Wydawca: Wydawnictwo Pauza
Data wydania: 18 lutego 2026
Przekład: Karolina Drozdowska
Liczba stron: 176
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena det.: 44,90 zł
Tytuł recenzji: W pułapce samej siebie
Druga znakomicie przetłumaczona na polski – tym razem przez Karolinę Drozdowską – książka Gunnhild Øyehaug nie powinna zaskoczyć tych, którzy czytali „Czekaj, mrugaj” wydaną przed siedmiu laty, ale jednak zaskakuje. Zarówno formą, jak i treścią, chociaż po lekturze pierwszej książki norweskiej pisarki można przewidzieć, że na samym początku otrzymamy w miarę linearną narrację, którą śmiało można określić mianem klasycznej powieści, a potem wszystko pójdzie w stronę wybraną przez Øyehaug. Pisarka po raz drugi udowadnia, że w krótkiej książce – „Oto słońce” ma jeszcze mniejszą objętość niż „Czekaj, mrugaj” – można zawrzeć opowieść meandrującą rzeczywistością a tym, co do niej dopisane. Tu dopisano mnóstwo. Tytuł tej książki, wypowiedź jednego z bohaterów, sugeruje, że mowa będzie o nazywaniu, określaniu wprost, wskazywaniu znaczenia konkretnego słowa i budowania swojej tożsamości na tym, że słowo i jego znaczenie są czymś pewnym. Jednak tu tak nie jest. Wraz ze specyficzną grą z wittgensteinowską koncepcją pytania o użycie, a nie znaczenie, pisarka rozmywa definicje i używa słów w filozoficznej rozgrywce nie tylko z czytającym, ale też z samą sobą.
Zaczyna się jak sprawozdanie. Imię, nazwisko, wiek. Konkrety, od których niemal zawsze wychodzimy, przedstawiając się innym ludziom. Potem rozpoczyna się coś na kształt fabuły. Wychodzimy zatem z punktu, w którym możemy spodziewać się typowej skandynawskiej powieści obyczajowej. A tymczasem przekraczamy granice narracji. Ze strony na stronę coraz wyraźniej widzimy, że słowa przestają nazywać. Zaczynają deformować rzeczywistość, odkształcać ją, odrealniać i zapętlać. Wkraczamy w oniryzm, esej, metakomentarz – u norweskiej pisarki wszystkie chwyty są dozwolone, byle tylko zasiać wątpliwość: słowo jest narzędziem porządkującym rzeczywistość czy wiodącym do surrealizmu? To przecież nie jest książka o pisarce w średnim wieku, która świadomie wybrała samotność w domku niedaleko malowniczego fiordu. Domku, obok którego rzekomo stoi drugi – tak jak jej odizolowany od reszty zabudowań w wiosce. Kiedy narracja jest jeszcze w miarę precyzyjna i można cokolwiek antycypować, pojawiają się słowa będące kluczami do jednej z interpretacji.
„Skała, ja, pustka”. Jak wiele kryje się w introdukcji, w której widzimy bohaterkę mieszkającą w pobliżu głazu narzutowego, który znalazł się tam przez przypadek, i w domu mającym sąsiedztwo. Tam przybywają nowi: para także zajmująca się tym – jak tutaj określono – „dziwnym zawodem”, czyli pisarstwem. A następnie pośród krów zaglądających w okno i kurzych duchów ruszymy w drogę, która prowadzi nas na manowce. Mnie wyprowadziła. Dopasowywałem elementy tej układanki i mocno się głowiłem nad ukrytymi sensami. Ale przede wszystkim podziwiałem – podobnie jak w „Czekaj, mrugaj” – umiejętności językowe Øyehaug, która po raz kolejny udowadnia, że jest jedną z bardziej niezwykłych i w pewien sposób ekscentrycznych pisarek skandynawskich.
Myślę, że jest to historia takiego rodzaju samotności, w którym nie sposób wyrazić wspomnianej wyżej pustki. I tonie się w rozmyślaniach. Helga Mork, będąc sama ze sobą, zadaje pytania bez jednoznacznych odpowiedzi albo w ogóle bez odpowiedzi. Używa słów, lecz jednocześnie gubi się w nich. W jej umyśle pojawia się coraz większy chaos. Czy rzeczywiście wywołany tym, że w sąsiedztwie zamieszkali inni pisarze i że mężczyzna zbliży się niebezpiecznie także do ciała głównej bohaterki, a kobieta zachowa dystans poznawczy i stanie się tłem? Co tu tak naprawdę jest na pierwszym planie, co zaś w tle? „Oto słońce” to wikłająca tropy historia tego, jak trudno znieść siebie w niepewności znaczeń słów. Zwłaszcza gdy jest się pisarką. W dodatku o tak potężnej wyobraźni. Z tak ugruntowaną świadomością kobiecości i tego, że sutki i wagina opowiedzą tu jeszcze jedną historię. A może są tylko marginesem tworzącym narrację o związku płci z postrzeganiem i doświadczaniem rzeczywistości?
„Co zrobić, gdy brakuje nam zrozumienia samych siebie w świecie”? Bohaterka powieści być może stara się zrozumieć dużo więcej poza sobą, nie mogąc zajrzeć głębiej we własną tożsamość. Choć przecież zostaje wyraźnie określona przez siebie, a także poprzez relacje z zaprezentowaną tu garstką bliskich jej ludzi. I tak jak gatunkowo ta książka jest labiryntem, tak i skomplikowane są próby Helgi Mork, by wmówić sobie, że w swoim wieku, z określonymi doświadczeniami i przekonaniami (na przykład o tym, że jest kiepską teściową), jest egzystencjalnie stabilna, jej emocje i odczucia wobec świata są konkretne, a bohaterka wie, co sobą reprezentuje. Tymczasem zaś mnożą się tajemnice. Do Wittgensteina dołączają między innymi Artemidor ze swoją interpretacją snów i Owidiusz z przemianami. A w tym, co realne oraz namacalne, pojawiają się koncepcja marzenia sennego, tajemnicza relacja z kobietą, która nie śpi, oraz przenoszenie się w czasie i przestrzeni.
Czy można określić tę prozę mianem powieści? Bardzo ryzykowne. Bo już w tym zamiarze stajemy się bezradni wobec słowa. Norweska pisarka opowiada przede wszystkim o tym, jak bezbronni jesteśmy wobec swojego języka, gdy usiłujemy pojąć znaczenie czegoś, czego używamy. Mimo pogłębiającej się niejednoznaczności formy czyta się to znakomicie – jesteśmy zaskakiwani na każdej kolejnej stronie, a przy tym przekonani, że bierzemy udział w jakimś literackim eksperymencie. Nasza pisarka stoi przed zadaniem stworzenia nowej powieści, czytający zaś będą musieli się zmierzyć z tym, co wyznacza jej przestrzeń startową. Dlatego z pewnością nie będzie to książka dla wszystkich, ale o wszystkim – w znaczeniu objaśniania rzeczywistości za pomocą słów i prób panowania nad nimi, a tym samym nad własnymi emocjami, uczuciami oraz potrzebami.
„Oto słońce” eksperymentuje, prowokuje, uwalnia wyobraźnię w bardzo specyficzny sposób. To książka o tym, że włączenie się w to, co ogólnie określone jest mianem świata, bywa piekielnie trudne. Nie wiem, czy Øyehaug, wspominając o wściekłości kobiet żyjących w małych domkach na odludziu, wskazuje tym motywem to, co może się za nim kryć. Mam wrażenie, że jest to historia gorzkiego poczucia zmagania się ze słowami, a nie historia tego, ile w nich można ukryć. Pozornie widzimy sytuację, w której samotniczka konfrontuje się z ludźmi żyjącymi w związku, inaczej funkcjonującymi społecznie, a przecież parającymi się podobnym fachem. Zamiast chaosu powinna pojawić się chemia. Zamiast tendencji ucieczkowych – bo tak odczytałem niektóre przemyślenia i działania bohaterki – jakaś konfrontacja. Jest niezwykły sposób prezentowania głównej postaci. Jest też jej cień. Cieniem stają się sąsiedzi Helgi Mork, z tego cienia wychodzi ona ku swemu ulubionemu słońcu. Jednak nie wynika z tego żaden konkret.
To wymagająca narracja, w której najciekawszy jest sposób wyrażania labilności emocji, niepewności uczuć. Norweska prozaiczka nie napisała o silnej babce znad norweskiego fiordu, która zajmuje się pisaniem i zdecydowanie świadomie odstaje od reszty społeczeństwa. Opowiedziała raczej o tym, co czyni nas istotami społecznymi, a jakie czynniki powodują aspołeczność i idące za nią neurozy. W tym znaczeniu to rzeczywiście kawał świetnej skandynawskiej obyczajówki. Ale myślę, że nie tędy droga do ujrzenia tytułowego słońca; widzimy jego kształt i barwę, czujemy moc – nie musimy ich sobie wyobrażać. To jedna z tych ekscentrycznych narracji, które albo rozczarowują formalnie i nie pozwalają dotrzeć do końca ze poczuciem, że czytało się opowieść „z krwi i kości”, albo po pewnym czasie wraca się do nich, by zrozumieć więcej. Bo wszystko jest kwestią słowa oraz tego, co w jaki sposób nazwiemy. To książka momentami śmiertelnie poważna, a momentami niebywale zabawna. Ale tak specyficzna, że wywołuje niepokój, czasem niedowierzanie. Chwilami odnosi się wrażenie, że obcujemy z absurdem, który ma czytających zirytować, bo mamy bohaterkę, której generalnie nie da się polubić. Niemniej warto podążać za tym, co się z nią i w niej wydarzy. Z norweskiego fiordu przeniesiemy się w zupełnie inną rzeczywistość.
---
Jeśli podobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ

