Wydawca: Sine
Qua Non
Data wydania: 6 listopada 2013
Liczba stron: 382
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena det: 39,90 zł
Tytuł recenzji: Życzenia i dramaty
O nowej powieści Łukasza
Orbitowskiego możemy przeczytać na okładce, że jest wielka i wspaniała. Te
eufemizmy Szczepana Twardocha na pewno przyciągną doń czytelników, ale wielu z
nich może doznać zaskoczenia. Znający dotychczasową stylistykę, w jakiej
poruszał się autor "Widm", będą utyskiwać na zbyt rozbudowaną warstwę
realistyczną powieści. Ci zaś, którzy liczą na odmianę, będą zmuszeni nadal
mierzyć się z poetyką horroru, jaka tutaj sygnalizowana jest dosyć dyskretnie,
ale niewątpliwie odciska swe piętno nad każdym z dwunastu rozdziałów. Rozdziałów
książki – moim zdaniem – nadmiernie przepełnionej fatalizmem i odrobinę
przekombinowanej. Seria zabiegów łączących przeszłość z przyszłością wraz z
naznaczeniem całego czasu pewną tajemniczą legendą z jednej strony nie wydaje
się w swej mnogości uzasadniona, z drugiej natomiast bardzo utrudnia percepcję
powieści, którą czyta się dość powoli, bo zmusza do wytężonej uwagi, ale
ostatecznie to wszystko, co tę uwagę przykuwało, okazuje się nie do końca ze
sobą grające.
Nic to, jestem zadowolony z
lektury, choć to pewnie jedna z mroczniejszych opowieści tej jesieni i tak
przygnębiającymi książkami nie powinniśmy się raczyć o tej porze roku. Podziwiam umiejętność budowania misternej
konstrukcji na granicy świata realnego i fantastycznego, zmyślne operowanie
tropami wciąż gubiącymi czytelnika, odniesieniami do kilku różnych od siebie
tradycji literackich i klamrę kompozycyjną, dzięki której jesteśmy świadomie
wprowadzeni, ale i wyprowadzeni z tego dusznego świata tajemnic, niespełnienia,
gorzkich rozczarowań i samotniczego cierpienia. Bo chociaż jest to historia
piątki przyjaciół z prowincjonalnego Rykusmyku, mamy w „Szczęśliwej ziemi”
opowieść o doświadczaniu bólu istnienia i bólu rozczarowań życiem każdego z
osobna, bez żadnej więzi, bez żadnego pokrewieństwa, bez najmniejszej nawet
możliwości wsparcia w innym człowieku, kiedy życiowe dramaty czynią egzystencję
co najmniej nieznośną. Jedna z kobiet w powieści, duńska imigrantka z Grecji, z
całą stanowczością podkreśla, iż nie ma już recepty na stały związek, bo żyjemy
w czasach, w jakich coraz mniej ludzi wędruje przez życie wspólnie. Wspólnie pięciu przyjaciół z Rykusmyku
przeżyło w zamkowych ruinach pewne mroczne doświadczenie. Naznaczy ich ono na
całe życie. Ale kazać będzie także mierzyć się z konsekwencjami, tego co
wydarzyło się w tej ciemnej przestrzeni, samodzielnie i bez jakiegokolwiek
oparcia. Bo cierpienie w żaden sposób nie uwzniośla. U Orbitowskiego
cierpienie jest konsekwencją nieprzemyślanych życzeń, ale także istotą mrocznej
historii o dwóch braciach, którzy ukryli w ruinach zamku sekret ujawniający się
dla dorastających bohaterów „Szczęśliwej ziemi” na kilka różnych, makabrycznych
sposobów.
Sedes, Trombek, Sikorka, DJ
Krzywda i Blekota dorastają w miejscu, w którym toczą się tylko pozory życia.
To taki życiowy margines. Miasto iluzji i miasto niespełnienia. Nie sposób żyć
w nim bez marzeń. Nie sposób nie mieć życzeń, jakie los mógłby spełnić. W
zakończeniu książki czytamy zdanie, które cała piątka mogłaby wyrazić już na
początku. „Chcemy rzeczy, które są dla
innych zwyczajne i dla nas też mogłyby być. Ale nie są”. Łukasz Orbitowski wtłoczy swoich bohaterów
w sytuację krańcową – rozczarowanie, rozgoryczenie i brak perspektyw idą w
parze ze zdecydowaniem, by cokolwiek zmienić. Bo tak jak żyją, żyć się nie
da. Trzeba podjąć ryzyko, coś poświęcić, czemuś się sprzeniewierzyć, ale także
i czemuś zaufać; w Rykusmyku czeka tylko stagnacja, prawdziwe życie jest gdzie
indziej. To życie, w którym trzeba będzie na siebie wziąć brzemię wyrażonych
życzeń, które spełniają się w najgorszy z możliwych sposobów.
Sedes to Szymek. On jako
jedyny decyduje się na pozostanie w Rykusmyku. Podejmuje także decyzję o tym,
by pojąć za żonę miejscowe dziwadło, Teklę, naznaczoną tak jak on sam, bo tak
jak Szymek słyszącą groźny skrzek w głowie. Ich małżeństwo to dramatyczna walka
o normalność, którą toczą niby razem, ale tak naprawdę każde na własną rękę.
Kiedy Tekla wydaje się być uzdrowiona i mroczne głosy od niech odchodzą,
pożegna się także z życiem, a pozostawiony sam sobie Szymek będzie mierzyć się
z zagadką przeszłości jej matki i z tajemniczą książką, z której usunięto
rozdział opisujący tytułową ziemię w Rykusmyku.
Dramatyczne
będą losy wszystkich młodzieńców, którzy przeżyją spotkanie z przerażającym
bykiem w podziemiach zamku, gdzie udali się, nieświadomi jeszcze tego, że ta
wizyta zmieni ich życie. Każdy dozna odosobnienia w swym bólu.
Będzie miłość niespełniona, bogactwo przeklęte, będzie też dramat rodziny
skazanej na rozpad i przede wszystkim dramat życia, w którym każdy, dosłownie
każdy, zostanie naznaczony cierpieniem i gorzkim rozczarowaniem, gdy
zaplanowane życie odbiegnie od tego, co sobie założono. W losach przyjaciół z Rykusmyku doświadczeniem najbardziej bolesnym
będzie doświadczenie obcości. Ci, co wyjechali, wydają się być dużo
bardziej szczęśliwi niż Szymek, który pozostał na miejscu i biernie wpasował
się w prowincjonalny klimat życia na niby, przyjmując stanowisko nocnego stróża
zamczyska, jakie na zawsze naznaczyło losy wszystkich w miasteczku. Orbitowski
portretuje wzajemne relacje międzyludzkie jako gorzkie doświadczanie siebie w
relacjach toksycznych, trudnych, będących jednocześnie szczęściem i
przekleństwem, ale nade wszystko relacjach bycia obok siebie, bez możliwości
zaznania bliskości, która zrodzić może miłość i przywiązanie.
W przypadku męskich postaci
dużo bardziej ciekawsze mogą się wydać te z drugiego planu. Prowincjonalny
bandyta Wilczur i policjant Krończak zostają naznaczeni fatalizmem zamkowych
podziemi równie silnie, co młodzi przyjaciele, dla których tam zaczyna się
piekło ich dalszego istnienia. Jeden z nich wydaje się wybawiać z piekła życia,
ale czy na pewno? Mężczyźni
Orbitowskiego w swym cierpieniu są wyraźniejsi o tyle, że zwykle konfrontują je
z labilnymi emocjonalnie kobietami. Obsesje i neurozy Greczynki Mai,
przebudzonej do życia jak w transie Tekli, poszukującej szczęścia żony jednego
z przyjaciół… Wzajemne relacje między rzekomo bliskimi ludźmi są w „Szczęśliwej
ziemi” nie tyle opresyjne, co przede wszystkim naznaczone stygmatem
nieumiejętności wyrażenia swego bólu; tego bólu, co oddala i czyni życie
piekłem. Duszna atmosfera tej książki to wynik przede wszystkim opisu tych
relacji; Łukasz Orbitowski z chirurgiczną wręcz precyzją bada każdą rysę, każde
pęknięcie w związkach damsko-męskich i w związkach żywych z umarłymi, bo świat
pośmiertny też jest przecież obecny w tej niepokojącej prozie.
„Szczęśliwa ziemia” to opowieść o życiu w drodze
i o poszukiwaniach tego, czego nie można odnaleźć. Barwne panoramy miast,
gdzie rozgrywają się zdarzenia, kontrastują z jednolitym mrokiem przestrzeni, w
jakiej piątka przyjaciół bierze udział w danse
macabre naznaczającym nie tylko ich samych nieszczęściem narodzenia się na
ziemi, która kiedyś mogła być szczęśliwa, ale taką się nie stała. Byłaby to
książka naprawdę bardzo dobra, gdyby nie dusiła w sobie tak okrutnie.
Nagromadzenie środków wyrazu, by przedstawić grozę życia, jest nadmierne i po
prostu męczy. Dlatego nadal uważam „Widma” za najlepsze dokonanie
Orbitowskiego, a tę książkę polecam tym, którzy chcą się zmierzyć nie tyle z
mrocznym obrazowaniem, co z ciemnymi stronami być może samych siebie i z prozą
potrafiącą sprowadzić do parteru wymęczonego do cna czytelnika.
2 komentarze:
Wszystko dzięki temu wspaniałemu człowiekowi, doktorowi Agbazarze, wspaniałemu rzucającemu zaklęcia, który przywrócił mi radość, pomagając mi odzyskać ukochaną, która zerwała ze mną cztery miesiące temu, ale teraz jest ze mną dzięki pomocy doktora Agbazary, wspaniałego koło zaklęć miłosnych. Dziękujemy mu za wszystko, możesz zwrócić się do niego o pomoc, jeśli jej potrzebujesz w trudnych chwilach poprzez: ( agbazara@gmail.com )
Duże szanse na powrót mężczyzny do Ciebie i Twoich dzieci dzięki pomocy DR ISIKOLO.
Mój mąż zostawił mnie i nasze 2 dzieci na około 10 miesięcy. Przeżyłam wiele bólu. Próbowałam wszystkiego, aby wrócił do mnie i dzieci, ale nic nie działało. To był dla mnie naprawdę stresujący okres, ponieważ nigdy nie chciałam przechodzić przez rozstanie. Powiedziano mi, że mam skontaktować się z lekarzem od zaklęć miłosnych, aby mi pomógł, co zrobiłam. Miałam szczęście, że trafiłam na DR ISIKOLO Contact, który był w stanie mi pomóc. Skontaktowałam się z nim i wszystko mu wyjaśniłam, zastosowałam się do jego procedur, a on wykonał zaklęcie miłosne, które przywróciło mojego męża do mnie i jego dzieci w ciągu 2 dni. Wielkie dzięki DR ISIKOLO. Naprawdę doceniam to, co dla mnie zrobiłeś. Oto jego kontakt, jeśli możesz go potrzebować, aby rozwiązać swoje problemy w związku, napisz e-mail: isikolosolutionhome@gmail.com lub napisz do niego SMS-a przez WhatsApp na numer +2348133261196
Prześlij komentarz