2018-12-07

„Dom z dwiema wieżami” Maciej Zaremba Bielawski


Wydawca: Karakter

Data wydania: 28 listopada 2018

Liczba stron: 320

Przekład: Mariusz Kalinowski

Oprawa: twarda

Cena det.: 45 zł

Tytuł recenzji: Stygmaty wyobcowania

To chyba najbardziej wstrząsająca książka o antysemityzmie, jaką udało mi się przeczytać. Skonstruowana jak intymna opowieść o losach rodziny, ale naznaczona bolesnym wyrzutem sumienia – z powodu wyobcowania i smutku, które Zaremba zabrał z Polski jako siedemnastolatek. Także z powodu bólu, niepokoju i gniewu jego matki. Osoby, która w milczeniu niosła przez życie swoje straszne tajemnice. Takie zrozumiałe i możliwe do opisania przez syna dopiero po wielu dekadach. Z charakterystyczną od początku do końca goryczą, że stygmatyzowanie na zawsze pozostawia piętno. Bo ta książka to nie tylko ujmujące w swej delikatności rozliczenie z okrucieństwami doświadczonymi przez rodzinę. To głos w sprawie poczucia wyobcowania we własnym kraju. Rzecz opowiadająca o tym, jak kształtowało się pojęcie obcego, jak wdzierało się w codzienny tok myślenia, ale przede wszystkim jaką agresję wywoływało i ile krzywd wyrządzało ofiarom samym funkcjonowaniem w umysłach uprzedzonych katów. Zaremba wypowiada się także jako ktoś chcący wyrazić wyobcowanie swoich rodziców. Bo to o nich w gruncie rzeczy jest ta piękna książka o strasznych sprawach. Głęboka i humanistyczna rozprawa z niesprawiedliwym losem oraz hołd dla ludzi, którzy musieli się z tym losem borykać, przenosząc swoje problemy na dzieci, ale przede wszystkim żyjąc w wiecznej czujności, by nie przyzwyczajać się do dobrego i spokojnego życia.

„Wszystko w tej książce jest prawdziwe, ale w nic nie trzeba wierzyć”. Bo z uwierzeniem jest bardzo wygodnie. To, co uwiera i nie mieści się w zawężonym osądzie moralnym, można uznać za konfabulację albo zupełnie zignorować. Maciej Zaremba Bielawski opowie o tym, w co w Polsce nie chce się wierzyć. O tym, jak uprzedzenia kształtują świadomość oprawcy. O opresyjnym systemie kraju, z którego autor jako siedemnastolatek musiał wyjechać. Wydarzenia 1968 roku to pewien fundament historii będącej oskarżeniem. Ale także istotny punkt wyjścia do rozważań o tym, czym jest uciekanie w życiu człowieka. Autor decyduje się napisać rzeczy niewygodne i bolesne. Oskarżyć, ale jednocześnie pokazać mechanizmy tak kształtujące świadomość społeczną, że wypierające z nich poczucie, iż cokolwiek może być opresyjne. Matka Zaremby Bielawskiego w czasie wojny musiała znieść niewyobrażalnie wielką traumę. Po to, by po wojnie skryć ją w milczeniu, a potem doczekać się momentu, w którym jej żydowskie pochodzenie ponownie będzie powodem nagonki i opresji. Nieopisane jest cierpienie kobiety, za którą po latach zdecydował się mówić syn. W tej intymnej retrospekcji kryje się także czytelna niezgoda na każdą postać antysemityzmu. Ale autor mówi o jeszcze innych formach uprzedzenia. Portretuje ludzi, którzy podejmowali szereg decyzji, by stać się niewidzialnymi, znikać za życia. Dzisiaj naprawdę ich nie ma. Jednak siła tego utworu jest ogromna – jego skrupulatność w śledzeniu przeszłości, drobiazgowość w jej opisie, ale także odnoszenie bolesnych doświadczeń rodziców do tego, jak kształtowała się tożsamość introwertycznego dziecka. A potem mężczyzny, który stał się uchodźcą z własnego kraju.

„Dom z dwiema wieżami” to publikacja nieoczywista, która niczego nie ułatwia. „Szukam metafor, które ranią”. To nie przejaw emocjonalnego masochizmu autora. To konieczność, by zobrazować trudne życie swoich rodziców i mentalny spadek po nich. Zaremba Bielawski stara się po latach zrozumieć, dlaczego ojciec był tak surowy i oddalony, dlaczego matka męczyła swoją nadopiekuńczością. Dlaczego w ogóle byli ze sobą i co z tego związku przenieśli na syna. Autor zaznacza, że aby zrozumieć swój los, zwłaszcza ten po 1968 roku, koniecznie musi zrozumieć, kim była i jak funkcjonowała w życiu matka. Ale także zadać pytania o jej demony, które mimowolnie Zaremba zabrał do Szwecji i które go nie opuściły – łącznie z pytaniami bez odpowiedzi, z którymi dzięki tej książce chce nareszcie skończyć.

To opowieść o tym, jak mocno ludzie i zdarzenia czynią nas tym, kim jesteśmy, ale także historia dorastania pośród niedopowiedzeń zabranych ze sobą w dorosłe życie. To nie tylko rozliczenie z rodziną. To może efekt pierwszego prawdziwego z nią spotkania. Wiele lat po tym, jak poznali się rodzice – już po wojnie, a jednak wciąż z jej okrucieństwem, niesionym pod skórą strachem i poczuciem, że życie może ponownie skrzywdzić. Że ludzie będą tylko źródłami opresji oraz agresji. Zaremba portretuje trudny związek i postacie, które być może nigdy nie weszły w kontakt z tymi wszystkimi emocjami, jakie tworzą tę niezwykłą opowieść o przemianach dziejowych, emigracji, ale przede wszystkim o rodzinie, w której tak wiele się ukrywało. Milczenie dla dobra codzienności. Unikanie konfrontacji z cierpieniem, któremu nigdy nie zadośćuczyniono. Ale i konfrontacja z systemem wymuszającym czujność. Z krajem, który wyprasza. Z ludźmi ponownie jawiącymi się jako wrogowie. Z mentalnością uciekiniera.

Zaremba Bielawski koncentruje się na antysemityzmie, bo choć nie dotknął on go tak jak rodziców, został przez niego zabrany w życiową podróż, wciąż na nowo zaskakujący, stale bezkompromisowy i doskonale odradzający się po latach. Antysemityzm jest tu wieczną goryczą i niegojącą się raną. Wisi jak mroczne fatum nad tą opowieścią, jednak skłania też do rozmaitych refleksji, nie tylko potępiania. Autor pokazuje, co wpłynęło na życiowe milczenie jego matki. Jak bardzo opresyjny jest mechanizm niepozwalający rozliczyć się z cierpieniem, zwerbalizować doznanych krzywd. Jak często ofiara prześladowania zostanie nią już za zawsze, także czyniąc samej sobie wyrzuty. Dom z dwiema wieżami” jest opowieścią o wnikaniu w umysły najbliższych, którzy bali się konfrontacji ze sobą. A może zostali zmuszeni przez okoliczności, by nie wchodzić w kontakt z tym, co niszczyło życie i destrukcyjnie wpływało na związek. Ta opowieść to dowód na to, że miłość do rodziców sprawia, iż chciałoby się umożliwić im rozgrzeszenie oraz ekspiację, na które nie mieli szans. Ale także to czuła historia nazywania i określania tego, co nie pojawiało się nawet w myślach. Mocna i wyrazista książka o niezgodzie na uprzedzenia oraz przemoc. Zaprezentowana jako kameralna całość, w której trzeba opowiedzieć o rodzicach i za rodziców, by zrozumieć własną tożsamość. Z jednej strony narracja bardzo wstrząsająca i uczciwie opowiadająca o tym danse macabre lęku i uprzedzeń. Z drugiej jednak – tak intymna, że chwilami ma się wrażenie przekraczania dozwolonych granic. Specyficzna opowieść o życiowych inicjacjach i dręczących wciąż pytaniach. O miłości, dzięki której wciąż na nowo pojawia się odwaga, by pytać. Maciej Zaremba Bielawski wstrząsa, ujmuje i udowadnia, że rozrachunek z samym sobą oraz miejscem, do którego się przynależy, można podjąć wówczas, gdy zrozumie się losy oraz motywacje działania swoich najbliższych.

1 komentarz:

Jardian pisze...

Potrzebna książka. Pozdrawiam imiennika :)