Wydawca: Wydawnictwo LeTra
Data wydania: 25 marca 2026
Liczba stron: 368
Przekład: Paweł Wieczorek
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena detaliczna: 69 zł
Fikcje literackie oparte na biografiach znanych artystów wypadają często dyletancko albo są rozpaczliwą próbą udowodnienia czytelnikowi, że w trakcie ich powstawania twórca przekopał się przez tony materiałów źródłowych, niejako tworząc z beletrystyki literaturę faktu. Marta Molnar poszła w inną stronę. Jej zamierzeniem nie było napisanie zwyczajnej powieści obyczajowej, do której pasowałaby biografia jakiegoś znanego artysty i jego rodziny. Nie było jej zamiarem także udowadnianie wszem wobec, że jest specjalistką w danym temacie, choć wykorzystała materiał i powszechnie znany, i taki, którego zdobycie sporo ją kosztowało, przede wszystkim w sensie dosłownym – wspomina o tym zresztą w zakończeniu. Zależało jej na napisaniu historii dzielnych kobiet.
„Sekretne życie słoneczników” to biegnąca dwutorowo historia tych kobiet poznających same siebie. Odkrywających pokłady determinacji i wewnętrznej siły, które ujawniają się po śmierci bliskich osób. Przeżywanie żałoby nie jest więc u Molnar zsuwaniem się po równi pochyłej, lecz procesem twórczego rozwoju. Czasem, w którym padają pytania bez odpowiedzi albo z odpowiedziami bardzo czytelnymi. Punktem wyjścia jest to, co pozostało po tych, którzy odeszli. Scheda, którą należy się zaopiekować, zrobić z nią coś twórczego, wejść w bliższy kontakt z resztkami cudzego żywota – czy będzie to spuścizna po charyzmatycznej babce kreującej życie po swojemu i odważnie biorącej z niego wszystko, zwłaszcza to, co artystycznie fascynujące, czy też znanym malarzu, w którego cieniu tkwiła kobieta gotowa na to, by pokazać światu jego geniusz, a przy tym udowodnić zmarłemu mężowi, że jej miłość do niego nie zna granicy życia i śmierci.
Mamy zatem postać historyczną – Johanna van Gogh-Bonger to żona Theo, brata Vincenta van Gogha, o której losach można przeczytać w Wikipedii, a Molnar uzupełnia pisarsko to, co jest tam białą plamą albo zostaje zwyczajnie przemilczane. Mamy też współczesną kobietę interesu, pragmatyczną i skupioną na działaniach mających uratować jej firmę aukcyjną. Kobiety żyjące w kompletnie różnych światach, a jednocześnie tak samo zagubione. Niepewne tego, do czego są stworzone, co ma być ich życiowym celem, jak wyrwać się z marazmu – u Johanny egzystencjalnego, u Emsley przede wszystkim zawodowego. Obie zostają postawione w sytuacji bolesnej utraty. Obie muszą samodzielnie zdecydować o tym, co zrobić z tą stratą i w jakim kierunku dalej podążać.
Z pewnością bardziej zainteresują czytelników odsłaniane w rozdziałach pamiętniki Johanny, które babka przekazuje wnuczce, spoczywając na łożu śmierci. Kobieta pozostaje pełna niepewności co do celów starszej krewnej. A może się mylę, może bardziej frapująca będzie historia tej, która przeprowadzając się chwilowo do domu babki, poznaje w zaskakujący sposób ludzi, którzy wpłyną na jej decyzje i przemianę wewnętrzną. Narracja pamiętnikarska jest ciekawsza z tego powodu, że Johanna ma zupełnie inną pozycję startową w życiu niż Emsley, która jest kobietą niezależną i świadomą podejmowanych dotychczas działań. Kiedy Johanna nie może pojąć tego, że mogłaby samotnie spacerować i żyć dla siebie, nie dla potencjalnego męża, przy którym znajduje się przypisane przez rolę społeczną w jej czasach miejsce kobiety, Emsley jest na etapie zakończonego związku, samodzielnego i dynamicznego życia zawodowego, a niemoc dopada ją dopiero wówczas, gdy traci kogoś wyjątkowego, zupełnie niezwiązanego z jej codziennością, a przecież mającego tak wielki wpływ na kształtowanie jej tożsamości.
W narracji o współczesności jest więcej ironii, specyficznego poczucia humoru (kurczak jako jeden z bohaterów), ale także zwrotów akcji, których nie przewidujemy, chociaż dość łatwo przewidzieć, jak wpłyną na bohaterkę zapiski przekazane jej przez babkę. Część dotycząca naszych czasów jest także napisana językiem dostosowanym do świata, o jakim Johanna w XIX wieku mogłaby pomarzyć. Część pamiętnikarska ma w sobie dużo więcej subtelności. Jakby Jo bała się lub nie mogła wyobrazić sobie, że może pomyśleć podobnie jak Emsley, albo mentalnie nie była gotowa na żadną samodzielność, choć ceniła sobie przede wszystkim swoje towarzystwo. Marta Molnar najpierw oddziela te narracje od siebie grubą kreską, a potem łączy w taki sposób, że wzajemnie się uzupełniają.
„Cały świat jest urządzony tak, żeby to mężczyźni sobie radzili” – słyszy kilkanaście dekad wcześniej Johanna, ale dostrzega, że ci z jej najbliższego otoczenia właśnie sobie nie radzą. W czasach współczesnych, w których towarzyszymy Emsley, faktycznie mężczyźni rozdają karty, ale ich talie już się rozsypują i powoli wszystko się zmienia. Kobiety stają się istotami sprawczymi i to one wychodzą u Molnar na pierwszy plan jako te, które muszą sobie wywalczyć przywileje dostępne mężczyznom jedynie z racji ich płci. Nic odkrywczego? Bynajmniej. W prozie Molnar dochodzi jeszcze obrazowanie symboliczne zarysowanego problemu, w którym dużą rolę odegra sztuka. Kobiety w tej powieści wejdą w bezpośredni lub pośredni związek z tym, co artystyczne, prowokujące, zaskakujące czy niezrozumiałe. Van Gogh i jego brat stają się spadkobiercami egzystencjalnego upadku, który dotknął i dotyka wielu mężczyzn niemogących spojrzeć na świat inaczej niż przez pryzmat swoich egocentrycznych przekonań. Kobieta u Marty Molnar to istota kształtująca się w opozycji do czegoś i z głębokim przekonaniem, że jest w tym procesie osamotniona. Ale zawsze myśli i działa samodzielnie, rozumiejąc kontekst: co może jej dać, a co zabiera otaczający świat.
Współczesna narracja pełna jest jednak osobliwych person. Postaci z drugiego planu, które wpływają na sposób myślenia i przede wszystkim działania Emsley. Można odnieść wrażenie, że Amerykance – radzącej sobie w biznesie i mającej świetnie wypracowane umiejętności prospołeczne – wszystko się uda dzięki samozaparciu. Wcale tak się nie dzieje. U jej boku pojawiają się ludzie ekscentryczni, fascynujący, pomocni i tacy, których wartość się docenia lub ją dewaluuje. Johanna także ma ludzi wokół, jednak ze swoimi wątpliwościami, a potem niewymownym smutkiem pozostaje całkiem sama. I ciekawsze jest obserwowanie, dlaczego to ona się nie poddaje. Molnar ukazuje żonę brata van Gogha jako początkowo spolegliwą towarzyszkę życia mężczyzny, który układa i opowiada jej świat. Znamienna jest scena spotkania braci, przejścia w rozmowie na nieznany Johannie język, późniejsze zdystansowanie rozsławionego dopiero po swej śmierci artysty, a z drugiej strony – bezwarunkowa i czysta miłość Johanny do Theo. Brata pociągniętego w stronę obłędu. Ale wcześniej będącego mężczyzną marzeń, który odchodzi tak nagle jak myśli Johanny o tym, że może w życiu zrobić i myśleć dużo więcej, niż się spodziewała.
Łączące się ze sobą opowieści Marta Molnar pozostawia w pewnym zawieszeniu, bo o ile wiadomo z grubsza, ku czemu zmierza rozpisana na dwa głosy historia, o tyle – z czego bardzo się cieszę – autorka nie zdecydowała się na rozbudowanie retrospekcji, zwłaszcza w narracji współczesnej. Dzięki temu jej kobiety odkrywające w sobie dodatkowe pokłady siły są zarysowane nie aż tak wyraźną kreską, by jednoznacznie stwierdzić, dlaczego podążają takimi, a nie innymi drogami. Wszystko połączone ze sobą motywem waleczności symbolizowanej przez tytułowe słoneczniki. Ale jest jeszcze coś: skryta w detalach podwójna opowieść o intymnym doświadczaniu tego, co wychodzi poza granice poznania. To bardzo ciepła książka dla wielbicieli uporządkowanej fabuły i jednocześnie fascynujące studium emancypacji. W dwóch przestrzeniach czasowych, lecz z podobnym dramatyzmem. Opowieść, w której śmierć wyzwala nowe życie. I o tym, że to nowe życie przychodzi do kobiety wówczas, gdy zrozumie, że wolność i swoboda przekonań nie są regulowane przez przynależność do płci.
---
Jeśli podobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ



