2021-02-16

„Epidemia smartfonów. Czy jest zagrożeniem dla zdrowia, edukacji i społeczeństwa?” Manfred Spitzer

 

Wydawca: Dobra Literatura

Data wydania: 17 lutego 2021

Liczba stron: 336

Przekład: Małgorzata Guzowska

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 44,90 zł

Tytuł recenzji: Ryzyko i niebezpieczeństwa

To już czwarta książka Manfreda Spitzera krytyczna wobec nowoczesnych technologii informacyjnych. Tym razem wydaje się napisana dla absolutnie każdego, bo przecież każdy z nas korzysta ze smartfonów, a wielu robi to także w tej chwili, czytając tę recenzję. Niemiecki psychiatra stawia w swojej książce bardzo mocną, kontrowersyjną i na pewno dyskusyjną tezę. Otóż nasze wspaniałe nowoczesne telefony nie czynią nas ani mądrzejszymi, ani szczęśliwszymi. Zanim zaczniecie się zżymać i natychmiastowo to kwestionować, warto naprawdę zastanowić się nad tym, co dobrego ze stanem naszego umysłu zrobił telefon, który już od dawna do dzwonienia służy w jakiejś bardzo dalekiej kolejności. Co poza wygodą życia i możliwością załatwienia opłat, zakupów oraz wielu innych czynności pochłaniających kiedyś uwagę i czas zaoferowało nam nasze podręczne urządzenie? Co tak naprawdę dobrego zrobiło z naszymi umysłami, percepcją, emocjami, rozwojem osobistym? Stawiałem sobie to pytanie przez cały czas lektury „Epidemii smartfonów”. Z rozdziału na rozdział to, co wynotowałem, zaczynałem wykreślać. Aż w końcu pozostałem w niemym zdumieniu. Bo Spitzer, jakkolwiek bezkompromisowy i może zbyt radykalny (na przykład w głoszeniu przekonania, że każdy człowiek to istota stadna i zasadne jest życie w społeczności, a nie egzystencja singla), zmusza do rozmyślania nad kwestiami, nad którymi albo nigdy się nie zastanawialiśmy, albo przestaliśmy zastanawiać, biorąc pod uwagę powtarzane wszem wobec, że nowoczesne technologie czynią nasze życie lepszym. Ano nie czynią i ta książka świetnie to pokaże.

„Epidemia smartfonów” zaczyna się od bardzo odważnego stwierdzenia: „Smartfony szkodzą zdrowiu i kształceniu młodych ludzi, stanowią też zagrożenie dla społeczeństwa demokratycznego”. Manfred Spitzer nie jest mrocznym wizjonerem, subiektywnie oceniającym szaleńcem oderwanym od nurtu współczesnego życia. Nie jest też człowiekiem, który zasadniczo i wyraźnie stwierdza, że mamy nie korzystać ze smartfonów. Autor powołuje się na wiele badań, których wyniki przedstawia bardzo skrupulatnie i stara się obiektywnie je komentować, choć w wielu fragmentach widać, że zdecydowanie porzuca akademicką frazę i nie chce brzmieć jak naukowiec, lecz nauczony różnymi doświadczeniami cyfrowego świata Niemiec, który wciąż potrafi krytycznie patrzeć na technologiczny rozwój tego świata. A krytykując smartfony, odwołuje się przede wszystkim do naszej odpowiedzialności za najmłodszych ich użytkowników. Dowodzi, że małe dzieci przy smartfonach jedynie reagują, nie potrafią działać. Że urządzenia mają katastrofalny wpływ na ich wzrok przyzwyczajony do odbioru obrazu i treści z bliska. Że żadne dziecko nie nauczyło się języka ani empatii z telefonu. Żadne nie nauczyło się również rozwijać umiejętności prospołecznych, a także… skutecznie zdobywać wiedzy.

Spitzer łączy rozważania o smartfonach z analizą stanu edukacji, która od pewnego czasu poddała się dyktatowi technologii informacyjnych. Tymczasem – jak twierdzi autor – nie ma żadnych wyników badań świadczących o tym, że technologie poprawiły jakość i wyniki edukacji. Jako nauczyciel czytałem z uwagą. Jak mocno zachwyciliśmy się tym, że możemy edukować w sposób nowoczesny i że uczniowie tak chętnie reagują na nowinki elektroniczne na lekcjach? Co nam to daje poza złudnym poczuciem, że pozwalamy przyswajać treści w nowocześniejszy sposób? Czy nasi uczniowie gruntują wówczas wiedzę solidniej? Lepiej korzystają z tej wiedzy? Są bardziej świadomi siebie, świata i relacji międzyludzkich, naprawdę lepiej przyswajają coś, co nowoczesne formy edukacyjne w postaci różnych technologii raczej rozmywają niż konkretyzują i standaryzują? Smartfon jest tu początkiem rozważań o współczesnym stanie edukacji, bo to pierwsze z urządzeń, które dziecko zabiera ze sobą do szkoły. Spitzer zaznacza, że tylko Francja odważnie zakazała swoim uczniom korzystania ze smartfonów. Ta książka jest wyrazem sporego rozczarowania tym, że żadna instytucja w żadnym państwie nie wdrożyła w najmniejszym nawet zakresie procedur ochrony przed smartfonami. Bo czasami można się ich bać. A już na pewno należałoby się bać o dziecko z nowoczesnym telefonem w kieszeni.

Nie chcę przytaczać faktów i analiz z „Epidemii smartfonów”, bo nie chcę psuć lektury – na pewno pełnej zdumienia, zaskoczenia, niejednokrotnie niezgody. Manfred Spitzer na pewno wywoła sporo emocji, ale wszystko, co pisze, to przestrzeń danych i rzetelnej ich analizy. Pozwolę sobie tylko na przytoczenie kilku faktów, które być może zaskoczą. Jesteśmy w bardzo bliskim kontakcie z urządzeniem, które w niewiele ponad dekadę zmieniło sposób życia i myślenia ludzi na całym świecie. Z urządzeniem, którego wyprodukowano na świecie w liczbie przekraczającej liczbę ludzi na naszym globie. Z urządzeniem, które potrafi zmienić ludzką tożsamość, a nigdy nie zostało zakwalifikowane jako zagrożenie. Spitzer punktuje i komentuje. Zwraca uwagę na to, jak daliśmy się zmanipulować, a w gorszym przypadku zniewolić przez smartfony, za którymi czai się naprawdę dużo niebezpieczeństw.

Odważne i dyskusyjne argumentowanie czyni z autora kogoś, z czyim zdaniem trzeba się liczyć i na pewno trzeba z nim dyskutować. „Epidemia smartfonów” nie jest zamkniętą całością utyskiwań i mrocznych wizji przyszłości. Tę książkę powinien przeczytać absolutnie każdy z nas, kto każdego dnia bez żadnego sensownego powodu odblokowuje swój telefon i coś w nim robi. Najciekawsze wydają się wnioski dotyczące tego, w jaki sposób nowoczesne telefony mogą rujnować psychikę. Sprytnie i podstępnie. Bo w gruncie rzeczy rozważania Manfreda Spitzera to opowieść o specyficznej i bezpardonowej walce nowoczesnej technologii o naszą uwagę. O tym, jak nią manipuluje, jak przekształca, w jaki sposób podstępnie wywołuje stany emocjonalne, do których nie doprowadziłoby nas nic poza kontaktem ze smartfonem. Autor zwraca uwagę na to, że smartfony i idąca za nimi technologia informacyjna w znaczący i destrukcyjny sposób wpływają na to, kim się stajemy i jak postrzegamy innych ludzi. Jest sporo o manipulacji, ale przede wszystkim dominują gorzkie wnioski dotyczące tego, że pozwoliliśmy w minionych dziesięcioleciach na wywarcie ogromnego wpływu na nasze życie urządzeniom, do których rzadko podchodzimy krytycznie.

Pośród analiz i rozważań wciąż unosi się duch Paracelsusa i jego słów, że tylko dawka sprawia, że dana substancja jest trucizną. O ile nie zatruje dorosłych i ukształtowanych użytkowników, o tyle może być bardzo groźna dla dzieci i młodzieży. A jeśli chcielibyśmy temu zaprzeczyć, warto pomyśleć nad tym, jaki procent czytających zdecyduje się na lekturę tej dość długiej recenzji do końca. Zwłaszcza gdy pojawi się inne powiadomienie lub zabrzęczy urządzenie obok, kiedy ktoś czyta to z ekranu komputera. Smartfon odbiera wolę, rozprasza uwagę, w rozmaity sposób atakuje, zamiast wspierać. Spitzer nie każe go odrzucić, bo to już niemożliwe. Sugeruje, by zajrzeć uważnie w głąb samego siebie. Czyli zrobić to, czego raczej nie robimy w towarzystwie smartfona.

Brak komentarzy: