Wydawca: Wydawnictwo Książkowe Klimaty
Data wydania: 25 lipca 2026
Liczba stron: 312
Przekład: Małgorzata Gralińska
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena detaliczna: 45 zł
Tytuł recenzji: Zmiany i ekscentryzmy
Przyciągają mnie czasem książki ekscentryczne i nieoczywiste. Nawet jeśli są zbiorami opowiadań, za którą to formą nie przepadam. Nowa książka Sašy Stanišića, mojego rówieśnika, utytułowanego twórcy niemieckojęzycznego o bałkańskim pochodzeniu, jest niczym kapelusz, z którego co rusz wyciąga się innego królika. Jednocześnie jest to publikacja o bardzo spójnej strukturze i choć „Kiedy wdowa chce, żeby ktoś do niej zagadnął, stawia na grobie konewkę dzióbkiem do przodu” na początku wrzuca nas w wir chaosu kreatywności, potem staje się książką, której tytułu po miesiącu od lektury nie będzie się pamiętać, ale obrazy literackie (w oderwaniu od fabuły) pozostaną w wyobraźni bardzo długo. Może to dlatego, że autor zgrabnie łączy realizm z purnonsensem, groteskę z bolesną w swej wymowie ironią, a melancholię z fantazjami pełnymi szalonych asocjacji. Wraz z bohaterami trzymamy się realnego życia i od niego uciekamy. Na różne sposoby i na różny czas. Myślę, że przede wszystkim jest to książka o zatrzymaniu się w jakimś punkcie granicznym i proponująca refleksje, którym początek daje zdanie pochodzące z pierwszego opowiadania: „Życie może potoczyć się na nieskończenie wiele sposobów”.
Tak toczą się tutaj zdarzenia, a raczej fabularne wytwory, które z trudem można byłoby nazwać spójnymi w swej strukturze opowiadaniami. Granice – także te wyobraźni – zacierają się i jest na przemian przejmująco smutno, gdy jedna z bohaterek żyje już tylko jedną godziną niesamotności tygodniowo dzięki fizjoterapii, oraz rozkosznie wesoło, gdy czytamy o tym, jak używając frytek, przeprawić przez rzekę mewy w tramwaju. Stanišić wykorzystuje chyba wszystkie możliwości formalne, jakie może dać pisarzowi opowiadanie. Jedno z nich jest uroczo autotematyczne i należy do moich ulubionych, bo bohater musi postępować tak jak napisano i jak określił działania pisarz, władca jego tożsamości oraz wyborów. Ale to nie są osobne teksty i razem tworzą całość ze zgrabną kompozycją klamrową. Trudno zatem jednoznacznie stwierdzić, że książka o tak nietuzinkowym tytule to zbiór opowiadań o stawaniu w obliczu życiowej zmiany, a czasem o zwalnianiu na życiowym zakręcie. Tych dwanaście tekstów zespolonych jest w taki sposób, że można uznać to pisanie za specyficzną powieść eksperymentalną. Zresztą twórca eksperymentuje z wyobraźnią – własną i swoich bohaterów – w naprawdę zaskakujący sposób. Utknąć w tej książce to zawisnąć gdzieś między ramami poukładanego życia a konstelacją wirujących odłamków, gdy kamień naszej życiowej rutyny uderzy o wynalazek nazwany tutaj „przymierzalnią życia”.
Wielu chciałoby antycypować swoją przyszłość z pewnością, że ziści się to, o czym myślą lub marzą. Tu na samym początku pojawia się pewien wynalazek, którego będą mogli użyć bohaterowie tych opowiadań. Ile gotowi bylibyście zapłacić za to, by kupić fragment dobrej przyszłości? W tej książce specyficzna przymierzalnia działa na dwa sposoby: zarówno metaforycznie i magicznie, jak i realistycznie, stawiając człowieka w sytuacji zmiany dotychczasowego życia.
To mogą być zmiany całkowicie przez nas kontrolowane – jak rzucenie dotychczasowej pracy. Ale także takie, na które nie mamy wpływu – odejście w opowiadaniu tytułowym mężczyzny, z którym kobieta przeżyła szczęśliwie pół wieku. W tym wszystkim Saša Stanišić ukrył jeszcze niemieckich myślicieli, kultowe zespoły tworzące głośną muzykę i absurdy w rodzaju podarowanego komuś czołgu przewiązanego różową wstążką. Zaczyna być zaskakująco? Trudno określić tę narrację w sposób tak banalny. Myślę, że te wspomniane we wstępie króliki wyciągane z kapelusza, to jednak zdarzenia całkowicie możliwe to ogarnięcia umysłem. Pod warunkiem, że da mu się ogromny margines tolerancji. Zbiór tych tekstów stworzony jest w taki sposób, że etapami i poniekąd naturalnie akceptujemy szaleństwo narracyjne, które rozegra się przed naszymi oczami. Ale w tym wszystkim sporo tego, co realne i co trudne: kondycja współczesnego pisarza, bycie emigrantem, czyli wciąż tym „niewystarczającym”, czy tworzenie relacji z drugim człowiekiem w taki sposób, by miała ona charakter wsparcia, nie rywalizacji.
Odskocznie od rutyny są tu zarysowane w różny sposób, ale za każdym razem związane są z upływem czasu, który jest z jednej strony czymś niezmiennym, z drugiej jednak – zaczyna tutaj falować, odkształcać obiekty i ludzi, zmieniać logikę zdarzeń albo wręcz ją rozbijać tak, że trudno poskładać to, co powstało. Dlatego ta narracja przyciąga jak magnes: jest o wielu z nas i wspólnym doświadczeniu wyobcowania, a jednocześnie prezentuje ekscentryczne jednostki w sytuacjach, które każą im się zatrzymać. Egzystencjalnie, ale i bardzo prozaicznie, przy kubłach ze śmieciami, kiedy trudno zdecydować, w jakiej sekcji odpadów umieścić grę planszową, która zmienia relacje ojca i syna.
Stanišić opowiada jednak głównie o tym, co ludzi zbliża, nie dzieli. Nie tylko dlatego, że znaczna część bohaterów to emigranci, a ich odbiór rzeczywistości niemieckiej zmienia się w zależności od okoliczności, które zachodzą w ich życiu. Życiu pełnym niepewności jutra, w którym chciałoby się wejść do „przymierzalni czasu” i opłacić sobie przewidywalną, bezpieczną i pełną radości przyszłość. Bohaterów zbliża także to, że czasem muszą zmierzyć się z jakąś graniczną i nieodwracalną sytuacją, za którą stoi niewiadome. Zmiana wymagająca czegoś, na co nie jesteśmy gotowi. To również książka o tym, jak kreuje się rzeczywistość, będąc twórcą, widząc i rozumiejąc więcej, a przede wszystkim chcąc wyrazić to „więcej” w sposób najbardziej adekwatny do tego, jak zróżnicowane jest nasze życie i myślenie o nim. I jak bardzo w tym życiu potrzebujemy bliskich osób, bo wtedy staje się bardziej do zniesienia i częściej zaskakuje.
Szalona, ale kontrolowana w swym szaleństwie proza o koincydencjach i dziwnym falowaniu ludzkiego życia. Prowokacyjna także w sposób kontrolowany. Z dużą dozą autoironii i specyficznego humoru samego autora, który podejmując kwestię tego, jak upływa czas, decyduje się na ujęcie dość oryginalne: ukazanie tego upływu w kontekście zmieniającego się oglądu otoczenia. Z niespodziankami na każdym kroku, bo tu w żadnym akapicie nie ma miejsca na nudę.
---
Jeśli podobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ








