2014-10-23

"Księgi Jakubowe" Olga Tokarczuk

Wydawca: Wydawnictwo Literackie

Data wydania: 22 października 2014

Liczba stron: 912

Oprawa: twarda

Cena det: 69,90 zł

Tytuł recenzji: Czekając na Mesjasza...

"Księgi Jakubowe" to intelektualne wyzwanie. Czytelnicza przygoda, która zdaje się nie mieć końca. Wymagająca, bo trzeba jej poświęcić czas i uwagę, jakiej nie oferujemy większości lektur. Multum odniesień do historii, kultury, religii, obyczajowości osiemnastowiecznej na ziemiach polskich i nie tylko. "Księgi Jakubowe" są efektem fascynacji i chwilami, zda się, swoistej obsesji. Imponującym! Siedem ksiąg, sześć lat pracy nad nimi, ponad 900 stron i opowieść, która zadaje pytanie nie tyle o to, jak mimo różnorodności kulturowej i religijnej w XVIII wieku charyzmatyczny Jakub Frank zbudował wokół siebie rzesze wiernych zjednanych obietnicami godnego życia w tolerancyjnym świecie, ale o to, w jaki sposób swym stylem życia i przekonaniami udowadniał, że w Polsce, w której - to słowa jednego z bohaterów książki - "wolność i nienawiść religijna są sobie równe", możliwie będzie religijne pojednanie. Za nim zaś stać miało duchowe odrodzenie, niezwykła przemiana i rosnąca wiara w nowego Mesjasza, która dla jednych stanie się groźnym ekscentryzmem, dla innych zaś - jedyną nadzieją na łez padole, gdzie życie ludzkie usilnie domaga się transcendencji, by uwierzyć, że cierpienia i niesprawiedliwość społeczna są czymś warunkowane i wynikają z jakiegoś nieznanego planu bożego.

Olga Tokarczuk zabiera nas do świata, którego już nie ma, ale który w niezwykły sposób ożywa w narracji przesyconej szczegółami codziennego życia ludzi o różnym statusie majątkowym, różnych przekonaniach, różnej drodze życiowej - zbliżonych jedynie nadzieją oczekiwania na cud bez definicji, ale cud wykraczający poza rzeczywistość. Tą polską, rozpiętą między niebywale odległymi od siebie granicami. Między kulturami, religiami i miejscami, gdzie wielość języków symbolizuje barokową wieżę Babel. Nieprzypadkowo autorka wprowadza nas we mgle najpierw do Rohatyna - tam wśród kościołów, synagog i cerkwi mieszają się też języki, a tym polskim zdaje się mówić niewielu. Tam, w 1752 roku, rozpoczyna się epicka opowieść o człowieku, który otoczony przez innych ludzi, w samotności mierzył się z losem i wciąż pewien był niezwykłego na XVIII wiek przekonania, iż prawda wyzwoli nas gdzieś ponad religiami i podziałami. Jakub Frank - postać wieloznaczna, enigmatyczna, portretowana w powieści w niepokojący sposób; obserwowana przez innych, oceniana, skryta w różnych narracjach, mistycznych zapiskach dziennikarskich czy też w listach. Obecna prawie od początku do końca, ale także przez cały czas tajemnicza, bo z zagadką Franka Olga Tokarczuk mierzyła się latami na wielu różnych poziomach i postanowiła dać temu wyraz poprzez znaki zapytania, nie definicje czy interpretacje.

Lekcje z frankizmu należy odrobić jeszcze przed rozpoczęciem lektury. Czytelniejsze będzie dla nas to, co w tej monumentalnej powieści jest historyczną prawdą, a co autorskim zmyśleniem. Jakub Frank jest od początku postacią mocno kontrowersyjną. Usiłuje odgadnąć, co w każdej religii jest najcenniejsze dla ludzkości, wchodząc w nie i sięgając do źródeł wiary, dla których stara się dać nowe wykładnie. Niezwykłe są te poszukiwania Franka. Z roku na rok zdobywa coraz większe zainteresowanie, coraz większy szacunek. Prowadzi Żydów ku chrześcijańskiemu obrządkowi chrztu. Oczekuje szacunku i godnego traktowania tych, którzy stoją po jego stronie. Nie jest jednak łatwo wierzyć Jakubowi Frankowi, podążać za nim bezkrytycznie, zgadzać się z jego ekscentryzmem i pojmować myśl, która wybiega gdzieś dużo dalej w przyszłość. Życie Franka śledzimy od momentu ślubnego początku nowej drogi życia do śmierci w Offenbach - śledzimy tym samym drogę jego wędrówki, przede wszystkim w sensie geograficznym, ale w przemierzaniu kolejnych granic na mapie ważniejsze są jednak granice dojrzałości do misji duchowego przewodnika. Frank wciąż je przekracza, wciąż oferuje wiele, stale zaskakuje i nie może dziwić fakt, iż jego poczynania zafascynowały Tokarczuk tak bardzo, że poświęciła wiele lat na spisanie historii tego człowieka po swojemu.

Elisza Szor wyraża przekonanie, do którego wracać się będzie, analizując postępowanie Jakuba Franka. "Potrzebujemy mocarza, który wygląda na słabeusza, kogoś bez lęku. On nas stąd wyprowadzi". Podążanie za Jakubem wymaga wyrzeczeń i Tokarczuk celnie zaznacza te momenty historii, w jakich Frank jest całkowicie i świadomie odizolowany. Nie mam na myśli tylko trzynastu lat więzienia w Częstochowie. W bolesnej samotności Franka kryje się zagadka niezwykłego rozumu, który pojmuje dużo więcej i w dużo szerszej niż inni perspektywie. Jego biografia to nie tylko spektakularna próba połączenia tego, co najcenniejsze z trzech religii - muzułmańskiej, chrześcijańskiej i żydowskiej. Te księgi to bolesny traktat o zdobywaniu kilku rodzajów wolności. I o cenie - tej jednostkowej, ale też pewnych grup społecznych - jaką płaci się za wolność światopoglądową i wolność wiary w XVIII wieku.

"Księgi Jakubowe" to proza licznych opowieści i niesamowitych wątków, które mnożą się obok wydarzeń historycznych w magicznym, mistycznym i metafizycznym porządku. Olga Tokarczuk precyzyjnie rozdziela role swym historycznym i fikcyjnym bohaterom. Kreśli wyraziste sylwetki w taki sposób, że dość wyraźnie można odczuć, kogo darzy szczególną sympatią. Choćby ksiądz Benedykt Chmielowski, który w wielowyznaniowym i lingwistycznie zawikłanym Rohatynie, usiłuje nawiązać kontakt z Eliszą Szorem i swoje "Nowe Ateny" wymienić na księgę pozwalającą mu dotrzeć do Żydów, jakich nie zna i których świata nie potrafi opisać. Poczciwy Chmielowski wyłania nam się z mgły o zapachu końskiego łajna, by potem prowadzić drogą swoich myśli. Ksiądz zapisujący świat niczym kronikę. Obok niego zaskakujący i kontrowersyjny Frank, za którym podążają tłumy. A poza drogami rozumienia świata poprzez religię - ważna postać drugiego planu, medyk Aszer Rubin, lekarz-mizantrop, ustawicznie piętnujący ludzką głupotę. Także Nachman-Jakubowicz, mistyczny kronikarz, błądzący i oddający subiektywnie zdarzenia, w jakich często czuje się zagubiony. Moliwda-Kossakowski, nawrócony w Smyrnie, nękany wątpliwościami, naznaczony jakimś wewnętrznym tragizmem oraz niejednoznaczną motywacją w działaniu. Jest także ktoś, kogo sama autorka nazywa narratorem... czwartoosobowym. Staruszka Jenta, która nie umarła do końca. Żegnając się z życiem, nie rozstaje się z nim do końca. Widzi opisywane zdarzenia z niezwykłej perspektywy. Jest w tym dużo metafizyki. Potrzebnej tak bardzo, aby podkreślić niejednoznaczny charakter "Ksiąg Jakubowych". Powieści o różnorodności, jaka jest nam dziś daleka. O religijnym żarze i niepokoju zwątpienia. O ludzkim nieszczęściu i rozpaczliwej wierze w uporządkowany świat, który ktoś kiedyś poukłada wedle boskich praw.

Olga Tokarczuk napisała historię o świecie, jaki znamionuje ustawiczny brak i o człowieku, który był w stanie wielu brak ów rekompensować. Nieprzypadkowo narracja kończy się u progu oświecenia, z którego to początkowo drwi się i ironizuje.  Czy rozum zastąpi wiarę, w której skryło się więcej okrucieństwa niż mógł znieść wokół sam Jakub Frank? Czy jego historia nie daje nam do zrozumienia, że być może w historii wydarzyło się coś, czemu odebrano należne znaczenie i o czym warto na nowo opowiedzieć z kilku różnych punktów widzenia? "Księgi Jakubowe" to niebywale oryginalna rzecz, ale i powieść wymagająca dużo od czytelnika. Z pewnością jedno z wyraźniejszych wydarzeń na książkowym rynku wydawniczym tego roku. Niezwykła, trudna, wymagająca oraz pasjonująca opowieść zmarłych ożywionych przez Tokarczuk w wyraźnym celu i z czytelnymi motywacjami. Książka archaicznie niezwykła. Nie do czytania w pośpiechu. Z fragmentem Historii, o którym wciąż niewiele wiemy.

  KUP KSIĄŻKĘ

24 komentarze:

Unknown pisze...

Ależ mam chęci na tą książkę. Oglądałem sobie ostatnio w Empiku, przeczytałem kilka zdań i chyba po 10.11 sobie sprawię.

Asia pisze...

Księgi Jakubowe czekają mojej półce, ale chyba potrzymam je jeszcze trochę i zacznę jak znajdę chwilę wolnego, bo to kawał książki :)

Anonimowy pisze...

Cudowna książka, wspaniały materiał na scenariusz filmowy. Marzę, że kiedyś ktoś nakręci film na jej podstawie. Był już Daas, ale nie specjalnie mi się podobał.
Barwna i niepokojąca opowieść, którą można przeczytać kilka razy i zawsze odkryć coś nowego.

kropka pisze...

przeczytam, jak skończę pisać pracę magisterską. to będzie moja nagroda.

zapiski czynione z doskoku pisze...

Jakubowe, jak Biblię można czytać kilka razy, za każdym razem inaczej. Nauczyłam się wiele, jeszcze więcej mi się skomplikowało.Tokarczuk poświęciła na napisanie kilka lat, jak kilkanaście dni na przeczytanie( na odczytanie jeszcze trzeba czasu) . Nie dziwi mnie więc mój niedosyt, obnażony deficyt wiedzy. Cieszę się, że przeczytałam i równie cieszę się, że skończyłam. Finito.

Sandflyer pisze...

Późny komentarz, ale właśnie wczoraj skończyłem lekturę.
Książkę kupiłem na podstawie zachęcającej rozmowy redaktora Nogasia z Wojciechem Mannem podczas którejś z piątkowych porannych audycji w Trójce.
Sama książka wizualnie jest wydana bardzo pięknie, przepiękne, zróżnicowane czcionki, dość ekscentryczna maniera numerowania stron od tyłu (zapewne ukłon w stronę pisowni hebrajskiej), "przeniesienia" ostatnich słów z dołu poprzedniej strony na górę następnej, bogactwo ilustracji wszelakich... - zdecydowanie warto kupić książkę w wersji papierowej, bo jakoś nie widzę możliwości odtworzenia tego wizualnego bogactwa na Kindlu.

Po wgryzieniu się w tekst zaczęły mi jednak przeszkadzać dwie rzeczy: po pierwsze, książka jest pisana językiem współczesnym. Dialogi są współczesne. Biorąc pod uwagę mistyczny temat, dobrze by jej zrobiło zarchaizowanie języka dla dodania kolorytu - coś jak książki Bunscha czy Gołubiewa.
Po drugie, i to już jest większy zarzut, kilkakrotnie pojawiają się w książce przemyślenia bohaterów (m. in. Moliwdy), które są na wskroś współczesne - porównania Warszawy z Krakowem, opisy prowincji są jakoby żywcem przeniesione z reportaży o słoikach z Gazety Wyborczej. Nie jestem oczywiście w stanie udowodnić, że w drugiej połowie XVIII wieku nikt tak nie myślał, bądź nie mógł myśleć, jednak wydaje mi się to mało prawdopodobne. Przykładem tu wrażenia Moliwdy na temat Warszawy i jej mieszkańców, porównania życia w Brunn i w Polsce.

Na koniec mała polemika - nie wydaje mi się, że konieczne jest "przygotowanie teoretyczne" przed rozpoczęciem lektury - ono może wręcz zadziałać jak spoiler i zepsuć przyjemność czytania.
Wystarczy uzupełniać ewentualne braki czy niepewności w trakcie czytania. Ja tak zrobiłem i nie wyszedłem na tym źle. Poza tym bardzo pomocne są ilustracje - w nich jest wiele wskazówek - ilustracje są jakby uzupełnieniem tekstu, więc im też warto poświęcić trochę uwagi, a nie tylko na nie pobieżnie zerkać.

Unknown pisze...

Pani Olgi nie sposób nie lubić, chociaz raczej za całokształt, bo "Księgi..." choć opasłe nie powalają. O samej autorce słów kilka tutaj http://autorzy.xyz/Olga_Tokarczuk

Anonimowy pisze...

Czekają na swoją kolej, jak pięćset innych, i gabarytowo, trochę przerażają. Nie wiem, czy podołam. Chociaż Lód Dukaja zmogłam.

Unknown pisze...

Przeczytałam Księgi Jakubowe nieśpiesznie delektując się treścią i rozmyślaniami nasuwającymi się w trakcie lektury.Dopiero po przeczytaniu sięgnełam po żródła historyczne zafascynowana magią, niesamowitością wydarzeńa by spróbować odgadnąć co mogło wydarzyć sie naprawdę a co fikcyjnie,ot taka ciekawość. Ciągle nie mogę wyjść z podziwu dla autorki, która tak pięknie, metafizycznie, duchowo potrafi postrzegać ludzi i otaczejący świat w swoich książkach np przepływająca woda przez dom w Dom nocny dom dzienny czy arcydzięgiel i niektórzy bohaterowie Prawieku i innych czasów czy wreszcie Jenta w Księgach Jakubowych.Postacie z książek pani Tokarczuk ich odczucia, rozumienie świata zostają ze mną na długo i dostarczają niesamowitych rozmyślań oraz innego postrzegania świata. To bardzo piękne odczucie i za to dziękuję pani Oldze. Pozdrawiam autorkę, gratuluję talentu i pracowitości, czekam na następne fascynacje, pozdrawiam wszystkich, którzy przeczytali Księgi lub inne siążki pani Tokarczuk

Unknown pisze...

Olga Tokarczuk najlepszą pisarką moją jest! Przeczytałam jej wszystkie książki więc marny byłby ze mnie krytyk. Uwielbiam klimat metafizyczno - historycznej otchłani w Księgach Jakubowych, która niespodziewanie wciąga w zaświaty, obiecuje zbawiciela,daje drogowskaz narodowej egzystencji, pochyla się nad językami; pismem i mową potoczną i tą ukrytą w księgach, potrzebie bratniej duszy... później wypluje cię w toksycznej masie ludzkiej nienawiści, próżności i głupocie. Odmienność zawsze będzie razić. Żyd, Turek, Polak mogą się dogadać jeśli interes będzie korzystny dla wszystkich. Kupcom i handlarzom szaty i gwara nie przeszkadzają... Ale gdy ktoś morduje dziecko - musi ponieść karę i tu już sprawa przynależności do określonej frakcji, wiary, rasy zaczyna się komplikować. Jak zawsze wygra mądrzejszy, odwróci żydowską klątwę... i postawi kapliczkę. Pełno mamy takich na wioskach - są jak wyrzut sumienia...Pzdrawiam

Unknown pisze...

Zaczęłam czytać i jestem zafascynowana...czekam na wieczór z utęsknieniem,bo wtedy tylko mogę czytać.Bardzo dobrze napisana ...bardzo obrazowo i malowniczo..

Jacek pisze...

Właśnie przedwczoraj Olga Tokarczuk była u nas w Manchesterze na spotkaniu autorskim (tydzień po zamachu). Czytałem jej "Księgi Jakubowe" i zbiór esejów - "Moment niedźwiedzia". Jest zaskakująco skromna na spotkaniu z czytelnikami, z poczuciem humoru i wcale dobrym angielskim. Dla mnie, który interesuje się i historią i Żydami jej powieść to imponujące cacko, opera za trzy złote grosze. Barwny język, imponujący warsztat i ogromny wkład pracy w przeszukiwanie źródeł.

Unknown pisze...

Jest to książka trudna. Źle się ją czyta. Irytuje zwłaszcza wątek Jenty, denerwująca maniera autorki, która tą drogą próbuje rozwiązać problemy techniczne i narracyjne. Język, którego używa Tokarczuk zawiera elementy archaiczne (zwłaszcza w listach), aż po słowa, które pojawiły sìę w II połowie XX stulecia. Znalazłem też kilka błędów rzeczowych. Książka oparta niby na faktach historycznych, niekiedy te fakty ignoruje, jak choćby w przypadku okoliczności śmierci Eliszy Szora. Denerwujący jest też styl i użyte tzw. środki literackie.Jednym słowem, pomimo pewnych cech pozytywnych - wybór tematu, próba wyjaśnienia kabały - jest to książka dla snobów.

Unknown pisze...

Wreszcie książka zasługująca na Nobla, wspaniały zmysłowy, poetycki język. Książka Olgi Tokarczuk to jest po prostu ARCYDZIEŁO. Ostrzegam, książka nie dla wszystkich, bo trzeba być oczytanym i mieć szerokie horyzonty, nie mówiąc o tolerancji i wiedzy ogólnej, żeby ją choćby zrozumieć ... to na zachętę:)

Tomek pisze...

O Frankistach czytałem już wcześniej, to i nie miałem problemów z czytaniem książki Tokarczuk. Tym bardziej, że ma w sobie coś: pomysł, język, swoistą "melodykę". Może jest trochę przegadana, ale nie ma tu takich jakościowych różnic jak w "Biegunach". No, ale nie o "Biegunach" tym razem. Moim zdaniem świetnie, że Tokarczuk przybliżyła postać Jakuba Franka i całkiem sporej grupy ludzi, którzy za nim poszli. Oczywiście "Księgi Jakubowe" to bardzo autorski obraz przeszłości, w jakiejś mierze wyznaniowo schematyczny dla autorki, ale dobrze. że powstał i jest. Pamiętajmy, że to jest proza, a nie historyczne opracowanie. Tokarczuk trochę sobie pofolgowała, ale to jej prawo. My będąc jej czytelnikami nie musimy być jej wyznawcami. A tak przy okazji, to gorąco polecam wydany przez Wydawnictwo Armoryka reprint książki Zygmunta Lucyana Sulimy "Historya Franka i Frankistów".

Unknown pisze...

Nie dajcie się zniechęcić opiniami, że książka jest trudna, że trzeba być skupionym, że jest wielopoziomowa co utrudnia zrozumienie. Skupionym trzeba być zawsze przy słowie pisanym. Język jest bogaty i klarowny. czyta się lekko. Świat jest przedstawiony tak drobiazgowo, że obrazy ukazują się niczym film. Książka jest mistyczna, pobudza wyobraźnie, pozwala na stawianie sobie pytań. Zachęcam i polecam. Książka jest dla każdego kto chce wejść w ten świat i przeżyć go. Powodzenia!

Ryszard pisze...

Juz jestem po jednej trzeciej tekstu. Podoba mi sie. Bardziej niz Bieguni.

szoko_lada pisze...

Cudna książka. Dobry materiał na film. Tokarczuk to moja mistrzyni!

borys dubov pisze...

Moim zdaniem tego nie mozna przeniesc na ekran.

Unknown pisze...

Świetny komentarz 👍

Tomek pisze...

Bo"Biegunie"to koczowisko, a ta książka jest udaną literacką próbą.

Unknown pisze...

Tokarczuk idealnie odzwierciedla rzeczywistość w tej powieści. Przeczytana i sięgam po kolejną.

Mój blog: korexradom.pl/category/podklad-korkowy

Unknown pisze...

I ja tak myślę

ElaR pisze...

:) jeszcze przede mną, czekam na zimę, na długie wieczory i klimat. Olga Tokarczuk świetnie pisze, więc mogę się spodziewać jeszcze lepszej lektury niż recenzja, która też jest napisana bardzo dobrze.