodząc na ląd przed Gretą, zapadają się pod ziemię. O ile dość łatwo można sobie wyobrazić, co tak naprawdę miało miejsce, i domyślenie się tego może rozczarować już na wstępie, o tyle u Ericksson chodzi przede wszystkim o kobietę pozostawioną samotnie wobec utraty. Dlaczego Greta od razu nie zawiadamia policji? Dlaczego zachowuje się irracjonalnie? Z wyspy dociera do domku letniskowego, gdzie woła zaginionych, jakby wrócili przed nią łodzią z szybszym napędem… Dlaczego w obliczu przerażenia sytuacją… ucina sobie drzemkę? Zanim ocenimy bohaterkę i uznamy, że coś jest zaburzone w jej sposobie przeżywania zniknięcia bliskich, autorka zmusi nas do sięgania w głąb świadomości bohaterki. Greta działa kompulsywnie, nieskładnie, rozmywa jej się granica między tym, co realne, a tym, co dzieje się tylko w jej wyobraźni. Zgrany motyw retrospekcji mających wyjaśnić przyczyny zdarzeń teraźniejszych przestaje irytować w momencie, w którym dowiadujemy się, że już na początku przez samą kobietę zostaliśmy zwiedzeni. Że nic nie jest tym, czym się wydawało. Że tak naprawdę zniknięcie jest początkiem przerażającej gry psychologicznej o wszystko. O samostanowienie i wolność przede wszystkim.

Bardzo wiarygodnie przedstawione jest zagubienie Grety na granicy czystego szaleństwa. Fragmentaryczne obrazy z przeszłości nakładają się na czas, w którym kobieta gubi azymut i nie wie już, czy naprawdę ma szukać swoich bliskich. Kameralność narracji wzbudza grozę i odnosi się wrażenie, iż tak będzie do końca – że bohaterka do ostatnich stron pozostanie z tym, co niewyjaśnione, niezwerbalizowane, z tym nieznośnym napięciem skumulowanym wówczas, gdy zmuszona będzie do konfrontacji z pewną grupą młodych ludzi przebywających na wyspie, gdzie zniknęli Alex i Smilla.

„Zniknięcie” to interesująca powieść o sile więzi między matkami i córkami. Kiedy Greta odbiera pierwszy telefon od swojej rodzicielki, widzimy wyraźnie, że ich wzajemne relacje są bardzo skomplikowane. Coś wydarzyło się w przeszłości i naznaczyło cieniem obie kobiety. Ktoś dawniej również zniknął. Greta nie po raz pierwszy mierzy się zatem z opisywaną traumą, ale ta aktualna ma zupełnie inny kontekst. Prowadzi też mimo wszystko do wyjaśnień, a nie tonięcia w mrokach niedopowiedzeń i żalu po tym pierwszym, tak dramatycznym zniknięciu bliskiej Grecie osoby.

Caroline Ericksson portretuje umęczoną kobietę, która przez lata była wprawna w milczeniu i wiedziała, że bierność oraz podporządkowanie mogą być jedynymi gwarantami jej normalnego życia. Czy normalna jest jednak sieć toksycznych zależności, która z czasem zaczyna definiować ją samą? Zniknięcie” jest fabularną zagadką, gdy najpierw toniemy pośród zmyśleń, wizji, snów i bolesnych przejawów życia po utracie, a potem pozwala na katharsis – z innej perspektywy spoglądamy na główną bohaterkę i zaczynamy widzieć wyraźne ramy kontekstów, które wcześniej jedynie mgliście były nam nakreślane. Powieść broni się w swej drugiej części – mimo że od początku do końca jest dość kaleka językowo i proponuje groteskowe rozwiązania fabularne, jak chociażby to, gdy matka i córka w sytuacji zagrożenia życia fundują sobie prywatny seans psychoterapeutyczny. Sporo jest w „Zniknięciu” taniej psychologii i odnosi się wrażenie, że ważki problem krzywdzenia kobiet traktowany jest tutaj trochę po macoszemu. Niemniej Ericksson znajduje sposoby, by przykuć uwagę do swej narracji, a obrazując poniewierane kobiety, stara się uzasadnić genezę tego zjawiska.

Jest to zatem powieść z aspektem społecznym. Zaznaczanym na początku dyskretnie, ale potem konsekwentnie rozwijanym. Szybko przestaje nas interesować to, co wydarzyło się na samym początku. Dużo większe znaczenie będzie miała przyszłość. Ten czas, do którego wrota otwiera jedynie sugestywne zakończenie, pozostawiając z wieloma pytaniami i wątpliwościami. A także pewnością tego, kto jest katem, kto ofiarą. Nadzwyczajne okoliczności łagodzące pozwalają spojrzeć ofierze w twarz ze współczuciem. Czy Ericksson diagnozuje, czy może ledwie punktuje te ważkie problemy, które od wieków zdają się nierozwiązywalne? „Zniknięcie” to powieść z tezą i książka portretująca kondycję człowieka domagającego się od bliskiej osoby nie tyle czułości i zainteresowania, ile przede wszystkim dowodów na potrzebność i zasadność swoich poczynań. Ericksson napisze o toksycznych związkach, w których tajemnice niesione przez lata mnożą się i nie pozwalają normalnie funkcjonować. Być pewnym swojej wartości, mieć prawdziwy kontakt z własnym wnętrzem. Jeśli przymknie się oko na niedoskonałość frazy i jej irytującą chwilami manierę, będzie się miało do czynienia z naprawdę zaskakującą opowieścią. Myślę, że tak skonstruowaną, iż mogłaby służyć za scenariusz całkiem dobrego filmu. Caroline Ericksson ostrzega i przestrzega. Pokazuje, do czego można sprowadzić status drugiej osoby związku. Obrazuje, w jak łatwy sposób partnerstwo zamienia się w relację podległości. A potem punktuje, co można z tym zrobić. Jak się zemścić. Interesujące!

Brak komentarzy: