Wydawca: Wydawnictwo Sonia Draga
Data wydania: 18 marca 2026
Przekład: Alina Pawłowska-Zampino
Liczba stron: 320
Oprawa: zintegrowana
Cena det.: 54,90 zł
Tytuł recenzji: Szukając tożsamości
Kobieta wędrująca. I surowa narracja wprowadzająca nas w klimat opowieści, w której najważniejsze będą retrospekcje, ale także to, dokąd zmierza tytułowa bohaterka. „Alma” jest powieścią o podróży w głąb siebie, ale jednocześnie książką o tym, że dawana przez rodziców wolność życiowych wyborów stwarza problemy, gdy chce się określić swą tożsamość. Opozycja „kiedyś” i „teraz” funkcjonuje tutaj równie silnie jak ta nakreślona zaimkami „tu” i „tam”. Federica Manzon proponuje nam opowieść, w której więcej będzie enigmatyczności niż wskazywania wprost emocji lub odczuć bohaterów. Kontrastem do tego staną się niezwykle plastyczne opisy miejsc, które odwiedza bohaterka. Także tych sprzed dekad. Teraz, będąc w średnim wieku, Alma zatrzymuje się na trzy dni w Trieście, lecz to nie będzie wędrówka tylko sentymentalna. Mamy tu specyficzną kobietę, specyficzny rodzaj wrażliwości i pamięci, specyficzną rodzinę tworzącą fundament tożsamości kobiety oraz bardzo wieloznaczną narrację o tym, skąd tak naprawdę pochodzimy, co nas kształtuje i o czym należy zapomnieć, by nie krzywdzić się, lecz poszukiwać odpowiedzi na pytania o siebie. Alma jest poszukiwaczką, jednak przeszłość nie pozwala jej odnaleźć siebie teraz: podczas tych ważnych kilku dni, kiedy wspominane są zdarzenia minionych dekad.
Zacznijmy od tego, co jest tu zgrabnie określone mianem „pustyni rodzinnej pamięci”. Rodzinę Almy, a także siłą rzeczy ją samą, zawsze określały podziały. Językowe, etniczne, wyznaniowe, światopoglądowe. I geograficzne. Bo po latach bohaterka uświadamia sobie, że to położenie geograficzne miejsca naszych narodzin oraz okolice, w których dorastamy, czynią nas tymi, którymi jesteśmy. Rodzina tkwiła w rozpięciu mentalno-geograficznym, choć pozornie jej członkowie trzymali się blisko siebie. Ale rodzina nauczyła też Almę zachowawczości, pilnowania się w wyrażaniu emocji. Rodzina uczyniła ją czujną na relacje – z mężczyznami, lecz również ludźmi, którzy zachowywali się inaczej w czasie konfliktu zbrojnego na Bałkanach, a teraz pokazują inne oblicze. Alma wciąż pozostała taka sama. Z wieloma pytaniami, na które w rodzinie nie uzyskała odpowiedzi. Jednak umiała ją obserwować. Wiele z tych odpowiedzi znalazła sama. Samodzielnie też wyciągała wnioski, choć niewątpliwie często pod wpływem ojca. Spotkanie z nim w finale powieści mówi nam bardzo dużo o specyficznym charakterze relacji córki z ojcem, ale także o lokowaniu uczuć przez Almę tam, gdzie odbijały się one od ściany, za którą kryły się tajemnice.
Ojciec był głową rodziny, którą podzieliło wszystko. Matka najlepiej czuła się pośród ludzi z problemami psychicznymi i to im potrafiła dać najwięcej ciepła oraz empatii. Córka i matka żyły w stanie swoistego zawieszenia, w którym wciąż czekało się na mężczyznę, który znikał, pojawiał się, ustanawiał niepisane zasady funkcjonowania domu, a przede wszystkim był tym innym, z bliżej nieokreślonego „tam”. Bliski marszałkowi Tito, podczas gdy Jugosławia uznawała się za najpotężniejszy kraj, i daleki żonie oraz córce, które wciąż widziały w nim cienie i tajemnice. Jest ich zresztą w tej powieści bardzo dużo. Manzon stworzyła świetny kontrast między wizualizacją przestrzeni, w których przebywa Alma, a rozmyciem przemyśleń i emocji wynikających z relacji z bliskimi ludźmi. Nie tylko z rodziną, która była wewnętrznie tak bardzo niejednorodna.
Chodzi oczywiście o relację miłosną, chociaż takie określenie banalizuje trochę to, co w „Almie” buduje kolejną tajemnicę do rozszyfrowania. Ona poznaje go w bardzo młodym wieku. Dużo ich zbliża, choć równie wiele dzieli. On twierdzi, że nienawidzi swojego narodu, gdy potem zachowuje się tak, jakby tych słów nie wypowiedział. Dorasta jak Alma – wierząc w pewne ideały, a potem widząc, jak się rozpadają. Podobnie bliskość tych dwojga. Kiedy na Bałkanach rozpoczyna się wojna i rzeź ludności, ona jest dziennikarką, która ma o tym piekle pisać, a on piekło fotografuje. Oddalenie ma charakter mentalny, zawodowy, światopoglądowy. A jednak wciąż coś ich łączy. Vili – jego także Alma będzie poszukiwać po latach w Trieście. Mężczyzny, który przyciągał i przyciąga do siebie wszystkim tym, co nienazwane, czego nie decydował się wypowiedzieć wprost. Ale i Alma jest w dużej mierze enigmatyczna, choć włoska pisarka wyraźnie nakreśla jej poglądy w zasadniczych dla burzliwej historii Bałkanów latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, gdy wielka Jugosławia rozpada się i tonie w morzu krwi. Rozpada się też ludzkie poczucie przynależności, a Alma zaczyna rozumieć, że wolność dana jej przez rodziców to właśnie ta zacytowana pustynia, po której kobieta błąka się spragniona – odpowiedzi na proste pytania, które nigdy nie zostaną zwerbalizowane wprost.
„Ile początków może mieć jedna historia?” – to raz postawione pytanie wraca tu po wielokroć, bo w „Almie” połączenie zdarzeń i nadanie im klarownego punktu wyjścia jest w zasadzie niemożliwe. Ale to pytanie odnosi się także do Historii, przemian dziejowych i okrucieństwa, w którym człowiek stawał się zły pod wpływem okoliczności, a potem wypierał z siebie zło. Czy dlatego ojciec sugeruje Almie, że wracanie do przeszłości, a tym bardziej próby zrozumienia jej detali – nie mają sensu? Co w takim razie z pytaniem o to, skąd pochodzimy i przez kogo lub przez co zostaliśmy ukształtowani? Manzon opisuje burzliwy przebieg działań wojennych, w których Alma nie musi uczestniczyć wprost, ale które już zawsze będą wpływać na nią i jej postrzeganie samej siebie.
Milcząca. Bez dostępu do wnętrza. Gotowa – jak ojciec – do ciągłego odchodzenia. I robi to, porzuca kolejnych mężczyzn, obsesyjnie myśląc o tym, z którym na pewno być nie może. Wykazująca narastające tendencje ucieczkowe, a jednak ciekawa zrozumienia faktów, których wcześniej nie rozumiała; chyba nie chce już uciekać od tego, co było trudne w jej i jej rodzinnej biografii. Czy to naturalne, czy wypracowane, że Alma nie chce się zwierzać, że nic nam tu sama od siebie nie powie, że będzie unikać ludzi pytających wprost o to, kim jest? Odnajduje sensy i treści w tej miniodysei po włoskim mieście? Jakich sensów i jakich treści poszukuje? W tle literatura, sztuka, ludzie wpływowi, destrukcyjna wizja władzy i zmiany, wobec których trzeba się ustosunkować. A także mnożące się pytania dotyczące czasu przeszłego. Czasu, w którym rozpadło się tak wiele: od osobistych relacji po kraj, który miał być najwspanialszym i najsilniejszym na świecie.
Choć „Alma” prezentuje pewien panoramiczny ogląd rzeczywistości kilku bardzo trudnych dekad, punktuje też detale, które otwierają kolejne furtki interpretacyjne. Na przykład istota porozumiewania się za pomocą różnych języków. Upodobania estetyczne, fascynacje twórcze i literackie dziadków, a także radykalne czasem, ale wyraźnie wpływające na córkę poglądy ojca, kiedy ten zdecyduje się na powrót, a przede wszystkim na rozmowę. „Alma” to opowieść o tym, co nas determinuje i każe poszukiwać albo odrzucić poszukiwania swojego dziedzictwa – także narodowego. Opowieść, w której szukać mamy nie współczucia dla bohaterów, lecz zrozumienia tego, co ich spotkało. Alma spotyka samą siebie – po latach intensywnego życia, podczas którego chciała zapomnieć, kim jest, bo nikt jej tego dokładnie nie wytłumaczył ani nie zasugerował jakiejkolwiek pewności egzystencjalnej. Książka pełna niepokoju, białych plam biograficznych i przede wszystkim opowieść o tym, jak trudno opowiedzieć się po którejkolwiek stronie, gdyż podjęcie takiej decyzji zawsze wiąże się z wyrządzeniem komuś krzywdy. Historia, w której istotne są też fotografie, mająca pamiętnikarski sznyt, pozornie jednolita narracyjnie, ale skomplikowana znaczeniowo.
---
Jeśli podobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ

