2024-02-12

„Zanim mój mąż zniknie” Selja Ahava

 

Wydawca: Wydawnictwo Relacja

Data wydania: 22 lutego 2024

Przekład: Justyna Polanowska, Aleksandra Wróblewska

Liczba stron: 208

Oprawa: miękka

Cena det.: 44,90 zł 

Tytuł recenzji: Rozpad i odkrywanie

Selja Ahava to z pewnością jedna z najciekawszych fińskich pisarek współczesnych. Nie wiem, jak jest w ojczyźnie autorki, ale uważam, że każda jej powieść powinna być uznawana za wydarzenie literackie. Charakterystyczna dla niej krótka forma zawsze kumuluje w sobie mnóstwo ukrytych treści. Takich emocji, które nie są nazywane, lecz sygnalizowane. W swej nowej książce Ahava ponownie po „Rzeczach, które spadają z nieba” opowie o utracie. Chociaż trudno jednoznacznie określić, czy to utrata dosłowna. Bo świat bohaterki tej powieści się rozpadnie, kiedy towarzysz jej życia, którego zawsze była pewna, dokona metamorfozy pociągającej za sobą destrukcję związku. Jak zareagować na to, że ukochany mężczyzna, którego każdy centymetr ciała zna się tak dokładnie, przyjmuje imię Lili, a jego ciało stanie się jakąś obcą mapą, której nie można już studiować i poznawać, bo wymyka się wszystkim kategoriom opisu tego, co przynależne i bliskie? „Zanim mój mąż zniknie” to opowieść początkowo dwutorowa. Symbolicznie opowiada o drodze ku nieznanemu, gdzie horyzont to ciągły niepokój i zagadka, oraz o intymnej relacji, po której pozostają emocjonalne zgliszcza. Fantazje o podróży Krzysztofa Kolumba ku nowemu lądowi łączą się z kameralnym literackim epitafium rozpisanym na krótkie, rwane rozdziały i opowiedzianym w taki sposób, że słowa i składane z nich zdania stają się bezradne wobec tego, co mają opisać.

On w pierwszym zdaniu definiowany jest jako „mój mąż”. Dopiero potem odkrywamy, ile kryje się w połączeniu tych dwóch słów. Co się dzieje z tym, jak doświadcza się związku, kiedy rozpada się znaczenie zaimka, mężczyzna przestaje należeć do żony, wybiera nową drogę życia, rusza jak Kolumb ku nieznanym lądom. Ona nie tylko cierpi. Selja Ahava stara się pokazać przede wszystkim intensywność nieznanych dotąd emocji, jakie kłębią się w bohaterce, paraliżują ją, są dla niej destrukcyjne. Bo wybór nowej drogi życiowej partnera jest także dla niej otwarciem na nowe życie. Dla tej, która czuje się porzucona, osamotniona, oszukana. Kobieta opłakuje związek, którego istotę opowiadają już tylko retrospekcje, albowiem wspólne życie zamknęło się w przeszłości, dokąd nie ma dostępu. Pojawiają się za to nowe możliwości. Czy w tej rzeczywistości sprawdzi się powszechne przekonanie, że kochać to znaczy dać wolność?

„Każdy dzień testuje mnie nieco bardziej” – mówi roztrzęsiona i niepewna siebie bohaterka. Nie potrafi określić swojej roli u boku kogoś, kto staje się obcy, więc chce zdobyć się na coś, co przychodzi najłatwiej: po prostu odejść. Nie jest to jednak z różnych powodów możliwe. „Zanim mój mąż zniknie” to powieść o surowej składni, w której kryją się potężnie oddziałujące na bohaterów emocje. On, ten odchodzący, po dokonaniu wyboru staje się pewny siebie i swoich oczekiwań wobec nowego życia. Ona ucieka w rozpacz i płacz. A jednocześnie rozpaczliwie próbuje ostatni raz do niego przywrzeć, być blisko tego ukochanego ciała, które się zmienia, któremu trzeba wyprawić symboliczny pogrzeb, wygłosić jakąś mowę pożegnalną. Sportretowany problem koncentruje się wokół tego, czy bohaterkę stać na miłość poza ograniczeniami i uwarunkowaniami. Czy jest gotowa kochać pomimo zmiany płci. Czy była świadoma tego, jak naprawdę wyglądał jej związek.

Czyta się tę książkę z rosnącym niepokojem, ale widzi się zarysowane zagadnienie w szerszym kontekście, kiedy towarzyszy się Krzysztofowi Kolumbowi w jego podróży. A właściwie czyta o autorskiej fantazji dotyczącej podróżowania w nieznane, jak również o tożsamości odkrywcy. Jest tu mowa o kreśleniu mapy nowego świata, odnajdywaniu czegoś, co przecież nie jest nowe, lecz jedynie nie zostało odkryte. Emocjonalnie rozbita bohaterka książki zbliża się do kondycji emocjonalnej Kolumba, a w pewnych partiach powieści sama jest tym Kolumbem, bo okazuje się, że to nie jej mąż rusza niczym podróżnik w nową drogę, by odkryć tam wszystko, co niezwykłe. W zasadzie u Ahavy decyzja mężczyzny wcale nie jest efektem poszukiwania. Raczej samoświadomości, która bierze górę nad dotychczasowym sposobem życia. Tymczasem znany podróżnik kierujący się ku światu, który postrzega inaczej, dlatego że zauważa jego nieistniejącą część, to przecież propozycja egzystencjalnej drogi dalekiej od rozterek człowieka, który zdecydował i wie, że zdecydował właściwie. Selja Ahava snuje dwie opowieści po to, by wchodziły ze sobą w różne relacje. Były wzajemnymi odbiciami zarysowanych problemów, ale również w pewien sposób kontrastowały ze sobą. Biorąc pod uwagę, co dzieje się później z tymi pozornie odrębnymi narracjami, widzimy, jak bardzo kameralny dramat fińska pisarka chce opowiedzieć w uniwersalny sposób.

Wspomniane już krótkie zdania, które często są bardzo dosadne, usiłują zdefiniować zarówno rozpad, utratę i poczucie egzystencjalnej dezorientacji, jak i opowiedzieć o niezwykle silnej więzi, bo to przecież opowieść o miłości, która połączyła życiowych wędrowców, a teraz nie może im pozwolić na to, by wybrali swoje własne dalsze życiowe ścieżki. Przemyślana konstrukcja książki stawia na budowanie napięcia, którego wciąż jest coraz więcej, a powieść pęcznieje od trudnej do zniesienia atmosfery niepewności podszytej wielką goryczą. I jest coraz trudniej – bohaterce oraz czytelnikowi. Być może dlatego, że pisarka chce ukazać nieco wstydliwą stronę przywiązania do drugiej osoby. Najciekawiej bowiem Ahava opowiada o tym, czym jest ludzki egocentryzm w najbliższej relacji i jak wiele w niej chce uznać za swoje. Przedstawiony problem to historia, w której chęć posiadania i zawłaszczania zderza się ze świadomie wybraną wolnością. Jest to też opowieść o tym, jak trudno wyobrażać sobie i planować przyszłość po tym, gdy uświadamiamy sobie, że przeszłość jest deprecjonująca, bo nie została nazwana właściwie. A teraźniejsze przeżycia są najmocniejsze, one ukształtują na nowo bohaterkę, one zdefiniują jej spojrzenie na mężczyznę, o którym już nie może powiedzieć „mój”, a przede wszystkim dadzą szansę, by w rozpaczy spojrzeć na siebie z innego punktu widzenia.

„Zanim mój mąż zniknie” to książka intrygująco prezentująca metaforę podróży jako doświadczania przemiany, za którą stać będzie to, co nowe i nienazwane. Ahava opowiada o małżeńskim dramacie, w którym traci się pewność siebie, bo przestaje się rozumieć, co spoiło dwoje ludzi ze sobą i co tak naprawdę ma ich teraz oddalić. Podróż jest tu także takim rodzajem doświadczenia, w którym spojrzenie na samego siebie staje się bardzo bolesne. Anatomia związku, w którym coś się nagle kończy, jest poruszającą panoramą emocji opowiadających o tym, że najboleśniejsza jest niepewność. „Czy coś jeszcze pozostanie?” – pyta rozpaczliwie bohaterka powieści. Ahava stawia na otwarte zakończenie, pozostawia nas z wieloma niepewnościami. Bo to przecież powieść o tym, jak atrakcyjna literacko jest postać pozostawiona w egzystencjalnym niepokoju. Sugerująca, że ten niepokój przynosi zaskakujące myśli oraz emocje. To rzecz o tym, co to znaczy odejść, odpłynąć, poszukiwać i znaleźć. Jak również pełna emocjonalnego napięcia narracja o tym, dlaczego tkwimy pośród zasad oraz wyobrażeń, dzięki którym w naszym świecie wszystko jest na właściwym miejscu, jakby nie było potrzebne już żadne odkrywanie, żadne nowe wychodzenie rzeczywistości naprzeciw. Dawno żadna książka tak mnie nie wzruszyła.

Brak komentarzy: