2020-08-05

„Bodaj Budka” Natałka Babina


Wydawca: REBIS

Data wydania: 4 sierpnia 2020

Liczba stron: 304

Przekład: Anna Korzeniowska-Bihun

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 37,90 zł

Tytuł recenzji: W obliczu apokalipsy

Swietłana Aleksijewicz to za mało, aby powiedzieć, że wiemy coś o współczesnym pisarstwie białoruskim. Dobrą lekcją poznania szaleństwa narracyjnego zza wschodniej granicy jest lektura książek Natałki Babiny. „Bodaj Budka” to kolejna rzecz, w której ujawnia się przeogromna wyobraźnia autorki i jej dezynwoltura w łączeniu tropów oraz gatunków. Z drugiej strony ta książka jest nieco wtórna w stosunku do „Miasta ryb” i to jest trochę niebezpieczne, bo kiedy ochłonie się po tym, co się przeczytało, można odnieść wrażenie, że Babina stoi w miejscu. Gdybym miał znaleźć polski odpowiednik takiego rodzaju pisania, wskazałbym na dokonania prozatorskie Radka Raka. Docenianie jego książek świadczy o tym, że mamy w Polsce ochotę na wejścia w dziwne, mroczne, zaskakujące i łączące realizm z elementami nadprzyrodzonymi narracje, bo one chyba jak żadne inne zadają nam trudniejsze zagadki do rozwikłania. A także stawiają oczywiste pytania w bardzo nieoczywistej formie.

„Bodaj Budka” to ponowne spotkanie z Ałką Bobylewą. Retrospekcje tylko subtelnie nawiązują do „Miasta ryb” – przede wszystkim wówczas, gdy bohaterka wspomina śmierć swojej babci Makryni. Tym razem Bobylewa staje wobec całkiem nowego wyzwania. Po raz pierwszy w życiu decyduje się na kupno nieruchomości. Bardzo niezwykłej, o którą będzie musiała potem walczyć, co nakreślone jest w pięknej konwencji batalistycznej groteski. Budka to dawny dom kolejarzy przy torach. W zasadzie kilka nieruchomości tworzących kompleks. Jednocześnie pewną symboliczną przestrzeń. Ałka zakłada, że sprowadzi się do Budki, będzie na miejscu doglądała remontu i uda jej się pracować nad nową powieścią. Okazuje się, że będzie ona bliżej rzeczywistości, niż to się Bobylewej wydaje, bo jedna z bohaterek zmaterializuje się i stanie postacią, która swoje bezkompromisowe sądy i opinie będzie wyrażać na terenie tytułowej Budki.

Babina wprowadza elementy horroru gore, trochę science fiction i bardzo mocne w swojej wymowie apokaliptyczne wizje. Dość powiedzieć, że w powieści zginą brutalną śmiercią przyjaciółka i siostra Ałki, a cały oswojony przez nią świat stanie się areną walki z przerażającym zagrożeniem. Budka będzie miejscem, w którym zgromadzą się uciekinierzy z niewoli i buntownicy. Będzie wśród nich także gadający kot! Cała ta gromada stawi czoła wrogowi, który wcale nie pojawił się znienacka. Dużo wcześniej pojawiały się sygnały o tym, że może zdarzyć się taki dramat, jaki będzie miał miejsce. Również Ałka, którą milicja interesuje się ze względów politycznych, w pewien sposób przewidywała nadchodzącą katastrofę. Tym niemniej tkwi w poczuciu niemocy wobec zagrożenia. Do czasu. Portretowana przez Babinę białoruska prowincja stanie się frontem walki o odzyskanie tego, co Białorusi zostało zabrane. A problem najazdu tajemniczych istot, które odcinają granice państwa i niewolą tych ludzi, których wcześniej nie zabili, to pokłosie przewidywań, że świat czeka koniec, ale koniec egzemplifikowany przez słowo, które również jest u kresu.

Warto zwrócić uwagę na to, jak zantagonizowane są w tej powieści trzy języki, którymi posługują się bohaterowie – rosyjski, ukraiński i białoruski. Każdy kryje w sobie dawne idiosynkrazje, w każdym ukrywają się uprzedzenia i lęk przed nazywaniem świata. Bobylewa doświadcza tych językowych zderzeń w sposób szczególny. W świecie przedstawionym tej powieści za każdym z nich stoi inna historia i inny sposób percepcji. Ale to oczywiście nie wszystko. „Bodaj Budka” to interesująca fantazja o tym, w jaki sposób język określa narodowość, a później o niepokoju zderzeń ludzi w XXI wieku, pośród których – jak się okazuje – podziały narodowościowe wciąż są żywe. „Jaki jest prawdziwy język naszej ziemi?” – to pytanie zadane przez jednego z bohaterów prowadzi ku zagadce zawłaszczenia świata, w którym sielskość tego, co bliskie, wciąż skonfrontowana jest z przeczuciem i oczekiwaniem, że ktoś wrogi stworzy niebezpieczeństwo, a pozorny spokój będzie mieć bardzo lichy fundament.

To niezwykła powieść, w której wiedźmy będą opowiadać o rzeczywistości tak jak upersonifikowana śmierć, prawie przyjaciółka, ktoś bliski Ałce, pomocny i próbujący wyjaśnić jej skomplikowaną sytuację, w jakiej się znalazła. Będzie tu wiele baśniowych elementów, które powodują, że rzeczywistość staje się surrealistyczna, ale to wciąż przestrzeń opresji. Zagrożenie z zewnątrz jest trudne do zdefiniowania i żeby z nim walczyć, potrzebna będzie solidarność. Być może taka, na jaką mieszkańcy pozornie cichej i bezproblemowej prowincji nie mogą się zdobyć.

Podobnie jak w „Mieście ryb” Bobylewa znowu będzie wpadać w nory czasowe, ale tym razem te wycieczki będą trochę inne. Mam wrażenie, że Babina chce nam dać do zrozumienia, że wszystko, co niepokojąco magiczne i nadprzyrodzone, wciąż dzieje się tam, gdzie ludzie muszą dokonywać wyboru języka, by wyrazić to, co myślą, i jednocześnie określać swoją przynależność. Także w tym, co podyktowała historia i jak ułożyła dane losy. A jednak jest to przecież piękna opowieść o sile zjednoczenia, dzięki której wszystko, co irracjonalne i wrogie, staje się możliwe do pokonania. Babina oczywiście myli tropy i często zwraca naszą uwagę na coś, co niekoniecznie potem będzie ważne. Dlatego to pomysłowa i dynamiczna powieść o tym, że świat ulega upadkowi, a ludzie doświadczają sytuacji granicznych, które niejako sprowokowali. Podoba mi się również nietuzinkowe poczucie humoru autorki, która z najbardziej makabrycznych zdarzeń potrafi wydestylować to, co wywoła po prostu uśmiech na twarzy.

Ale czarny humor to nie wszystko. Najważniejsza jest galeria ekscentrycznych i fascynujących postaci, przy których sama Ałka Bobylewa trochę blednie. Tym niemniej to jej narracja jest najważniejsza i jej przyglądanie się zarysowanym problemom. A także reakcje na to, co absurdalne i niepojęte. Wszystko trzeba znieść i unieść. A bohaterowie różnie będą sobie z tym radzić. To też rzecz o kilku pokoleniach – młode dziewczyny wpatrują się po śmierci matki w swoje telefony, a starzec cierpiący na zanik pamięci może opisywać rzeczywistość już tylko punktowo, wymieniając to, co widzi. W tym znaczeniu „Bodaj Budka” to narracja tworząca pewną szaloną panoramę społeczną, ale też powieść stawiająca trudne pytania o tożsamość narodową. Czyta się to chutko i naprawdę bardzo dobrze. Ten archaiczny przysłówek bardzo często będzie nam przypominał o tym, że język Babiny to dowód na to, że wciąż na nowo trzeba w wyrażaniu siebie wiązać przeszłość z nadziejami lub lękami przed przyszłością. Bardzo ciekawa powieść.

Brak komentarzy: