Wydawca: Wydawnictwo Pascal
Data wydania: 29 lipca 2026
Liczba stron: 336
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena detaliczna: 49,99 zł
Tytuł recenzji: Brudne sprawy
W gatunku, jakim jest thriller, coraz trudniej zaskakiwać z powodu mnogości autorów podejmujących się pisania takich powieści. Książka Adama Kopackiego będzie jednak jak uderzenie w splot słoneczny, a po jej lekturze, nakładając sobie niewinnie plasterek szynki na kanapkę, będzie się pamiętało o całym tym potwornym świecie przedstawionym, który charakteryzują groza i okrucieństwo o niebywałej skali zaprezentowane na kilka sposobów. Dlatego „Azyl” jest thrillerem wyjątkowo wielowątkowym i niesamowicie złożonym psychologicznie, w którym zazębia się wiele wątków – od tych widocznych od razu po te, które wdzierają się do mózgu, kiedy czyta się między wierszami.
Budowanie napięcia to oczywiście najważniejsza umiejętność, którą musi wykazać się twórca thrillera. Nierzadko idzie ono w parze z retrospekcjami i tutaj właśnie tak się dzieje. Autor znakomicie kreuje sytuacje, w których napięcie budują antycypacje czytelników rozsypujące się potem jak domek z kart, kiedy dociera się do zakończenia bardziej przerażającego, niż można sobie wyobrazić. Kopacki dokłada wszelkich starań, by na sam koniec zmiażdżyć czytelnika, bo ostatecznie najbardziej przerażające jest nie to, co oglądamy oczyma wyobraźni, lecz świetna kompozycja klamrowa stworzona z motta i ostatniego zdania, dzięki którym blednie najbardziej nawet sugestywny obraz rzeczywistego okrucieństwa, gdy zdajemy sobie sprawę, co może być jego apogeum i co wiązać się może z każdym z nas.
Lubelszczyzna. Miejsce, gdzie jest tylko błoto, odór gnoju, zamknięta społeczność małej wioski gotowa zlinczować każdego, kto choć odrobinę wyłamie się z tutejszych niepisanych norm, i schronisko dla zwierząt. Konkretnie dla świń. Kopacki znakomicie wykorzystuje motyw właśnie tego zwierzęcia, ponieważ pasuje on tu w bardzo wielu wymiarach. Dosłownie, w związku frazeologicznym, ale także w tym, jak ewoluuje stosunek głównych bohaterów do tych zwierząt głównych bohaterów i z czego wynika zmiana, bo w „Azylu” z błota i gnoju wydobywa się opowieść o pragnieniu naprawienia własnych błędów, ale i o bezradności dotyczącej sposobu zrobienia tego naprawdę. I o niepewności, czy to w ogóle jest możliwe.
Bliźnięta. Jak wspomina ich była wychowawczyni szkolna: „Zawsze razem. Zawsze przeciwko wszystkim”. Tandem doskonały, jeśli chodzi o zdolność przetrwania, ale ulegający pewnemu emocjonalnemu i mentalnemu rozpadowi, bo dorosłych już Annę i Roberta poznajemy przede wszystkim przez skrzące się niepokojem i skrytą agresją relacje. Ona nadal jest silna, bo taka być musi; w końcu całe swoje trudne życie ona i jej brat mogli polegać jedynie na sobie. On się podporządkowuje i jest lojalny. Ale Kopacki punktuje tutaj pęknięcia, coraz bardziej wyraźne rysy. Ostatecznie prowadzi nas w całkowicie zaskakującym kierunku. Ale póki co przez większość lektury widzimy, że choć rodzeństwo jest wobec siebie szorstkie i obcesowe w codziennych rozmowach i zachowaniach, to wciąż oboje w pewnym sensie przywracają sobie nawzajem życie, tworząc jedność i rzeczywiście nadal będąc przeciwko wszystkim.
Od samego początku pojawiają się trudności w jednoznacznej ocenie bohaterów. Wszystkich, nie tylko tych wspomnianych. Każdy niesie w sobie jakiś mrok lub cień, który każe się zdystansować. Adam Kopacki w żaden sposób nie ułatwia polubienia kogokolwiek, a nawet utrudnia jednoznaczne współczucie, gdy bliźniętom zamkniętym ze świniami, którymi się opiekują, dostaje się potężnie w przestrzeni wirtualnej i realnej. „Azyl” jest o złu, które nie ma tu jednego oblicza i nie jest w prosty sposób definiowane. Tu wszystko wydaje się orbitować wokół braku sumienia, złych uczynków, złych intencji i zła płynącego po prostu we krwi, ale też stymulowanego przez internetowe manipulacje. Jest tego naprawdę wiele, dlatego trudno tę opowieść udźwignąć i warto zwracać uwagę na postacie, które zdają się tu mniej istotne. Bo Kopacki naprawdę inteligentnie skonstruował tę intrygę. Nie tylko na zasadzie opozycji, których jest tu kilka. Nie tylko na niejednoznacznościach w prezentowaniu zachowań i rozmów bohaterów. Tutaj potworności pełzną niczym sprytna żmija, wiją się bezgłośnie i kąsają wtedy, kiedy opuszczamy gardę i nie spodziewamy się ataku.
A atakowana będzie przede wszystkim działalność rodzeństwa, gospodarstwo o charakterze organizacji prozwierzęcej, w której świnie skazane na pewną śmierć znajdują miejsce dobrego życia. I teraz warto wspomnieć o tym, jak przemyślany jest tytuł tej książki; jego znaczenie przekłada się na miejsce, w którym dzieją się rzeczy bynajmniej niezwiązane z odzyskiwaniem spokoju albo znajdowaniem bezpiecznej przestrzeni. Zarysowana tu przestrzeń jest dwuaspektowa – realna i wirtualna. W jednej i drugiej mnożą się niedopowiedzenia i tajemnice, ale nie ma znaczenia, który to jest świat. Nigdzie u Kopackiego nie znajdziecie azylu. Za to mnóstwo mrocznych tajemnic i narastającą grozę. Jest coraz mroczniej i coraz okrutniej. Anna i Robert skryli w swym gospodarstwie dodatkowy sekret. A całość ich działań na przemian wspierana jest i torpedowana przez internetowych komentatorów, których opiniami i portfelami można manipulować w takim samym stopniu.
Wielbiciele tematu, który na zawsze pozostanie dla literatury twórczy, czyli dysfunkcyjnej rodziny, będą zachwyceni, czytając „Azyl”. Choć dzieją się tu rzeczy nieprawdopodobne, a w odczuciu wielu z nas niemożliwe, uwierzyłem we wszystko, bo piekło dzieciństwa i dorastania zwykle zostaje piekłem całego dorosłego życia. Lecz w przypadku Anny i Roberta wszystko dodatkowo się komplikuje, a Kopacki mimo wszystko dba o wiarygodność detali oraz motywów postępowania ludzi, którzy chwilami wydają się szaleni. Można oszaleć z cierpienia, bólu, samotności i odrzucenia. Można się wówczas zjednoczyć z kimś podobnym na zawsze i wspierać się nawzajem, ale „Azyl” to też książka o przerażającej zdradzie. I wielkiej, szalonej wręcz miłości. A także publikacja z elementami dziennikarskiego śledztwa oraz opisem mechanizmu działania mediów społecznościowych, które mogą mieć moc czynienia dobra i moc rozsiewania nienawiści będącej tutaj nie tylko szarżą tych, którzy są odważni przed monitorem czy ekranem smartfona. Przenosi się do realnego świata. A ból staje się również dosłowny.
Czyta się „Azyl” z nieustannym poczuciem, że jest to z jednej strony książka mająca charakter rozrywkowy, bo jakkolwiek mroczny byłby thriller, to służy on czytelniczej rozrywce, z drugiej jednak – przejmujący i głęboki traktat egzystencjalny o ludzkiej samotności, bezradności i tym, jak kompulsywnie próbujemy niwelować czymś lub kimś jedno i drugie. Bardzo dynamiczna narracja idzie tu w parze z wciąż kreowanymi domysłami. Nie mamy dostępu do umysłów bohaterów, w ich biografiach celowo pozostawiono białe plamy. Kopacki czasami uderza w nas dosadnością, ale przez cały czas stara się udowodnić, że nie pisze książki na jeden temat, a te zagadnienia, które usiłuje sugerować, perfekcyjnie ukrywa w kilku bliższych i dalszych tłach. Dlatego choć czyta się szybko, trzeba – jak wspomniałem – przez cały czas czytać również między wierszami. W jakim stopniu ta opowieść zmieni spojrzenie czytelnika przede wszystkim na samego siebie, zależy już od jego wrażliwości i tego, jak odpowie sobie na pytanie stawiane przez autora w posłowiu.
---
Jeśli podobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ








