Wydawca: Wydawnictwo Quello
Data wydania: 15 lipca 2026
Liczba stron: 320
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena detaliczna: 47,90 zł
Tytuł recenzji: Mazurskie tajemnice
Bardzo sobie cenię książki, które wykraczają poza ramy swojego gatunku literackiego, a czasami w ogóle nie można ich w takie ramy wpisać, co bywa tak zwaną trudnością sprzedażową, ponieważ trudno w takiej sytuacji ściśle określić grupę odbiorców danej pozycji. „Wilcze sekrety” to nie jest klasyczny thriller, dlatego postaram się sam wyznaczyć taką grupę. Kawecki tworzy narrację na bazie narastającego napięcia, ale przykuwających uwagę elementów jest w tej powieści dużo, dużo więcej. Przede wszystkim malownicze Mazury, które okażą się wcale nie takie malownicze. Grupa staruszków, pozornie już mocno odklejonych od życia, którzy witalizmem i siłą pamięci przebijają najmłodszych nawet bohaterów. Postać prowadząca – student historii, do którego zupełnie przypadkowo i w sposób nad wyraz typowy dołącza dziewczyna tuż przed maturą. Młodzi fascynują się sobą nawzajem, lecz fascynuje ich także inna historia. Jej zrozumienie jest możliwe dzięki świetnie prowadzonej narracji dwutorowej.
Dla kogo jest zatem ta książka? Dla miłośników literackiego niepokoju, ale i niekonwencjonalnych rozwiązań fabularnych. Dla wielbicieli Mazur, którzy do tej pory nie widzieli ich tak naprawdę i nie wiedzą, że są one czymś więcej niż tylko letnią atrakcją turystyczną. „Wilcze sekrety” to także rzecz dla tych, którzy lubią w literaturze pewną powolność połączoną z konsekwentnym rozwijaniem wątków. To książka do hamaka, która tylko na pierwszy rzut oka wydaje się typowo wakacyjną lekturą. Opowiada o wstrząsającej Historii, o złu tkwiącym w człowieku i konsekwencjach tego zła, ale także o tym, co może z nas zrobić chęć posiadania czegoś, co zostało z konkretnych powodów skrzętnie ukryte.
Kuba jako pełnokrwisty bohater nie zdaje tutaj egzaminu, co jest świetnym posunięciem autora, bo sednem tej postaci jest poszukiwanie, rozmyślanie, refleksja, a przede wszystkim analiza. Ale to jednak mężczyzna z krwi i kości, który szybko nawiąże relację ze swoją towarzyszką prywatnego śledztwa w mazurskiej dziczy, lecz wątek obyczajowy – w tym i każdym innym wymiarze – autor traktuje tutaj drugoplanowo. Ważne są połączenia albo kontrasty, dzięki którym czytelnik odczuje większą więź z książką. Na przykład tajemnicza trójka mężczyzn. Jazda na rowerze. Metafora wody pochłaniającej na zawsze (w prologu mamy dryfującego płetwonurka, dalej dużo więcej tego typu obrazów). A teraz to, co kontrastowe: dwie różne pory roku w dwóch różnych przestrzeniach czasowych, odmienne charaktery ludzi oraz ich działań, sielanka mazurskiej prowincji i to, co kiedyś czyniło z niej piekło. To piekło nie odeszło. Kuba uzmysłowi to sobie mniej więcej w tym samym momencie, w którym uczyni to czytający. To nie jest powieść typu „oj, będzie się działo”. To w sumie bardzo kameralna historia odkrywania prawdy o tym, jak funkcjonował i funkcjonuje obecnie świat na Warmii i Mazurach. Opowieść nie tylko dla wielbicieli tego regionu Polski.
Przemysław Kawecki niespiesznie snuje dwie historie, z których ta starsza wydaje mi się dużo ciekawsza. To tam w zasadzie autor rozdaje karty. Kończy się druga wojna światowa. Naziści wciąż nie chcą przyznać przed samymi sobą, że przegrywają. Mazurskie osady mają pozostać pełne, a emigracja stamtąd do pewnego momentu jest uznawana za dezercję. W tym mrocznym świecie zagrożenia nadchodzącego ze wschodu poznajemy pewną rodzinę i krnąbrnego chłopca, który będzie się później uważnie przyglądał poczynaniom ludzkiego potwora. Kawecki dotarł do wielu źródeł historycznych obrazujących sytuację Niemców w 1944 i 1945 roku, jednakże ta książka nie dotyka bezpośrednio tylko tych dat. Historia z przeszłości zgrabnie uzupełnia to, co dzieje się we współczesnym świecie mazurskiej prowincji, a są to jednak lata też nieco oddalone od naszej codzienności. W tej drugiej narracji widzimy głównie fascynację i niepokój. Dwójka młodych ludzi wędruje tropem tych, którzy pozostawili na Mazurach jakieś ślady. Skarby czy coś innego? Co może skrywać okolica, którą Kawecki tak sugestywnie opisuje – plastycznie i topograficznie? Trudno zdecydować, czy uwaga ma się koncentrować na tym, co minione, czy też na tym, co dzieje się teraz. Przecież jedna z tych narracji jest pokłosiem drugiej. A obie w przyciągający uwagę sposób opowiadają o tym, że ludzkość bywa zła, ciekawa świata i samej siebie, ale bez względu na upływ czasu wewnętrznie lojalna, choć pojedynczy człowiek płaci niekiedy za lojalność najwyższą cenę, co często utwierdza innych w przekonaniu, że nie było warto.
Wybór tego konkretnego regionu na miejsce akcji nie jest przypadkowy. Warmia i Mazury to tutaj miejsce „wypędzonych i przypędzonych”. Tych, którzy musieli stamtąd uciekać podczas drugiej wojny światowej, i tych, którzy wracali tam na skomplikowanych zasadach, nie zawsze związanych z sentymentem do porzucanych i nowych ziem. Ta część Polski jest tu zagadką wielowymiarową. Przemysław Kawecki sugeruje, że to przestrzeń, która zaznawała przez lata wiele zła i niesprawiedliwości, a także nieopisanego okrucieństwa, których do dziś… nikt nie ośmiela się dokładnie opisać. Albo z jakichś powodów nie chce tego robić. Z wojennym czasem wiążą się liczne tajemnice, które z konkretnych powodów są ukrywane przez lokalne społeczności. W takim świecie pojawiają się młodzi: naiwni i poszukujący rozwiązań trudnych zagadek historycznych. On z akademickim zacięciem opowiadający jej o historii Mazur, ona przyjmująca go najpierw z dystansem, a potem z przyjacielską serdecznością. I jako wybawcę, choć nie bierze on bezpośredniego udziału w wyciągnięciu dziewczyny z kłopotów, w które niejako sam ją najpierw wpędza.
Moim celem nie jest skupianie się na fabule tej książki, lecz zwrócenie uwagi na to, że jest to powieść przekraczająca granice gatunkowe w bardzo subtelny sposób. Mimo że przecież momentami jest przerażająco bezkompromisowa. Ale i bywa sielankowa. Kawecki wie, jak poruszać wyobraźnię czytających, bo nie jesteśmy do końca pewni, czy znajdujemy się w świecie oplecionym siecią zła i tajemnic, czy jednak w malowniczym miejscu, w którym tajemnice pozostaną nimi na zawsze, a o spokój w okolicy zadbają ludzie z mazurskich wiosek kierowani potrzebą transcendencji, silną wiarą i równie dużym poczuciem przynależności do swojego miejsca.
To powieść o potrzebie poszukiwania cennego skarbu, nieludzkim obliczu tych, którzy wywołują i prowadzą wojny, a także o miłości wykraczającej poza relacje międzyludzkie ‒ tej związanej z umiłowaniem miejsca, które wybrało się do życia, choć życie przodków mogło być tu piekłem. „Wilcze sekrety” to także historia przywiązywania się do siebie w romantyczny, nostalgiczny, ale też toksyczny sposób. Rzecz o pamiętaniu ‒ tego, co łatwo wyprzeć z pamięci, lecz również tego, co zapamiętać należy. Są tu oczywiście postacie z klasyki gatunku: czarne charaktery, skorumpowani mężczyźni, niecne plany zawłaszczenia czegoś, co cudze; są też trupy, bo Kawecki nie pisze wcale wyłącznie nostalgicznej historii. Z drugiej strony: nostalgia również jest tutaj widoczna. Młodzi dopiero poznają region. Region zna siebie najlepiej – wszak jest przestrzenią, w której walczyło się o przetrwanie, z której się uciekało, a teraz się ją jednocześnie pamięta i zapomina. Niezwykły jest ten obraz Mazur. Powieść Kaweckiego to w niecodzienny sposób obmyślona i napisana książka. Jedna z tych nietuzinkowych narracji, które wywołują podskórny niepokój pozostający z czytelnikiem na bardzo długo. Jednoznacznie ocenia, jakim piekłem jest wojna i jak ważną rolę może odgrywać chęć ukrycia jej sekretów.
---
Jeśli podobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ







