2020-11-10

„Książka o miłości” Olga Drenda, Małgorzata Halber

 

Wydawca: Znak

Data wydania: 25 listopada 2020

Liczba stron: 336

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 44,99 zł

Tytuł recenzji: Kochać i rozmawiać

W przeszłości nie byłem zbyt łaskawy dla książek obu autorek. Zarówno „Wyroby” Olgi Drendy, jak i „Najgorszy człowiek na świecie” Małgorzaty Halber wzbudziły moje wątpliwości. Dlatego kiedy otrzymałem propozycję napisania o „Książce o miłości”, najpierw postanowiłem przeczytać fragment na próbę, by autorki nie kojarzyły mojego nazwiska naprawdę tylko z krytycznym okiem. Przeczytałem przy kawie pierwszy rozdział i naprawdę przepadłem. Dlatego z dużą frajdą przychodzi mi opowiadanie o tej książce, bo rozmówczynie nie tylko podejmują ważne dla każdego z nas tematy, ale świetnie balansują między subiektywną oceną opisywanych problemów a nakreślaniem i analizowaniem uniwersalnych metod radzenia sobie ze swoimi emocjami, nazywania ich. Bo to w dużej mierze książka o tym, że aby przeżyć miłość, trzeba zaprzyjaźnić się przede wszystkim z samym sobą – nazwać sferę swoich oczekiwań, wyjść im naprzeciw, ale przede wszystkim zrozumieć oczekiwania drugiej osoby. Tej, która chciałaby wejść w stały i odpowiedzialny związek, ale będzie się go uczyć razem z nami. Bo przecież bycie razem musi być – jak wspominają autorki – czymś na kształt spółdzielni. Jakkolwiek nieprzewidywalna i szalona może być nasza miłość, nadamy jej sens i oswoimy ją dopiero wówczas, gdy przejrzymy się w niej oczyma drugiej, najbliższej nam osoby.

To, na co w pierwszej kolejności trzeba zwrócić uwagę, to język tej książki. Drenda i Halber odnajdują się w każdym rejestrze opowieści i celowo różne modele mówienia o sobie oraz swoich uczuciach stosują w sposób, który przykuwa uwagę. Język tych rozmów jest giętki i dynamiczny. Od kolokwializmów i wulgaryzmów po leksykę dyskursu akademickiego – autorki świadomie bawią się formą opowieści o miłości, by pokazać jej wieloznaczność, a czasem nieprzystawalność do sposobu wyrażania się. Dlatego „Książka o miłości” jest wyrazem poszukiwań różnych sensów, ale także trochę naszej bezradności wobec tego, jak opowiedzieć sferę emocji. Świetny jest również intymny wymiar tej – jakkolwiek na to patrzeć – publicznej dyskusji. Małgorzata Halber nawiązuje do swoich doświadczeń terapeutycznych, które pomogły jej zrozumieć siebie, śmiało mówi o uzależnieniu i jego konsekwencjach, także w patrzeniu na miłość. Olga Drenda opowiada o swojej neuroatypowości, która w dużym stopniu determinuje spojrzenie na miłość – ogólne i bardziej szczegółowe. Początkowo wygląda na to, że rozmówczynie stosują pewną opozycję punktów widzenia i ma się tu ścierać emocjonalność Halber oraz uporządkowany, trochę naukowy tok myślenia Drendy. Jednak wcale tak nie jest, że autorki determinuje w ich opiniach to, jak usytuują siebie na początku. Dlatego ta książka jest naprawdę iskrząca, niecodzienna, odważna i bardzo mądra. Chciałoby się wiedzieć o swoich emocjach i ich przeżywaniu tak wiele. Ale z drugiej strony sugerowane tu jest, że wiemy o sobie naprawdę dużo, jednak z różnych powodów nie chcemy tej wiedzy do siebie dopuszczać.

Jedną z najciekawszych i bardzo interesująco rozwijanych tez jest przekonanie, że miłość każdego z nas powinna być świadomym wyborem, a nie efektem pragmatyzmu kierowanego uwarunkowaniami społecznymi. Krócej: mamy kochać tak, jak kochać umiemy, a nie jak oczekuje od nas tego otoczenie. Nawet wbrew temu, czego oczekuje osoba, z którą chcemy związać swoje życie, bo połączyła nas miłość, a wraz z nią poczucie odpowiedzialności za siebie. Autorki analizują różne typy relacji – niektóre oparte na groźnym zawłaszczaniu, inne podlegające tendencjom unikowym. Pokazują, jak z jednej strony śmieszne, a z drugiej niezwykle groźne jest to, że niektórzy ludzie traktują związki jako zapychacze różnego rodzaju pustek. Podoba mi się szczególnie rozdział, w którym Drenda i Halber opowiadają o swoich zakochaniach. O tym, w jaki sposób rodząca się miłość zmieniała ich sposób patrzenia na obiekt miłości, ale przede wszystkim na same siebie.

To także pasjonująca książka o odwadze. O odwadze wychodzenia poza schematy i walczenia z nimi wtedy, kiedy rozumie się ich znaczenie, czy ujawniania swojej emocjonalnej bezradności, ale też o odważnych walkach, aby w związku dać szansę na spełnioną miłość obu stronom, w byciu świadomym różnic i podobieństw miłości, która łączy. Śmiałe i intrygujące są to rozmowy. Te wymiany doświadczeń starają się dać nam do zrozumienia, że nie ma żadnych określonych dobrych strategii bycia razem. Dobre i zasadne są za to nieustanne próby. Polegające na nazywaniu własnych potrzeb i emocji oraz konfrontowaniu się z nazwanymi potrzebami i emocjami drugiej strony. Ciekawe są rozważania o tym, że miłosne relacje to zawsze rejon, w którym zderzają się ze sobą granice. Autorki zwracają uwagę na to, że stawianie granic jest zasadne i twórcze dla związku. Podobnie jak twórcza może być kłótnia, mocniejszy konflikt. Bo miłość jest wtedy wzajemnym uzupełnianiem się. I wówczas nie ma możliwości, aby opowiadać o niej banalnie lub za pomocą truizmów.

Ponieważ „Książka o miłości” to taki esej w dialogu, który powstał przede wszystkim dzięki Google Docs, stawia nas również przed innym ciekawym pytaniem: czy w XXI wieku, erze nowoczesnych technologii, z których często korzystamy zamiennie, redukując bezpośrednie rozmowy, łatwiej jest opowiadać emocje w formie pisemnej? Z jednej strony czytamy o tym, jak ważne są werbalny kontakt i fizyczna bliskość, z drugiej jednak – złapanie bezpiecznego dystansu do tego, co się czuje i jak się czuje, odbywa się w rejonie zapisywanych, nie wypowiadanych słów. Myślę, że Drenda i Halber chcą przede wszystkim pokazać, że nowe technologie nie rujnują naszej komunikacji. Nie wdzierają się też destrukcyjnie w sfery, które od zawsze zawłaszczała miłość. Uczucia i ich werbalizacja idą tutaj w ciekawej parze. Dlatego sama struktura tej książki jest bardzo interesująca. Zwłaszcza gdy zawiera niebanalną treść. I wciąż na nowo mówi o tym, że w konfrontacji z miłością powinniśmy być przede wszystkim odważni.

Odważne są tu rozmowy na przykład o seksie i znaczeniu pornografii w życiu człowieka. Dla autorek nie ma tabu, ale też nie widać żadnego silenia się na ekscentryczność, oryginalność, prowokatorstwo. „Książka o miłości” nie zawęża też perspektyw, choć opowiadają o sobie białe, bezdzietne i heteroseksualne kobiety. Bardzo chcą ujrzeć opisywane problemy w jeszcze innych perspektywach, wyjść poza osobiste doświadczenia, posiłkować się znanymi nazwiskami z dziedziny literatury czy filozofii. Najważniejsze jednak jest to, że Drenda i Halber unikają dydaktyzmu. Ta książka nie jest żadnym poradnikiem, niczego nie narzuca, niczego nie twierdzi. To świetna publikacja dla wszystkich, którzy wciąż rozmyślają o tym, czym jest miłość, i o tym, czy doświadczyli jej w stopniu dostatecznym albo tym właściwym, by była spełniona. Autorki udowadniają, że miłość nie ma definicji. Z definicji jednak wszyscy chcemy, aby dała nam szczęście i spełnienie.

Brak komentarzy: