2021-06-07

„Moja matka psychopatka. Dorastanie w cieniu potwora” Olivia Rayne

 

Wydawca: Znak

Data wydania: 19 maja 2021

Liczba stron: 400

Przekład: Alka Konieczka

Oprawa: miękka

Cena det.: 42,99 zł

Tytuł recenzji: Miłość i strach

Psychopaci stanowią blisko trzy procent ludzkiej populacji. Funkcjonują w świadomości przede wszystkim jako bohaterowie mrocznych thrillerów. I tę książkę też można byłoby czytać jak thriller, gdyby nie była świadectwem zaburzenia osobowości, które pozostanie w pamięci dużo dłużej niż film o pozbawionym emocji manipulancie. Olivia Rayne zdecydowała się opowiedzieć swoją historię, której narracyjne ramy nadała osoba podpisująca się jako S.M. Nelson. „Moja matka psychopatka” to książka o potężnym ładunku emocjonalnym. Tak trudna w odbiorze, że trzeba sobie robić częste przerwy w lekturze. A jednocześnie jest opowieścią niezwykle potrzebną. Ma nas w założeniu uczulić na obecność psychopaty w naszym otoczeniu i ostrzec, byśmy mogli szybko się od kogoś takiego oddalić. Tymczasem opowieść Rayne okazuje się przejmująca z innego powodu. Mamy tu do czynienia z relacją dziecka i psychopatki. Z taką formą zależności, od której dziecko nie jest w stanie uciec – tak jak powinniśmy to robić my wszyscy, ostrzeżeni przez tę książkę. Są tysiące powodów, dla których mały człowiek będzie tkwił w toksycznej relacji i nie będzie w stanie się z niej uwolnić. Przemoc stosowana wobec dziecka jest przemocą najbardziej bezlitosną, a tu opisaną jako wręcz perwersyjna forma osiągania poczucia władzy przez kobietę, która jest mistrzynią manipulacji i okrucieństwa.

Jest wiele wstrząsających scen w tej książce. Na mnie największe wrażenie zrobiła ta szpitalna, kiedy matka szepcze swojej córce słowa, które na zawsze pozostają w jej pamięci. To też znamienna scena, bo cała portretowana tutaj relacja zasadza się na tym, że nie ma możliwości jej zakończenia. Matka i córka są na siebie skazane. Dziecko doświadcza przerażającej formy kontroli i zawłaszczania. To, co wydaje się najstraszniejsze w tej historii, to labilność emocjonalna. Brak jakiegokolwiek komfortu psychicznego dla dziecka, które w jednej chwili otrzymuje pochwały i uśmiechy, a za chwilę jest karane i wyzywane. Nie ma chyba nic bardziej destrukcyjnego dla umysłu oraz dziecięcego poczucia bezpieczeństwa jak emocjonalna chwiejność, wykluczające się komunikaty i stała presja strachu. Olivia Rayne ukazuje tu setki przerażających oblicz najbliższej jej kobiety. Czy okrucieństwo może być urocze? Czy otoczenie naprawdę nie jest w stanie rozpoznać emocjonalnych gier? Czy dorastająca dziewczynka rzeczywiście w takiej relacji musi być zostawiona sama sobie?

Najmocniej porusza tu postać drugiego planu, ale jakże ważna dla znaczenia całej tej historii. To uległy ojciec, który dopasowuje się do świata rojeń swojej zaburzonej emocjonalnie małżonki. To ojciec mógłby być tą osobą, która uratuje Olivię z opresji albo stanowczo utnie toksyczne zależności, rok po roku coraz mocniej traumatyzujących dziewczynkę. Tymczasem obserwujemy postawy oraz zachowania, które wzbudzają równie wiele emocji co opowieść o codziennych kontaktach matki i córki. Obraz dysfunkcyjnego małżeństwa, w którym dziecko wrasta w coraz większy strach i wychodzi życiu naprzeciw niepewne siebie, poraża autentyzmem. Co istotne, ciekawy jest sposób opowiadania o tym wszystkim. „Moja matka psychopatka” to w dużej mierze narracja reporterska, ale znajdują się w niej liczne fragmenty pełne intymnych wyznań, niecodziennych metafor, zaskakujących puent i wyjątkowo trudnych pytań retorycznych.

Niebywałe jest to, jak w sieci toksycznych zależności wciąż akcentowana jest instynktowna lojalność córki wobec matki. Olivia Rayne wielokrotnie wini samą siebie za to, że jej psychopatyczna rodzicielka karze i dystansuje się, wciąż na nowo buduje między nimi bariery i stale je przełamuje, pokazując dziecku, że między miłością a nienawiścią jest naprawdę cienka granica. A mimo wszystko dorastająca córka kocha matkę i jest gotowa wszystko jej wybaczyć. To dramatyczne utknięcie między chęcią buntu a poczuciem, że matka jest wyjątkowa i jedyna bez względu na to, jak postępuje, tworzy tutaj dramatyczne tło. W tym wszystkim czujemy się bezradni i wściekli, ale ta książka nie wywołuje tylko takich prostych uczuć. Jeśli przyjrzeć się skomplikowanej strukturze manipulacji, można dostrzec, że inteligencja psychopatycznej matki pozwala jej na to, aby swój spektakl władzy nad dzieckiem rozciągać w czasie i modyfikować zależnie od zmieniających się potrzeb oraz oczekiwań córki. Wobec takiej opowieści nasze odczucia zaczynają się komplikować.

Myślę, że to głównie opowieść o miłości i strachu. Wszystko koncentruje się wokół tego, jak bardzo można bać się kochać i jak mocno się kocha mimo niewyobrażalnego strachu. Dlatego jest to rzecz o jednym i drugim od pierwszego zdania do samego końca. Bo trudno orzec, czy „Moja matka psychopatka” to książka, w której można postawić ostatnią kropkę. Kolejne opowieści uzupełniają miniwykłady o cechach osobowości psychopatycznej. Wiele przywoływanych wydarzeń wydaje się wręcz absurdalne, ale najbardziej mrocznym elementem jest tu całkowity brak odpowiedzialności matki za to, co robi, jak krzywdzi, w jaki sposób wpływa na osobowość swojego dziecka. Ta toksyczna zależność jest jednocześnie coraz silniejsza. Rayne opowiada o tym, że nie sposób wyzwolić się z relacji, której intensywność jest naznaczana przez okrucieństwo. To są przeżycia traumatyczne, ale również takie, które wyjątkowo silnie wiążą dwie osoby. Dlatego to także sugestywnie napisana książka o wiecznej, szczelnie zamkniętej i zawsze przerażającej życiowej klatce.

Niewyobrażalne wręcz formy dominacji zbudowane są tu oczywiście na spirali kłamstw. One tworzą coraz trudniejszą do zniesienia sieć zależności. Fałsz kryje się na każdym kroku. Doskwiera wyjątkowo dziecku, które chce być szczere, a uczy się toksycznego dopasowania – aby przetrwać w równie toksycznej relacji. Rayne opowiada, jakim koszmarem jest życie w dwóch rzeczywistościach równoległych: w zamkniętej i dusznej przestrzeni, gdzie bliskość matki odbiera oddech, i w świecie otaczającym bohaterkę tej książki, w którym praktycznie nikt nie dostrzega, jak bardzo zniewolona i straumatyzowana jest dziewczynka chcąca za wszelką cenę dostosować się do reguł tego normalnego świata. „Moja matka psychopatka” to również wnikliwe studium uzależniania od siebie dziecka, modelowania jego życia, agresywnego i postępującego sterowania każdym jego aspektem. Matka Rayne wpływa na wszystkie jej decyzje, na nienawiść do własnego ciała, nastoletnie związki z chłopcami, wybór strojów czy stylu życia. Bardzo wiele w tej historii dusznego fatalizmu, jednak nie jest to książka mająca przygnębiać. Istotna dla wszystkich, którzy nie rozumieją, czym jest osobowość psychopatyczna, ale ważna także dla tych tkwiących w relacjach z osobami z zaburzeniami osobowości. Rayne opowiada o tym, kiedy następuje właściwy moment, aby odejść. Jednocześnie to narracja o związku do śmierci – śmiertelnie okrutnym i wyjątkowo bolesnym. Ta opowieść z pewnością pozostawi ślad w wyobraźni czytającego, a sama w sobie jest przejmującym studium dziecięcej krzywdy, za którą nikt nigdy nie weźmie odpowiedzialności i nie zostanie ukarany. Wstrząsająca rzecz, którą otwiera sugestywna scena tonięcia córki na oczach matki. Wokół tej metafory Rayne buduje historię o tym, co to znaczy wypłynąć na powierzchnię i złapać oddech.

2 komentarze:

Ula H. pisze...

Interesujące. Ważny temat, a często pomijany. Myślę, że warto przeczytać.

Gosia pisze...

Ja ze swojej strony polecam rewelacyjny thriller psychologiczny "Uratować dziecko" Sarah A. Denzil