Wydawca: Wydawnictwo Mando
Data wydania: 10 czerwca 2026
Liczba stron: 336
Okładka: miękka
Cena detaliczna: 49,90 zł
Tytuł recenzji: To tylko poradnik
Mam ogromny problem z oceną tej książki, a raczej jej przydatności dla ludzi w kryzysie, bo to typowy poradnik o dość chaotycznej strukturze zakończony nieco narcystyczną laurką dla samej siebie pokazującą, że autorka jest niezmiernie zadowolona ze swojej książki i przekonana o tym, że może ona zmienić życie wielu osób. Ta pewność siebie przebija się tu kilkukrotnie i dziwi mnie fakt, że doświadczona w praktyce psychiatrycznej autorka potrafi proponować tak uproszczone portrety osób zaburzonych i metody działania mające na celu nie tylko pozbycie się lęku, ale też innych skomplikowanych zaburzeń zaprezentowanych tutaj jako całkiem nieskomplikowane.
„To tylko lęk” zastanawia już samym tytułem. Użyta partykuła z jednej strony może być odczytana jako bagatelizowanie, z drugiej – wskazuje, że twórczyni tego poradnika na podstawie swoich lekarskich doświadczeń jest w stanie udowodnić, że różnego rodzaju zaburzenia lękowe można wpisać w tabelki z gotowymi rozwiązaniami dla każdego z nich. I tak tutaj poniekąd jest – możemy wyczytać, wręcz poczuć, że Joanna Adamiak jest bardzo empatyczną osobą, która potrafi niuansować pojęcie lęku i wie, jak bardzo utrudnia on życie. Są tu jednak fragmenty będące głoszeniem oczywistości, a czasem wpadające w banał. A także takie, które dają złudne mniemanie o tym, jak funkcjonuje opieka psychiatryczna i psychoterapeutyczna w Polsce.
Warto zacząć od tych irytujących oczywistości. Sporo miejsca poświęcone jest odróżnieniu strachu od lęku, co rozumie każdy przeciętny człowiek, co rozpisano jak prawdę objawioną, z wyraźnym podkreśleniem, które zjawisko trwa krótko, które zaś długo. Tu, jak i w innych miejscach, można odnieść wrażenie, że czyta się informacje bez problemu dostępne w Internecie. To jednak nie jest szkodliwe, bo nie każdy potrafi dobrze i logicznie połączyć pewne fakty, a Adamiak robi z tego całkiem przyzwoite wykłady. Dużo gorsze jest to, że autorka sugeruje, iż w Polsce do psychiatry można wrócić w dowolnej chwili. Że to jest lekarz niemal na telefon: dzieje się coś złego po przepisaniu leku, pacjent może się błyskawicznie zgłosić na konsultację. Hipotetyczna rozmowa z pacjentką o antydepresantach jest tu najbardziej irytującym fragmentem, bo każdy z nas wie, że w ramach ubezpieczenia społecznego na wizytę u psychiatry, a tym bardziej na rozpoczęcie długoterminowej psychoterapii czeka się w nieskończoność. I nie mając żadnej pewności, że trafi się na osobę empatyczną i potrafiącą pomóc w naprawdę skomplikowanych problemach.
Adamiak opisuje przypadki swoich pacjentów, którzy przychodzili do niej z lękami i znakomicie sobie potem poradzili. Trafiono z lekami, z kierunkami psychoterapii (którą też uzyskano bez żadnego problemu), wszystkie historie kończą się happy endem. Autorka wrzuca mimochodem refleksję, jak bardzo martwi się tymi, którzy z różnych powodów nie pojawiają się w gabinetach psychiatrycznych, gdy pomoc jest im potrzebna. Odniosłem jednak wrażenie, że nie myśli o tych, którzy z tych gabinetów wyszli, jednak wcale nie uzyskali tego, czego oczekiwali, mimo że lekarz był zadowolony i przekonany, że zastosował właściwą kurację.
Jedno z ważnych zdań to miejsce do polemiki dla kogoś, kto przeżył lub przeżywa jedne z bardziej bolesnych kryzysów życiowych: „Lęk to często rezultat nieprzetworzonych przekonań o świecie i sobie samym”. Stwierdzenie to implikuje, że zazwyczaj równolegle z otrzymaniem pomocy psychiatrycznej powinno się przejść właściwie dobraną terapię, która ma pokazać lęk z zewnątrz. Co jednak, gdy lęk wywołują właśnie doskonale przetworzone i graniczące z pewnością przekonanie pacjenta o sobie, swoich ułomnościach i niemożności funkcjonowania w świecie? Co wówczas, gdy nie jest to daleko idący pesymizm, lecz zwyczajny realizm? Autorka bardzo dokładnie obrazuje, w jaki sposób lęk w nas wchodzi, rozgaszcza się w naszym umyśle i czyni nas swoim niewolnikiem, ale nie ma tu właściwie zdania sugestii, że w wielu przypadkach jest się czego lękać i antycypuje się zdarzenia, które faktycznie potem mają miejsce.
Na początku autorka proponuje nam pokazanie masek, pod którymi ukrywa się lęk. Mam wrażenie, że w tym rozdziale, gdzie każda „maska” opisana jest zaledwie kilkoma ogólnikowymi zdaniami, Joanna Adamiak opowiada o typach osobowości, różnego rodzaju neurozach, pewnych odmiennościach w funkcjonowaniu społecznym, ale z pewnością to wszystko nie są maski lęku i część zaprezentowanych zachowań nie ma z zaburzeniami lękowymi nic wspólnego. Ciekawa jest tu oczywiście różnorodność naszych osobowości, przyzwyczajeń i sposobów odreagowywania trudności, a także tego, jak dostosowujemy się do trudnej rzeczywistości, w której dużo złego robią media społecznościowe, między innymi promujące idealne wzorce (Adamiak prowadzi profil instagramowy z liczną grupą obserwujących, po dołączeniu do której można obejrzeć relacje opowiadające o idealnym życiu i harmonii osoby ostrzegającej przed wpatrywaniem się w takie obrazki). Uproszczenia stosowane przez autorkę są z jednej strony podyktowane jej hurraoptymizmem życiowym i zawodowym, z drugiej zaś – wynikają z chęci, by nie wejść zbyt głęboko w żaden opisywany problem, ale pokazać się jako znawca każdego z nich.
Nie do końca rozumiem, co znaczy konstatacja, żeby „przepracować lęk w bezpieczny sposób”. Zdaję sobie sprawę, że odnosi się to między innymi do pracy psychoterapeutycznej, ale dlaczego autorka tak pełna zrozumienia wobec ludzkiego lęku proponuje rozwiązania albo nierealne, albo związane z czymś, co wymaga takiego rodzaju pracy, na który nie jest gotowy potencjalny czytelnik jej książki? Na przykład taki, który sprawdził już na sobie działanie większości opisywanych tu leków (ten fragment jest równie pasjonujący jak czytanie ulotek z opakowań) i żaden z nich mu nie pomógł. Co z tymi, którym nie można pomóc? Nie ma mowy o choćby jednej osobie, która wyszła z gabinetu autorki rozczarowana. Wszyscy pożegnali się w mniejszym lub większym stopniu ze swoimi problemami. Kompletnie mi się to nie klei: z jednej strony tak dogłębna znajomość tego, czym jest lęk (z jego ciekawymi metaforami i kontekstem historyczno-kulturowym zaprezentowanym w tej książce), z drugiej – dość naiwne przekonanie, że remedium na każdy rodzaj lęku mamy w zasięgu ręki. Zwłaszcza że – podkreślam to ironicznie, bo sugerowane jest w tej książce – po pierwszej wizycie u psychiatry ma się z nim ułatwiony i praktycznie ciągły kontakt. Nie zliczę, ilu moich znajomych walczyło jak lwy o jednorazową wizytę psychiatryczną w ramach NFZ.
Nie zgadzam się też z tym, co sugeruje autorka: że w XXI wieku wstydzimy się chodzić do psychiatry. Szybkie i dynamiczne zmiany współczesnego świata, które często rujnują umysł i wpędzają w zaburzenia lękowe, jednocześnie dość sprawnie uświadomiły społeczeństwa, że lekarz umysłu jest kimś dokładnie takim samym jak internista czy ortopeda. W dużych miastach dziś jest w modzie mieć swojego terapeutę. Adamiak nie wskazuje dróg dotarcia do lekarzy tak zaangażowanych w problemy swoich pacjentów jak ona. Proponuje książkę pełną dobrych rad i rozwiązanych problemów. Mam wrażenie, że lektura wręcz potęguje lęk, gdy czyta się o banalizacji jego przyczyn lub przebiegu, choć pewnie nie było to celem autorki. Może być problematyczna dla ludzi, którzy cierpią przez całe długie życie mimo terapii i zastosowanych dziesiątek różnych leków, bo że tacy ludzie istnieją – twórczyni publikacji „To tylko lęk” zdaje się nie mieć świadomości lub sprytnie ją ukrywa, gdyż poradnik z natury ma mieć wydźwięk uniwersalny, pozytywny i wzmacniający. Dobrze, że taka książka się ukazała, bo z pewnością ludziom, którzy nigdy nie mieli do czynienia z psychiatrią czy psychoterapią, może podpowiedzieć drogi do rozwiązania problemów psychicznych. Ale to nie jest opowieść wzmacniająca dla kogoś, kto w różnym natężeniu boryka się z samym sobą przez całe życie mimo pomocy wielu psychiatrów, rozmaitych terapii i licznych stosowanych leków. To nie jest tylko lęk. Edukujmy, lecz nie bagatelizujmy. Z przykrością muszę stwierdzić, że ta książka w ogóle do mnie nie przemówiła, zwłaszcza jej dość chaotyczna konstrukcja świadcząca o tym, że pod temat lęku autorka chce podpiąć, ile się da.
---
Jeśli podobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ







