2022-04-21

„Kobiety, których nie ma. Bezdomność kobiet w Polsce” Sylwia Góra

 

Wydawca: Marginesy

Data wydania: 27 kwietnia 2022

Liczba stron: 336

Oprawa: miękka

Cena det.: 49,90 zł

Tytuł recenzji: Niewidoczne

Książka Sylwii Góry przypomniała mi „Betrojerinki” Anny Wiatr. Oba reportaże opowiadają o zbędności polskich kobiet. Góra chce zasugerować, jak bardzo opresyjne jest ich wykluczenie z systemu w ogóle, ale również opowiada o zbędności w rodzinie, gdyż sporo historii z tej książki to smutne opowieści o tym, jak najbliżsi potrafią odrzucić. Wiatr koncentrowała się na tym, że kobiety w pewnym wieku stają się niepotrzebne polskiemu rynkowi pracy. U Góry mierzą się z brakiem własnego miejsca i często brakiem poczucia istotności swojego istnienia. W reportażu Wiatr jest też podobnie, choć w innym kontekście. „Kobiety, których nie ma” – ze świetnie dobranym tytułem – to zatem kolejna reporterska opowieść o osobach, którym nie poświęca się czasu ani uwagi, a które muszą być silne tylko po to, by przetrwać.

Podoba mi się to, że w narracji Sylwii Góry znajdujemy się jednocześnie w dwóch przestrzeniach. Ta pierwsza, sugerowana przez tytuł, to przestrzeń poruszających opowieści kobiet, które z bardzo różnych powodów znalazły się na ulicy. Drugą jest środowisko, w którym stworzono struktury odpowiedzialne za to, by takim kobietom pomagać. Góra równie uważnie wysłucha kobiet w kryzysie bezdomności, jak i ludzi starających się takim kobietom na co dzień pomagać. Szczególnie cenne w tym reportażu jest zatem obiektywizowanie problemu. Autorka nie skupia się tylko na swoich rozmówczyniach i ich porażkach. Tym bardziej że często opowiadają o tym, co im wyszło, z czego są zadowolone lub dumne. To rzecz o dużo szerszym kontekście – usiłująca pokazać, jak wygląda problem bezdomności w Polsce i jakie środki oraz możliwości są wykorzystywane, by pomagać ludziom bez własnego adresu.

Dlaczego uwaga Góry skupia się tylko na kobietach? Powodów jest kilka, są parokrotnie w tej książce przypominane. Zasadniczo chodzi o to, jak duży poziom przemocy towarzyszy osobie bezdomnej płci żeńskiej. Bardzo często jest tak, że portretowane kobiety uciekają od przemocy i pozostanie na ulicy to ich desperacki akt obrony własnej godności. Bardzo wiele jest tu związków tego, jak źle funkcjonują więzi rodzinne, z tym, jak to potem przekuwa się w poczucie społecznej zbędności. Z drugiej strony rozmówczynie Sylwii Góry chcą naprawić rodzinne relacje, są gotowe wiele wybaczyć i chciałyby nowego początku. Jednak część z nich zwyczajnie się wstydzi swojej sytuacji i niejednokrotnie nawet najbliżsi nie wiedzą, że ich żona/matka/córka mieszka na ulicy.

Jak nazwać kobiety, o których opowiada ta książka? Czy mamy jakiekolwiek prawo do tego, by je oceniać? Nazwać naiwnymi, oszukanymi, niezaradnymi czy zagubionymi? „Kobiety, których nie ma” to opowieść odważnie wychodząca naprzeciw krzywdzącym stereotypom dotyczącym bezdomności. Dowiemy się z niej, że dramatyczna sytuacja bytowa i egzystencjalna to bardzo często wynik fatalnego zbiegu okoliczności. Że jedna kostka życiowego domina tych kobiet kiedyś upadła zupełnie niespodziewanie, a kolejne poszły za nią. Stąd też ogromna wartość poznawcza tej książki, nie mówiąc o bardzo istotnej tematyce społecznej.

Sylwia Góra całkowicie oddaje swoim bohaterkom przestrzeń rozmowy. Zapisy tego, co opowiedziały, to monologi sygnowane inicjałami i krótkimi wstępami lub komentarzami po opowieściach. Autorka zachowuje stylistykę oraz leksykę opowiadających. Dzięki temu również językowo opowieści te pokazują trudność samostanowienia i godność walki o samą siebie bez względu na okoliczności. Część rozmówczyń ma ten komfort, że otrzymały własne mieszkanie, w którym – na określonych przez system zasadach – próbują odbudować życie i stanąć na nogi. Każda z nich sprawia wrażenie bardzo pokornej wobec swojego losu i każda z nich jest inna. Są kobiety wycofane i gotowe na każdy kolejny cios, który być może przyjmą z uległością. Są również rozmówczynie bardzo przedsiębiorcze, nabierające pewności siebie; niektóre nonszalancją zasłaniają to, czego się wstydzą. Jest to bowiem książka o kobiecym wstydzie. O tym, że w przypadku bezdomności osadza się on gdzieś bardzo głęboko. Rujnuje osobowość. Doprowadza do zachowań, których konsekwencją może być tylko jeszcze większy wstyd.

Ale kobiety z książki Góry to naprawdę bohaterki. Heroicznie wręcz walczące o namiastkę normalności, kiedy większość życia była funkcjonowaniem w nienormalnych warunkach i toksycznych relacjach. Heroizm dostrzec można również w postawach ludzi, którzy im pomagają. „Kobiety, których nie ma” to przecież opowieść o licznych możliwościach, z których osoby w kryzysie bezdomności nie zdają sobie sprawy. Sylwia Góra jakby mimochodem i bardzo płynnie włącza się w działania na rzecz osób bezdomnych. Uczestniczy w pracy streetworkerek i streetworkerów, którzy pracując w terenie, nigdy nie narzucają swojej pomocy. Autorka przeprowadza również szereg ważnych rozmów z ludźmi, którzy pokazują, jak wiele skomplikowanych aspektów ma polska bezdomność i bezdomność polskiej kobiety przede wszystkim. Dzięki tej publikacji ujrzymy prawdziwe oblicze problemu. Tak złożone, choć w opinii publicznej często tak upraszczane.

Są tu bowiem opisane losy kobiet w bardzo różnym wieku. Tym emerytalnym, lecz również jeszcze nastoletnim. Są rozmówczynie, które uciekały od pijących i przemocowych partnerów, ale jest też bizneswoman, której życie rozpadło się po jednym zasadniczym błędzie w prowadzeniu własnej działalności. Mnie najmocniej dotknęła historia Ukrainki, która uciekła ze swojej ojczyzny bynajmniej nie przed piekłem wojny, ale przed światem, którego wyobrażenie przeraża. Są tu też kobiety, które chciałyby naprawy rodzinnych stosunków, choć wszystko wskazuje na to, że w tej chęci pozostają odosobnione. Sylwia Góra odwiedza swoje rozmówczynie w różnych miejscach. Między innymi w schroniskach dla bezdomnych, które – jak wskazuje książka – są już trzecim stacjonarnym etapem pomocy ludziom pozbawionym dachu nad głową: po ogrzewalniach i noclegowniach. Gdziekolwiek znajduje się autorka, jest otwarta na problem i umie słuchać. Pozwala sobie, zwłaszcza w zakończeniu, na kilka istotnych podsumowań, ale nie chce być dydaktyczna. Oddaje głos ludziom, których spotyka – tym potrzebującym pomocy i tym, którzy tę pomoc oferują. Góra odwiedza sześć polskich województw, pokazując zróżnicowanie problemu i to, że w zależności od rejonu naszego kraju pomoc dla kobiet, które utraciły swoje domy, może się znacznie różnić. Kryzys bezdomności jest jednak ten sam – bez względu na to, czy nie ma się domu w Trójmieście, czy w Katowicach.

Wydaje mi się, że wypowiadające się w tej książce kobiety z różnych powodów nie chcą się żalić. To nie są opowieści o bezradności czy poczuciu bezsensu istnienia. Czytając o tych zmaganiach i towarzyszących im przemyśleniach, można odnieść wrażenie, że bohaterki mają w sobie niebywałe pokłady siły. Ale również empatii i zrozumienia dla świata, który był dla nich gorzki i je krzywdził. Sylwia Góra podejmuje bardzo ważny temat. Kieruje naszą uwagę na świat, od którego odwracamy wzrok. Ten reportaż to dowód dużej wiary i nadziei, że najgorsze nawet życiowe perturbacje mogą mieć w miarę szczęśliwe zakończenia. Nie ma tu marazmu, narzekania, nie jest to książka o ludziach, którzy tylko się żalą na swój los. Odważna i istotna publikacja o tym, że egzystencjalna niepewność nie zawsze graniczy z szaleństwem, upadkiem czy deprecjonowaniem siebie albo świata.

Brak komentarzy: