FILM
Gatunek: dramat społeczny
Tytuł oryginalny: Dragonfly
Produkcja: Wielka Brytania
Czas trwania: 136 minut
Data polskiej premiery: 24 października 2025
Tytuł recenzji: Dwa niepokoje
Film sprawiający, że widz czuje się bezradny wobec tego, co ogląda. Tak jak bezradne są dwie ukazane tutaj kobiety: każda w innej sytuacji życiowej i w innym wieku, ale jednak stają się sobie bliskie, bo mieszkają obok siebie na brytyjskich przedmieściach. Zaczyna się to wszystko od czegoś, co łatwo przegapić. Cytat z Jamesa Thurbera: o okrutnym kontraście trwania i odchodzenia. Anioł i ważka. Doświadczona życiem staruszka i kobieta na rozdrożu. Do tego pies. Bardzo trudne wydaje mi się uczynienie zwierzęcia bohaterem filmu. Ale Paul Andrew Williams w niskobudżetowej obyczajówce opowiedział o wiele trudniejszą historię. Taką dotykającą prawdziwego bólu, ukazującą prawdziwą krew. Ze znakomitym aktorstwem Andrei Riseborough, które na długo zostaje w pamięci.
Elsie jest staruszką, którą zajmują się opiekunki pomocy społecznej. Trudno nazwać je zaangażowanymi w pracę. Jedna z nich nawet nie zna imienia tej, którą ma się opiekować. Wszystko z niedalekiej perspektywy ogląda samotna dziewczyna żyjąca z głośnym i przysparzającym wielu kłopotów psem. W niedalekiej przyszłości to ona przejmie obowiązki opiekunek społecznych. Prawie niezauważalnie staje się częścią życia Elsie, jakby to było naturalne i serdeczne. Nie jest ani takie, ani takie.
Williams prezentuje najpierw statyczne sceny. Pomieszczenia otwarte i zamknięte. Potem wyraźny najazd na kark bohaterki, na którym wytatuowane jest tajemnicze imię. Sama Colleen swoją fizycznością krzyczy wręcz „nie wpuszczaj mnie do swojego domu, bo wpuścisz tam też moje kłopoty”. Ale Elsie jest ufna i zdecydowana powierzyć nowej przyjaciółce nawet kartę kredytową, by młodsza kobieta robiła jej zakupy.
Sytuacja starszej pani wydaje się klarowna. Tu nic więcej niż śmierć nie może się wydarzyć. W tym życiu wszystko płynie zwyczajnie, to po prostu obraz starości, jeszcze nie tej najgorszej i niedołężnej, nie tej przepełnionej bólem i samotnością. Na razie mamy do czynienia z sympatyczną staruszką z bolącym nadgarstkiem, która potrafi znaleźć w sobie siły, by samodzielnie zrobić to, co powinny robić opiekunki. Niczego złego nie przeczuwa, kiedy w jej drzwiach pojawia się sympatyczna, choć dość ekscentryczna sąsiadka, i oznajmia, że zdecydowała, iż będzie się nią opiekować.
Nie jestem pewien, kto bardziej potrzebuje tu opieki. Reżyser idzie w stronę uczynienia młodszej bohaterki największą tajemnicą tego filmu. Colleen oburza się, gdy Elsie niewłaściwie zgaduje jej wiek, chociaż wydaje się kobietą w ogóle tego wieku pozbawioną. Pozbawioną wszystkiego, także właściwości. Poza tym, że jest chodzącą rozpaczą. Ogląda tutoriale i usiłuje wyglądać jak elegancka kobieta. Nie ma w niej niczego, co czyniłoby ją elegancką. Niesamowicie zagrana jest ta niestabilność emocjonalna. Oczy, którym chce się wierzyć i którym wierzy starsza pani, oraz ciało, które – mam wrażenie – trzymane jest na jakiejś smyczy jak pies głównej bohaterki.
Andrea Riseborough jest znakomita. Ponura, sztucznie wesoła, kryjąca w sobie życiowe tajemnice. Jednocześnie gotowa nieść pomoc i pełna empatii przerywanej przez coś, co jej samej nie daje żyć czy spać. Wyeksponowany w kilku miejscach jej sypialni napis, że miłość tu kłamała, każe widzowi dopisywać dziesiątki traumatycznych wersji scenariusza jej życia. Ale tuż obok jest Elsie i dla niej trzeba być aniołem. Trzeba?
Sielankę tej dziwnej przyjaźni rozbija bohater, który prawdopodobnie nigdy nie powinien się pojawiać – dla swojego dobra oraz dobra jego matki, tak szybko akceptującej pomoc nieznajomej, tak błyskawicznie nazywającej ją przyjaciółką. Ale z czasem porozumienie między kobietami zaczyna się rozpadać. Następują krótkie, surowe sceny niczym z klasycznego thrillera. Zwroty akcji, których widz kompletnie nie przewiduje, ale widać tu od początku, że coś jest bardzo nie tak, a ta relacja może okazać się toksyczna. Pęknięcia są coraz bardziej wyraźne. Tu wydarzy się coś złego.
Williams portretuje dwa rodzaje samotności. Każda wynikła z innych doświadczeń. Jedna jest niejako ewolucyjna: tak się dzieje, starsze panie muszą korzystać z pomocy innych, jeśli chcą nadal być niezależne w swoich domach. Druga to skryty przed widzem wulkan gniewu i rozpaczy. Te drobne wybuchy ścierają dobroduszność z twarzy kobiety, która rzeczywiście pomaga i jest gotowa uczynić życie Elsie łatwiejszym.
„Ważka” oparta jest na kontrastach w wielu wymiarach. Od rozpoczynającego ten film cytatu z utworu Thurbera po pełne napięć sceny, które wydają się zapowiadać coś złego. Z jednej strony jest szorstkość i enigmatyczność, z drugiej – obrazy czułości, jaką otrzymuje Elsie od sąsiadki, gdy ta zajmuje się jej włosami czy też masuje bolący nadgarstek. Życiorys żadnej z bohaterek nie jest wyraźnie zarysowany, dlatego obie tak bardzo przyciągają uwagę. O ile jednak jedna z nich staje się mało atrakcyjna dla całokształtu filmu (choć przepiękne są ujęcia jej twarzy i sylwetki), o tyle druga wprowadza coraz większy niepokój i ostatecznie pozostawia widza kompletnie bezradnego wobec pomysłu zakończenia tej historii.
Najciekawsze zawsze jest to, co nie jest pokazane wprost. Paul Andrew Williams tworzy pełen niedopowiedzeń obraz o zmieniającej się tonacji. „Ważka” ze zwyczajnego kina obyczajowego staje się niepokojącym filmem psychologicznym, w którym więcej jest pytań niż odpowiedzi, choć zdarzenia logicznie wynikają z siebie od początku do końca. Jednak trudno jednoznacznie określić początek rozgrywającego się tu dramatu. Z pewnością jest to film dla widza, który ceni sobie kameralność i oszczędność środków wyrazu. Oraz zauważa, jak wiele można wyrazić samą mimiką. I oszczędnym podkładem dźwiękowym. Wielki dramat, który przechodzi niezauważony. Syta staruszka kontra biedna i skrzywdzona przez życie kobieta. Jedna zasłużyła na lepszą starość, druga z niewiadomych powodów nie zasłużyła na spokojne życie. A widz na spokój podczas oglądania tego pełnego dziwnych zdarzeń filmu, który od początku sugeruje, że w powietrzu wisi coś niedobrego. Obraz zapadający w pamięć. Dobry przykład brytyjskiego kina pokazującego, jak prostymi środkami wyrazu można zaprezentować niesamowicie skomplikowaną sytuację.
Plakat filmowy z materiałów prasowych Filmweb.pl
---
Jeśli spodobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz