Wydawca: Wydawnictwo Karakter
Data wydania: 25 maja 2026
Liczba stron: 176
Przekład: Jacek Giszczak
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena detaliczna: 49 zł
Tytuł recenzji: Oblicza wyobcowania
Uwielbiam oficyny, które odnajdują wydane dawno za granicą perełki literackie i udostępniają je polskiemu odbiorcy, czyniąc je nowościami specyficznymi, wyróżniającymi się na tle pozostałych, książkami odżywającymi na nowo. „Duszność”, wydana w oryginale tuż po drugiej wojnie światowej, a od niedawna dostępna w języku polskim dzięki Wydawnictwu Karakter, wnika dzisiaj do naszej świadomości i podświadomości w sposób nieopisanie wieloznaczny. Tak potężnej intensywności emocji – tych nazywanych wprost i tych zawoalowanych, ukrytych w gąszczu metafor i przesłoniętych mgłą oniryzmu – w tak krótkiej książce jest aż zbyt wiele. To rzecz z tych, które zajmują jeden wieczór, ale przyciągają swoją enigmatycznością na bardzo długo. Violette Leduc napisała powieść odważną, bezkompromisową, a przy tym delikatną w swojej melancholii. Coś, co kiedyś wywołało duży rezonans wśród krytyków i czytelników, dostajemy w znakomitym tłumaczeniu jako historię inicjacyjną i powieść o dorastaniu do nazywania swojego smutku. Lecz najważniejszy jest język, bo tu smakować można i całe zdania, i pojedyncze zatrzymujące na dłużej określenia – jak „mężczyzna owiany smutkiem”, „chrapiący piec” czy „zadumane stopy”.
To jedna z tych powieści, które przykuwają uwagę czytelnika pierwszym zdaniem. „Moja matka nigdy nie podała mi ręki”. Połączenie tego zdania z tym, które zamyka książkę, daje wszechstronny obraz niejednoznaczności relacji dziewczynki z wyjątkowo surową dla niej matką. W to wszystko włączona jest również opowieść o więzi z babką stanowiąca swoistą odskocznię od dusznej (sic!) atmosfery opisu tego, kim córka nie powinna być, kim się nie stanie i w jaki sposób wyzwala to gorycz matki.
Matki, która jest tu postacią bardzo niejednoznaczną, żadną antybohaterką mimo prezentowanych okrucieństw w zachowaniu oraz w tym, co mówi. Dialogi tną tutaj ostro jak żyletka, ale i część zdań narracji Leduc konstruuje w taki sposób, by były w stanie zranić czytelnika. „Duszność” jest o ranach zadawanych, ale też o tych immanentnych. Nie takich, które mają specyficzne podłoże. Nie takich, które mają podłoże konkretne. Konkretu jest tu oczywiście dużo, jednak nie o to chodzi. Matka chce kształtować swoje dziecko, które potrafi nazwać idiotką. Ona doskonale wie, ile pociągnięć szczotką uczyni fryzurę jej dziecka właściwą, co powinno ono mówić, jeść, w co się ubrać i przede wszystkim: jak myśleć o sobie. Bo o świecie każda z trzech postaci myśli inaczej, choć z podobną goryczą. Wynika to nie tylko z sytuacji egzystencjalnego niepokoju o własną wartość, ale jest także pokłosiem tego, co tworzy społeczną nierówność. Metaforyczne wyrastanie ze wsi i biedy kontrastowane jest z wędrówką dziewczynki po cichej, wręcz wymarłej ulicy arystokratów. Francuskie społeczeństwo tuż przed Wielką Wojną zarysowane jest tu całkiem wyraźną kreską, chociaż są miejsca, gdzie jest ona nieco niepewna, szczególnie tam, gdzie nakreślono wizerunki mężczyzn.
Czy „Duszność” niesie w sobie feministyczny przekaz? W dużym stopniu tak. Mężczyźni portretowani przez Leduc są przemocowi albo słabi względem samych siebie oraz otoczenia. Potrafią odejść na zawsze (śmierć) w mało spektakularny sposób i pozostać wiecznie w świadomości kobiet jako ci, którzy niezdrowo fascynują; potrafią też rujnować. Wyznaczają kobietom przestrzeń ich przynależności dokładnie w taki sposób, w jaki matka wyznacza córce zakres tego, co ma myśleć i jak działać.
Niektóre fragmenty tej niesamowitej książki czyta się z poczuciem, jakby cały czas słyszało się obecne w jednej ze scen skrzypienie papieru ściernego czyszczącego kuchenkę. Ta szorstkość jest jednak zestawiona z wyjątkową wrażliwością dziecka, dla którego nie ma miejsca w świecie matki, jeśli nie stanie się ono czymś na kształt jej kopii. Tej matki, która wiecznie dba o wygląd, zdaje sobie sprawę, że wartość kobiety zawiera się w jej sposobie noszenia się, pokazywania światu. Ale to wszystko wydaje się fasadowe. Leduc nie napisała przecież książki o dorastaniu w niepokoju i lęku, pod ciągłym surowym spojrzeniem niebieskich oczu rodzicielki. Nie tylko o tym, jak wielkim ratunkiem w sytuacji braku porozumienia z matką jest bliska więź z babką. To rzecz o relacjach w bliskim kręgu, ale także o tym, kto do tego kręgu usiłuje się zbliżyć – niszcząc, podbudowując albo definiując na nowo to, co łączy kobiety w trzech pokoleniach.
„Duszność” korzysta z kilku rejestrów językowych; dominuje oczywiście perspektywa dziecka, ale wymyka się ona swojej formie z powodu niezwykłej plastyczności i wynikających z niej asocjacji. Bardzo ciekawe jest to, jak francuska pisarka wprowadza na scenę swego świata przedstawionego nowe postacie. Nawet te – dość liczne – epizodyczne wpływają na tok trudnej do jednoznacznego zdefiniowania akcji. Leduc jest znakomita w portretowaniu ludzkich sylwetek. Ich wygląd zderza się z tym, jak dziewczynka postrzega połączenie postaci z jej zachowaniem i jego natychmiastową interpretacją. Często jako zagrożenia, bo „Duszność” to opowieść o szponach lęku, które więżą zarówno dziecko, jak i osobę dorosłą. Komplikacje psychologiczne prowadzące do konfliktów między matką a córką są dość czytelne, ale włączyć w to trzeba także fantazję literacką o tej trzeciej relacji. Wkraczająca na karty powieści babcia pozornie zniweluje lęki córki, lecz pomiędzy tymi trzema członkiniami jednej rodziny nieustannie coś pulsuje niepokojem.
Dla matki normalne życie ma być poukładane jak towary na sklepowej wystawie. Dla córki tworzy się tam przestrzeń do ich przestawiania, mieszania i wymieniania. Akurat motyw bliskości z wystawą sklepową jest tu ważny, bo wskazuje na bolesne doświadczenia, czasami te graniczne. Nad wszystkim unosi się dodatkowo klimat niepokojącego zawieszenia i niepewności. Dołącza do tego subtelnie świat natury. Przyroda nie jest wroga, jednak nie sprzyja odnalezieniu komfortu. Leduc stwarza świat, w którym na wszystko trzeba uważać, bo jest symbolicznie zbyt kruche albo też wyjątkowo trwałe i okrutne.
Czy to rodzaj autofikcji? Ile w tej historii biografizmu, ile wynikającej z twórczej wrażliwości prawdy w opowiadaniu świata, który już wtedy, przed laty, przed nadejściem dominacji obrazkowości, nadmiaru dźwięków i bodźców słownych, jest przestrzenią, w której można się zagubić? Język jest bezkompromisowy, jednak kryje się w nim nadzieja. Nadzieja pojawiająca się nawet podczas przyglądania się złu i opisywania go jako czegoś, co może być twórcze i doprowadzić do ucieczki w jakiś bezpieczny rejon świadomości. Zapada też w pamięć zapisana tu „niewolnica ciekawości” – postać niejako uwięziona między tym, co realne, a tym, co wyobrażone. Bo „Duszność” to także opowieść o niespełnionych tęsknotach i o kilku innych rodzajach niespełnienia przenoszonych z pokolenia na pokolenie, w każdym kolejnym bardziej frustrujących. Tę narrację napisano w taki sposób, że można by ją porównać do pomału gotującej się wody. Na początku chłód i surowość, a na końcu wrzenie, odbywająca się na naszych oczach eksplozja i uderzająca w nas dekoncentracja. Leduc rozprasza uwagę zresztą wiele razy, tworząc pozornie nielinearne historie albo opisy sytuacji nieprzystających do pozostałych. Tak czy owak jest to lektura przejmująco smutna i perfekcyjnie wieloznaczna. Nie można się opowiedzieć po którejś ze stron, nie można jednoznacznie stwierdzić, co z czym toczy tu walkę. Mamy nieszczęśliwe dziecko, nieszczęśliwą matkę i starszą kobietę, która chciałaby zapobiec nieszczęściu, zapominając o pewnych sprawach lub interpretując je na nowo.
Na koniec warto sobie zadać pytanie: czy „Duszność” jest o dziewczynce, która chce być częścią matki, czy antycypującej pewne wydarzenia i doskonale wiedzącej, że nigdy taką częścią nie będzie, bo nie odpowiada ideałowi, sztucznie wykreowanemu wizerunkowi. Przejmująca książka o dorastaniu w smutku i pośród często smutnych ludzi, a także o dzieciństwie naznaczonym przemocą ze strony mężczyzn, nie tylko pozornie najbliższej osoby. Boli dość długo po przeczytaniu, choć jest krótka i wkraczamy do tego niepokojącego świata wyobraźni Leduc tylko na chwilę. I na tyle głęboko, na ile sama autorka nam pozwala, jeśli chodzi o wiedzę o zaprezentowanej rzeczywistości.
---
Jeśli podobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz