Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2018-12-22

„Teoria pandy” Pascal Garnier


Wydawca: Claroscuro

Data wydania: 30 listopada 2018

Liczba stron: 196

Przekład: Gabriela Hałat

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 33 zł

Tytuł recenzji: Wokół rozpaczy

Jakiś czas temu uznałem, że moim dyżurnym polskim pisarzem od smutku i melancholii jest Jarosław Maślanek. Gdybym był Francuzem, z pewnością wskazałbym Pascala Garniera. Nieżyjącego już pisarza, który w unikalny i bardzo niepokojący sposób rozprawia się z tą oczywistą dychotomią życia i śmierci, ukazując jednocześnie, że między jednym a drugim nie ma niczego oczywistego, a już na pewno niczego, co mogłoby ukoić egzystencjalne lęki. Teoria pandy”, druga wydana w Polsce powieść francuskiego prozaika, to rzecz bardzo nieoczywista i chyba dużo bardziej niebezpieczna w swej dwuznaczności niż „Jak się ma twój ból?”, ostatnia powieść Garniera, wydana przed czterema laty. W niej rozgrywała się niezwykła konfrontacja dwóch mężczyzn, w „Teorii pandy” z mężczyzną zderzona jest różnorodność świata. Ludzie, którzy opowiadają o swoich lękach, smutkach, pragnieniach, oczekiwaniach i idiosynkrazjach. Ludzie, dla których szczęście jest jeszcze do osiągnięcia, ale oddalają ich od niego okoliczności. W tychże pojawia się postać tajemniczego samotnego wędrowca, który nadzwyczaj łatwo zjednuje sobie mieszkańców pewnego bretońskiego miasteczka. Nie zdają sobie sprawy z tego, że znajdą się w pułapce. Czytelnik zaś od początku wie, że Garnier rozegra tu kameralną, ale wyjątkowo przejmującą psychodramę.

„Jak się ma twój ból?” to była powieść rozbudowanej symboliki i mrocznych dwuznaczności. Finałowy efekt warsztatu wypracowanego przez Pascala Garniera. Wcześniejsza w jego dorobku „Teoria pandy” to książka w podobnej konwencji, jednakże nieco inaczej skonstruowana. Nie ma w niej takiej zasadniczości i autorskiej pewności siebie, choć widzimy i czujemy od samego początku, że Garnier jest absolutnym panem tej pełnej napięcia prozy. Na każdej stronie pozornie sielankowej opowieści czają się groza i przeświadczenie o tym, że będzie to książka o ludzkim cierpieniu. Nie tylko odnosząca się do niego za pomocą symboli, ale także nazywająca je wprost. Pokazująca zróżnicowanie, ale również drapieżny charakter cierpień, które można nieść ze sobą przez całe życie, choć nikt nie dostrzega ich śladu. A ludzie z miasteczka w książce chcą wierzyć, że cierpienie każdego z nich jest unikalne. I że można od niego uciec w pozornie sympatyczną, bezpretensjonalną i niezobowiązującą relację z nieznajomym.

„Niewiele trzeba, by sprawić ludziom przyjemność”. Gabriel wie o tym doskonale i zdaje sobie sprawę, że wystarczy być miłym, a znajdzie się wdzięcznego słuchacza, kompana do rozmowy. Przybysz znikąd, który pojawia się na chwilę i zdajemy sobie sprawę, że jest tymczasowy. Człowiek, którego historię poznajemy w retrospekcjach. Ale nie ma w nich niczego oczywistego, to tylko takie dosadne punktowanie i zmuszanie czytelnika do opowiedzenia sobie reszty. Gabriel zbiera historie ludzkich udręk i tęsknot, ale sam nie daje niczego w zamian. To nie przeszkadza jego rozmówcom. Człowieka podejść jest bardzo łatwo, ale zrozumieć? To już bywa niemożliwe. Posługując się figurą radosnego pluszaka, Pascal Garnier przewrotnie opowie o tym, czym jest fasadowa otwartość, ale przede wszystkim o tym, co nas przyciąga do innych, jak żyjemy pośród złudzeń i w jak łatwy sposób dajemy się zmanipulować. Manipuluje percepcją sam tytuł książki. Bo przecież wszyscy są w różnym stopniu samotni i każdy chciałby znaleźć dobry kontakt z nowo poznaną bratnią duszą. Co kryje w swojej duszy Gabriel? Dla kogo opisane konfrontacje będą niebezpieczne? I czy tu naprawdę o taką interpretację chodzi?

Ta narracja o enigmatycznym kolekcjonerze ludzkich doświadczeń znad krawędzi ujmuje tym, że jest bardzo ekscentryczna, mocno teatralna, opowiada nieoczywistą historię i zmusza do zatrzymywania się przy poszczególnych scenach, bo nie można mieć pewności, że którakolwiek jest mniej ważna, nie wpisuje się w przesłanie tej książki. Wszystko zmierza ku czemuś, co niemożliwe, a z drugiej strony boleśnie prawdopodobne. Ale przede wszystkim mamy tutaj do czynienia z czułym zaprezentowaniem ludzkiego wyobcowania. Form komunikacji usiłujących to wyobcowanie zniszczyć, ale też kalekich prób zbliżenia się do straumatyzowanego człowieka, do którego dostęp ma już tylko rozpacz. „Teoria pandy” w groteskowy sposób przedstawia pewnego wieszcza apokalipsy globalnej po to tylko, by zasugerować, że ta apokalipsa prywatna przychodzi zupełnie niespodziewanie, nie można się do niej przygotować i jest najbardziej rujnująca. Zwłaszcza gdy odbiera serce i empatię. A Gabriel jest wyrazicielem tego, co może zaistnieć jako postapokaliptyczna boleść. Garnier prowokuje nieoczywistą konstrukcją protagonisty, do którego nawet przez moment nie mamy dostępu. A jednak bohater ten staje się duszą towarzystwa i lgną do niego ci, którzy nie spodziewają się niczego złego. Pulchna i sympatyczna panda jest maskotką, którą można od razu pokochać. Gabriel jest kimś, do kogo można przylgnąć jak do bezpretensjonalnej pandy. Ale wszystko, co wydaje się proste, może być początkiem przerażającej gry…

Garnier jest niebywale smutny, gdy nakreśla nam różne sposoby życia w nieustannym cieniu śmierci. Od samego początku mamy poczucie, że choć odnajdujemy się w relacjach żywych ludzi, wszystkie elementy świata przedstawionego są upiornie turpistyczne. Kogoś brakuje, ktoś odszedł, ktoś był świadkiem czyjejś śmierci i pozostał wobec niej obojętny. Wszyscy mają gdzieś z tyłu głowy ten potworny lęk przed unicestwieniem. Ale także sporo sił, by walczyć z prywatnymi demonami i nieszczęściem. Nie poddają się. A może wydaje im się, że są w stanie zwalczyć egzystencjalny mrok. Bo za Gabrielem już próba ostateczna. On już zdecydował, kim się stał i ku czemu zmierza. Pascal Garnier w swej nieco sensacyjnej intrydze umieści dwa ważne pytania. O to, czym jest rozpacz i jak rozpaczliwie (!) kształtuje się jej rewers. O to, co niesiemy w sobie przez życie, jeśli zmuszono nas do konfrontacji ze śmiercią w tak bezceremonialny, gwałtowny i okrutny sposób. Teoria pandy” to inteligentna i wieloznaczna rozprawa o tym, że życie to jedynie tymczasowość oczekiwania na śmierć, która jeszcze nas nie przyjęła. Ale Garnier nie jest do końca mroczny, bo ta książka mimo przygnębienia i rosnącego w siłę fatalizmu przyciąga też nietuzinkowymi konstrukcjami psychicznymi bohaterów i ich wiarygodnością psychologiczną, a o nią francuski pisarz dba tu w każdym detalu. Lektura pozostawiająca po sobie ślad. Filozoficzna, przewrotna, inteligentna i manipulująca czytelnikiem. Coś zdecydowanie innego, oryginalnego i ukazującego mrok egzystencji w niebanalnych kontekstach.

Brak komentarzy: