Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura arabska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura arabska. Pokaż wszystkie posty

2013-07-17

"Wszystkie drogi prowadzą do Mekki" Raja Alem

Wydawca: Smak Słowa

Data wydania: 18 czerwca 2013

Liczba stron: 547

Tłumacz: Izabela Szybilska-Fiedorowicz

Oprawa: miękka

Cena det: 39,90 zł


Tytuł recenzji: Mekka obnażona

Bo Alem przede wszystkim chce snuć opowieści. Chwilami mamy przesyt tych narracji. Momentami wszystko, co ma się ze sobą łączyć, wydaje się nazbyt egzaltowane, zaś napięcie stopniowo zanika, kiedy stajemy oko w oko z kolejnymi przypowieściami i historiami, których wzajemne związki nie są łatwe do zinterpretowania. Poza opowieściami istotne są przedmioty. Tajemniczy amulet oraz klucz. Ludzkie namiętności, jakich nie sposób ogarnąć. Takie, które nie dały się upływowi czasu. Wszystkie lęki, nadzieje, tęsknoty i pragnienia skryte pod subtelną powłoką narracji z pogranicza baśni. Baśniowo jednak u Alem nie jest. Łączące się historie, uzupełniające nawzajem, a czasami wyprzedzające fakty, tworzą formalnie książkę o dość skomplikowanej strukturze. Raja Alem opowiada o Mekce takiej, jaka była, i o ludziach, którzy tworzyli jej klimat, sami spalając się w namiętnościach. Tak, w mieście pozornie zeń wyzutym, w mieście pielgrzymów, modlitw i tajemnego mistycyzmu, przeżywa się zwykłe ludzkie słabości z siłą, która niejednokrotnie prowadzi do tragedii. Bo przecież w tej powieści nie chodzi tylko o nagie zwłoki. One są symbolem okrucieństwa i poniżenia, jakiego doznają przede wszystkim kobiety, ale też mężczyźni, zagubieni w świecie, gdzie czują się panami wszystkiego, nie panując przede wszystkim nad swoimi żądzami, kompleksami, potrzebami ducha i ciała.

Całość tekstu na stronie artPapieru

2013-03-14

"Szaleniec z Placu Wolności" Hasan Blasim

Irak to kraj przemocy i rozlewu krwi. Miejsce, w którym ciągle walczyło się z jakimś wrogiem i nadal walczy, choć coraz mniej wyraźnie Irakijczycy widzą tego wroga. Walki wewnętrzne, wojna z Iranem i Kuwejtem, rozsadzająca od środka kraj partia Baas, ingerencja Stanów Zjednoczonych, w końcu stracenie Saddama Husseina… Czy kraj w dorzeczu Tygrysu i Eufratu wiecznie już będzie się borykał z konfliktami, niesprawiedliwością, wiecznym stanem wojennego pobudzenia i z ludzkimi dramatami? Hasan Blasim podejmuje się sztuki bardzo trudnej – w swych opowiadaniach oddaje całą grozę, cierpienie i ból umierania w imię różnych idei przy zastosowaniu techniki naturalizmu i minimalizmu, łącząc to jednak z subtelną, liryczną nutą snucia opowieści wyrastających z prozy życia, a przecież tak od tego życia oddalonych, choćby dzięki zabiegom nadawania snom i wizjom naczelnej roli w wielu tekstach.

„Szaleniec z Placu Wolności” to druzgoczący w swej wymowie, niewymownie smutny, nostalgiczny i dramatyczny zbiór piętnastu opowieści. Takiej Szeherezady, której odebrano umiejętność mówienia o sprawach magicznych i pięknych. Blasim – wciąż żyjący iracką przeszłością, o jakiej nie może zapomnieć, mieszkając w Finlandii – usiłuje nadać okrucieństwu, jakie penetruje, znamion symbolicznych. Stara się krew, gwałt, morderstwa i grabieże opisać językiem stającym w swej doniosłości i pięknie w opozycji to okrucieństwa świata, jaki opisuje. Z historii ludzkich upokorzeń stwarza przypowieści o doświadczaniu losu i odradzaniu się na nowo tam, gdzie można się odrodzić po tym, co zabrało wszystko, a przede wszystkim sens człowieczeństwa. Jego teksty wyrastają z przerażenia i wieloaspektowo opisują strach, ale ich narratorzy ów strach przekuwają na inne, bardziej możliwe do wyrażenia emocje. Wtedy widzimy w całej doniosłości straszny świat, o którym mimo wszystko pięknie można napisać.

Wyjdźmy od techniki. Hasan Blasim zdaje sobie sprawę, że to, co ma do powiedzenia, może oddziaływać przede wszystkim na emocje. Emocje Zachodu, który kojarzy Irak z doniesieniami agencyjnymi; który Iraku się boi i nie jest w stanie zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się między ludźmi, jacy stworzyli tam sobie piekło na ziemi. Proza Blasima stara się uciekać od emocjonalności, chociaż jest to dość trudne. Jak wspomina autor: „Wierzę, że pisanie nie powinno utykać pod ciężarem banalnych emocji, które jak zapach potu biją z brudnych koszul i są identyczne jak rząd pisuarów w publicznej toalecie”. Prezentowane wizje – te realistyczne i oniryczne, na granicy groteski i czarnego humoru – tworzą specyficzną całość. Od uciętych palców, które zostały zjedzone i uduszonych wśród ekskrementów uchodźców do sennych koszmarów wywołujących śmierć na jawie czy szaleństwa pewnego kompozytora pieśni narodowych – między rozpaczą i trupami jest poetycka zaduma nad istotą cierpienia, które przychodzi znikąd i równie niezrozumiale naznacza ludzkie losy.

Opowiadanie tytułowe daje dodatkowe tropy interpretacyjne całości książki. To przypowieść snuta przez wiekowego Irakijczyka o tym, że pewnego dnia do Dzielnicy Ciemności trafili niezwykli Jasnowłosi; anioły pokoju i dobroci. Dokonali cudownych zmian na lepsze. Każdy był szczęśliwy, że trafili akurat do tego miejsca, zapomnianego przez czas, sprawiedliwość i Boga. Tymczasem przewrotny los dopomina się o swoje i ciężkie czołgi niszczą wypracowaną harmonię. To historia o wolności i jej utracie. Myślę, że każdy z tekstów Blasima w mniejszym lub większym stopniu o tym mówi. Czas spokoju kontrastowany jest z wojenną niepewnością. Konflikty wybuchające praktycznie wszędzie to ciosy zadawane raz po raz Irakijczykom, którzy mogą już tylko modlić się o pokój. Co z tego, skoro religia też ma charakter opresyjny, a ludzie Blasima – jak zaznacza inny Szaleniec, dyrektor pogotowia z opowiadania „Prawda i rejestr” – to jedyne istoty na tym świecie, które potrafią zabijać w imię wiary…

Niektórzy opowiadający cierpią z powodu swego serca, które z czasem zamieniło się w kamień. A przecież tak subtelnie, z taką delikatnością potrafią snuć swoje narracje! Skarga na kamienne serce ma miejsce w „Walizce Alego” i w „Żukach gnojarzach”. To także dwa z najbardziej wyrazistych tekstów w zbiorze. W pierwszym iracki uchodźca z pietyzmem traktuje swą walizkę podróżną, bo w niej dźwiga kości wygrzebanej z irackiej ziemi matki, którą chce pochować tam, gdzie naprawdę spocznie w pokoju. Drugi tekst – mocno oniryczny – mówi o losach zarodków z łajna, o ruinach we wspomnieniach życia i ruinie snów, które nie dają spokoju.

Sen jest przekleństwem i dla bohatera „Koszmarów Carlosa Fuentesa”, i dla uwięzionego we własnej łazience (jaźni) narratora tekstu o prowokacyjnym tytule „Zwyczaj rozbierania się do naga jest zły”. Podobnie ma się rzecz ze wspomnieniami. Ostatnie teksty ukazują trudną sytuację emigranta, który pozostawił za sobą kraj rozpaczy i niepokoju, ale niezwykle trudno odnaleźć mu w zimnej Finlandii spokój, do jakiego różnymi sposobami dąży. Poza tym poznajemy historie nieżyjącego redaktora działu kulturalnego pewnej gazety, przetrzymywanego i zmuszanego do fałszywych deklaracji więźnia, pisarza Chalida al – Hamraniego, który przez całe życie inspiracji do tworzenia szukał w okolicznym targu czy też uchodźcy niezwykłego, bo będącego nim we własnym domu po tym, jak doprowadził do utonięcia brata w szambie…

Świat, jaki przedstawiony jest w tych piętnastu bolesnych narracjach, Hasan Blasim określa za pomocą kilku przymiotników – kluczy. To świat okrutny, nieludzki i kruchy. Wyobraźnia twórcza pisarza – emigranta chce ocalić od zapomnienia czasy i zdarzenia, jakich zapomnieć się po prostu nie da. Blasima czyta się z przerażeniem, współczuciem i wzruszeniem. Sam autor na kilka sprytnych sposób stara się pokazać  - jak Tadeusz Borowski – że w każdej, najbardziej nawet ekstremalnej sytuacji można ocalić swoje człowieczeństwo. A przynajmniej tę jego część, która bez lęku kiedyś zmierzy się ze wspomnieniami. Wspomnienia Hasana Blasima są nie tyle gorzkie i bolesne, co przede wszystkim trudne do wyrażenia w słowach, bo o prawdziwym cierpieniu niezwykle trudno napisać. „Szaleniec z Placu Wolności” to z jednej strony jakby wyciszony i intymny dziennik porażającego „praesens historicum”, z drugiej dosadne i dramatyczne świadectwo cierpień milionów Irakijczyków, którym należała się ta książka i te historie.

tłum. Agnieszka Piotrowska
Biuro Literackie, 2013

2011-02-13

"Dziewczyny z Rijadu" Radża as-Sani

Iran i Arabia Saudyjska to przykłady dwóch muzułmańskich państw, gdzie religijne dogmaty regulują życie społeczne w każdej sferze. To państwa, w których religia wyraźnie wskazuje miejsce kobiety w społeczeństwie. Państwa, gdzie kobiety nie potrafią (i nie mogą) świadomie o sobie decydować. Zaskakujący to przypadek czy też świadectwo przełomowych zmian, że w bliskim czasie wydane zostają dwie intrygujące powieści, w których pięć bohaterek-kobiet próbuje wyjść poza role narzucone im przez społeczeństwo? Irańskie kobiety zrzuciły czador, by na kartach książki Shahrnush Parsipur udowodnić, iż mogą stanowić o sobie. Czas na Saudyjki z opowieści Radży as-Sani i niedyskretne spojrzenie pod abaje, gdzie ukrywa się kobiece piękno, kobieca wrażliwość i kobiece pragnienie bycia kochaną. Kochaną prawdziwie, czyli nie tak jak nakazuje to szariat. Kochaną, szanowaną, adorowaną.

„Kobiety bez mężczyzn” i „Dziewczyny z Rijadu” to formalnie dwie zupełnie inaczej napisane książki i poruszające inną tematykę. Wspólny mianownik, jakim jest kobiecość, ujawniająca się w społeczeństwach piętnujących jakiekolwiek przejawy kobiecości, każe w jakiś sposób te dwie publikacje połączyć. Radża as-Sani obiera inną drogę twórczej kreacji niż Shahrnush Parsipur. Jej książka wydaje się bardziej lekka, łatwiejsza w odbiorze. Saudyjska pisarka nie posługuje się nazbyt skomplikowaną symboliką, nie chce jak Parsipur dodawać do swych opowieści większej ilości znaczeń. Czy aby na pewno? Czy „Dziewczyny z Rijadu” to po prostu dynamiczna i pasjonująca opowieść o tym, jak trudno saudyjskim kobietom znaleźć szczęście i prawdziwą miłość u boku mężczyzn? Czy nie warto zwrócić uwagę, iż tak jak w przypadku irańskich „Kobiet bez mężczyzn”, tak też w postaciach bohaterek „Dziewczyn z Rijadu” są ukryte znaczenia, o jakich trudno mówić komuś, kto nie osadza kontekstowo tych książek w kulturze krajów, z jakich pochodzą ich autorki?


Wspomniałem o podobieństwie pięciu bohaterek u obu pisarek, zatem słowo na temat tego, o kim pisze as-Sani. W każdym materiale promocyjnym książki i na jej okładce przeczytamy, iż jest to opowieść o czterech saudyjskich młodych kobietach – Sadim, Gamrze, Lamis i Michelle. Tymczasem piąta z nich to narratorka i zarazem autorka maili, opisujących losy czterech koleżanek. To postać zagadkowa, która rozpoczyna swoistą burzę internetową, kiedy decyduje się co tydzień publikować zapiski z życia swych przyjaciółek. As-Sani tworzy wokół tej opowiadającej pewną tajemnicę i chwilami zmusza do tego, by utożsamić ją z którąś z dziewczyn, ale w moim odczuciu to piąta, szczególnie dotknięta przez los dziewczyna. Dziewczyna, która swymi listami elektronicznymi maskuje dużo więcej niż niejedna z tych, o których losach decyduje się pisać. „Dziewczyny z Rijadu” to bowiem zaskakująca historia opowiadającej, której niejednoznaczność czyni z tej książki tak pasjonującą powieść.


Wstęp ujawnia, kim będą opisywane dziewczyny. „Bohaterki mojej opowieści wywodzą się spośród Was i żyją między Wami. Pochodzimy z pustyni i wszyscy do niej wrócimy. I tak jak wśród roślin, które rosną w Nedżdzie, znajdziemy te słodkie i te cierpkie, tak też jedne bohaterki historii będą słodkie, inne cierpkie, jeszcze inne zaś będą słodkie i cierpkie zarazem”. Gamra, Sadim, Lamis i Michelle nie tyle będą tak specyficzne i dwuznaczne, co słodkie i cierpkie będą ich historie życiowe. Mocno od siebie różne, a przecież tak podobne. Bardzo wyraziste. Jak radzi sobie w Arabii Saudyjskiej kobieta odrzucona przez męża? Taka, która daje się „skosztować” jeszcze przed ślubem? Albo taka, która po rozwodzie rodzi niechciane dziecko, owoc związku, który przeminął? Albo też taka, która musi żyć z piętnem swego amerykańskiego pochodzenia, przez jakie nigdy do końca nie będzie w Rijadzie prawdziwą Saudyjką? Radża as-Sani opowie o tym, jak saudyjskie kobiety radzą sobie z miłością, jej brakiem, z czym muszą się zmagać, zakochując się prawdziwie i żarliwie i jak mogą kochać w kraju, w którym zakazane jest tak wiele, między innymi obchodzenie święta miłości.


To także całkiem serio napisana opowieść o zabawnych momentami odmianach losu i o tym, jak bardzo kobieta może się rozczarować mężczyzną. Gamra radzi koleżankom: „Nie oczekujcie niczego od mężczyzn, ponieważ i tak dostaniecie dokładne przeciwieństwo tego, czego sobie życzycie”. Ja poradziłbym czytelniczkom (i czytelnikom) tej książki, by nie oczekiwali po lekturze jasnych odpowiedzi na pojawiające się w jej trakcie pytania. Można bowiem odczytać as-Sani dokładnie przeciwnie do tego, jak być może chciałaby być odczytana. Tak czy owak mamy do czynienia z inteligentną i frapującą pisarką. A jej książka i dokonanie Shahrnush Parsipur to dwa ważne głosy w sprawie kobiecości w islamie.


Wydawnictwo Smak Słowa, 2010
KUP KSIĄŻKĘ