Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
Data wydania: 17 sierpnia 2026
Liczba stron: 342
Okładka: miękka
Cena detaliczna: 54,90 zł
Tytuł recenzji: Wyjść z cienia
Dlaczego sięgnąłem po tę książkę? Bo z ogromnym zainteresowaniem czytam zawsze o ludziach marginalizowanych przez życie, samodzielnie kryjących się na jego marginesie albo umiejscawianych tam przez konteksty. O ludziach, o których Wikipedia pozwala przeczytać kilka zdań, jakby ich biografia zamykała się w mało znaczącym dla świata kręgu działań i przemyśleń. Ale zaintrygowała mnie ta publikacja także dlatego, że autorką nie jest klasyczna biografka czy naukowczyni wprawiająca się w sztuce opowiadania cudzego życia. Anna Ciarkowska, zawodowo związana z Katedrą Teorii Literatury w Instytucie Kultury Współczesnej Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego, jest przecież także pisarką, choć z różnych powodów nie było mi po drodze z jej powieściami, a teraz wiem, że to poważne przeoczenie. I stało się tak, że być może świat przeoczył istnienie i twórczość Piotra Rawicza – poligloty żydowskiego pochodzenia, który po wojnie osiadł we Francji i pełnił tam wiele istotnych między innymi dla kultury funkcji. Upływ czasu wymazał to jednak, jak wymazał częściowo jego niezwykłą książkę o Holokauście. Ciarkowska nie tyle podejmuje się odtworzenia dziejów człowieka, któremu wreszcie poświęcona jest należyta uwaga, ile buduje narracyjny labirynt, gdzie więcej będzie pytań niż odpowiedzi.
Nie jest sztuką podjąć się opowiadania życia kogoś powszechnie znanego. Nie tylko dlatego, że w biograficznych ramach, które Ciarkowska całkowicie rozsadzi, można posiłkować się większą liczbą materiałów źródłowych. Autorka znalazła ich bardzo wiele. Jej bliskość z Rawiczem ma szerszy kontekst i dużo większe znaczenie niż projekt książki. Uwikłana w jego losy podczas pracy badawczej, pisała tę opowieść bardzo długo. Bo to opowieść, zbiór fantazji, licznych dygresji i stawianych co rusz pytań retorycznych. Anna Ciarkowska nie boi się napisać „nie wiem”, kiedy dociera do mrocznych i niemożliwych do odtworzenia momentów egzystencji człowieka, który chciał życie zapomnieć, bo jego doświadczenie Zagłady zdeterminowało bardzo wiele wyborów, a także ukształtowało jako niejednoznacznego: od osoby pełnej wigoru, pasji tworzenia i współtworzenia z ludźmi z emigracyjnego (i nie tylko) środowiska literackiego materiałów do badań, odczytu i hermeneutyki po bliskiego anhedonii współczesnego Obłomowa, który stanął w miejscu w wielu aspektach, a autorkę interesuje ten zastój głównie w wymiarze egzystencjalnym.
Wstęp wyraźnie określa strukturę książki. To będzie biografia à rebours, o ile w ogóle będzie biografią. Autorka dzieli swą narrację na trzy zasadnicze okresy, nazywane odpowiednio Pohistorią, Historią i Przedhistorią. Szybko zatem zorientujemy się, jak zamierza przedstawiać swego bohatera. Ale jest tu także ona sama i nie jest żadną klasyczną biografką, która usuwa się w cień. O ile metafora cienia działa tutaj znakomicie w opowiadaniu o ludziach z otoczenia Piotra Rawicza i o nim samym, o tyle Ciarkowska nie chce pisać z pozycji, którą można byłoby określić jako subtelne prowadzenie czytelnika przez trzy wyznaczone przez siebie okresy, poprzez dramat egzystencjalny i jego konsekwencje, z pominięciem kwestii autotematycznej – jak pisać o kimś, by nie stworzyć wspominanej we wstępie „biograficznej maskarady”.
Wspominany wielokrotnie Jerzy Putrament napisał i wydał wiele książek. Ale nie taki typ człowieka, nie taka skłonność do ekstrawersji w pisaniu i nie taki życiorys przyciąga Ciarkowską. Rawicz stworzył w zasadzie tylko jedną pełną powieść, której autorka biografii przygląda się ze szczególną uwagą, analizując fragmenty niezwykłe, niepokojące, innowacyjne, kontrowersyjne, grafomańskie. Cytując samego Rawicza, odczarowuje znaczenie słowa „grafomania”. Odbiera mu pejoratywność, prowadząc nas skomplikowanymi ścieżkami twórczości wizyjnej tego człowieka. Ta twórczość była fragmentaryczna i z pewnością dużo obszerniejsza niż wydane pozycje Putramenta. Bo Rawicz pisał kompulsywnie i stale, bez przekonania oraz intencji ujawniania swego pisania światu. Tak jak podczas pobytu w obozach koncentracyjnych zamykał się w sobie i – jak ciekawie sugeruje autorka – nie czuł się sobą, lecz każdym, tak we wszystkim, co pisał, widać było imperatyw pisania o swego rodzaju klęsce, jaką jest życie w tak wielu kontekstach. No właśnie, konteksty. Tu Ciarkowska jest najciekawsza, bo zostawia pole do popisu naszej wyobraźni. Prezentuje postacie intelektualistów, pisarzy, ludzi kultury, o których każdy student polonistyki wie sporo, a czytelnik może być zaskoczony współwystępowaniem nazwisk, które połączone są tu dzięki losom Rawicza. I później przez cały czas możemy zadawać sobie pytanie, czy Piotr Rawicz ukazywany jest tu poprzez kontekst, czy sam jest kontekstem zupełnie innej opowieści. Historii o tym, czy możliwe jest życie po Auschwitz i czy możliwe jest swobodne oddychanie emigranckim powietrzem (sugestywne opisy Paryża, piękne fragmenty tej narracji), skoro wdychało się śmierć i ta śmierć towarzyszyła już zawsze. Do momentu, w którym Rawicz zdecydował, kiedy ma ostatecznie przyjść.
Przyszła niedługo po śmierci partnerki Rawicza. Metodycznie zaplanowana i ustalona na konkretny dzień, z konkretną bronią jako narzędziem pozbawienia się życia. Jego burzliwy związek z kobietą, która prawie we wszystkim wydawała się od niego inna, jest u Ciarkowskiej pewnym fundamentem i jedną z niewielu kwestii, które wydają się wyraźne. Piotr i Anka. Od lat ze sobą. Zmieniający tożsamości, kraje, poglądy, stosunek do tego drugiego. Połączeni więzią, której nie da się wyrazić. I odchodzący razem: ona z bezkompromisowym wyrokiem, on ze świadomą decyzją. Zatem opowieść Ciarkowskiej zaczyna się od śmierci, a potem – cofając się – pokazuje, co do końca ostatecznego zbliżało i w jaki sposób doświadczenie jej okrutnej bliskości w czasie Zagłady zajęło umysł i mentalność człowieka, który w dużym stopniu umarł za życia. I tylko pozornie zmartwychwstał, by pomagać, działać, ale przede wszystkim pisać, wciąż zapisywać kolejne strony, wciąż tym pisaniem bronić się przed obłędem, bo kto wie, czy ostatecznie nie zdecydowałby się odejść przed Anką.
„Piotr Rawicz. Biografia opętanego przez pismo” to narracja płynna, jednak przepełniona niepokojem autorki o to, w jaki sposób pisać dalej, jak trudna, a czasem niemożliwa jest kontynuacja – nawet jeśli czyjeś życie opowiada się wspak. To też specyficzne połączenie opisu detali: rzeczy i myśli sprzęgniętych ze sobą lub wykluczających się. Mają – jak w biografii sensu stricto – dominować fakty, ale tu jest tak, że wokół nich tworzy się ta zasadnicza opowieść oparta na domysłach i bardzo wielu wątpliwościach. Podoba mi się sposób, w jaki Ciarkowska zaciemnia pewne rewiry, a niektóre ukazuje niczym oświetlone jasnym słońcem. Widać momenty, w których waha się, jak skonstruować kolejne zdanie i dopasować je do reszty – podobnie jak Rawicz, który miał problemy z tym, by przytulić do siebie właściwe słowa. Takie mam czysto ludzkie przemyślenie: że ta książka jest dowodem, iż Ciarkowska chciałaby Rawicza po prostu mocno przytulić. Może nawet napić się z nim wódki, popłakać, utknąć na chwilę w „obłomowszczyźnie” i pozostać w cieniu.
Nie chce i nie będzie cieniem, opowiadając historię o największym w swym okrucieństwie okresie, o którym pisze tu nadzwyczaj konkretnie, bardzo dynamizuje rozdział określany mianem Historii, szybko nas przez niego przeprowadza, a przecież wciąż do niego wraca. I zastanawia się, czy biografka może zbliżyć się emocjonalnie tak bardzo do kogoś, kogo opisuje, i czy istnieje coś takiego jak „afektywność archiwum” (to już określenie z końcowej partii narracji). Ciarkowska jako biografka nie chce po prostu odtwarzać, ale humanistycznie wskrzeszać. Umieć też milczeć o tym, o czym milczeć się powinno. Na naszych oczach rozgrywa szereg wątpliwości dotyczących opowiadania o człowieku, który sam wciąż był wątpliwością. Dla którego słowo pisane było czymś, co utrzymywało na powierzchni życia, ale także czymś, co z niego to życie wysysało. „Człowiek niedokończony” – tak zostaje trafnie nazwany. Ciarkowska też jest w pełni świadoma, że ostatnia kropka jej narracji nie jest formalnym końcem opowieści, nawet tej odwróconej, koniecznie odwróconej dla lepszego zrozumienia, dlaczego fakty stoją tu w tak ścisłym związku z dylematami dotyczącymi tego, jak je przedstawiać i czym zapełniać luki, w które chce się wedrzeć Ciarkowska jako kobieta empatyczna, a nie badaczka buntująca się wobec klasycznej struktury biografii.
Zdradza zresztą czytającym, że jej największym problemem badawczym jest niejasność przynależności Piotra Rawicza. Czapski, Miłosz, Andrzejewski i wielu innych twórców oraz myślicieli z Polski, którzy wybierali emigrację czasowo lub na stałe, to przecież biografie absolutnie skończone i domknięte w porównaniu z tym, jaką zagadką wciąż pozostaje Rawicz. Przed iloma czytelnikami Ciarkowska ujawni jego pełne mroku życie? Kto po sięgnięciu po lekturę zrozumie, jak wiele ludzkich biografii nigdy nie stanie się obiektem tak czułego opisu jak skomplikowane życie Piotra Rawicza? Myślę, że to jedna z tych książek, które udowadniają, że cały segment biograficznych narracji bywa nad wyraz pewien siebie. Ich twórcy przekonują, że opisali człowieka w słuszny dla siebie sposób. Anna Ciarkowska nie wie, czy jest słuszna, kompetentna, wystarczająco uważna. Wie, że chce opowiedzieć historię o tym, jak się znika za życia i jak to boli – zarówno znikanie, jak i życie. Wyjść naprzeciw krótkim notkom encyklopedycznym. Za każdą z nich może kryć się ogrom spraw do opowiedzenia, jak również ogrom pytań bez odpowiedzi.
---
Jeśli podobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ








