Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura brazylijska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura brazylijska. Pokaż wszystkie posty

2023-09-21

„Krzywym pługiem” Itmar Vieira Junior


Wydawca: Wydawnictwo Glowbook

Data wydania: 21 września 2023

Przekład: Eliasz Chmiel

Liczba stron: 280

Oprawa: twarda

Cena det.: 43 zł

Tytuł recenzji: Rozpacz i determinacja

Tak przejmującej brazylijskiej powieści nie czytałem chyba od czasu „Brody zalanej krwią” Daniela Galery. Porównanie z tamtą powieścią nasuwa się samo, kiedy uświadamiam sobie, że tak mógłby brzmieć alternatywny tytuł książki Itmara Vieiry Juniora. Ale obie narracje łączy również głęboka refleksja nad tym, w jak bezkompromisowy i często brutalny sposób bierzemy na siebie brzemię przeszłości swoich przodków, jak nic nie możemy z nim zrobić, jak bardzo bezradni jesteśmy wobec okoliczności, które ukształtowały nasze postrzeganie świata i wrażliwość. Galera opowiadał dużo bardziej kameralną historię niż Vieira Junior. „Krzywym pługiem” to nie tylko znakomita powieść obyczajowa o udręce egzystencji, którą określiły zbiegi okoliczności i historyczne absurdy. To także powieść o tym, co samemu autorowi najbliższe – dotyczące jego pochodzenia oraz badań naukowych, których się podejmował. Mamy tutaj wrażliwość pisarza, ale również czujność oraz drobiazgowość naukowca skoncentrowanego na ważnych kwestiach socjologicznych, antropologicznych, historycznych i przede wszystkim historyczno-społecznych. To książka o Brazylii, która płacze, krwawi, żyje w biedzie i wiecznie doświadcza niesprawiedliwości dziejowej. A raczej opowieść o tych Brazylijczykach, którym w konkretnym miejscu i w danych warunkach żyć po prostu nakazano. To nie tylko rzecz o niewoli jako takiej. Bardziej wysublimowana historia egzystencjalnego piekła rodzącego się z takiego rodzaju nierówności społecznej, w której krzywda i niesprawiedliwość nieustannie przechodzą z pokolenia na pokolenie. Bo to świat, w którym matka gotowa jest zabić własne dziecko, by nie było niewolnikiem. Ale jest tu również pięknie opisana historia pewnej rodzinnej bliskości. Opowieść o więzach rodzinnych mogących przetrwać najgorsze. Poruszająca książka o relacjach z najbliższymi i jednocześnie okrutna powieść o tym, jak trudno tym ludziom uwierzyć w jakiekolwiek lepsze jutro.

Pracują jak niewolnicy. Ich zarządcy mają, czego tylko zapragną, a mogą mieć jeszcze więcej – bo mogą odebrać im absolutnie wszystko. Żyją w społeczności, w której cykl funkcjonowania wyznaczają modlitwy oraz uprawa ziemi. Wiedzą, że przybyli do kraju, w którym nie uzyskają niczego dla siebie, a wciąż będą czyjąś własnością. Wyobcowani, przepracowani, skazani na szereg przeciwności losu – co symbolicznie pokazują dwa żywioły niszczące wszystko wokół, czyli susza i powódź. Skazani sami na siebie, w związku z tym uciekający w stronę metafizyki, dzięki której mogą przez chwilę poczuć, że życie ma cel, a egzystencja nie umyka wraz ze śmiercią, która przychodzi tu bardzo często i zbyt szybko. Tacy są. Tak funkcjonują. Wśród nich dwie szczególne osoby.

Bibiana i Belonizja są szczęściarami. Nie zmarły przed porodem albo tuż po nim. Nie spotkała ich śmierć w wyniku skrajnego ubóstwa. Są jednymi z tych, które przeżyły, a nie było to dane wszystkim z ich rodzeństwa. Dziewczynki poznajemy w strategicznym i symbolicznym jednocześnie momencie fabuły: odkrywają w walizce babki nóż, z którego postanawiają zrobić użytek. Dziecięca niefrasobliwość zdeterminuje ich losy na zawsze. Ale nie będą świadome historii narzędzia, którym wyrządzają sobie krzywdę. Itamar Vieira Junior o ostrzu noża chce napisać dużo więcej, niż mogłoby się to wydawać na początku. W świecie przedstawionym tej powieści wszystko jest podporządkowane bolesnym cięciom. Codzienność jest wyeksponowana w swojej rozpaczy i bezradności, a jednocześnie widać tu również niezwykłą ostrość w panoramicznym obrazowaniu społeczności brazylijskiej prowincji. Miejsca, w którym duchy znajdują kontakt z żywymi, a żywi coraz częściej marzą o tym, by stać się duchami i przenieść do innej przestrzeni, bo ta wyznaczająca ramy każdego żmudnego dnia jest po prostu nie do zniesienia.

Zatem siostry. Wdzięczny i popularny literacki motyw. Itamar Vieira Junior otwiera swoją powieść jednak w tak nietuzinkowy sposób, że ta ważna relacja będzie stale podawana w wątpliwość. Dorastające dziewczynki stają się młodymi kobietami, które doświadczą różnego rodzaju goryczy. W świecie, w którym lepiej nie rodzić dzieci. Gdzie zbliżenie seksualne jest po prostu jedną z wielu rzeczy do wykonania przez tak zwaną gospodynię domową. W świecie, w którym odwieczna harmonia między światem żywych i umarłych wciąż zestawiana jest choćby z tym, jak wiele może determinować kolor skóry. Bibiana i Belonizja to postacie, które pozornie wybierają ciszę, a tak naprawdę ta cisza zostaje im narzucona. Ciekawie przedstawione płaszczyzny narracyjne łączy i uzupełnia jeszcze trzecia ważna narracja. Tak stworzony tryptyk staje się przejmującą opowieścią o kobiecym samostanowieniu w świecie, który ustanowił bardzo konkretne i radykalne prawa. Nie ma tu wolności dla nikogo. Ten świat jest wręcz perfekcyjnie niedoskonały w swym literackim zarysie. Tu nawet pies ma złamaną łapę. Przodkowie rodziny sióstr zostali sprowadzeni do Brazylii jak do więzienia. One dwie również w nim tkwią. Być może przez to, że stają się niewidzialne. Ale dzieje się tak tylko pozornie. Brazylijski prozaik opowie nam nietuzinkową historię emancypacyjną, snując jednocześnie narrację o społecznym i etnicznym wykluczeniu. O tym, że życie jest okrucieństwem samo w sobie, a wybawieniem może być śmierć. Sporo tu umierających ludzi, jednakże nie wszyscy umrą z przyczyn naturalnych. Jest więc mrocznie i groźnie. I są wizerunki silnych kobiet. Tych, które gotowe są mimo przeciwności losu wziąć pełną odpowiedzialność za siebie. Na tyle, na ile pozwolą im okoliczności.

„Krzywym pługiem” to powieść z intrygująco dobranym tytułem, który odnosi się do kilku płaszczyzn tej historii. W swym oczywistym znaczeniu jest po prostu opisem zniekształcenia – takiej deformacji narzędzia, za którą stoi jedynie jego bezużyteczność. I jest tu mowa o tym, co zostało zdeformowane, by narodziły się wyzysk i niekontrolowana potrzeba poniżania, a w ich wyniku cichy smutek i żal, których prawie nikt nie wyraża głośno. A jednak powieściowe siostry stają się tu przykładami nie tylko świadomego dążenia do poprawy bytu swego i ludzi wokół nich, ale są także symbolicznymi przewodniczkami po świecie, którego upokorzenia nikt nie opowiedziałby tak doskonale jak one same dzięki swoim losom.

Itamar Vieira Junior operuje tutaj wieloma przejmującymi scenami, z których niejedna rozpisana jest na kilka bolesnych akapitów. Mocno zapadają w pamięć opisy umierania ojca sióstr czy porodu, ale „Krzywym pługiem” oddziałuje sugestywnie również poprzez to, że jest to powieść napisana pięknym, jednak bardzo uporządkowanym w swej oszczędności językiem. Autor nie zamierza epatować obrazami nieszczęścia. Bardziej zbliża się do niuansowania opowieści o tym, kto i dlaczego jest tu najbardziej nieszczęśliwy. Dwie siostry wybierają swoje drogi pozornie samodzielnie. Każda z nich jednak wraca w pewnym momencie do punktu wyjścia – egzystencjalnej samotności. Jest to opowieść o tym, jak samotnie przeżywa się wiele rodzajów przemocy. O niej Itamar Vieira Junior pisze w zasadzie trzy powieści: jedną portretującą zniewoloną społeczność, drugą opowiadającą o desperacji aktów przemocy, a trzecią o jej strukturalnej sile, bo okazuje się, że przemoc wrosła w portretowanych ludzi, gdyż to ona ich kształtowała od urodzenia.

Jaką diagnozę stawia „Krzywym pługiem”? Nie wydaje mi się, żeby była to powieść w jakikolwiek sposób dydaktyczna. Bardzo ciekawie opowiada o nierównościach społecznych i przekazywanej z rodziców na dzieci bezradności wobec różnych form zniewolenia, jednak najmocniej oddziałuje na wyobraźnię chyba ta najbardziej symboliczna warstwa literacka – bo to przecież powieść o przywiązaniu, miłości, zjednoczeniu w rozpaczy oraz rozpaczliwych próbach bycia lojalnym wobec najbliższych. Narasta tu także napięcie, nie jest to statycznie przedstawiony świat autorskich fantazji. To bardzo bolesne lustrzane odbicie, którego Brazylia pewnie nie chciałaby oglądać. Ale jest to także ważna historia o tym, co tworzy brazylijską tożsamość narodową i kulturową, kto lub co ten kraj dzieli i dlaczego wciąż niesprawiedliwość i przemoc mają się tam tak dobrze. Niewiele w zasadzie wiem o Brazylii, więc nie jest moim zamiarem udowadnianie, jak silnie związana z problemami tego kraju jest recenzowana przeze mnie powieść. Wiem jedynie, że „Krzywym pługiem” to uniwersalna opowieść o tym, jak zdeformowany świat może deformować obszar emocji i uczuć. I jak w takich warunkach mimo wszystko kochać, przywiązywać się do siebie i dawać sobie nawzajem tyle poczucia bezpieczeństwa, na ile pozwalają okoliczności.

2020-12-31

„Dziennik upadku” Michel Laub

 

Wydawca: Pauza

Data wydania: 18 listopada 2020

Liczba stron: 192

Przekład: Wojciech Charchalis

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Męska pamięć

Tuż po zakończeniu lektury tej krótkiej powieści pomyślałem sobie, że narrator przede wszystkim chce za wszelką cenę wytłumaczyć się ze swego nałogu. A z alkoholizmem jest tak, że trzeba się wziąć za siebie, a nie tworzyć teorie usprawiedliwiające tkwienie w nim. Potem jako syn samobójcy zacząłem myśleć o tym, jak mocno wybrzmiewa w powieści oskarżenie, że żadna trauma życiowa nie tłumaczy tego, iż ojciec po prostu porzuca swoje dziecko, które zawsze już będzie pamiętało to odrzucenie i zawsze będzie miało w świadomości nie to, że ojciec z jakiegoś powodu zdecydował się na odejście ze świata, lecz to, że pozostawił na tym świecie człowieka, za którego powinien być odpowiedzialny. Ostatecznie jednak „Dziennik upadku” najciekawiej prezentuje się jako zaprzeczenie absolutnej wyjątkowości Holokaustu. Tym bardziej że Laub nie jest tutaj prowokacyjny, z pewnością pisze o tym z taktem i szacunkiem, nie relatywizuje zła, ale zwraca uwagę na to, że w historii minionego wieku mieliśmy wyjątkowo dużo świadectw ludzkiego okrucieństwa, które na długie lata zagnieździło się w świadomości ocalonych od niego.

To świetna powieść o tym, jak ojcowie formują swoich synów. Egzystencjalna sztafeta pokoleń funkcjonuje tutaj jako ciąg nieustannych napięć, pośród których rodzą się trudne do wyrażenia emocje. A narrator, syn i wnuk, chce te emocje wyrazić. Tu i teraz, za swojego życia i nie w formie pamiętnikarskich zapisów. Laub proponuje historię dwóch pokoleń męskiego milczenia i odpowiedzi na to milczenie. Wyraża wątpliwości i nazywa stany emocjonalne. Ważna jest struktura tej książki. Złożona składnia zestawiona z bardzo krótkimi rozdziałami. Widzimy tu obsesyjne powtórzenia i bardzo niespokojny rytm długich zdań, które kończą się, nie łącząc się z następnymi. To takie punktowanie nieoczywistych zderzeń, mrocznych asocjacji. Formalnie ta książka dużo sugeruje i jest genialnie napisana. Zdaję sobie sprawę, jak trudno było to przełożyć, więc chylę czoła przed Wojciechem Charchalisem. I przed Laubem, który bardzo umiejętnie połączył barokowe szaleństwo języka z bolesnymi w swym minimalizmie rozdziałami.

Dziadek i ojciec milczeli. Ale narrator tej książki nie oszczędza czytelników i samego siebie, analizując to milczenie, wdzierając się w nie, pokazując jego ogromną moc i dramatyczną bezradność. Dziadek po doświadczeniach w Auschwitz utracił bliskich i możliwość rozumienia świata. Dlatego musiał sobie go ponownie napisać w szesnastu dziennikach pełnych definicji, zdań oznajmujących, zaskakujących potwierdzeń, niepokojących fraz. Po odejściu dziadka narratora jego ojciec tkwił pośród pytań. Też wygodniej mu było nie pamiętać. Ale zbieg okoliczności spowodował, że zmusił się, by kompulsywnie zapisywać zawartość swojej pamięci. A wnuk i syn został depozytariuszem tej mrocznej spuścizny. Zwłaszcza że i w jego życiu pojawiła się skomplikowana relacja, której nie można przemilczeć. Akt ostracyzmu i przemocy, w którym sam uczestniczył. Zło, które zabrał ze sobą w życiową drogę, ale i specyficzne doświadczenie, w którym pokrzywdzony sam stał się katem.

Bardzo to wszystko niejednoznaczne i niełatwe do odczytania. Odczuwa się zdumienie, ale jeszcze bardziej zaskoczenie przyjętą perspektywą na tak oczywiste kwestie jak pamięć pokoleniowa i indywidualna, upływ czasu i wybiórczość ludzkiego zapamiętywania. Lecz najciekawsze jest to, że całą tę historię opowiada się także przez pryzmat płci. Z jednej strony są to zapiski o męskim poczuciu tego, że trzeba być twardym i wszelkie niepokoje zatrzymać w sobie, nie być sentymentalnym, nie rozczulać się nad sobą. Z drugiej jednak – pojawia się wyraźne wspomnienie męskiego szlochu. Jest także w tej historii bardzo wiele czułości dla każdego opisywanego mężczyzny. Michel Laub proponuje opowieść o obnażonej męskości, ale przede wszystkim pozostawia nas z trudnym pytaniem: czy historia każdego z nas kończy się dokładnie wtedy, kiedy o niej sami zapominamy?

„Dziennik upadku” to także historia tego, czym powinno być odpowiedzialne ojcostwo, lecz trzy prezentowane tu modele dalekie są od ideału. W każdym z nich najtrudniejsze do uniesienia są przemilczenia. Każdy ojciec staje się opresyjny nie tylko dla siebie, ale i dla swojego syna. Jest to dodatkowo mroczna fantazja o tym, jak tracimy dni, miesiące czy lata, tkwiąc w emocjonalnej pustce względem najbliższej osoby: dziecka – tu czasami zagubionego, a czasami przerażonego wszystkim syna. Laub podejmuje się próby rekonstrukcji przeszłości poprzez jej interpretowanie w kolejnym pokoleniu. Dlatego tak niezwykle istotni są tutaj nieobecni. Dziadek, który swoje doświadczenie Auschwitz zabrał ze sobą z wojennej Europy do dalekiej Brazylii, i ojciec, który w tej Brazylii musiał się mierzyć z pokłosiem tego, co uformowało mroczny niepokój dziadka. A także jego konsekwentne milczenie na temat przeszłości.

W opowiadaniu o Auschwitz skonfrontowane są ze sobą dwa sposoby patrzenia na tę jedną z największych tragedii XX wieku. Nieprzypadkowo pojawia się Primo Levi, który ze swą ekspresją obnażania i oznajmiania skonfrontowany jest z zagadkowością dziadka, dla którego nazywanie świata miało się zacząć po największej traumie, nie w związku z nią. Ale fantazjowanie na temat tego, w jaki sposób świat przechowuje pamięć o Holokauście, zestawione jest tu z bardzo mroczną refleksją o tym, że to wszystko niekoniecznie jest aktem zamkniętym, niepowtarzalnym. Pozostający w umyśle przez całe życie obraz chłopca, który był stygmatyzowany tylko dlatego, że się odróżniał, staje się traumatycznym wspomnieniem, z którym dorastający narrator nie może sobie poradzić – podobnie jak dziadek z pamiętaniem Auschwitz. Dlatego „Dziennik upadku” to dla mnie przede wszystkim opowieść o tym, jak unikamy pamiętania zła, mając naiwną nadzieję, że dzięki temu ono się nie powtórzy.

Świetna, bardzo oryginalna i dynamiczna, wchodząca pod skórę proza. Eksperyment literacki, ale głównie nietuzinkowa fantazja o tym, co robimy z nadmiarem pamięci, a co się dzieje, gdy z różnych powodów pamiętamy coraz mniej. Nade wszystko jednak pełna empatii i wzruszająca opowieść o trudnych relacjach ojców i synów – o tym, że zwykle w nich przegrywają, bo nie otrzymują tego, czego potrzebują, ale i nie dają z siebie tyle, ile prawdopodobnie powinni dać.

2016-03-30

"Broda zalana krwią" Daniel Galera

Wydawca: REBIS

Data wydania: 16 marca 2016

Liczba stron: 384

Tłumacz: Wojciech Charchalis

Oprawa: miękka

Cena det.: 34,90 zł

Tytuł recenzji: Poszukiwania

Książkę Daniela Galery czyta się z tym przejmującym uczuciem utraty każdej strony, co zdarza się tylko w przypadku narracji przesyconej plastycznymi opisami i niespiesznej jednocześnie. „Broda zalana krwią” to powieść oddziałująca na wiele zmysłów. Rozgrywająca się na brazylijskiej prowincji, stale podkreśla bogactwo świata przyrody wokół, jego osobne prawa. Bohater wciąż czuje na sobie oddech oceanu nie tylko dlatego, że mieszka zaraz przy nim. Jest pływakiem mierzącym się z wodną przestrzenią – poddającym jej prawom i szanującym tę bezwzględność i siłę, którą wypracował sam w sobie, idąc przez życie z pewnym neurologicznym schorzeniem uniemożliwiającym mu rozpoznawanie ludzkich twarzy, także własnej. Galera napisał książkę o tym, jak kształtują się ludzkie wyobcowanie i dystans do innych. Także o tym, w jaki sposób odnajdywać ludzi, skoro twarze stają się rozmyte, a wszelka bliskość w relacjach bierze się z wyczulenia innych zmysłów, gotowych inaczej interpretować i rozpoznawać drugiego człowieka. Brazylijski pisarz fantazjuje na temat przejmowania przez nas pewnej części przeszłości. Kształtujemy się w oparciu o nią. Jesteśmy częścią czasu przeszłego, za który nie zawsze bierzemy odpowiedzialność. Co zrobić, by nie powtarzać błędów przodków? W jaki sposób zrozumieć własną tożsamość, gdy przeszłość staje się męczącym cieniem z pytaniami bez odpowiedzi?

Bohater Galery dowiaduje się od ojca, że jego dziadka prawdopodobnie zamordowano w tajemniczy sposób. Ślady prowadzą do Garopaby, niewielkiej i uroczej nadmorskiej miejscowości. Mężczyzna uda się tam, owładnięty obsesją poszukiwania. Co chce odnaleźć? Czego się dowiedzieć? Ciała dziadka nigdy nie odnaleziono. Ojciec wspomina, że odbył się prawdopodobnie prowincjonalny lincz na człowieku, który nie dopasował się do mikrospołeczności. Nie wiadomo nic na pewno. Tymczasem wnuk stara się upodobnić do dziadka. Zmienia wygląd, a w portfelu chowa jego zdjęcie. Przybywa do Garopaby, która nie kojarzy się z mroczną zbrodnią. Bo to miasto, w którym wszyscy są szczęśliwi. Tak określa Garopabę jedna z przyjaciółek bohatera. On sam stara się wtopić w miasto, ale stawia niewygodne dla mieszkańców pytania. Nie rozpoznaje ludzi, których pytał o dziadka, i nie ma pojęcia, ilu z nich przygląda mu się z niechęcią na ulicach miasta. Co kryje w sobie Garopaba? Jaka jest siła ludzkiego milczenia i dlaczego przez lata zbudowano mur milczenia między tym, co jest teraz, a tym, co wydarzyło się przed laty?

Bohater Galery wchłania w siebie miasteczko, ale z drugiej strony wciąż gruntuje je w przekonaniu, iż jest tam tylko tymczasowo. Odnosi się wrażenie, że jego istnienie naznaczone jest jakimś wewnętrznym niepokojem, ale na co dzień jawi się jako człowiek bez inicjatywy. Poszukiwania są niespieszne. Zadawane pytania mało szczegółowe. A jednak udaje się trafić na trop wydarzeń sprzed lat. Wówczas, gdy miasteczko zacznie już groźnie pomrukiwać niczym wzburzony ocean nieopodal niego. Galera zmusi nas do konfrontacji z czasem przeszłym i zaskoczy wynikami prywatnego dochodzenia. Wnuk pozna część prawdy, ale przede wszystkim lepiej zrozumie siebie. Jego misja w pewnym stopniu dobiegnie końca, ale kim będzie on sam, gdy pozna niepokojącą prawdę?

Daniel Galera wyprawia swojego bohatera w życiową podróż z brzemieniem śmierci. Jego ojciec popełnia samobójstwo. Syn chce dowiedzieć się, co nurtowało go w historii dziadka i dlaczego porzucił poznanie tajemnicy. Spadkiem po samobójcy jest wieloletnia suka. Pies, któremu bohater Galery odda najwięcej serca i podaruje najwięcej czułości. W kontaktach z innymi ludźmi stara się być zachowawczy, choć zdarzą się tacy, którym zależeć będzie, by pozostać w jego sercu i pamięci. Tymczasem samotny wędrowiec z psem penetruje ulice miasteczka, które przed laty odebrało mu dziadka. Miasto będzie się stawać coraz bardziej wrogie, bo w nowo przybyłym widzi podobieństwo do tego, którego miejscowi czterdzieści lat temu również obok siebie nie chcieli…

To także książka o niesionych w sercu ranach, które domagają się tego, by móc wreszcie wybaczyć i zapomnieć. O niemożliwości obu tych procesów. Galera sytuuje swojego bohatera między zagadkami przeszłości, jakie z różnych powodów chce rozwiązać, a oczywistymi dramatami, których pokłosie to zerwane stosunki z bratem i skomplikowane relacje z członkami rodziny. Garopaba staje się taką nową, tymczasową rodziną. Bo przecież – jak mówi jeden z bohaterów – istnieją dla nas tylko dwa światy. Jednym jest właśnie rodzina, a drugim przestrzeń i ludzie spoza niej. Do którego z tych światów chce należeć anonimowy bohater książki? Z jakim dramatem idzie przez życie i co spowodowało, że traktuje je z tak dużym dystansem?

W tej prozie zauważalna jest mitotwórcza rola tajemniczego zdarzenia sprzed lat. Wokół niego odrobina metafizyki, ludowe wierzenia, coś na kształt klątwy. Ważna jest zmiana perspektywy. Prowincjonalny raj na ziemi skrywa w sobie niejedną tajemnicę. Ludzkie szczęście nie jest nim do końca, bo Garopaba doświadcza biedy, wpływu narkotyków. Galera umieszcza swego bohatera w przestrzeni, którą warunkują pory roku i zjawiska atmosferyczne. Nad codziennością miasteczka panuje przyroda i to ona jest jednym z najbardziej wyraźnych, niemych bohaterów tej powieści.

Daniel Galera kontrastuje opisy przepełnione spokojem i harmonią z dynamiką przemian we wnętrzu swego bohatera. On sam fantazjuje na temat własnej przeszłości oraz momentu śmierci. Z mglistych śladów czasu przeszłego stara się stworzyć wizję tego, co go czeka. Jest w swych działaniach osamotniony i rozpaczliwie osobny. Jest z drugiej strony pogodzony z tym, co przyniósł mu los, i otwarty na czekającą go przyszłość. Aby jednak ją kształtować, musi uporządkować w sobie to, co w sercach jego przodków wywoływało niepokój i czasem gniew. Musi pogodzić się z jedną śmiercią, której nie doświadczył, i z drugą, której nie mógł zapomnieć. A potem musi nauczyć się żyć. Być może na nowo, a być może z bolesnym śladem minionych doświadczeń. Galera posługuje się niedopowiedzeniami i czyni „Brodę zalaną krwią” powieścią kilku interpretacji. Sugestywną i melancholijną, a jednocześnie bezkompromisową i dramatyczną.