Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2017-06-13

„Obserwator” Evald Flisar

Wydawca: Ezop

Data wydania: 19 maja 2017

Liczba stron: 400

Przekład: Marlena Gruda

Oprawa: twarda

Cena det.: 37,90 zł

Tytuł recenzji: W drodze ku wolności

Współczesnymi słoweńskimi pisarzami interesują się głównie niszowi wydawcy. Zupełnie bez echa przeszło ukazanie się w Polsce zarówno ciekawego zbioru opowiadań „Awaria” Aleša Čara, jak i interesującego fresku obyczajowego „Czefurzy raus” Gorana Vojnovicia, w którym pisarz usiłuje oddać złożoność przemian w Słowenii zaraz po wojnie bałkańskiej. Gdybym miał porównać „Obserwatora” do jakiejkolwiek współczesnej powieści słoweńskiej, byłby to chyba „Pies” Mihy Mazziniego, gdzie nietuzinkowa osobowość skonfrontowana jest z nieczułym światem zewnętrznym i również – jak „Obserwator” – historia ta przybiera formę powieści kryminalnej. U Flisara nie jest to typowy kryminał. Wydobywa się ze słoweńskiej codzienności, a potem staje trochę kalką „Trylogii nowojorskiej” Austera, jednak stworzoną w zgrabnym stylu, bez niepotrzebnych powtórzeń, bez silenia się też na coś oryginalnego, bo wydaje mi się, iż Evald Flisar nie uważa, że swoją powieścią odkrywa coś szczególnie wyjątkowego. To trochę groteskowa, trochę surrealistyczna, przepełniona czarnym humorem i wnikliwością w portretowaniu głównego bohatera książka o tym, w jaki sposób człowiek radzi sobie – mentalnie i emocjonalnie – z pojęciem wolności; jak ją definiuje, gdzie określa granice jej przestrzeni, a także co robi, kiedy musi odpowiedzieć sobie na pytanie o to, co go w życiu ogranicza i jak bardzo sobie na to pozwala. „Obserwator” zgrabnie miesza gatunkowe kalki, stosuje interesujące spektrum odniesień do amerykańskiej sfery kultury, językowo zawodzi jedynie w szkolnych nieco dialogach, ale ostatecznie oferuje nam intrygującą powieść o manipulacji, konfrontacji ze śmiercią i definiowaniu sensu życia.

Simon Bebler używa znanego z filmu pseudonimu Barton Fink być może dlatego, że jest niespełnionym dramaturgiem w rodzinnej Słowenii, a potem zmanipulowanym przez galerię ekscentrycznych postaci młodzieńcem, przed którym po raz pierwszy w życiu ktoś otwiera możliwość rozumnego wyboru. Dotychczas Simon żył pośród wzorców wydobywanych z przeczytanych powieści i obejrzanych filmów. Stawiał się w pozycji tytułowego obserwatora. Nie był uczestnikiem życia, analizował jego złożoność w biografiach i poglądach innych. Zupełnie przypadkowo staje mu na drodze pewien charyzmatyczny człowiek oferujący odmianę losu. Mroczny kloszard z Lublany proponuje Simonowi podróż do Nowego Jorku oraz wykonanie tajnej misji dostarczenia tajemniczego pakunku. Zaskoczony chłopak przystaje na tę propozycję. Wcześniej musi odciąć się od wszystkiego, co kształtowało jego niepewną osobowość w Słowenii. Przede wszystkim od autorytetów stwarzających wizje, a nie sugerujących możliwość tworzenia własnych. Także z rodziną – z wielbiącym porządek ojcem i w furii roznoszącą ład matką. Simon po raz pierwszy w życiu stanie się człowiekiem osobnym. Pozbawionym toksycznych wzorców i idealizmu. Stanie w konfrontacji z samym sobą i będzie zmuszony zadać sobie pytanie o to, jaki kształt ma mieć jego życie. To prawdziwe życie, które trzeba wyrwać wizji śmierci, wszak bohater jest przekonany, iż nowotwór odbierze mu to życie w ciągu roku.

Flisar sprytnie zmienia tok narracji, kiedy jego bohater dotrze do celu. Dynamiczna fraza ukazuje szereg zaskakujących zbiegów okoliczności, pośród których Simon alias Barton po raz pierwszy w życiu stanie się uczestnikiem zdarzeń, nie ich obserwatorem. Co więcej, wszelkie manipulacje dadzą mu do zrozumienia, że stał się elementem gry zaprojektowanej przez swego enigmatycznego nowojorskiego gospodarza. Vincent Vega pozwala mu zamieszkać w luksusowym apartamencie z widokiem na Central Park. Ktoś jednak dybie na jego życie, w dodatku mieszkanie pełne jest zagadek autorstwa Vegi. Dostaje się do niego serwis gastronomiczny, a w szafie Simon odkrywa trupa. Vincent Vega to człowiek, do którego trzeba dotrzeć specjalną drogą doświadczeń. W końcu to z jego ust padają też znamienne słowa o tym, że „nigdy nie jest za późno na prawdziwe życie”. Słoweński młodzieniec zmuszony będzie do wzięcia odpowiedzialności za swoje wybory. Nie ułatwią mu tego dziwni ludzie pojawiający się w otoczeniu. Tajemnicza sąsiadka, terapeuta, sam Vega czy złożona ciężką chorobą dziewczyna przypominająca ulubioną aktorkę Umę Thurman.

„Obserwator” nabiera tempa i atrakcyjności, kiedy w nieco slapstickowej konwencji obrazuje niespodziewane zwroty akcji, podczas których Simon zacznie uczyć się prawdziwego życia. Podejmie się wyzwania wzięcia odpowiedzialności za wszelkie swoje stany emocjonalne. Od euforii w luksusowym apartamencie po samotność na ulicach Nowego Jorku. Znamienne są miejsca, w jakich przebywa, oraz bohaterowie, których spotyka na swojej drodze. Mają być drogowskazami, stają się coraz bardziej enigmatycznymi ludźmi, których intencji nie można być pewnym. Duch Austera – wspomniany już na wstępie – drepcze wciąż za nim, ale tak naprawdę chodzi tu przede wszystkim o budowanie autonomii i odpowiadanie sobie na pytania o to, jaki kształt ma życie ograniczone czasowo. Evald Flisar sięga do starożytnych już dylematów moralnych, portretując człowieka zderzonego z własną niemocą. Z chaosem świata zmierzającego ku równi pochyłej, w którym trzeba ustanowić jakieś trwałe miejsce dla siebie. Bo co można zrobić, kiedy wie się, że życie niebawem ulegnie zagładzie? Vincent Vega otwiera Simonowi oczy na kwestie, nad którymi nie zastanawiał się on w Słowenii, wrastając w zgorzknienie i pielęgnując swój egocentryzm. Życie będzie domagało się nie tylko zdefiniowania, ale także zrozumienia w swej różnorodności. Flisar dodatkowo podejmuje kwestię tego, czym jest ludzka tożsamość w zmiennej rzeczywistości, i bawiąc się podobieństwami bohaterów do znanych person, odkrywa iluzję poczucia własnej wartości.

„Obserwator” jest powieścią, w którą wchodzi się dość gładko, ale potem jest już niewygodnie – perypetie Simona zmuszają do refleksji nad tym, czym jest nasze życie wewnętrzne, jak można je uporządkować oraz wzbogacać. Flisar jest ironiczny także wobec samego siebie, bo to dość dowcipna powieść autotematyczna podejmująca się rozważań o stosunku autora do wymyślanej przez niego fikcji literackiej. Ta w „Obserwatorze” jest wyjątkowo atrakcyjna, choć może wydawać się wtórna. Obcowanie z tą powieścią to w dużej mierze dobra zabawa, ale także niepokój, który Flisar wprowadza stopniowo i sugestywnie. Świat się fragmentaryzuje, a ma być całością. Słoweński pisarz analizuje zależności między realnym życiem a tworzoną na jego podstawie fikcją literacką. Ostatecznie każe głównemu bohaterowi dokonać najważniejszych wyborów. Pokonać odium kulturowych wpływów i wydobyć z siebie to, co nienazwane. Na ile to wszystko się uda i ku jakiemu zakończeniu zmierza? Warto przyjrzeć się bliżej tej szalonej, mrocznej, nieco złośliwej i kontrowersyjnej książce o istocie przemierzania świata oraz tego, jak na niego patrzymy.


PATRONAT MEDIALNY

Brak komentarzy: