Wydawca: Wydawnictwo Pauza
Data wydania: 28 stycznia 2026
Przekład: Kaja Gucio
Liczba stron: 464
Oprawa: miękka
Cena det.: 59,90 zł
Tytuł recenzji: Język, niewidzialność, tworzenie
Dopiero od kilku lat na polskim rynku wydawniczym jest w dobrym tonie umieszczanie personaliów tłumaczy literatury zagranicznej na froncie okładki. Pamiętam czas, gdy nazwisko człowieka, który przełożył daną powieść, umieszczane było w najlepszym przypadku na stronie tytułowej, a nierzadko dopiero gdzieś dalej, drobnym drukiem. Jeszcze całkiem niedawno – i chyba w przypadku niektórych oficyn jest tak dalej – imię i nazwisko tłumacza nie pojawiało się na stronie internetowej oferującej daną książkę. Nie wspominam o marnych zarobkach za taką mrówczą pracę. Robię ten krótki wstęp do omówienia „Wymierania Ireny Rey”, bo jest to pozycja wyjątkowa: opowieść, chwilami szalona fantazja o potędze słowa tłumaczonego, o tłumaczu jako osobie i o tym, że często pisze on książkę wraz z autorem, a fragmentami zamiast niego.
Powieść Jennifer Croft – zajmującej się zawodowo także przekładami! – należy w gruncie rzeczy do Kai Gucio, która pozwala sobie i na wstępie, i w przypisach zaznaczać swoją obecność w tej powieści. Można odnieść wrażenie, że mamy tu do czynienia ze zbytnią ingerencją w pierwotny tekst. Jednak to jest potrzebne, by pewne kwestie podkreślić. Jak wspomniałem, jest to historia o mocy przekładu, trudnościach i otwierających się wtedy furtkach, zgrabnie spleciona z opowieścią sytuacyjnie przypominającą niektóre powieści Agathy Christie: grupa tłumaczy zbiera się w odludnym miejscu – będącym jednym z niemych bohaterów książki – by przetłumaczyć na własne języki ważną powieść. Ważnej autorki. „Nasza autorka” – tak nazywana jest enigmatyczna Irena Rey. Ta historia połączy ze sobą wiele wątków i problemów – od filozofii po kwestie proekologiczne ‒ ale będzie także ciekawym studium psychologicznym postaci. Szczególnie tej, która prowadzi narrację. Tej, z którą w dużym stopniu utożsamia się sama Kaja Gucio.
To tłumaczka w pełni świadoma swojej wartości. Dobierająca do swej pracy książki nietuzinkowe; mam wrażenie, że każda musi być „z pazurem”, by tłumaczka gotowa była się zanurzyć w jej oryginalnych słowach. Dość wspomnieć, że Gucio tłumaczyła między innymi wstrząsającą „Pieśń proroczą” Paula Lyncha czy świetne „Nasze winy” Louise Kennedy. Albo brzmiący dynamiką gniewu „Manifest” Bernardine Evaristo. Wspominam jedynie kilka wydanych jakiś czas temu pozycji, bo dorobek tłumaczki jest ogromny, ale nie wiem, czy jeszcze w którejś z nich nie pozwoliła sobie na eksperymentalne bycie na pierwszym planie, by udowodnić, na czym polega praca tłumacza i z jakimi trudnościami, wątpliwościami i zaskoczeniami można się mierzyć, de facto tworząc książkę na nowo. Tłumaczka bez osłonek pokazuje swoją dominację nad Jennifer Croft. Bo ma to wyraźny związek z przesłaniem i fabułą powieści… o tworzeniu powieści, kształtowaniu jej w innych językach i wynikających z tego komplikacjach.
„Co my tu tak naprawdę robimy?” – pyta jeden z bohaterów i to pytanie wydaje się przebijać z każdego akapitu tej książki, której gatunku nie da się określić. Może być nawet traktatem filozoficznym, a z drugiej strony – opowieścią o tym, jak dajemy się zwieść iluzjom kreowanym przez słowa. Charakterom innych ludzi. W końcu naturze, która bywa okrutna i nieprzychylna. Będą tu ludzkie szczątki i duchy. Napięcia tworzone przez relacje bardzo różniących się ludzi, którym podmiotowość nadają wprowadzone dopiero później imiona. Są elementy powieści łotrzykowskiej, sagi rodzinnej, kryminału, a także dużo humoru, głównie sytuacyjnego (jak dla mnie najlepsza scena z kurierem wzbudzającym postrach znajdujących się w budynku ludzi, którzy muszą mu otworzyć drzwi). Najlepszy jest jednak sam tytuł, bo znakomicie i wieloznacznie odnosi się do tego, co będzie się działo w wyobraźni czytelnika. Nie chodzi tylko o to, że pisarka Irena wciąż pojawia się i znika, a gromadząc materiały do swoich dzieł, robi rzeczy co najmniej dziwne, czasem niemoralne, jest złodziejką i manipulantką w stosunku do zatrudnionych przez siebie tłumaczy. To postać, która jest trochę widmowa, za to konkretne stają się problemy, gdy do Puszczy Białowieskiej przybywają pewni ludzie i zaczynają rozprawiać o kształcie świata formowanego przez język, jak również o jego historii, o okrucieństwie i poczuciu wyobcowania, gdy przebywa się w okolicy, która trochę przypomina miejsce zesłania, gdzie za wszelką cenę trzeba dać sobie radę.
Nikt z obecnych nie jest w stanie niczego wyczytać z „czarnych otchłani” oczu Ireny Rey, nikt też nie jest w stanie zrozumieć struktury zadania, jakie im powierzono. Gwiazda mediów, skandalistka pojawiająca się w życiu zleceniobiorców wyznacza im cel, który nie jest do końca jasny. Pojawia się też trop tragiczny: zleceniodawczyni nie żyje. By przetłumaczyć powieść, o którą jej chodzi, trzeba pojąć także inne. Dotrzeć do skomplikowanych, niezrozumiałych treści. A przy tym wszystkim nauczyć się żyć i pracować jako wspólnota. Obraz jej tworzenia się i rozpadu to jeden z ciekawszych elementów tej książki.
„Wymieranie Ireny Rey” bardzo zgrabnie pokazuje irracjonalizm i zwroty akcji. Chwilami można odnieść wrażenie, że nie akcja jako taka ma tu znaczenie, liczą się przede wszystkim dylematy, wobec których stają tłumacze czyniący z tej prozy tak wielowątkową narrację dotyczącą opowiadania o świecie. Bohaterowie w jednym czasie za pomocą różnych języków czynią tę historię zupełnie nieprzewidywalną, choć problemy są tu wyraźnie zarysowane – niektóre w niezwykle szerokich kontekstach.
Jest tu miejsce na przyjaźń, wrogość, romans, ekscentryczny pojedynek dwóch tłumaczek oraz… sporo symboliki związanej z pojęciem grzyba i grzybni. Bo Croft pisze o tworzeniu, ale także o pasożytnictwie i niszczeniu. Zarówno w świecie przyrody, jak i w tym, w jaki sposób postępujemy z językiem, kalecząc go albo pozwalając, by dzięki niemu powieść odrodziła się w lepszej wersji. W pewnym momencie pojawia się konstatacja, że geniusz Ireny Rey „należał do nas wszystkich”. Że w odludnym miejscu – bo często w takich warunkach pracują tłumacze, jest to jeden z niewielu fachów, w których należy pozostać tylko ze sobą, no i z tekstem – pojawiają się demiurdzy niemający śmiałości, by tak się nazwać, albo pewni siebie w stopniu przekraczającym granice dobrego smaku. Ta powieść tworzy bohaterów i kształtuje ich osobowości niczym plastelinę, bo tak działa język: twórczo, odkrywczo, destrukcyjnie, demaskatorsko. Dlatego „Wymieranie Ireny Rey” może być powieścią o kreatywności odtwarzania, które staje się stwarzaniem. Może opowiadać o odkryciach dokonywanych w samym sobie, kiedy obcuje się z tekstem kogoś innego, a zwłaszcza gdy można te doświadczenia porównać z czyimiś. Może być o kreatywności, którą dostrzega tylko twórca, nie otoczenie. A tutaj otoczenie to nie tylko dzika puszcza. To wspomnienia, wzmianki, dyskusje o fantazjach literacko-filozoficznych i faktach przypominających chwilami te z „Archiwum X”.
Pojawia się też teza – rozwijana oczywiście szerzej – inwazyjności tłumacza wobec tekstu, z którym ma pracować. Ale przede wszystkim to odważna i bardzo ważna powieść o ludziach niewidzialnych. Tytułowe wymieranie będzie miało wiele znaczeń, jednak uważam, że Croft z goryczą połączoną ze specyficznym poczuciem humoru zwraca uwagę na istotę pracy kogoś, kto często bywa niewidzialny. Jakie to szczęście, że jego imię i nazwisko pojawia się wraz z imieniem i nazwiskiem autora bądź autorki książki zagranicznej. Jednakże wciąż jest to specyficzna niewidzialność. A nagromadzenie zaskakujących cech charakterów bohaterów tej powieści podkreśla różnorodność, dynamikę, ścieranie się i wewnętrzną walkę o istotę każdego słowa. I fantazja na koniec: czy jest tu mowa o palimpseście, który jednocześnie pozwala na kreację i destrukcję? Bardzo ciekawa powieść, która powinna zostać wydana 30 września, w Międzynarodowym Dniu Tłumacza. Tymczasem otwiera nam rok wieloma pytaniami, na które nie jest łatwo znaleźć odpowiedzi. Zwłaszcza czytelnikom takim jak ja, którzy na co dzień preferują czytanie książek zagranicznych.
---
Jeśli podobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ

