Data wydania: 14 września 2026
Liczba stron: 368+32
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena detaliczna: 59,90 zł
Tytuł recenzji: Historia dobrego człowieka
Rok po śmierci wielkiego artysty wychodzi książka biograficzna o nim. Stanisław Sojka nie lubił konkurować i nie robił tego, nie rozwijał swojej działalności artystycznej w odniesieniu do tego, w jakim tempie i z jaką jakością pracowali inni. Wszyscy wiemy, że uwielbiał współpracę, współtwórców nazywał kompanami i nigdy nie chciał być osobny, ścigać się, być pierwszy. Jak jednak bywa w takich sytuacjach, już zaczyna się wysyp książek o zmarłym muzyku. Lecz ja wybieram do zrecenzowania tylko jedną publikację. To moja decyzja; nie będzie tu porównań czy zestawień. Nie można ścigać się o uwagę, opowiadając o człowieku, który nigdy tak naprawdę nie chciał na siebie tej uwagi ściągać. Opowiem o książce bardzo mocno poruszającej między innymi dzięki ciekawej konstrukcji. Czy uda mi się kogoś przekonać, że mój wybór biografii Sojki jest właściwy? Myślę, że pokażę, iż dokonanie Anny Gębalskiej nie jest pozycją stricte biograficzną, o czym świadczy przede wszystkim poruszające zakończenie. Jest mądrze skonstruowaną opowieścią o człowieku, który w swej skromności może nie chciałby być bohaterem opowieści. Dlatego autorka zastosowała wspomnianą ciekawą konstrukcję.
„Życie jest darem” koncentruje się przede wszystkim na pokazaniu rozwoju artystycznego Sojki w jego ustawicznych współpracach i dzięki stałym inspiracjom tym, co zostało już wydane. To historia nie tylko piosenkarza, który próbował swych sił w wielu gatunkach muzycznych i z różnymi twórcami, którzy wiedli go w rejony, gdzie słowo i dźwięk współistniały w sposób zaskakujący i inspirujący do dalszych poszukiwań. To opowieść o człowieku, któremu po prostu się udało dobrze żyć i prawdopodobnie bez zaskoczenia spotkać się ze śmiercią, gdy przyszła tak, jak przychodzi najczęściej: nagle i niezapowiedzianie.
Gębalska koncentruje się tu – jak sam Sojka eksperymentując muzycznie i głosowo – na trzydziestu spotkaniach z ludźmi, którzy byli mu najbliżsi, ale także z tymi związanymi z artystą tylko zawodowo. To zasadnicza część tej książki, która przybiera formę zbliżoną do tryptyku. Anna Gębalska wie, że uporządkowanie podstawowych faktów z życia artysty jest konieczne, ale poświęca im stosunkowo mało miejsca, przyjmując, że resztę czytelnik może znaleźć w Internecie. Potem decyduje się na prześledzenie wielu mediów: od „Vivy” przez „Playboya” po serwis Onet.pl i audycje radiowe – by dokonać interesującej kompilacji głosu samego Sojki. Nie tego śpiewającego, lecz tego opowiadającego o swojej kondycji egzystencjalnej, swojej wierze, fascynacjach muzycznych i poetyckich, ale także życiowych zakrętach, na których sobie nie radził i gdzie musiał czasem zaczynać od nowa. Uczyć się samego siebie, gdyż nigdy nie pouczał innych.
Dopiero później następuje ta część najważniejsza, czyli spojrzenie perspektywiczne, subiektywne, a jednocześnie najbardziej wszechstronnie ukazujące życie artysty. Trzydzieści przepytanych osób tworzy polifonię, w której jednak słyszymy to, co powtarza się boleśnie i sentymentalnie: poczucie straty kogoś wyjątkowego i świadomość, że ten ktoś wyjątkowy nigdy nie odszedł i nie odejdzie. Dominuje tutaj „Tolerancja” – utwór, wokół którego prawie zawsze koncentrują się opowieści o Stanisławie Sojce. Niespotykana wydaje się liczba sposobów, w jaki ta piosenka wpłynęła na rozmówców Gębalskiej. Podoba mi się to, co kogoś innego może zirytować – autorka usuwa się całkowicie w cień nie tylko tych nieco dłuższych rozmów, ale nawet w krótkich wymianach zdań. Robi to, zadając podobne pytania. To nie są wywiady z tezą. To jakby zagadywanie mimochodem, co miało miejsce często w życiu Sojki, który tego zagadywania nigdy nie bagatelizował, bo tak jak szanował słowo, na którego sile budował twórczość, tak okazywał szacunek każdemu człowiekowi. Z tej publikacji wynika, że to przede wszystkim było świadectwo jego głębokiej religijności, która nigdy nie stawała się przewidywalna, gdy szukał Boga – w tworzonych przez siebie kompozycjach albo utworach innych, które aranżował z pewnego rodzaju pietyzmem. To jednak książka o człowieku, który stawiał przede wszystkim na skromność. A po śmierci nazywany jest w bardzo różny sposób. Z każdego krótkiego wywiadu można sobie wypisać słowa świadczące o tym, że dobro, które krył w sobie, wraca do niego teraz w określeniach padających z ust interlokutorów Anny Gębalskiej.
Dla Natalii Sikory, która rozniosła scenę w drugiej edycji „The Voice of Poland”, był aniołem. To najkrótsze, najmocniej nacechowane emocjonalnie określenie. Dużo młodszy od niego brat podkreśla, że Stanisław zawsze szanował słuchaczy, co zostaje potwierdzone w innych opowieściach. Aga Zaryan mówi wprost: „Żył tak, jak chciał do samego końca”. Inni rozmówcy opowiadają o tym, czym żył. Kim się inspirował, kogo podziwiał i kochał, z czyich słów tworzył piosenki i jaka w zasadzie jest definicja słowa „piosenka” w twórczości tego właśnie autora.
Piotr Iwicki wspomina o tym, że artyzm był obecny we wszystkim, czym zajmował się zawodowo Stanisław Sojka. Od pojedynczego dźwięku po całą płytę, po którą sięgało się dla niezwykłego przeżycia. W tym wszystkim to, o czym wspomina dr Jarosław Wasik: „Nigdy nie zdecydował się na zejście poziom niżej, by być bardziej popularny”. Gębalska nie słyszy jednak z ust żadnego z rozmówców, że na jakimkolwiek etapie życia Sojce chodziło o elitarność. Zaangażowany w tak wiele ludzkich spraw zupełnie niezwiązanych z muzyką – jak wsparcie dla ludzi opiekujących się chorymi na AIDS – był zawsze blisko człowieka, ale na swoich zasadach. Nie z boku, raczej w specyficznym rewirze, w którym spotkało się tak wiele jak duch twórczości Bolesława Leśmiana, Nick Cave czy gambijska muzyka z jej charakterystyczną wrażliwością na konkretne dźwięki.
„Życie jest darem” to uczciwa względem zmarłego, bezpretensjonalna i bardzo prostolinijna opowieść o człowieku, który zawsze szedł po tej prostej, a gdy z niej zbaczał lub zmuszało go do tego życie – wracał jak najszybciej tam, dokąd prowadził go kompas moralny. Podoba mi się to, że autorka opisuje altruizm Stanisława Sojki jako swoisty atawizm, a to, o czym śpiewa on w największych przebojach – jako kwestie, które były znaczące w jego codziennym życiu. Dobrze rozpoczętym. Sojka miał niebywałe szczęście do tego, w jakiej rodzinie się urodził i jacy ludzie otaczali go od wczesnej młodości. Z właściwym życiowym fundamentem było łatwiej iść dalej. Gębalska opowiada różnymi głosami – na końcu także swoim – o tym, jak fascynująca i skomplikowana była droga artysty.
Całkiem spójnie zredagowana publikacja ujawnia nam pokłady dobra, jakimi emanował Sojka na dwa sposoby: okazując je otoczeniu i karmiąc w sobie, by nie poddać się pysze, ponaglaniu w życiu, konkurencji, zbyt szybkim i gwałtownym wyborom. Ale to, co robi ta książka, to przede wszystkim świetne pokazanie tego, w jaki sposób Stanisław Sojka stworzył sobie dla siebie przestrzeń sceniczną. Nie tę w dosłownym rozumieniu. Tę, której nikt nie naruszał, choć każdy był w niej mile widziany. I tak jest też napisana ta narracja. Jakby każdego zapraszała serdecznie do środka. Niekoniecznie kogoś, kto był wieloletnim wielbicielem Sojki. Także tego, kto zna go z kilku wielkich przebojów, które przesłucha naprawdę uważnie dopiero po przeczytaniu książki Anny Gębalskiej. Piękna opowieść o byciu sobą i pasji odkrywania czegoś, co czyniło to bycie sobą jeszcze bardziej komfortowym.
---
Jeśli podobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ








