Wydawca: Wydawnictwo Papierowy Motyl
Data wydania: 9 września 2026
Liczba stron: 360
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena detaliczna: 49 zł
Tytuł recenzji: Zmiany i przemiany
Tak jak stworzenie świata trwało siedem dni, tak w siedmiu częściach książki Patrycji Mnich następuje jego swoiste rozmontowanie. Nie wychodzimy poza pewne konteksty, choć obecność w tych tekstach Pereca, Krall czy Kereta wskazują pewne drogi interpretacyjne. „Kowboje" to w moim odczuciu książka w zasadzie o tym, jak świat rozmontował nas. W jakim piekielnym chaosie nieumiejętności nazywania emocji i potrzeb wciąż żyjemy i że wciąż mamy nadzieję na uporządkowanie przede wszystkim siebie, by przygarnąć drugą osobę i wspólnie mierzyć się z przeciwnościami losu. Mnich sugeruje, że bardzo często nie jesteśmy gotowi na związki. Że mamy w sobie niepokojące tendencje ucieczkowe. Że determinuje nas to, skąd pochodzimy, a im mniejsza jest to miejscowość, tym większy pojawia się wstyd. Patrycja Mnich przyjmuje tu świetną perspektywę: nie wychodzimy dalej, niż myślimy o sobie w relacjach z innymi. Autorka posługuje się również ujęciem panoramicznym, co najlepiej widać w opowiadaniu „Kroki”. Nie jest tylko obserwatorką. Jest kreatorką zaskakujących, irracjonalnych, zwyczajnie szalonych lub autoironicznych sytuacji. Chwilowego zetknięcia ludzkiej inności z drugą innością. Wszystko rozpisane w „Krokach”, a także na sześć innych intrygujących sposobów.
Tu częściej jest tak, że bohaterów poznajemy raczej poprzez to, co robią i co im się w życiu przytrafia, niż przez opowiadanie o ich bolączkach, neurozach i całej gamie dziwactw. Bo bywa czasem, że z realnego świata zrywamy się jak z imprezy, która trwa za długo, i ważniejsze jest to, czego doświadczamy, wracając samotnie po ciemku. Samotność, ciemność, poczucie wyobcowania – opowiedziano już o tym w polskiej literaturze sporo. Po pierwsze, Mnich jednak stawia na dynamizm, po drugie – na zaskoczenie. Pisarka nie puentuje banalnymi refleksjami. Opowiadania z otwartym zakończeniem są zaś chyba najlepsze, bo poświadczają, że na zakręcie żyje się właśnie tak: niebezpieczne i bez świadomości, jak i gdzie się skończy.
„Trip Report” to bardzo mocne otwarcie zbioru. Mamy tu dwoje ludzi, którzy błyskawicznie przestają być sobie obcy. On bierze ją lekko i bez problemów, ona – dotychczas pusta wewnętrznie – czuje się przepełniona tym, co w sumie boi się nazwać. Pierwsze opowiadanie zbioru to wiwisekcja błyskawicznie nawiązanego związku, który nie może się udać – i dostrzegamy to już na początku. To jednak historia relacji zmuszającej do zmian. Jest gwałtownie przez cały czas, aż do krytycznego momentu, choć naprawdę krytyczne jest tu ufanie swojej intuicji i przekonaniu, że oto otrzymało się nie namiastkę miłości i czułości, ale chwilami wręcz ich nadmiar. Pierwszy tekst stawia sobie zadanie pokazania, że często mamy tendencje do wiązania się jak najszybciej, jakby kolejna okazja miała pojawić się wieki później. Albo nie pojawić się wcale.
To opowiadanie koncentruje się zasadniczo na jednym problemie, choć może być interpretowane na kilku poziomach. Dużo ciekawsze są te teksty, w których autorka wykorzystuje wspomniane ujęcia panoramiczne i każe nam oglądać swoich zagubionych i zabieganych bohaterów jakby z lotu ptaka. Z tej perspektywy „Żegnaj” albo „Kroki” to śmiałe próby punktowania bolączek, które łączą się nieustannie z nadziejami. Bohaterów jest wielu, ale problematyka w sumie wciąż ta sama: jak poradzić sobie z innością albo jak uporządkować świat, który wydaje się rozsypce. „Żegnaj” to wręcz zestaw poszarpanych form życia, zarysowanych tutaj grubą kreską, ale bez domykania figur (jeśli chodzi o symbolikę malowania życia). Patrycja Mnich ma dar minimalistycznego, a jednocześnie dosadnego prezentowania ludzi, którym jest trudno – zwłaszcza gdy ugrzęźli na własne życzenie w rutynie lub próbują złapać oddech, wydobywając się z egzystencjalnej brei. Tu szczególnie ważna jest opowieść starej maleńkiej. Jedenastolatka z niezwykłą trafnością dokonuje ocen i przewiduje, co się może wydarzyć. Także w jej życiu, jeśli powieli pewne wzorce. A jest jeszcze za młoda, by przez to życie samodzielnie żeglować, nie podglądając starszych, chociaż im też nierzadko kiepsko wychodzi sterowanie swoim losem.
Duże znaczenie w opowiadaniach Mnich ma swoista niegotowość kobiet do wejścia w swoją rolę wynikającą z płci i powinności nadanych przez społeczeństwo. Mamy tu bohaterki zwyczajnie bojące się być kobietami. A są przecież w średnim wieku, powinny doskonale się orientować w swoim wnętrzu. „Wstydź się!” to opowiadanie bezlitośnie obnażające to, co czuje kobieta przebierająca się za Supermankę, by symbolicznie udowodnić, że w najmniejszym stopniu nią nie jest. Nie w takim kręgu opresji, w jakim się znajduje. Nie gdy słyszy, że beznadziejnie jest być sobą. A jeśli z kimś się jest, należy spełnić wszelkie społeczne oczekiwania, przede wszystkim urodzić dziecko. Temu zagadnieniu poświęcone jest opowiadanie „Ssij”, w którym dziecko nazywane jest wręcz „obowiązkiem patriotycznym”. Ale nie każdy musi iść na wybory, prawda?
„Kowboje” są opowiadaniem kończącym zbiór. Najcieplejszym, kojącym, dającym dużo nadziei, nieco magicznym, odrobinę szalonym. Stagnacja zestawiona z ruchem pozwala spojrzeć na różne typy kobiecych osobowości. Jedna chce wydostać się z prowincji do stolicy, druga kompletnie się gubi w wielkim mieście, a trzecia potrafi znaleźć równowagę między jednym a drugim, natomiast enigmatyczni kowboje przemierzają życie w zupełnie inny sposób. Małe miasto ich nie chce. Miasteczka łatwo się nie zmieniają. Dlatego niektórzy bohaterowie tych opowiadań tak szybko stamtąd uciekają i wypierają wspomnienia, głównie dzięki związkom lub znajomościom znamionującym zmianę. Fasadowo jest tam idealnie. Rewitalizacje finansowane przez Unię Europejską uczyniły z małych miasteczek dzieła sztuki. Jednakże bohaterowie Mnich nie chcą być częścią najpiękniej nawet namalowanego urbanistycznego obrazka. A biedni kowboje nie wiedzą w zasadzie, co mogą zrobić z miejscem i ludźmi, którzy tak bardzo zapadli się w sobie.
Jeśli ktoś ma ochotę na połączenie świetnej współczesnej prozy obyczajowej z odrobiną surrealizmu, dużą dozą sarkazmu i elementami czarnego humoru, powinien sięgnąć po książkę Patrycji Mnich. Zresztą pozycja została tak pięknie wydana, że gdy tylko dotknie się papieru i poczuje jego fakturę, to trudno odłożyć tę publikację. Warto się poddać. Dowiemy się więcej o sobie, ale także o tym, w ilu znaczeniach można użyć określenia „gdzie indziej”. Przyjemnych zaskoczeń i zdziwień!
---
Jeśli podobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ








