Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2017-01-02

„Sekta” Michael Katz Krefeld

Wydawca: Wydawnictwo Literackie

Data wydania: 3 listopada 2016

Liczba stron: 364

Przekład: Elżbieta Frątczak-Nowotny

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Manipulacje

Na pohybel hygge! Michael Katz Krefeld proponuje narrację wbrew stereotypom o duńskiej sztuce szczęścia osiąganej przede wszystkim w zamkniętych na obcych domach. „Sekta” odwoła się do dramatu tych wszystkich odrzuconych przez społeczeństwo, którymi łatwo jest manipulować, zbierając w komunie i dyktując warunki życia w mistycznym duchu objawień. Tak, w trzeciej powieści Krefeld wyraźnie akcentuje duńskie wyobcowanie, nie tylko portretując Thomasa Ravnsholdta, którego autor uznaje za stosowne przedstawiać na nowo, bo to, co zrobił w „Wykolejonym”, było niewystarczające. W opowieści o duńskim Charlesie Mansonie przemycona jest spora dawka goryczy i oderwane od rzeczywistości fantazje o Danii spływającej krwią – czy to w przypadku spektakularnych akcji policyjnych, czy w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, w którym Ravn nie jest w stanie zapobiec masowemu samobójstwu. Sekta”, operująca oczywistymi obrazami i przesłaniami powieść o manipulacji, jest wtórna i nudna. Krefeld zajmuje nam czas oraz zapycha strony, po raz kolejny obrazując zagubienie Ravna i ponownie pisząc o jego życiowej tragedii, czyli śmierci partnerki Evy, za której odejście się obwinia. Kiedy pisarz przestał koncentrować się na Ravnie i postawił na soczystą historię, wyszła mu świetna powieść, ta druga, „Zaginiony”. Teraz ponownie złamany życiowo były już policjant gra pierwsze skrzypce i przez to otrzymujemy narrację tak fatalną jak w przypadku „Wykolejonego”. Przewidywalną i tendencyjną, bo skoro rzecz ma być o tym, jak sterować drugim człowiekiem, absolutnie każdy ma zostać poddany manipulacji. Także Ravn zachowujący się niefrasobliwie i lekkomyślnie jak dzieciak. Być może nadmiar alkoholu i frustracji zrobił już swoje w jego życiorysie i umyśle. Nam pozostaje książka o czymś, o czym już czytaliśmy, ze zmontowaną jakby naprędce intrygą o poszukiwaniach i rozumieniu wyznawcy sekty Wybrańcy Boga.

Ravn nadal mieszka na pokładzie Bianki, w towarzystwie rezolutnego mopsa, ma także stałe wsparcie swego hiszpańskiego przyjaciela dziennikarza oraz właścicielki antykwariatu Victorii, z którą relacja zostanie poddana poważnej próbie z powodu pożyczenia czegoś będącego oczkiem w głowie kobiety. Mężczyzna cierpi na deficyt zleceń. Zajmuje się drobnymi, mało absorbującymi jego uwagę sprawami. Wieczory spędza w towarzystwie butelki, wciąż na nowo rozpamiętuje czas, w którym zginęła Eva, i generalnie porusza się po kartach powieści bez ładu, sensu i logiki co najmniej przez sto stron. Potem zaczyna się coś dziać. Krefeld konfrontuje Ravna z człowiekiem, który stworzył imperium oparte na różnego rodzaju wywieraniu wpływu na innych ludzi. Nie spodziewa się, jak bardzo zostanie zmanipulowany przez wpływowego zleceniodawcę proponującego pracę, która podreperuje nadwątlony budżet Ravna. Rzecz w tym, że zlecenie zawiera w sobie jakieś ukryte, głębsze treści. Poszukujący zaginionego syna ojciec ma wiele na sumieniu. Obaj tkwią w czasie przeszłym, w którym jeden uratował drugiego od obłędu, a obecnie ten uratowany chce zerwać z tym, co dało mu w przeszłości szansę dalszego życia.

Mesmer ma pieniądze i władzę. Także tajemniczą asystentkę, która pewnego dnia odwiedza Ravna (w każdej powieści Krefelda musi znaleźć się kobieta prosząca go o pomoc). Katrine będzie jednak inna – dzika, nieokiełznana, władcza i stanowcza. Uosabia wszystko to, co stworzył Ferdinand Mesmer – ojciec oczekujący podpisu syna na pewnym ważnym dokumencie. Człowiek, który potrafi stwarzać złudzenia i zatapiać w nich innych. Ambicje do bycia na czele zmanipulowanych przechodzą chyba genetycznie z ojca na syna. Ravn nie domyśla się stopnia skomplikowania ich relacji, ale bardzo się stara, by zrozumieć motywy zleceniodawcy. Nie chodzi tylko o odnalezienie Jakoba, który otoczył się gronem wielbicieli i po pożarze w Kopenhadze przeniósł swe stadko wyznawców na daleką prowincję, zamykając i przekonując, że to zamknięcie jest słuszne. Krefeld usiłuje przekonać nas do tego, że za wszystkim stoją skomplikowane stosunki z przeszłości. Ojciec ocalił syna, a ten zdystansował się od niego. Obaj stworzyli coś wspólnie, by potem wybrać inne drogi i wzajemnie się zwalczać. A jednak Mesmer chce pojednania. Czy na pewno tego? Ravn wejdzie w sieć toksycznych zależności tylko po to, by z czasem przekonać się, iż jest posłańcem w dość mrocznej grze. Tylko ona może uatrakcyjnić fabułę, opowiadającą za pomocą wytartych frazesów o strukturze budowania zamkniętej przed światem społeczności uznającej moralność swego guru za rzecz nadrzędną. Duński Manson będzie miał w sobie jednak tragiczne rysy. Będzie mu można nawet współczuć mimo tego, jak dosadnie Krefeld zobrazuje jego psychopatyczną osobowość.

„Sekta” sugeruje, że za zamkniętymi drzwiami i za wysokimi murami nie zawsze toczy się spokojne życie chcące zdystansować się od reszty zabieganego świata. Krefeld daje specyficzną wykładnię sekty, sugerując wieloznaczność tego słowa. Ta książka ma dyskretnie zasugerować, że dajemy się zniewolić i wpływać na swój ogląd rzeczywistości nie tylko wówczas, gdy wsłuchamy się w słowa nawiedzonego charyzmatycznego lidera. Manipulacjom ulegają wszyscy. Także poprzednik Ravna, który pracował dla Mesmera, a przeszedł na stronę jego brata. Ta rodzinna historia to w gruncie rzeczy opowieść o wyobcowaniu, toksycznej zależności, zdradzie ideałów i konflikcie trwającym latami. W tym wszystkim także wyraźna sugestia, że wszyscy, absolutnie wszyscy, możemy być poddani wpływom ludzi znających mechanizmy działania drugiego człowieka, jego potrzeby bycia akceptowanym i przekonania, iż postępuje słusznie.

O ile „Wykolejonego” czytałem z uwagą, choć i dużym rozczarowaniem, a „Zaginionego” uznałem za świetną książkę z Ravnem na drugim planie, o tyle „Sekta” znudziła mnie już od samego początku. Nawet po wspomnianych stu stronach niezrozumiałego wstępu do dramatycznych wydarzeń wszystko zdaje się pod czytelniczą kontrolą, choć raz za razem możemy zdumiewać się tym, jak elementarne błędy w swym prywatnym dochodzeniu popełnia Ravn. Okazuje się, że wcale nie ma takiej silnej osobowości, co do której jest przekonany. Mesmer jest zwycięzcą i manipulatorem, ale i jego można zaskoczyć. Nie ma jednak żadnego elementu zaskoczenia w całej „Sekcie”, która jest ponownie napisana wedle doskonałych skandynawskich wzorców i fabularnie uszyta na miarę oczekiwań odbiorców poprzednich powieści Krefelda. Mnie bardziej zainteresowałaby jako powieść o ludzkiej rozpaczy i wyobcowaniu niż historia dzielnego byłego policjanta, który stanie się tu wręcz bohaterem narodowym. Ravn jest postacią papierową, co udowodnił „Wykolejony”. Niepotrzebna była ponowna, wtórna apologia dzielnego detektywa.

2 komentarze:

Meg Sheti pisze...

Ja właśnie od tej książki zaczęłam przygodę z Krefeldem, ale trochę się zawiodłam. To było jakieś takie oklepane...

Jarosław Czechowicz pisze...

To proszę przeczytać "Zaginionego", to dobra książka.